czwartek, 23 lipca 2026

 

„OBSESJA” (Obsesja), USA 2025


Premiera kinowa: 15 maja 2026

Jednym z największych tegorocznych przebojów kinowych jest niskobudżetowy horror „Obsesja” Curry’ego Barkera. Czy to film, na puncie którego warto mieć obsesję?

Bear (Michael Johnston) to spokojny, nieco wycofany chłopak, po uszy zakochany w koleżance Nikki (Inde Navarrette). Dziewczyna też chyba coś do niego czuje, ale brakuje sytuacji, momentu, miejsca, żeby o tych uczuciach porozmawiać lub je okazać. Nieśmiały Bear postanawia pomóc nieco losowi i kupuje dla dziewczyny prezent – magiczną zabawkę – Wierzbową Wróżkę. Zabawkę należy przełamać na pół i pomyśleć najskrytsze nawet życzenie, a na pewno się spełni. W roztargnieniu Bear zapomina wręczyć Nikki niespodziankę. Sam przełamuje Wierzbową Wróżkę i wypowiada życzenie: chce, aby Nikki bezgranicznie, wręcz obsesyjnie się w nim zakochała. I wtedy wszystko się zaczyna…

Bear i Nikki zamieszkują razem, a sytuacja wkrótce wymyka się spod kontroli – zaczynają dziać się rzeczy obsesyjne, nieprzewidywalne, niebezpieczne, nadprzyrodzone. Miłość zmienia się w osaczenie, zastraszenie, tytułową obsesję. A kiedy zadziałała magia, powrotu do normalności już nie ma…

Nie jestem wielkim fanem horrorów (choć coraz częściej je oglądam). „Obsesja” nie jest typowym przedstawicielem gatunku. Irracjonalne zachowania Nikki (Inde Navarette jest naprawdę dobra w tej roli, puszczają jej wszystkie hamulce, jest przerażająca) ogląda się z coraz większym dyskomfortem, graniczącym z obrzydzeniem. Bardzo dobry jest także Michael Johnston jako Bear – niepotrafiący poradzić sobie z przerastającą go sytuacją, do której sam doprowadził. Siłą filmu jest właśnie ta atypowość. Niby są w filmie elementy nadprzyrodzone, odrobina czarów i magii, ale to nie one są w obrazie najbardziej przerażające. W sercu filmu jest ukazana toksyczna relacja dwojga młodych ludzi – obydwoje są gotowi na wszystko, żeby zdobyć siebie – i to w filmie przeraża najbardziej. Czy można to traktować jako metaforę współczesnych często szkodliwych i krzywdzących interpersonalnych relacji między młodymi ludźmi, którzy nie wiedzą jak zainicjować i podtrzymywać związek?

Film jednak mnie nie przekonał. Myślę, że scenariusz jest skrojony pod młodszego widza – nastolatka, dwudziestokilkulatka. Doceniam pomysł twórców i dobre role młodych, nieopatrzonych jeszcze aktorów, ale nie wyszedłem z kina zachwycony tą produkcją, czy też przerażony wybranymi scenami. W ubiegłym roku miałem swoją fascynację „Zniknięciami”, rok wcześniej niesamowitą „Substancją”. W rym roku na mój ulubiony horror muszę jeszcze zaczekać.

Moja ocena: 6/10

 

MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK „Czerń”, Wydawnictwo w.a.b. 2020


„Czerń” - drugi tom kolorowej serii Małgorzaty Oliwii Sobczak – przeczytałem już dość dawno, ale dzielę się teraz moją opinią o książce w związku z pojawieniem się Netflixowej adaptacji powieści. Filmu nie widziałem, ale książka jest po prostu bardzo dobra i jeszcze bardziej przejmująca i trzymająca w napięciu niż poprzedzająca ją „Czerwień”, gdyż dotyczy okrucieństwa i przemocy wobec dzieci.

Główny bohater serii, przystojny i niezwykle inteligentny prokurator Leopold Bilski, po sprawie Skalpela, podczas której naraził na śmiertelne niebezpieczeństwo siebie i Annę Górską, swoją asystentkę i ukochaną, zostaje zdegradowany – traci stanowisko w prokuratorze w Sopocie i trafia do placówki w Kartuzach. Łączy się to z powrotem do miasteczka po wieloletnim pobycie za Atlantykiem Julii Sarman, pisarki, która zamieszkuje w Kartuzach z kilkuletnim synkiem. Podczas lokalnego festynu dziecko zostaje uprowadzone w tajemniczych okolicznościach. Zaginięcie chłopca łączy się ze zniknięciem Amelki, zbuntowanej nastolatki. Czy w Kartuzach grasuje porywacz dzieci?

