Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 sierpnia 2026

 

AVNI DOSHI „GORZKI CUKIER” (Burnt Sugar), Wydawnictwo w.a.b. 2023


Poruszająca historia relacji dwóch hinduskich kobiet – cierpiącej na chorobę Alzheimera matki i jej córki – piękna powieść amerykańsko-hinduskiej pisarki Avni Doshi „Gorzki cukier” – jedna z pretendentek do tytułu mojej książki roku.

Antara jest artystka, żyje szczęśliwie u boku męża Dilipa, zaczyna myśleć o dziecku. Realizuje też artystyczny projekt swojego życia – każdego dnia roku maluje nową wersję portretu mężczyzny z pewnego zdjęcia. Spokój jej życia zakłóca wiadomość o chorobie matki – Tary, która w postępującym tempie traci pamięć i powoli zaczyna stanowić zagrożenie dla siebie i bliskich.

Konieczność nawiązania bliższych relacji z matką jest dla Antary impulsem do retrospektywnej podróży w przeszłość i analizy trudnego związku matki z córką. Szokują fragmenty, w których Antara wspomina swoje dzieciństwo, częściowo spędzone w aśramie – swego rodzaju komunie, gdzie matka została jedną z kochanek guru, czy też rozdział poświęcony wysłaniu dziewczynki na rok do prywatnej szkoły religijnej.

Kim jest tajemniczy mężczyzna ze zdjęcia, które stało się dla Antary inspiracją do stworzenia cyklu codziennych portretów? Skąd agresywna reakcja Tary na zdjęcie i artystyczny cykl prac jej córki?

Książka w niezwykle intrygujący sposób ukazuje relacje matka – dorosłe dziecko w kulturze hinduskiej, podkreśla, że problem opieki nad dorosłym rodzicem jest interkulturowy i nie zależy od miejsca, rasy, czy religii. Bardzo ciekawa jest też reakcja Antary na własne macierzyństwo, które w dużym stopniu zmienia jej postrzeganie świata.

Avni Doshi jest ostra i zdecydowana w swoich opisach i opiniach, świetnie posługuje się językiem, błyskotliwie przybliża kulturę Indii i współczesne problemy kraju. Książka zasłużenie znalazła się wśród finalistek mojej ulubionej nagrody literackiej Booker Prize, choć przegrała z powieścią Douglasa Stewarta „Shuggie Bain”.

Książkę czyta się bardzo dobrze, między innymi dzięki znakomitemu przekładowi Agnieszki Wilgi, choć jest to lektura trudna, wymagająca, poruszająca skomplikowane i intymne sfery życia. Gorąco polecam powieść Gorzki cukier”, bo to dobrej jakości literatura o zajmującej treści.

Moja ocena: 8/10

niedziela, 16 sierpnia 2026

 

MARY GABRIEL „Madonna – a rebel life – biografia” Wydawnictwo Znak, Kraków 2024


Biografia Madonny autorstwa Mary Gabriel ukazała się już ponad dwa lata temu i zapoznałem się z nią już dawno, ale z recenzją tej wyjątkowej pozycji wstrzymałem się do dzisiejszych urodzin piosenkarki.

Śledzenie losów Artystki, która sprzedała najwięcej płyt na świecie, rozpoczyna się dość zaskakująco w roku 2000, kiedy 28 listopada w Brixton Academy w Londynie Madonna dała krótki, lecz niezwykły koncert, promujący właśnie wydany elektropopowy album „Music”. Swoim plastycznym opisem Mary Gabriel rozgrzewa czytelników i zachęca ich do dalszej lektury tego pokaźnego tomu, by cofnąć się do roku 1958 roku i narodzin przyszłej Gwiazdy.

Gabriel z dziennikarską dokładnością przedstawia chronologicznie koleje życia Madonny, a wszystko podzielone jest na geograficzne i czasowe odcinki – podrozdziały, np. „Los Angeles, Miami 1999”, czy „Indianapolis, Nowy Jork 2012”. Autorka pisze dużo o determinacji piosenkarki, zwłaszcza w początkowej fazie kariery, kiedy Madonna walczyła o każdy przebój, każdy klubowy występ, o zainteresowanie mediów. Właśnie ten wczesny okres Madonny – pierwsza połowa lat 80-tych wydaje się być przedstawiony w biografii w szczególnie zajmujący sposób. Gabriel poświęca dużo uwagi wczesnym przyjaźniom Madonny, które nie zawsze wytrzymały próbę czasu. Pisze też dużo o jej zaangażowaniu w kwestie LGBTQ+ oraz działalność na rzecz ofiar epidemii AIDS.  

Wydawało mi się, że jako naprawdę wielki fan Madonny, podążający za jej życiem i karierą od przeszło już 40 lat, nie jestem w stanie dowiedzieć się o Gwieździe wiele nowego. Liczyłem bardziej na uporządkowanie wiedzy i nowe spojrzenie na Gwiazdę. O, jakże się myliłem. „Rebel life” jest kopalnią nowości, ciekawostek, wielu faktów, a dodatkowo zawiera pogłębioną analizę wielu trendów społecznych, artystycznych i kulturowych, które wiążą się z Madonną i przebiegiem jej kariery. To także skrupulatna charakterystyka wszystkich tras koncertowych, które odbyła Artystka, wraz ze szczegółowym opisem przygotowań i prób.

Życiem Madonny zajmowało się wielu biografów, choćby Lucy O’Brien, czy J. Randy Taraborrelli, ale żadna z wcześniejszych biografii nie była tak osobista, znakomicie udokumentowana w wiarygodnych źródłach, tak zajmująca i wzorowa. Kariera Madonny jest tak intrygująca, pełna zwrotów akcji, wzlotów i upadków, że jawi się jako gotowy materiał na świetny film. Tym, co ujęło mnie w książce Gabriel jest też to, że autorka nie tworzy panegirycznej sylwetki osoby idealnej, nieskazitelnej, niepokalanej. Madonna w „Rebel life” jest żywa, ze swoimi wadami i zaletami, czasami nieprzemyślanymi działaniami, nieograniczoną dobrocią i momentami okrucieństwa

Nie trzeba być wielbicielem Madonny, by przeczytać ten ponadtysiącstronicowy tom. „Madonna – a rebel life – biografia” to nie jedynie przedstawione ze szczegółami życie Madonny, to także obraz świata zmieniającego się przez ostatnie lata, analiza prądów współczesnej popkultury, autentyczny wizerunek społeczeństwa amerykańskiego lat 1960 – 2020, historia przemian społecznych i artystycznych. Książkę czyta się znakomicie, trudno się z nią rozstać, chce się więcej. Jestem ciekaw, czy kolejnemu biografowi uda się pokonać profesjonalizm, wnikliwość, narracyjny talent i rzetelność Mary Gabriel. Fantastyczna lektura! Hołd oddany Madonnie i wszystkim, którzy pomogli jej stworzyć siebie – największą i najsilniejszą kobietę w historii światowego przemysłu muzycznego.

Moja ocena: 10/10

piątek, 31 lipca 2026

 

JACEK OSTROWSKI „Początek” Skarpa Warszawska 2026


Czy którykolwiek czytelnik, sięgając przed laty po powieść „ Paragraf 148” Pana Jacka Ostrowskiego – historię kryminalnych zagadek rozwiązywanych przez odważną i niezłomną płocką prawniczką Zuzę Lewandowską, nawet przez chwilę pomyślał, że książka przerodzi się w serię, która doczeka się piętnastu tomów? Właśnie skończyłem lekturę najnowszej części „Serii z Papugą” i jak zwykle jestem w zachwycie.

„Początek”, bo o tej powieści mowa, należy do serii, ale nie jest to klasyczna kontynuacja, lecz – mówiąc językiem Hollywood – prequel. Młodziutka Zuza właśnie kończy praktykę w Łodzi po studiach prawniczych w Warszawie i wraca do rodzinnego Płocka, gdzie jej ojciec, Ambroży Lewandowski, prowadzi jedną z najbardziej znanych kancelarii adwokackich w mieście. Kobieta od samego początku wie, czego chce dokonać i jak chce pracować. Będzie adwokatem, tak jak jej ojciec, ale pomiędzy sprawami rozwodowymi i bronieniem lokalnych rzezimieszków pragnie rozwiązywać kryminalne zagadki miasta. Wie, że nieudolna milicja obywatelska nie jest w stanie dochodzić do prawdy w najbardziej skomplikowanych sprawach, zwłaszcza teraz – po awansie znanego z bardzo małego rozumku kapitana Mariańskiego.

Zuza zamierza wcielać się w rolę prywatnego detektywa, choć jest to w PRL-u zakazane. Pierwsza sprawa – morderstwa sędziego Waszczaka – wydaje się być wprost idealna dla debiutującej prawniczki. W śledztwie wspomaga ją były milicjant – Tomczak, ale splot niefortunnych wydarzeń prowadzi do nawiązania współpracy z czynnym funkcjonariuszem, Apoloniuszem Nowakiem, którego Zuza – z racji dość specyficznego imienia – postanawia nazywać po prostu Nowakiem. W tle znajdują się historie jeszcze z czasów II wojny światowej, tajemniczy sygnet i sprzeczne zenania wielu podejrzanych.

Napisanie świetnego prequela jest bardzo ciekawym zabiegiem ze strony autora serii – Pana Jacka Ostrowskiego, który nie tylko rokrocznie dostarcza czytelnikom dwa nowe tomy serii, ale bezustannie na szeroką skalę promuje Płock – nasze urocze miasto i jego bogatą historią.

„Początek” pozwala nam nie tylko poznać pierwsze zawodowe kroki Zuzy, ale wprowadza do akcji Ambrożego Lewandowskiego, którego nie ma już wśród żyjących bohaterów w „Paragrafie 148”. Dowiadujemy się także o przyjaźniach Zuzy, poznajemy „zimnego chirurga” Ludwickiego, Teresę – koleżankę Zuzy ze szkoły. Jest ciekawie – trup ściele się gęsto, są momenty przerażające, są fragmenty pełne humoru – mamy wszystko, czego potrzeba od lekkiego, wciągającego kryminału na lato.

Myślę, że autor pójdzie za ciosem i zanim wróci do rzeczywistości Zuzy z lat 80-tych, którą zakończył na „Opowieści wigilijnej”, pozwoli nam jeszcze poznać wczesną młodość Zuzanny i jej kolejne zawodowe – legalne i te nielegalne – doświadczenia.

Życząc Panu Jackowi Ostrowskiemu dużo zdrowia, zachęcam wszystkich do lektury Serii z Papugą. Warto ją zacząć od najnowszej części – „Początek”, bo to literacki powrót do przeszłości głównej bohaterki.

Moja ocena: 10/10

czwartek, 23 lipca 2026

 

MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK „Czerń”, Wydawnictwo w.a.b. 2020


„Czerń” - drugi tom kolorowej serii Małgorzaty Oliwii Sobczak – przeczytałem już dość dawno, ale dzielę się teraz moją opinią o książce w związku z pojawieniem się Netflixowej adaptacji powieści. Filmu nie widziałem, ale książka jest po prostu bardzo dobra i jeszcze bardziej przejmująca i trzymająca w napięciu niż poprzedzająca ją „Czerwień”, gdyż dotyczy okrucieństwa i przemocy wobec dzieci.

Główny bohater serii, przystojny i niezwykle inteligentny prokurator Leopold Bilski, po sprawie Skalpela, podczas której naraził na śmiertelne niebezpieczeństwo siebie i Annę Górską, swoją asystentkę i ukochaną, zostaje zdegradowany – traci stanowisko w prokuratorze w Sopocie i trafia do placówki w Kartuzach. Łączy się to z powrotem do miasteczka po wieloletnim pobycie za Atlantykiem Julii Sarman, pisarki, która zamieszkuje w Kartuzach z kilkuletnim synkiem. Podczas lokalnego festynu dziecko zostaje uprowadzone w tajemniczych okolicznościach. Zaginięcie chłopca łączy się ze zniknięciem Amelki, zbuntowanej nastolatki. Czy w Kartuzach grasuje porywacz dzieci?

Książka jest naprawdę ciekawa i należy do pozycji, które ciężko odłożyć na półkę nieskończone. Dużym atutem książek Sobczak, w tym „Czerni”, jest bardzo sprawny język, bardzo obrazowy, zachęcający do lektury, czego często brakuje książkom kryminalnym. Pisarka tworzy niezwykle sugestywne sceny, wszystko jest spójne i rzeczowe. Interesujące są postaci, które kreuje pisarka, można je łatwo zwizualizować, polubić lub znienawidzić. Wrażenie robi także fachowe przygotowanie autorki do pisania, profesjonalny research, powoływanie się na wiarygodne źródła. Muszę przyznać, że po czterech przeczytanych przeze mnie tomach serii Małgorzata Oliwia Sobczak jest teraz dla mnie pierwszą damą polskiego kryminału.

Zachęcam do lektury, bo zapewnia emocje i wiele wrażeń, choć dużo w książce okrucieństwa. Autorka tak konstruuje tekst, że każdy drugoplanowy bohater staje się podejrzanym, a prawda okazuje się czyhać tuż za rogiem. Polecam.

Moja ocena: 8/10

sobota, 24 stycznia 2026

 „POMOC DOMOWA” – FILM I LITERACKI PIERWOWZÓR

Dziś o książce i jej filmowej adaptacji – „Pomoc domowa”.

Zacznijmy od książki. Wszak na początku było słowo…

FREIDA McFADEN „Pomoc domowa”, Wydawnictwo Czwarta Strona 2023


Przeczytałem o tej książce, że zawiera wiele zaskakujących zwrotów akcji. I to prawda. 26-letnia atrakcyjna Millie po dziesięciu latach opuszcza zakład penitencjarny i za wszelką cenę próbuje znaleźć pracę. O dziwo, znajduje ją dość szybko jako pomoc domowa w posiadłości niezwykle zamożnej rodziny Winchesterów: Niny, Andrew i ich siedmioletniej córeczki Cecelii. Wprawdzie pokój służbowy, w którym zamieszkuje, jest klaustrofobicznie mały, ale i tak wydaje się luksusem w porównaniu z mieszkaniem w samochodzie.

Do obowiązków Minnie należy utrzymanie domu, gotowanie i opieka nad dziewczynką. I wszystko byłoby wprost bajeczne, gdyby nie wychodzące na światło dzienne makabryczne fakty dotyczące pani domu. Sielanka i zachłyśnięcie się pracą u Winchesterów szybko zmieniają się w koszmar. Czy pozostająca na zwolnieniu warunkowym z więzienia Minnie poradzi sobie z tą sytuacją?

Książka napisana jest bardzo sprawnie (podobnie jak polski przekład opracowany przez Elżbietę Pawlik). Trudno oderwać się od zaskakującej fabuły i to prawda, że rozwój akcji pełen jest niespodziewanych zwrotów. Widać, że McFaden, prywatnie lekarka, ma zmysł do tworzenia porażających historii i żywych, intrygujących postaci. Zarówno Millie, jak Nina i Andrew, budzą sprzeczne emocje i ciekawie poznaje się ich zagmatwane losy. Każdy szczegół w książce ma znaczenie i lekturę trzeba czytać uważnie, bo pewne wydarzenia zostają wyjaśnione w dalszym biegu akcji.

Książkę czyta się bardzo dobrze i to naprawdę ciekawy thriller – doskonały na długie, mroźne wieczory tego sezonu.

Moja ocena: 8/10

A teraz kilka słów o filmowej adaptacji.

„Pomoc domowa” (The Housemaid), USA 2025


Film w reżyserii Paula Feiga jest dość wierną adaptacją powieści „Pomoc domowa” Freidy McFaden. W rolę Millie – gosposi z przeszłością – wciela się będąca bożyszczem Ameryki atrakcyjna Sydney Sweeney. Rola niezrównoważonej psychicznie Niny przypadła bardzo dobrej Amandzie Seyfried, zaś przystojnego i nieomal nieskazitelnego pana domu, Andrew, gra Brandon Sklenar (najbardziej znany bodaj z roli w „It ends with us” z Blake Lively).

Film ogląda się dobrze, ma dobry scenariusz, a cała historia jest na tyle zajmująca, że dwie godziny seansu mijają niepostrzeżenie. W filmie jest trochę jak w „Twin Peaksie” – nic nie jest tym, czym się wydaje. Muszę przyznać, że mam problem z grającą główną rolę Sydney Sweeney – choć jest stworzona do tej – potrafi zagrać skromną kandydatkę na pomoc domową, by przeistoczyć się w wampa i gra poprawnie, ale nie mogę zdobyć się na sympatię do aktorki. Przekonała mnie do siebie w „Reality”, ale później już zawsze było gorzej. Dużo lepiej aktorsko wypada Amanda Seyfried – ale to już doświadczona gwiazda, która ponownie otarła się w tym roku o nominację do Oscara – tym razem za film „Testament Ann Lee”. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie filmowego Andrew, ale Sklenar nie jest zły w tej roli.

O filmowej jatce i wszystkich zaskoczeniach trudno zapomnieć i film jest naprawdę niezłym thrillerem, choć muszę przyznać, że bardziej podoba mi się literacki pierwowzór „Pomocy domowej”, stąd wyższa nota za powieść. Polecam.

Moja ocena: 7/10


piątek, 26 grudnia 2025

 

JACEK OSTROWSKI „OPOWIEŚĆ WIGILIJNA”, Skarpa Warszawska 2025


Czy tytuł „Opowieść wigilijna” kojarzy Wam się przede wszystkim ze znaną lekturą Charlesa Dickensa o Ebenezerze Scrooge’u – największym skąpcu na świecie, którego serce zmiękcza wigilijna noc? Od dziś tytuł ten bezwzględnie będzie przywodził na myśl najnowszą powieść Pana Jacka Ostrowskiego – czternasty tom kryminalnych przygód rezolutnej i bezkompromisowej płockiej adwokatki – Zuzy Lewandowskiej, która w mrokach PRL-u rozwiązuje w Płocku zagadki morderstw, przestępstw i rozmaitych sensacyjnych intryg.