Książka jest naprawdę ciekawa i należy do pozycji, które ciężko odłożyć na półkę nieskończone. Dużym atutem książek Sobczak, w tym „Czerni”, jest bardzo sprawny język, bardzo obrazowy, zachęcający do lektury, czego często brakuje książkom kryminalnym. Pisarka tworzy niezwykle sugestywne sceny, wszystko jest spójne i rzeczowe. Interesujące są postaci, które kreuje pisarka, można je łatwo zwizualizować, polubić lub znienawidzić. Wrażenie robi także fachowe przygotowanie autorki do pisania, profesjonalny research, powoływanie się na wiarygodne źródła. Muszę przyznać, że po czterech przeczytanych przeze mnie tomach serii Małgorzata Oliwia Sobczak jest teraz dla mnie pierwszą damą polskiego kryminału.

Zachęcam do lektury, bo zapewnia emocje i wiele wrażeń, choć dużo w książce okrucieństwa. Autorka tak konstruuje tekst, że każdy drugoplanowy bohater staje się podejrzanym, a prawda okazuje się czyhać tuż za rogiem. Polecam.

Moja ocena: 8/10

środa, 15 lipca 2026

 

MADONNA „CONFESSIONS II” 2026


Siedem długich lat Madonna kazała czekać swoim fanom na nowy studyjny lat. Jeszcze nigdy nie czekaliśmy na nową płytę długogrającą tak długo, ale powiem krótko: było warto. To zdecydowanie najlepszy materiał Madonny od 20 lat, czyli od wydania pierwszej płyty Confessions – „Confessions on a Dance Floor”.

Mija ponad tydzień od pojawienia się nowego wydawnictwa, pora na wyrażenie mojej opinii o płycie mojej muzycznej faworyty, a opinia jest niezwykle entuzjastyczna. Jestem tym krążkiem oczarowany, słucham bez przerw i bez żadnych rezerw i uważam, że powrót do współpracy z brytyjskim producentem Stuartem Price’m okazał się strzałem w dziesiątkę i ogromnym krokiem do reaktywacji kariery Madonny. „Confessions II” to strzał w 10 i powrót Madonny do szczytowej formy.

„Confessions II” to bardzo osobista płyta. Madonna powraca we wspomnieniach do dance’owych początków swojej kariery i jest też niezwykle bezpośrednia w swoich tekstach, które dedykuje choćby swojemu zmarłemu bratu, czy też miłości swojego życia i pierwszemu mężowi, Seanowi Pennowi. Płyta jest fantastyczna muzycznie – to niezwykły kolaż niekończących się dyskotekowych dźwięków,

Oto przegląd szesnastu nagrań z albumu wraz z oceną każdego z nich:

1.       FEEL SO FREE – wspaniałe trance’owe wprowadzenie do płyty i błyskotliwe nawiązanie do „Confessions I” w postaci przejścia melodycznego, inspirowanego „Future Lovers”. Męskie melorecytacje dodają utworowi aury tajemniczości. Istotny jest też sample nagrania „French Kiss” z repertuaru Lil Louise. 10/10

2.       GOOD FOR THE SOUL – balladowo-dance’owe nagranie, dzięki któremu chcemy pozostać na parkiecie. Bardzo dobry, chwytliwy kawałek z wpadającym w ucho refrenem. 9/10

3.       ONE STEP AWAY – „People think that dance music is superficial but they’ve got it all wrong” – takimi słowami rozpoczyna to nagranie Madonna i udowadnia, że w piosenkach tanecznych nie ma banału i powierzchowności. Przyjemny, ambitny wokal i doskonale rezonujący z tekstem, nawracający motyw instrumentalny. 9/10

4.       BRING YOUR LOVE – pierwszy oficjalny singiel z „Confessions II”, naładowany optymizmem i wprowadzający w pozytywny, letni nastrój. Szeptankę  „I’ve got something to talk about” pamięta się od pierwszego wysłuchania. Kiedy usłyszałem, że album ma promować nagranie Madge z Sabriną Carpenter, nie byłem w zachwycie, ale już po pierwszym wysłuchaniu, a zwłaszcza po rewelacyjnym występie dziewczyn na Coachelli, pokochałem ten kawałek. W utworze można wyczuć sample hitu grupy Inner City „Good Life” z 1988 roku. 8/10