Tom rozpoczyna wybuch w kamienicy przy ulicy Zduńskiej, gdzie mieszka Zuza – od początku oczywiste jest, że ktoś czyha na jej życie. Kontakt z naszą bohaterką nawiązuje rodzina jej biologicznego ojca – niejakiego Marcinkowskiego. Okazuje się, że nieżyjący funkcjonariusz służb specjalnych pozostawił po sobie wiele dzieci z nieprawego łoża, a wszystkie je łączy wspólna fizyczna cecha – charakterystyczne znamię na ręku. Ktoś pragnie pozbawić życia wszystkich potomków Marcinkowskiego. Zuza rozpoczyna dramatyczne poszukiwania swojego rodzeństwa, ale morderca okazuje się bardziej przebiegły, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

W życiu zawodowym Zuzy także duże zmiany. Jej wieloletni wspólnik Kowalski wraz z aplikantką Jolką postanawiają się usamodzielnić i zakładają własną kancelarię na ulicy Kolegialnej. Biurem Zuzy na Tumskiej – najbardziej reprezentatywnej ulicy w mieście - zaczyna się interesować nowy prawnik w Płocku, przybyły z Warszawy Świątek. Czy przystojny i uprzejmy adwokat zdobędzie sympatię Zuzanny ?

Zuza Lewandowska na dobre zadomowiła się na pólkach biblioteczek w wielu domach, na wystawach wielu księgarń, ale przede wszystkim w sercach wiernych czytelników. Dzięki kreatywności i poczuciu humoru autora zainteresowanie serią nie słabnie, a sygnalizowane nowe wątki zapowiadają kolejne odsłony płockiego cyklu. Zuza jest bezsprzecznie najciekawszą bohaterką, ale cała galeria intrygujących postaci – z przyjaciółmi Lewandowskiej na czele – jedynie podsyca fenomen.

Krwawa i pełna trupów „Opowieść wigilijna” to doskonała lektura w okresie świątecznym – pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, dramatycznych i nieprzewidywanych sytuacji, niezwykłych i zaskakujących wydarzeń. Książkę czyta się szybko, powieść sprawnie wciąga czytelnika w świat peerelowskich przestępstw, machlojek, przekrętów…

Pan Jacek – autor „Opowieści wigilijnej” - walczy obecnie z problemami medycznymi – w imieniu wielbicieli i czytelników życzę Panu szybkiego powrotu do zdrowia i kolejnych jeszcze bardziej udanych tomów opowieści o Zuzie – jesteśmy od nich uzależnieni, dlatego dziękujemy za czternaście części, ale czekamy na więcej.

niedziela, 14 grudnia 2025

 

TAN TWAN ENG „Dom Drzwi” (The House of Doors) Wydawnictwo Poznańskie 2024


Tan Twan Eng – to pisarz angielsko-malezyjski, który zdobył uznanie i popularność trzema powieściami: „The Gift of Rain”, „Ogród wieczornych mgieł” oraz „Dom Drzwi”. Trzecia z nich – nominowana do Nagrody Bookera w 2023 roku, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, w znakomitym przekładzie Agaty Ostrowskiej, została moją zagraniczną książką tego roku.

Choć akcja powieści rozpoczyna się na farmie w Republice Południowej Afryki w 1947 roku, gdzie swoje dojrzałe lata spędza Brytyjka Leslie – główna bohaterka „Domu Drzwi”, szybko retrospektywnie przenosimy się w lata 20-te do kolonialnej Malezji, do Penangu, gdzie Leslie mieszka wraz ze swoim mężem, Robertem – wziętym prawnikiem. Prowadzą bogate życie towarzyskie jako część lokalnej śmietanki i elity. Dużym urozmaiceniem jest przybycie do ich posiadłości Williama Somerseta Maughama, który na dłużej zatrzymuje się w Malezji wraz ze swoim sekretarzem – kochankiem. Leslie coraz bardziej pochłania działalność rewolucyjna jej chińskich przyjaciół, a poznanie Arthura Loha – właściciela tajemniczego Domu Drzwi – na zawsze zmienia jej życie.

Książka jest bardzo pięknie napisana i skonstruowana. Tak jak w najlepszej prozie być powinno, każdy szczegół ma znaczenie i okazuje się istotny dla rozwoju akcji. Tan Twan Eng interesująco opisuje różne rodzaje i stadia miłości i w intrygujący sposób wplata fakty w literacką fikcję. Dzięki powieści możemy lepiej poznać postać angielskiego pisarza W. Somerseta Maughama, nieco w Polsce niedocenianego i rzadko czytanego i tłumaczonego.

Powieść znakomicie ilustruje kolonialną przeszłość Wielkiej Brytanii i w ciekawy sposób pokazuje życie ekspatriatów w angielskiej kolonii. Tan Twan Eng doskonale nawiązuje do tradycji brytyjskiej powieści kolonialnej i wnikliwie ilustruje relacje między angielskimi przybyszami a rdzennymi mieszkańcami Azji Południowo-Wschodniej. Pikanterii dodaje powieści przedstawiona tam autentyczna sprawa Ethel Proudlock, książkowej przyjaciółki Leslie, oskarżonej o morderstwo pierwszego stopnia.

Książkę czyta się wolno, delektuje się jej językiem, kreacją bohaterów, opisami, dialogami. Pewnie nie każdy oceni powieść tak wysoko, ale ja w 2025 roku nie przeczytałem lepszego nierodzimego tekstu i dlatego „Dom Drzwi” Tan Twa Enga zostaje moją zagraniczną książką roku.

Moja ocena: 9/10

środa, 29 października 2025

 
JAKUB MAŁECKI „Obiekty głębokiego nieba”, Wydawnictwo SQN 2025


Jakub Małecki powraca książką „Obiekty głębokiego nieba” – powieścią niepokojącą, wieloznaczną, poruszającą i piękną – historią o zwykłych – niezwykłych ludziach.

Janek Wrzosek – absolwent polonistyki, inteligentny wrażliwiec w swojej rodzinnej wsi poznaje atrakcyjną Igę i zakochuje się w niej bez pamięci. Po ślubie Iga i Janek zamieszkują w Warszawie. Życie młodego mężczyzny zapowiadało się zupełnie inaczej – chciał pisać, opublikował nawet dwa opowiadania w prestiżowych periodykach, ale obecnie prowadzi firmę remontową i – jak to sam określa – pracuje dla bogatych ludzi. Jego piękna żona rozwija swoją korporacyjną karierę w dziale public relations. Cieniem na ich życiu kładzie się poznanie młodej, atrakcyjnej pary – Weroniki i Mateusza. Rozpoczynają z nimi eksperymenty erotyczne, co okazuje się na zawsze zmienić ich życie.

Powieść Małeckiego to także tocząca się swoim torem historia Pawła Wrzoska – ojca Janka, rolnika i hodowcy świń, który porzucony przez żonę zostaje sam z nastoletnim synem i nigdy nie godzi się z zaistniałą sytuacją. Rozbicie rodziny na zawsze zmienia Pawła Wrzoska, ale też jego syna, ma też duży wpływ na związek Janka i Igi.

Brzmi jak zwykła, nieco naiwna opowieść o życiu i miłości? Być może tak, ale autor opisuje wszystkie wydarzenia w rodzinie Wrzosków – zarówno w życiu Janka, jak i Pawła - w sposób tak wrażliwy, wyważony i subtelny, że prozę czyta się jak poezję. „Obiekty głębokiego nieba” to powieść o tym, jak łatwo jest utracić szczęście i jak trudno jest je potem odzyskać, choć znajduje się na wyciągnięcie dłoni, o tym jak nie potrafimy dostrzegać własnego spełnienia i jak cały czas niepotrzebnie dążymy do osiągania coraz wyższych celów. To powieść o pięknej, wzruszającej i prawdziwej miłości między kobietą i mężczyzną, tak jak między Jankiem i Idą, czy miłości ojca Janka do jego matki, ale też o pięknie przedstawionej miłości między ojcem i synem.

Małecki wraca w powieści do swoich charakterystycznych motywów – ludzi wsi, samotności, wierności, bezwarunkowej miłości, zgody z naturą, przemijania i śmierci. W książce odnajdziemy niezwykle poruszające opisy i wydarzenia, jak choćby relację, jaka połączyła ojca Janka i lisa. Ciekawym zabiegiem literackim jest także zamieszczenie książki w książce – w powieści znalazły się fragmenty prozy Janka. Początek „Obiektów głębokiego nieba” zaskakuje i może nawet nieco rozczarowuje, powieść nabiera tempa i głębi wyrazu w swojej głównej części i prowadzi do odrobinę ckliwego, choć nadal zaskakującego zakończenia.

Uwielbiam delektować się prozą Małeckiego, powoli zanurzać się w jego historie, poznawać świat przedstawiony w jego prozie, a „Obiekty głębokiego nieba” są w tej kwestii niezwykłe. Myślę, że każdy czytelnik odnajdzie w sobie pewną cząstkę Janka lub Pawła Wrzosków i zastanowi się nad tym, jak drobne i większe wydarzenia w naszym życiu mogą je nieodwracalnie zmienić.

Obok „Światłoczułości” Jakuba Jarny najlepsza polska powieść, jaką czytałem w 2025 roku.

Moja ocena: 10/10

niedziela, 7 września 2025

 

AUDREY MAGEE „Kolonia” Wydawnictwo Poznańskie 2022


Druga powieść irlandzkiej pisarki Audrey Magee przyniosła jej ogromną popularność i nominację do najważniejszego dla mnie literackiego wyróżnienia – Nagrody Bookera. To poetycka i wzruszająca opowieść o próbach utrzymania tożsamości, o roli języka i sztuki oraz o miłości, która musi nam towarzyszyć.

Jest rok 1979. Tytułowa kolonia to niewielka wyspa gdzieś na zachód od Irlandii, zamieszkała przez niewielu ludzi. Docierają do niej dwaj Europejczycy – Anglik – Pan Lloyd – uznany malarz, który przeżywa rozstanie z żoną i szuka na wyspie inspiracji do twórczej pracy oraz Francuz – Jean-Pierre Masson – naukowiec-lingwista, który od lat zajmuje się badaniem zanikającej, używanej jedynie na tej wyspie odmiany języka irlandzkiego. Rdzenny język jest wypierany przez wszechobecną angielszczyznę, a symbolem tego wyparcia staje się nastoletni James – pochodzący z rodziny, u której zatrzymali się dwaj przybysze. Choć nastawienie wyspiarzy do Anglii i Anglików jako byłych okupantów jest bardzo negatywne, James fascynuje się Panem Lloydem i odkrywa w sobie talent artystyczny. Jego piękna matka, Mairead, wdowa, która straciła męża w odmętach oceanu, staje się obiektem miłości zarówno Francuza, z którym od lat łączy ją zażyłość, jak i Brytyjczyka. Jest też Babka Jamesa – baczna obserwatorka i przedstawicielka najstarszego pokolenia, która jest dla lingwisty najważniejszym obiektem badań, bo najlepiej operuje rodzimą odmianą irlandzkiego.

Akcja powieści rozwija się wolno, spokojnie, ale porusza wiele istotnych kwestii związanych z naszym pochodzeniem, tożsamością, interkulturowymi wpływami, samotnością i pragnieniem miłości. Główni bohaterowie to mocno zarysowane, żywe sylwetki, z których problemami łatwo nam się utożsamiać. Audrey Magee przedstawia tę skomplikowaną problematykę w prosty i interesujący, symboliczny sposób, gdzie obaj cudzoziemcy stają się przekaźnikami innych wartości i mają inną wizję przyszłości wyspy i jej rdzennych mieszkańców. Mimo ważnej i podkreślanej roli Pana Lloyda i Jean-Pierre’a najbardziej intrygującą postacią staje się młody James – zagubiony między tradycją a nowoczesnością, własną kulturą a angielskimi i europejskimi wpływami. Ciekawe jest, jak potoczą się jego dalsze losy, gdyż to James jest jedynym ogniwem dającym kolonii szansę przetrwania w niezmienionym kształcie.

Jedną z urzekających cech powieści jest jej język – pozornie prosty, prawdziwie bardzo wyszukany i poetycki. Brawa dla Dobromiły Jankowskiej za wyśmienity przekład.

„Kolonia” powinna stać się intrygującą lekturą dla czytelników zainteresowanych losami kultury i języka, konsekwencjami międzykulturowych wpływów. To także piękny tekst dla wielbicieli wolno rozwijających się opowieści, w których pozornie niewiele się dzieje, a można odnaleźć w nich niekończące się pokłady tematów i emocji.

Moja ocena: 8/10

piątek, 29 sierpnia 2025

 

MAREK NIEDŹWIECKI, PIOTR STELMACH „Single z Żoliborza”, Wydawnictwo Literackie 2025


Pana Marka Niedźwieckiego i Pana Piotra Stelmacha – dwóch wielkich muzycznych dziennikarzy – nie trzeba nikomu przedstawiać. „Single z Żoliborza” to ich prowadzona od dawna audycja/podcast w Radiu 357, a teraz to także ich książka. Na każdą książkę autorstwa Pana Marka czekam zawsze z wypiekami i niewyrównanym oddechem. Nie inaczej było i tym razem!

„Single z Żoliborza” to zapis 34 rozmów obu znawców muzyki poprockowej. Choć obu panów dzielą blisko dwie dekady życia, muzyczne zainteresowania i osobowość, wiele ich łączy: miłość do radia i muzyki, ogromny szacunek dla artystów i słuchaczy oraz – myślę – przyjaźń i zrozumienie. Początkowe rozmowy dotyczą ogólnych wspomnień, podejścia do muzyki, wspólnych doświadczeń, niespodziewanych przebojów, zapraszanych do radia gości, najlepszych i najsłabszych wywiadów. Najważniejszą i najciekawszą częścią wydają się być rozdziały poświęcone wspomnieniom o wielkich muzykach – z Polski i ze świata.

Od Abby i Beatlesów  po Coldplay – pełne ciekawostek, wspomnień, wzruszeń rozmowy dwóch doświadczonych radiowców. Pojawia się także czwórka artystów polskich: kochana przez Marka Niedżwieckiego Basia Trzetrzelewska jako pomost między nami a światem i przykład bezprecedensowego sukcesu polskiej piosenkarki za Atlantykiem, ale przede wszystkim Kora i Manaam, Grzegorz Ciechowski i Republika oraz Perfect. Opowieści o Korze i Obywatelu G.C. szczególnie chwytają za serce, zwłaszcza kiedy obaj dziennikarze mówią o prywatnych kontaktach, czy wręcz przyjaźni z nieżyjącymi już wybitnymi muzykami. Nieocenionym dodatkiem dla mnie – fana list przebojów i wszelkich statystyk i zestawień -  są prywatne TOP 5 Niedźwieckiego i Stelmacha, prezentowane po rozmowie o każdym wykonawcy.

Niedźwiecki i Stelmach inaczej myślą, inaczej mówią, Marek jest bardziej stonowany w swoich wypowiedziach, bardziej wyważony, podczas gdy Piotra, tak jak na antenie, rozsadza energia, mówi szybko, dużo, widoczna jest ekscytacja dziennikarza. A co jest w tym wszystkim najwspanialsze? To jak znakomicie panowie się uzupełniają, jak się wzajemnie rozumieją i nawet jeśli ich podejście do danego artysty, utworu, czy gatunku jest odmienne, potrafią tę swoją odmienność szanować i akceptować. Potrafią być wobec siebie szczerzy do bólu, jak choćby podczas odpowiedzi na pytanie: Czego we mnie nie akceptujesz? / Co Cię we mnie irytuje?

Czy czegoś mi zabrakło? Naturalnie, sekcji poświęconej Madonnie. Piosenkarka jest wprawdzie wzmiankowana w książce, ale uważam, że tak wielkiej i popularnej gwieździe, z którą Pan Marek spotkał się osobiście w Hotelu Ritz w Paryżu podczas promocji płyty „Bedtime stories”, należał się osobny rozdział. No tak, najchętniej przeczytałbym całą książkę o tym, co Panowie Niedźwiecki i Stelmach sądzą o Madonnie i jej niezwykłej karierze.

„Singli z Żoliborza” czyta się rewelacyjnie i po kilku stronach zaczyna się mieć wrażenie, że jest współuczestnikiem tych rozmów, że jest się gdzieś obok Pana Marka i Pana Piotra i obcuje się z ich ogromną wiedzą i muzycznymi gustami. Książka jest bardzo ładnie wydana, a intrygującym dodatkiem są zdjęcia dziennikarzy z gwiazdami światowego formatu, naszą rodzimą muzyczną elitą oraz ozdobione autografami i dedykacjami okładki płyt wybitnych artystów.

Książka jest idealną lekturą dla chart freaków, ludzi, którzy kochają muzykę i listy przebojów, ale też dla tych, którzy przed laty kochali Trójkę – Program Trzeci Polskiego Radia i którzy kształtowali swoje gusta muzyczne dzięki audycjom Pana Marka i Pana Piotra. Trójka – stara, dobra radiostacja, którą w starym, nieomal perfekcyjnym kształcie po prostu nam zabrano – pojawia się nostalgicznie na wielu kartach „Singli z Żoliborza” – nie sposób od tego uciec…

Doskonała lektura.

Moja ocena: 10/10

czwartek, 28 sierpnia 2025

 

AGATA ZAMARSKA „Mieszkanie na ostatnim piętrze”, Grupa Wydawnicza FILIA 2025


Jeśli chcecie przeczytać lekki, lecz wciągający kryminał, polecam dziś „Mieszkanie na ostatnim piętrze” nowej polskiej gwiazdki tego gatunku – Agaty Zamarskiej.