5.       DANCETERIA – mój absolutny faworyt albumowy. Murowany materiał na przebój klubów i dyskotek, banger z szansą na powtórzenie sukcesu „Vogue” i „Hung up”. „Everybody get up and dance” zagrzewa do śmiałych wyczynów na parkiecie. Uwielbiam też dziewczęcą, śpiewaną przez Madonnę frazę „Everybody’s watchin’ now, Oh, yeah, I don’t care”. Fantastyczna jest też filmowa ilustracja tego nagrania. „Danceteria” to hołd dla dance’owych początków Madonny i jej pierwszych przebojów, które zdobywały nowojorskie kluby przed już niemal 45 laty. 10/10

6.       READ MY LIPS – piosenka, którą poznaliśmy dzięki albumowi FIFA 2026, przygotowana jako hit mundialowy. Kolejny na albumie wynik współpracy Madonny z innym artystą – tym razem to bardzo popularny Kolumbijczyk, Feld. Wyznam szczerze, że przed odkryciem nagrania nie znałem tego artysty, tymczasem warto posłuchać jego twórczości. Jest na pewno lepszy i bardziej kreatywny niż Maluma. To kolejny ukłon Madonny w stronę kultury latynoskiej. Fraza „Shut your mouth” raz usłyszana nie może wyjść z głowy. 8/10

7.  EVERYTHING – nagrana z vocoderem produkcja doskonale pasowałaby na pierwszą część „Confessions”. House’owe zwroty w utworze nadają mu pazura i dodatkowego charakteru. 7/10

8.       LOVE SENSATION – mój numer 2 z płyty. Pozytywne nastawienie słychać w każdej nucie tej klimatycznej piosenki. Doskonały numer na długie letnie noce. Uwielbiam. 10/10

9.       LOVE WITHOUT WORDS – nieco niespójne, słabsze nagranie na płycie, ale znakomicie wpisujące się w stylistykę albumu i dobre na parkiet. Mam nadzieję, że jeszcze się do niego przekonam. 6/10

10.   BIZARRE – recytacja Madonny na początku utworu przywodzi wspomnienie o „Sorry”. Kolaboracja z młodym zdolnym holenderskim DJ-em, Martinem Garrixem. Majstersztyk słowno-muzyczny. Czołówka moich albumowych faworytów. Popisy wokalne Madonny na końcu piosenki naprawdę robią wrażenie. 10/10

11.   SCHOOL – house’owy, bujający, pulsujący, hipnotyczny – jedno z najbardziej awangardowych i nieoczywistych nagrań na płycie, a przy tym chyba najbardziej dwuznaczne i zmysłowe. Robi wrażenie. 9/10

12.   FRAGILE – jedno ze spokojniejszych nagrań na albumie, Madonna prawdziwie wzrusza swoim wokalem, refren natychmiast zapada w pamięć i chce się go nucić cały wieczór. Nagranie mogłoby się znaleźć na płycie „Ray of Light”, pobrzmiewają w nim te same spirytualne dźwięki i wersy. 10/10

13.   MY SINS ARE MY SAVIOUR – było coś dla społeczności hiszpańskojęzycznej, pora na nagranie frankofońskie. Duet Madonny z niezwykle popularnym belgijskim artystą, Stromae. Spokojna, wręcz ostentacyjnie sącząca się melodia i współbrzmiące głosy Madonny i Stromae czynią nagranie wyjątkowym, a sample „My Army of Lovers” kontrowersyjnej szwedzkiej grupy Army of Lovers czyni nagranie wyjątkowym. To dla mnie największy slow grower na płycie – początkowo przeszedłem obok nagrania niemal niepostrzeżenie, teraz już je wielbię. 9/10

14.   BETRAYAL – kolejna ballada, myślę, że mogłaby się znaleźć na albumie „Erotica” „Bedtime Stories”, czy nawet „Ray of Light”. I piękny sample z „Grossienne No. 1” Erica Satie. 7/10

15.   THE TEST – na płycie „Ray of Light” znalazło się nagranie „Little Star” – hołd dla malutkiej córeczki Madonny, Lourdes. To już teraz dorosła kobieta, a nawiązujące do „Little Star” nagranie „The Test” to duet Madonny z córką. Madonna ma całkowitą swobodę, kogo zaprasza na płytę i z kim chce zaśpiewać, ale mam wrażenie, że zabrakło tu pomysłu na ten utwór i otrzymaliśmy nieco niespójny, lekko infantylny kawałek, który chwilami jest jednak intrygujący muzycznie. 6/10