Mieszkająca i pracująca w Londynie Karolina nagle otrzymuje niepokojący telefon z :Polski z informacją o niespodziewanej śmierci swojej siostry Moniki, z którą utrzymywała jedynie okazjonalne kontakty. Natychmiast przybywa do Warszawy, zatrzymuje się  w swoim rodzinnym mieszkaniu, w którym po śmierci rodziców mieszkała już tylko Monika i rozpoczyna przygotowania do pogrzebu, a potem do sprzedaży majątku. Poznaje dwójkę sąsiadów, młodych atrakcyjnych ludzi, z którymi Monika wydawała się utrzymywać bardzo przyjazne, bliskie relacje. Tamara jest samotną mamą rezolutnej Amelki i z sukcesem prowadzi cukiernię w mieście. Jest także Przystojny Filip – autor poczytnych horrorów.

Jednym z celów, który wyznacza sobie Karolina, jest ustalenie co naprawdę przydarzyło się Monice. Czy zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jak uważa policja, czy może było to samobójstwo. Za drugą opcją  przemawia pamiętnik młodej kobiety oraz tragedie, które wydarzyły się w rodzinie Karoliny i Moniki przed laty. Porządkowanie dokumentów i rzeczy osobistych zmarłej dziewczyny ujawnia kolejne fakty, zaś bliższe poznanie sąsiadów i przyjaciół Moniki oraz spotkania z panią Heleną, mieszkającą w kamienicy od lat, rzucają nowe światło na sprawę nieżyjącej siostry. Co tak naprawdę doprowadziło do śmierci Moniki?

Fabuła powieści prowadzona jest dwutorowo: pierwszoosobowa narracja Karoliny prezentuje bieżącą akcję, zaś pojawiające się sporadycznie wspomnienia Moniki powoli przybliżają nas do prawdy, co jest ciekawym zabiegiem literackim. Książka ma dobre tempo, którego nie wytraca do końca. Bohaterowie – głównie Karolina, Tamara i Filip – ukazani są w absorbujący sposób. Dzięki temu książkę połyka się nieomal natychmiast.

„Mieszkanie na ostatnim piętrze” nie jest książką niezwykłą, na zawsze zapadającą w pamięć, ale to przyzwoity thriller, który czyta się z przyjemnością i niesłabnącym zaciekawieniem. Powieść jest z  pewnością godna relaksacyjnej lektury w ostatni już, niestety, weekend wakacji.

Moja ocena: 6/10  

wtorek, 19 sierpnia 2025

 

JAKUB JARNO „Światłoczułość”, Wydawnictwo Literackie 2024


Bez wątpienia najgłośniejszy polski powieściowy debiut tego roku – porażający, niepokojący obraz losów dwojga młodych ludzi w obliczu niemiecko-rosyjskiej inwazji na Polskę podczas II wojny światowej, przedstawiony pięknym poetyckim językiem w wyszukanej literackiej formie – „Światłoczułość” Jakuba Jarny.

Główny bohater „Światłoczułości” to młody chłopiec, właściwie jeszcze dziecko, mieszkający na wschodnich kresach przedwojennej Polski. Nie poznajemy jego prawdziwego imienia, aż do momentu, kiedy podczas wojennej tułaczki przygarniają go dobrzy ludzie, dając mu imię i swoje nazwisko – Witold Szczombrowski. Czerwonogwardziści przeganiają Witka i jego nową rodzinę i tak rozpoczyna się wojenna tułaczka chłopca po całym kraju, gdzie dowiaduje się czym jest wojna, bezgraniczne okrucieństwo, dehumanizacja człowieka i śmierć. Jest jednak ktoś, kto pozwala Witkowi trwać, walczyć o każdy dzień, nie tracić nadziei. To Żerka – dziewczyna, którą poznał w swojej wsi i z którą połączyła go niezwykła relacja. Wojna okrutnie obchodzi się także z dziewczyną, ale Żerka przez cały czas wierzy, że spotka jeszcze swojego przyjaciela i na bieżąco pisze do niego listy. Część z nich nigdy nie zostaje wysłana.

Książka jest nowatorska formalnie. Rozpoczyna się jak typowa powieść z narratorem w pierwszej osobie, by przejść w powieść epistolograficzną, prezentującą bogatą korespondencję pisaną przez Żerkę do Witka, by nagle stać się zupełnie nową powieścią zatytułowaną „Migotanie”, napisaną po wojnie przez Witolda Szczombrowskiego. Zaskakuje indywidualizacja języka w trzech odsłonach „Światłoczułości” – zupełnie inaczej napisane są listy, innego języka używa autor powieści „Migotanie”, a jeszcze inaczej czyta się początek książki i obecne w niej pierwszoosobowe wtrącenia.

Tekst jest chwilami bardzo brutalny i okrutny. Ukazuje bezwzględność żołnierzy Armii Czerwonej (czy nadal możemy nazywać ich żołnierzami?), nazistów, ale także Polaków – bezdusznych wobec Żydów, innych Polaków, wobec bliźniego. Niektóre sceny pozostają w myślach i trudno się uwolnić od ich przemocowego, barbarzyńskiego charakteru. Obok ludzi-potworów, widzimy jednak postaci bezgranicznie dobre, gotowe nieść bezwarunkową pomoc, narażając swoje życie, by ratować inne. Dzięki temu obraz wojny nie jest jednostronny i staje się przez to bardziej wiarygodny. Książka może być jednak nie do zniesienia dla wrażliwego czytelnika.

I wreszcie wielka zagadka: kim jest Jakub Jarno? Czy to rzeczywiście genialny debiutant, czy może pseudonim artystyczny innego autora, który chciał odejść od swego gatunku i sprawdzić się literacko w zupełnie innym nurcie? Dlaczego Jakub Jarno nie chce pokazać twarzy, udzielać wywiadów, promować swojej arcydzielnej powieści? Czy to jedynie próba ochrony swojej prywatności? Jedna z interpretacji głosi, że pod pseudonimem ukrywa się najpopularniejszy polski autor kryminałów – Remigiusz Mróz – wielokrotnie oskarżany o grafomanię, brak talentu literackiego, prostotę i przewidywalność języka oraz umiejętność tworzenia jedynie nieskomplikowanych historii kryminalnych. Zupełnie mi ta interpretacja nie pasuje, „Światłoczułość” jest napisana w wyszukany, kunsztowny sposób. Prawdą jest, że autor powieści, podobnie jak Mróz, potrafi zręcznie utrzymać uwagę czytelnika, ale to chyba jedyna cecha, która łączy Jarnę z Mrozem. A może autorem „Światłoczułości” jest AI i jest to pierwsza polska powieść stworzona przez sztuczną inteligencję???

Książka jest wybitna – aż trudno uwierzyć, że jest wytworem ludzkiej wyobraźni. Ciekawi mnie niezmiernie, w jakim stopniu prawdziwa wojenna historia była inspiracją dla autora. Choć to potwornie trudny problemowo tekst, nie sposób nie docenić walorów powieści. To z pewnością najlepsza polska książka, jaką czytałem w tym roku.

Moja ocena: 10/10

niedziela, 27 lipca 2025

 

ROBERT MAŁECKI „Wiatrołomy”, Wydawnictwo Literackie 2023



Jednym z moich ulubionych współczesnych polskich pisarzy jest Jakub Małecki, autor „Dygotu”, „Rdzy” i „Święta ognia”. Ale jest też Robert Małecki – jeden z najpoczytniejszych autorów kryminałów, który – jak skromnie uważam – przeważa swoimi umiejętnościami nad gwiazdami powieści sensacyjnej: Remigiuszem Mrozem i Katarzyną Bondą. Wreszcie sięgnąłem po jedną z powieści Roberta Małeckiego – „Wiatrołomy” i nie żałuję swojej decyzji.

„Wiatrołomy” to pierwsza część cyklu „Z Archiwum X” , który uzupełniają powieści „Urwisko” i „Zapadlina”. Głównymi bohaterami serii jest para policjantów: Maria Herman – była hazardzistka, która zmaga się z demonami nieszczęśliwego dzieciństwa oraz Olgierd Borewicz (cóż za zbieżność nazwisk z bohaterem bodaj najpopularniejszego polskiego serialu kryminalnego lat 80-tych „07 zgłoś się”) – świeżo upieczony mąż i ojciec z dużymi trudnościami łączący te role z pracą detektywa Archiwum X – sekcji policji zajmującą się nierozwiązanymi sprawami sprzed lat.

A sprawa, którą zajmują się Herman i Borewicz, dotyczy zaginięcia dziecka – Filipa Witberga - przed 30 laty w Grudziądzu. Z detektywami kontaktuje się ojciec chłopca, który zostaje zamordowany w tajemniczych okolicznościach zanim funkcjonariusze Archiwum X zdołają do niego dotrzeć. Współpraca z matką chłopca nie układa się najlepiej. Okazuje się przez cały czas – od 30 lat – sprawą zajmuje się także były policjant – Kurek, który na dodatek pisze książkę o uprowadzeniu chłopca. W tle pojawia się mafia, sex biznes, nieprawidłowości działań policji przed lat i wiele tajemnic, które mają teraz szansę ujrzeć światło dzienne? Czy wspólne działania Marii Herman i Olgierda Borewicza oraz wiedza, którą dysponuje Marian Kurek, pozwolą na rozwikłanie zagadki uprowadzenia Filipa Witberga? Czym są tytułowe wiatrołomy?

Książka jest intrygująca. Czytelnik bardzo chce się dowiedzieć, co wydarzyło się przed 30 laty. Mocną stroną powieści są sprawny język i ciekawie poprowadzona fabuła. Bardzo dobre wrażenie robią też główni bohaterowie – Maria i Olgierd, uwikłani w rozmaite problemy zawodowe i życiowe, prawdziwe, ludzkie postaci.

„Wiatrołomy” nie są jednak wolne od wad. Jedną z nich jest nagromadzenie bardzo wielu pierwszo- i drugoplanowych bohaterów – tych współczesnych i tych sprzed 30 lat. Jest ich tak wielu, że naprawdę można się w meandrach akcji zagubić – właśnie z powodu mnogości bohaterów. Czy rzeczywiście wszystkie postaci są aż tak istotne dla rozwoju historii w powieści Małeckiego?

Powieść czyta się jednak naprawdę dobrze. To mój pierwszy kontakt z pisarzem, ale mam wrażenie, że lektura była przyjemniejsza i bardziej zajmująca niż w przypadku tekstów Bondy, a zwłaszcza Mroza. Dlatego polecam „Wiatrołomy” i jesnem przekonany, że wkrótce sięgnę po kolejne tomy z serii „Z Archiwum X”.

Moja ocena: 7/10

niedziela, 29 czerwca 2025

 

JACEK OSTROWSKI „Kanibal”, Skarpa Warszawska 2025


Trudno uwierzyć, że na półkach księgarskich pojawiła się już trzynasta odsłona rewelacyjnej Serii z Papugą autorstwa płocczanina, Pana Jacka Ostrowskiego. Ten nowy tom nosi intrygujący, lecz zatrważający tytuł „Kanibal”, a centralną postacią pozostaje mecenas Zuza Lewandowska – prawniczka, która wygrywa wszystkie sprawy sądowe, nienawidzi komuny, pije, pali i przeklina, a dodatkowo pomaga rozwikłać milicji obywatelskiej najtrudniejsze kryminalne problemy Płocka w latach osiemdziesiątych.

Książkę otwiera scena dramatycznego wybuchu w sylwestrową noc w kamienicy zamieszkiwanej przez Zuzę. Mieszkanie pani adwokat zostaje doszczętnie zniszczone, a Zuza i jej zwierzęca ferajna: papuga Zgaga, pies Borys i kot Wrzód muszą przenieść się do kancelarii przy ulicy Tumskiej. Już wkrótce okazuje się, że ktoś czyha na życie Zuzanny. Czy prawniczce uda się ustalić tożsamość swojego niedoszłego zabójcy?

Płockiem wstrząsa seria makabrycznych morderstw młodych kobiet. Ich pozbawione kończyn zwłoki zostają znalezione w różnych częściach miasta, zaś amputowane fragmenty są … ugotowane i niekompletne. Wszystko wskazuje na to, że terror w mieście wprowadził amator ludzkiego mięsa. Cięcia są chirurgicznie precyzyjne. Czy zatem za wstrząsającymi zabójstwami stoi profesjonalista – dobry lekarz, czy może uzdolniony amator. Tymczasem ze szpitala na Winiarach zaczynają ginąć zapasy krwi. Jak w tej sytuacji postąpi Zuza? Czy uda jej się ukrócić okrutny proceder bezwzględnego złoczyńcy?

Zuzę jak zwykle wspierają jej przyjaciele: były milicjant Nowak, zawodowy partner – mecenas Kowalski, przyjaciółka Teresa – lekarz psychiatra, dwie asystentki – aplikantki: Irena i Jolka oraz lokalny menel o gołębim sercu – Piosik. Bez ich pomocy i zaangażowania nasza bohaterka nigdy nie posunęłaby się o krok w swoich dochodzeniach.

Zuza to kobieta niezwykle temperamentna, błyskotliwa, obdarzona intelektem i umiejętnościami dedukcyjnymi Sherlocka Holmesa. Nie sposób jej nie kochać, kiedy przemierza płockie ulice, droczy się ze swoim odwiecznym wrogiem, kapitanem Mariańskim o ciele olbrzyma i mózgu wielkości główki od zapałki, czy naraża swoje życie, by rozwiązać detektywistyczne zagadki miasta i pomóc płocczanom.

„Kanibal” to tom bardzo udany, trzymający w napięciu. Precyzyjne opisy działań kulinarnego amatora kobiecego ciała z jednej strony budzą odrazę, z drugiej jednak – zaciekawienie i fascynację. Książkę czyta się bardzo dobrze, a autorowi udaje się utrzymać tempo i napięcie od pierwszej po ostatnią stronę. Nic dziwnego, że czekam już na kolejny tom. Może wreszcie uda nam się dowiedzieć, czy przeczucia Zuzy dotyczące jej dziecka są prawdziwe?

Nikt od czasów Broniewskiego nie zrobił tak dużo dla literackiej popularyzacji Płocka jak w Serii z Papugą czyni to Pan Jacek Ostrowski. Opisy Płocka i lokalnego kolorytu miasta sprzed ponad 30 lat nadają książkom z cyklu szczególną sentymentalną wartość dla tych, którzy pamiętają Płock z czasów komuny i dla tych, którzy dopiero poznają smaki miasta z tego okresu. Dlatego jeśli nie sięgnąłeś/sięgnęłaś jeszcze po „Kanibala” lub wcześniejsze opowieści o Zuzie Lewandowskiej, najwyższa pora, by podczas wakacji nadrobić zaległości.

Moja ocena: 10/10

środa, 7 maja 2025

 

ROBERT HARRIS „Konklawe”, Wydawnictwo Albatros 2017


Czy może być lepszy dzień na promocję doborowej powieści mistrza thrillera politycznego Roberta Harrisa „Konklawe” niż dzień rozpoczęcia procedury wyboru nowego papieża?

Konklawe (od łac. cum clavis – pod kluczem) to zgromadzenie kardynałów w celu wyboru Ojca Świętego, zwykle po śmierci jego poprzednika. Wszystko odbywa się w sekrecie, w Watykanie, a wyborowi nowej głowy Kościoła towarzyszą skomplikowane przepisy i regulacje. Czy można napisać wciągającą, fascynującą powieść na ten pozornie arcynudny temat? Okazuje się, że tak.

Umiera papież. Dziekan Kolegium Kardynałów, Jacopo Lomeli, dostaje zlecenie organizacji konklawe. Do Rzymu przybywają kardynałowie z całego świata. Dość nieoczekiwanie dołącza do nich nikomu nieznany Filipińczyk, Vincent Benitez, mianowany in pectore przez Ojca Świętego tuż przed jego śmiercią. Podczas wyborów szybko wyłania się grupka faworytów. Są wśród nich afrykański biskup Adeyemi – po jego zwycięstwie byłby pierwszym czarnoskórym papieżem, konserwatywny Włoch Tedesco i włoski liberał Bellini, kanadyjski kardynał Tremblay oraz sam Dziekan Lomeli.

Po każdym głosowaniu atmosfera się zagęszcza, na jaw wychodzą różne sensacyjne informacje dotyczące przeszłości faworytów, a Dziekan Lomeli bacznie czuwa nad prawidłowym przebiegiem konklawe. Ile w decyzjach kardynałów jest natchnienia Ducha Świętego, a ile koniunkturalizmu, walki o władzę, chęci zysku i awansu oraz zwykłych ludzkich grzechów i przewinień?

Książkę w przekładzie Andrzeja Szulca czyta się rewelacyjnie, jak najlepszy thriller. To także źródło wiedzy o wyborze głowy Kościoła, o aktualnych tendencjach w kwestii religii, o historii Watykanu i papiestwa.  

„Konklawe” Harrisa to także ciekawe spostrzeżenia dotyczące kondycji współczesnego Kościoła i refleksja nad tym, ile w religii jest nadal prawdy i wiary, a ile udawania i kultu wartości dalekich od tych, które sławi Pismo Święte. Kardynałowie, których poznajemy, to intrygujące postaci, działające często na granicy prawa, dobra i zła. Zakończenie powieściowego konklawe przynosi ogromne zaskoczenie i prowadzi do wielu ciekawych refleksji.

Polecam tę lekturę wszystkim, bez względu na poglądy religijne i opinię o Kościele, bo to po prostu dobrze napisany, umocowany w źródłach tekst. Nie można także zapomnieć o niezwykle udanej adaptacji powieści Harrisa w reżyserii Edwarda Bergera z 2024 roku ze znakomitą rolą Ralpha Fiennesa jako Lomeliego (recenzję filmu także można odnaleźć na Popkulturalnym Maniaku).