16.   L.E.S. GIRL – nieco odmienne od pozostałych utworów, kończące płytę melancholijne nagranie. To bardzie kawałek indie niż trance’owe nagranie, ale intryguje i ciekawie zamyka „Confessions II”. 7/10

Na swojej piętnastej studyjnej płycie Madonna wróciła do korzeni, do muzyki tanecznej, do tego, w czym jest najlepsza. Udowodniła, że odwołując się do swojej wcześniejszej twórczości, nadal potrafi tworzyć rzeczy niezwykłe, rewelacyjne, intrygujące w kwestii brzmienia instrumentów, głosu i tekstów. To album, dzięki któremu ponownie znalazła się na pierwszym miejscu po obu stronach Atlantyku i znów pokazała, że jest wielka. Od 20 lat żaden krążek Madonny nie dał mi aż takiej dawki entuzjazmu, zachwytu i wzruszenia. A Wy dajcie tej płycie szansę – zapraszam na kolejne wyznania na parkiecie.

Moja ocena: 10/10! (bezapelacyjnie)

niedziela, 12 lipca 2026

 

„ZAPROSZENIE”(The Invite), USA 2026

Premiera kinowa: 3 lipca 2026

Chyba nie ma obecnie na świecie filmu, o którym mówiłoby się więcej niż o najnowszym reżyserskim dziele Olivii Wilde „Zaproszenie”. Dominują zachwyty, są też opinie krytyczne. Czy Wilde zdołała mnie do siebie przekonać swoją najnowszą produkcją?

Angela (Olivia Wilde) i Joe (Seth Rogen) są małżeństwem ze sporym już stażem. I choć mają kochającą córeczkę, mieszkają w urokliwym mieszkaniu i wszystko układa się po ich myśli (no, może z wyjątkiem nieudanej muzycznej kariery Joe’go), ich małżeństwo przechodzi wyraźny kryzys. Nieomal wszystko prowokuje ich do sprzeczek, a już najbardziej para mieszkająca nad nimi, która nieznośnie głośno uprawia seks.

Nic dziwnego, że kiedy zmęczony Joe po powrocie z pracy dowiaduje się, że Angela zaprosiła na kolację parę z wyższego piętra, dostaje furii. Małżeństwo jednak przybywa: to piękna i pełna uroku Hiszpanka Pina (Penelope Cruz) oraz Hawk (Edward Norton). Podczas rozmowy wychodzą na jaw różne sekrety obu związków i pojawia się nieoczekiwana propozycja…

Film przypomina bardzo komedie Woody’ego Allena – najistotniejszą rolę w filmie pełnią dialogi – często zaskakujące, błyskotliwe, zabawne i wzruszające, ale niezwykle neurotyczne – sprawiło to, że film był mocno przegadany i nie oglądało się go komfortowo. Swego rodzaju alter ego Allena u Wilde jest Joe. I choć paradoksalnie bardzo cenię twórczość Allena, głównie z lat 70-90, w „Zaproszeniu” ta neurotyczna maniera mi przeszkadzała.

Film jest komedią, ale rozmowy obu par, ujawniające poważny kryzys związku Angeli i Joe’go, mają w sobie dużo dramatycznego ładunku emocjonalnego. Film uczy wiele o życiu i pozwala uzmysłowić sobie liczne błędy, które popełniamy w związkach.

Niewątpliwie ogromnym walorem filmu jest obsada. Trójka aktorów wypada znakomicie – moją ulubioną postacią jest Pina – Penelope Cruz wygląda, oczywiście, jak sto milionów dolarów i ponownie pokazuje, że jest wybitną aktorką. Także Edward Norton nie musiał mnie do siebie przekonywać jako powściągliwy Hawk. Ciekawą rolę komediowo-dramatyczną tworzy też Seth Rogen. Rozczarowaniem była dla mnie natomiast rola Olivii Wilde. To piękna i zdolna aktorka, która udowadnia, że ma też talent i oko reżyserki, ale jej rola Angeli jest nieudana – przerysowana, nieco karykaturalna, slapstickowa. Być może przerosło ją granie w reżyserowanym przez siebie filmie?

Film do końca mnie nie przekonał, zabrakło mi w nim oryginalności, jakiegoś nowego pomysłu. Filmów z cyklu „kompozycja na cztery ręce” było już w historii kina bardzo wiele i choć dostrzegam wiele pozytywów „Zaproszenia”, nie będzie to z pewnością obraz z czołówki moich ulubionych filmów AD 2026.