Moja ocena: 8/10

niedziela, 23 marca 2025

 
CLARE CHAMBERS „Małe przyjemności”, Wydawnictwo Znak 2023


Lektura najnowszej powieści Clare Chambers „Małe przyjemności” w znakomitym przekładzie Magdaleny Sommer utwierdziła mnie w wieloletnim przekonaniu, że w świecie literatury nie ma nic lepszego niż dobra angielska książka …

A „Małe przyjemności” to naprawdę dobra pozycja, którą znakomicie się czyta. Akcja powieści rozgrywa się w południowej Anglii w 1957 roku. Główną bohaterką jest Jean Swinney, błyskotliwa dziennikarka w średnim już wieku, stara panna – jak sama siebie określa, która pracuje dla niewiele znaczącej lokalnej gazety i opiekuje się schorowaną matką.

Pewnego dnia w odpowiedzi na artykuł „Mężczyźni nie będą dłużej niezbędni do rozmnażania” do redakcji dociera list od niejakiej Gretchen Tilbury, młodej Szwajcarki mieszkającej w Londynie, która twierdzi, że sama jest przykładem dzieworództwa i jej śliczna, podobna do niej jak kropla wody córeczka Margaret, przyszła na świat bez żadnego udziału mężczyzny.

Jako jedyna kobieta w redakcji Jean otrzymuje ten temat do zbadania. Jako wnikliwa i oddana reporterka dociera do Gretchen i jej męża Howarda, pośredniczy między rodziną państwa Tilbury a kliniką prowadzącą badania dotyczące poczęcia i narodzin Margaret, zgłębia temat partenogenezy. Udaje się nawet do prywatnej szkoły dla chłopców, gdzie niegdyś mieścił się prowadzony przez siostry zakonne zakład leczniczy Świętej Cecylii, po pobycie w którym Gretchen urodziła córeczkę. Jean udaje się porozmawiać ze wszystkimi kobietami, które leżały na sali wraz Gretchen. Skrzętnie prowadzone dochodzenie pozwala reporterce na odkrycie faktów, które na zawsze zmienią jej życie, a skrupulatnie gromadzone szczegóły stworzą całość, o której nie sposób zapomnieć…

Artykuł Jean o tajemniczej zagadce Gretchen ma pojawić się na okładce gazety na początku grudnia 1957 roku. Nie zostaje tam jednak opublikowany z powodu tragicznej katastrofy dwóch londyńskich pociągów, w której zginęło 80 osób, a 200 zostało rannych. Katastrofa ta jest klamrą spajającą początek i koniec powieści i pozwalającą czytelnikowi samodzielnie ocenić, co naprawdę wydarzyło się tego feralnego dnia.

Niesamowite jest, jak pieczołowicie Clare Chambers odtwarza atmosferę Anglii drugiej połowy lat 50-tych ubiegłego stulecia, jak dba o szczegóły kulturowe, językowe, topograficzne i medyczne. Nic dziwnego, że książka zdobyła ogromny rozgłos oraz nominację do prestiżowej (i mojej drugiej ulubionej brytyjskiej) nagrody literackiej Women’s Prize for Fiction.

Książkę czyta się wspaniale, jest ciekawa, stworzone postaci intrygują, a sama tajemnicza historia ma w sobie coś z dobrego angielskiego thrillera. Myślę, że każdy przystąpi do lektury „Małych przyjemności” z dużą przyjemnością.

Moja ocena: 8/10

czwartek, 2 stycznia 2025

 

JOSHUA COHEN „Rodzina Netanjahu”, Wydawnictwo Agora 2023


„Rodzina Netanjahu. Wspomnienie przelotnego, a w ogólnym rozrachunku zupełnie nieistotnego zdarzenia w historii bardzo sławnej familii” to jedna z pierwszych książek, które przeczytałem jeszcze w ubiegłym roku, a że książka jest po prostu bardzo dobra i godna rekomendacji, zachęcam do jej przeczytania w 2025 roku. Przekład Agi Zano jest wyborny, a Joshua Cohen otrzymał za tę dowcipną i mądrą powieść Nagrodę Pulitzera w 2022 roku.

Jest rok 1960, jesteśmy w Stanach Zjednoczonych, na kampusie Uniwersytetu Corbin w Corbindale w stanie Nowy Jork. Głównym bohaterem jest Ruben Blum - pracownik akademicki Uniwersytetu, historyk specjalizujący się w niszowej historii podatków i walczący o swoją pozycję na uczelni. Mieszka w przydzielonym mu służbowym domu wraz z żoną – pracownicą uniwersyteckiej biblioteki i nastoletnią córką. Warto wspomnieć, że Blumowie to rodzina żydowska – dość nowoczesna, ale dochowująca pewnym tradycjom, dzięki czemu możemy dowiedzieć się wielu ciekawostek na temat kultury żydowskiej w USA.

Choć życie Rubena nie jest najłatwiejsze, bo co semestr musi martwić się o przydział godzin dydaktycznych, jest w miarę spokojne i ustabilizowane. Ale do czasu. A dokładnie do momentu, kiedy o posadę na Uniwersytecie Corbin zaczyna ubiegać się uczony z Izraela, niejaki Bencijon Netanjahu. Rubenowi zostaje powierzone zadanie sprawdzenia nowego potencjalnego pracownika oraz zaopiekowania się Netanjahu i jego rodziną podczas aplikacyjnej wizyty w Stanach Zjednoczonych. Przybycie niezwykle kontrowersyjnego Benicjona i jego licznej rodziny na zawsze zmienia życie Rubena…

Książka jest błyskotliwa i przezabawna. Opisy perypetii związanych z przybyciem rodziny Netanjahu do Ameryki, ale też rodzinne problemy Rubena, związane głównie z dorastającą córką, ale też kontaktami z rodzicami i teściami, są przedstawione w niezwykle zabawny sposób. Joshua Cohen ma dar do pisania w bardzo inteligentny i pełen humoru sposób, co nie oznacza, że powieść jest komedią. Autor umiejętnie przenosi nas w lata 60-te i wprowadza nas w arkana nieco innej kultury. Ciekawe jest też poznanie życia amerykańskich akademików z prowincjonalnego uniwersytetu.

Powieść czyta się świetnie, zwłaszcza jeśli czytelnika interesuje kultura anglosaska i lubi książki, których akcja rozgrywa się w Ameryce. To gwarantowana rozrywka i kontakt z bardzo ładnym językiem. Dlatego zdecydowanie tę powieść wszystkim polecam.

Moja ocena: 8/10

niedziela, 29 grudnia 2024

 

MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK „Biel”, Wydawnictwo W.A.B. 2021


Po rewelacyjnej „Czerwieni” (filmowej adaptacji nie obejrzałem do tej pory) sięgnąłem po kolejną część sagi o kolorach zła autorstwa Małgorzaty Oliwii Sobczak. To wprawdzie tom trzeci (przez nieuwagę opuściłem tom drugi), ale nie wpłynęło to w żaden sposób na jakość lektury – w tekście pojawiały się nieliczne aluzje do zbrodni w Kartuzach, z którą zapoznam się w tomie drugim.

Najprzystojniejszy trójmiejski prokurator, Leopold Bilski, tym razem mierzy się z samobójstwem młodej i pięknej studentki prawa, Michaliny. Dziewczyna wyskoczyła z okna prosto na zasłaną bielą śniegu przestrzeń pod oknem. Biel – symbol czystości i niewinności – nieoczekiwanie staje się kolorem zła. Badanie post mortem wykazało, że przed zgonem dziewczyna była podduszana i krępowana. Działania prokuratora Bilskiego pozwalają mu na dotarcie do gangu odpowiedzialnego za prostytucję i krzywdzenie kobiet.

Tym, co czyni książkę szczególnie atrakcyjną, jest dwutorowość akcji .Sobczak przedstawia sprawę samobójczej śmierci studentki, ale w retrospekcjach wraca do moich ukochanych lat 80-tych i do tajemniczej, niewyjaśnionej śmierci Miłosza Bilskiego, milicjanta, ojca Leopolda, do którego syn jest łudząco podobny. Poznajemy trójmiejski świat mafii, sutenerstwa, prostytucji i zbrodni z czasów PRLu. Czy to możliwe, że Miłosz Bilski nie był postacią krystalicznie czystą, że zginął nie tylko dlatego, że wiedział i widział zbyt dużo, ale też potrafił czynić zło?

Książkę czyta się świetnie, jest napisana interesującym językiem, wciągająca, nieoczywista. Przedstawione historie są niebanalne, spójne i chce się poznać ich zakończenie. Pisarka skrzętnie wykorzystuje swoją wiedzę z zakresu kryminologii i psychologii.

Autorka imponuje mi dbałością o szczegół. W książce każdy detal ma swój sens, każda postać odgrywa jakaś rolę. Kiedy na dansingu z głośników wybrzmiewa muzyka, jest to przebój, który rzeczywiście mógł być wówczas puszczany w trójmiejskich dyskotekach. Bardzo prawdziwi są też bohaterowie – wprawdzie Bilski wykonuje pewne działania, za które w rzeczywistości odpowiedzialna jest policja, a nie prokuratura, ale czego się nie robi dla uatrakcyjnienia fabuły? Poza tym, pamiętajmy, Bilski to syn milicjanta. Ciekawe jest też życie miłosne Leopolda i jego słabość do pani asesor Anny Górskiej, której serce, niestety, skradł przystojny hokeista. Tylko czy na zawsze???

Jedynym, co przeraża mnie w Kolorach zła, to fakt, że Trójmiasto wydaje się być niezwykle niebezpieczną przestrzenią, pełną przemocy, nielegalnych praktyk, morderstw i innych przestępstw. Czy rzeczywistość przedstawiana w książkach Małgorzaty Oliwii Sobczak ma dużo wspólnego z prawdą?

Niebawem sięgnę po kolejną część sagi – mroczną „Czerń” – recenzja już w 2025 roku.

Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 23 grudnia 2024

 

JACEK OSTROWSKI „Krwawy Mikołaj”, Skarpa Warszawska 2024


Jeśli potrzebujesz gwiazdkowego prezentu last minute, nie znajdziesz nic lepszego niż dwunasty tom przygód dziarskiej i odważnej płockiej adwokatki, Zuzy Lewandowskiej, która w oparach absurdu PRL-u rozwiązuje kryminalne zagadki.

Zuza powoli otrząsa nie po płomiennym romansie z samym Fidelem Castro i po utracie dziecka. Nieoczekiwanie odbiera telefon od warszawskiego mecenasa Gronkiewicza, który informuje Zuzę, że weszła w posiadanie pokaźnego spadku w postaci dwóch willi w Warszawie oraz znacznej sumy pieniędzy. Jest jednak warunek: Zuza musi dożyć do końca roku. Problem w tym, że na jej drodze staje Krwawy Mikołaj, który zaczyna straszyć ją śmiercią – ta ma nastąpić w okolicy Bożego Narodzenia. Kim jest tajemniczy dobroczyńca, pan Kiełpiński, który przeznaczył Zuzie aż tak duży spadek? A kim niebezpieczny seryjny morderca, którego ofiarą ma stać się nasza ulubiona bohaterka?

Przed Zuzą staje jeszcze kolejne zadanie – musi odnaleźć dokumenty dotyczące zbrodni katyńskiej, które rosyjski żołnierz ukrył w nodze jednego z czterech stołów. Problem w tym, że stoły te znajdują się w czterech nieoczekiwanych miejscach: Urzędzie Miasta, Komitecie Wojewódzkim PZPR, Pałacu Biskupim i Domu Pomocy Społecznej w Murzynowie. Próba odnalezienia mebli prowadzi do wielu nieoczekiwanych zwrotów akcji i przezabawnych perypetii. I wreszcie nakładem wydawnictwa Kacze Pióro ukazuje się długo wyczekiwana biografia Zuzy o chwytliwym tytule „Ja, twarda babka”.

Czy Zuza wejdzie w posiadanie nieoczekiwanego spadku? Czy dotrze do materiałów potwierdzających mord na polskich oficerach w Katyniu?  Kim jest tajemniczy Rosjanin, Andriej Dudas (ha ha ha!), którego tablicę Zuza i sierżant Nowak odnaleźli w kaplicy prawosławnej?

„Krwawy Mikołaj” to bardzo udana część cyklu, rzeczowa i zabawna. Pan Jacek Ostrowski nie puszcza tu bezwolnie wodzy fantazji (tak jak w przypadku przygód Zuzy na Kubie), ale opisuje sytuacje możliwe i wiarygodne. Obok znanych postaci, takich jak Nowak, Proboszcz, Kowalski, Teresa, debilny kapitan Mariański, czy Piosik, coraz ważniejsze miejsce w cyklu zajmują dwie młode dziewczyny, wspierające Zuzę w jej przedsięwzięciach: jej aplikantka Jolka oraz mieszkająca z mecenas Lewandowską Irena, którą Zuza poznała na Kubie. Książka jest zabawna i przesycona peerelowskimi nonsensami, ale sama Zuza jest jakby nieco bardziej poważna i chwilami refleksyjna.

Jak zwykle, ważną rolę pełni lokalny koloryt – szczególnie istotny dla nas, płockich czytelników. Bez wątpienia rzec można, że Pan Jacek Ostrowski jest obecnie najważniejszym ambasadorem i propagatorem Płocka w naszym kraju, bo wielbicieli Serii z Papugą przybywa wraz z każdym tomem.  

Czy seria książek o mecenas Lewandowskiej powoli mi się nudzi? Absolutnie nie! Bywały już cykle, które porzucałem po kilku tomach, by nigdy do nich nie wrócić, ale Zuzie jestem wierny jak ona sama butelce stocka, ksiądz proboszcz – pokerowi, a „zimny chirurg” Ludwicki jedzeniu kanapek podczas sekcji zwłok.

I to naprawdę idealny prezent pod choinkę.

Moja ocena: 10/10

piątek, 6 grudnia 2024

 

WIT SZOSTAK „Rumowiska”, Wydawnictwo Powergraph 2023


Moim tegorocznym odkryciem literackim jest Wit Szostak. Tak, wiem, to pisarz ze znacznym już dorobkiem, nominacjami do Nike i ustaloną wysoką pozycją w świecie książki, ale dopiero w tym roku sięgnąłem po jego pozycję – niezwykłą powieść „Rumowiska”. A stało się tak za sprawą bloga Zdaniem Szota (autorstwa Wojciecha Szota z Gazety.pl), który wybrał „Rumowiska” książką roku 2023. Dla mnie to polska powieść A.D. 2024.

„Rumowiska” to ciągnąca się na przestrzeni wielu lat historia rodziny Chodnikiewiczów. Właśnie umiera senior i centralna postać rodziny – dziadek Tomasz – wybitny umysł, intelektualista, działacz antykomunistycznej opozycji i poseł na Sejm.

„Wymazywanie dziadka Tomasza z mieszkania na Sarego mogło wyglądać brutalnie, ale było częściowe. W domu zostawała przecież babka, a z nią wspólne rzeczy, meble. Trzeba było opróżnić niektóre szuflady, i półki szaf, by życie mogło toczyć się dalej, jakby rzeczy pozostawione przez zmarłego wkręcały się w szprychy i zębatki działającego jeszcze mechanizmu, zacinając się i spowalniając…”

Głównym bohaterem książki jest jego wnuk – Tomasz junior – i to z jego perspektywy poznajemy losy rodu. Chodnikowiczowie, mieszkający w Krakowie, a potem w podkrakowskich Świniowicach, to ród mocno naznaczony wojną. Przez długie lata dziadek Tomasz i babka Helena dzielili mieszkanie z człowiekiem, o  którym nie wolno było rozmawiać, który przemykał jedynie korytarzem mieszkania w kamienicy, z którym nie było kontaktu. Ten układ był wynikiem powojennych dokwaterowań, ale dorosłemu Tomaszowi juniorowi udało się ustalić, kim naprawdę był tajemniczy lokator i że niewiele w etosie dziadka było prawdą.

„Rumowiska” to także opowieść o rodzicach Tomasza – ojcu - opozycyjnym dziennikarzu, który traci pracę, wyjeżdża do Niemiec, by harować na budowie, a po powrocie podejmuje trud budowy domu, który ostatecznie staje się przyczynkiem rozpadu rodziny oraz matce – wiecznie zabieganej i nieobecnej lekarce, robiącej karierę naukową.  Po obserwacji siermiężnych lat 80-tych otrzymujemy ciekawy obraz transformacji lat 90-tych – wściekłej, niekontrolowanej, silnie wpływającej na bohaterów. To jednak historia dalsza – czasy wojny i powojnia – odciskają największe piętro na mieszczańskiej (co często podkreślają bohaterowie, zwłaszcza dziadek Tomasz) rodzinie.

Cała powieść poprzetykana jest esejem o wodzie, ciekach, rzekach, strumieniach i potokach, które, walcząc z przeciwnościami natury, docierają wreszcie do swojego ujścia. To swoista metafora meandrów ludzkiego losu. Do terminologii wodnej odnosi się tytuł powieści – rumowiska to gruz, kamienie i inny materiał przyniesiony i zgromadzony gdzieś przez rzekę wraz z jej prądem. Powieściowe rumowiska to wszystkie rodzinne sekrety, które Tomasz powoli odkrywa, szukając swojej prawdziwej historii i tożsamości.

Ważnym aspektem literatury jest dla mnie zawsze język i tutaj Wit Szostak staje w pełni na wysokości zadania – powieść jest napisana pięknym, erudycyjnym literackim językiem, pełnym niezwykłych zabiegów stylistycznych, aluzji i nawiązań. Nie jest to bardzo łatwa lektura, ale daje wiele przyjemności i poczucia obcowania z pięknem mowy polskiej.

„Rumowiska” to książka wybitna, zajmująca, interesująco i nowatorsko skonstruowana i napisana pięknym językiem. Czego innego można oczekiwać od literatury? Powieść będzie doskonałym prezentem świątecznym dla bliskich i dla siebie.

Myślę, że niebawem na Popkulturalnym Maniaku znajdziecie recenzję wcześniejszej powieści Szostaka „Szczelinami”.

Moja ocena: 10/10