Niezłym smaczkiem było natomiast spotkanie z sąsiadami mieszkającymi piętro niżej podczas wychodzenia z kina – Małgorzata i Marcin wchodzili właśnie na kolejny seans „Zaproszenia”, Niestety, jak dotąd nic z tego nie wyniknęło if you know what I mean 😄.

Moja ocena: 7/10

sobota, 11 lipca 2026

 TOP 60 BONNIE TYLER

W środę 8 lipca odeszła znana walijska piosenkarka, Bonnie Tyler, posiadaczka jednego z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych głosów – głosu z tzw. żwirem. Artystkę pamiętamy zaledwie z  kilku przebojów, a kariera Bonnie Tyler rozwijała się przez 50 lat – gwiazda nie przestawała koncertować i nagrywać. Przygotowując to notowanie, ze zdumieniem odkryłem, że piosenkę „The best” Tiny Turner jako pierwsza wykonywała właśnie Bonnie Tyler. Przedstawiam moje subiektywne zestawienie sześćdziesięciu najlepszych nagrań Bonnie Tyler. Enjoy! Do widzenia, Pani Bonniu!

60. I’m just a woman
59. What a way to treat my heart
58. Call me
57. Where were you
56. Amazed
55. Louisiana rain
54. Take me back
53. Heaven
52. Fools lullaby
51. More than a lover
50. Tears (& FRANKIE MILLER)
49. Sayonara Tokyo
48. He’s the king
47. Back home
46. Goodbye to the Island
45. My guns are loaded
44. Limelight
43. Stay
42. Breakout
41. You’re the one
40. Too good to last
39. Hide your heart
38. Notes from America
37. Here am I
36. It’s not easy
35. Hey love (It’s a feelin’)
34. Two out of three ain’t bad
33. Getting so excited
32. Don’t turn around
31. Straight from the heart
30. My! My! Honecomb!
29. Band of gold
28. Faster than the speed of light
27. Lovers again
26. I believe in your sweet love
25. Believe me
24. No way to treat a lady
23. Making love out of nothing at all
22. You are so beautiful
21. Rebel without a clue
20. Save up all your tears
19. Learning to fly
18. (The world is full of) Married men
17. Sitting on the Edge of the ocean
16. Bitterblue
15. Together (& DAVID GUETTA & HYPATON)
14. Here she comes
13. If I sing you a love song
12. Against the wind
11. Lost in France
10. Islands (& MIKE OLDFIELD)
9. Se demain (Turn around)
8. Have you ever seen the rain
7. Loving you’s a dirty job but somebody gonna do it (& TODD RUNDGREN)
6. The best
5. If you were a woman (and I was a man)
4. A rockin’ good way (& SHAKIN’ STEVENS)
3. Holding out for a hero
2. It’s a heartache
1. Total eclipse of the heart



piątek, 10 lipca 2026

 TOP 60 SIMPLE MINDS

Wczoraj urodziny obchodził Jim Kerr, charyzmatyczny wokalista szkockiej grupy Simple Minds. Zespół jest już na rynku od blisko pięćdziesięciu lat i nagrywa regularnie solidne, równe muzycznie albumy, ale szczyt popularności i kreatywności artystów przypadł z pewnością na lata 80-te i 90-te. Zastanawiałem się, czy powinna wygrać piękna ballada „Belfast Child”, czy bardziej rockowe i przebojowe „Don’t you (forget about me)” ze ścieżki dźwiękowej kultowego filmu „The Breakfast Club”, ale wygrał mój sentyment do większego przeboju. Przedstawiam moje subiektywne zestawienie największych przebojów grupy Simple Minds. Enjoy!

60. Summer
59. Too much television
58. Changeling
57. First you jump
56. Honest town
55. Glitterball
54. One step closer
53. All the band played on
52. Let the day Begin
51. I travel
50. Homosapiens
49. Magic
48. Solstice kiss
47. Midnight walking
46. Stars will lead the way
45. Spaceface
44. Once upon a time
43. Act of love
42. Rockets
41. Celebrate
40. Sense of discovery
39. New sunshine morning
38. Home
37. The American
36. Life in a day
35. Human traffic
34. Get it on (& ICEHOUSE)
33. Blood diamonds
32. Cry
31. Kick it in
30. Dancing barefoot
29. Vision thing
28. For one night only
27. Sweat in bullet
26. Chelsea girl
25. Stranger
24. Stand by love
23. Ghost dancing
22. Sign of the Times
21. Up on the catwalk
20. Broken glass park
19. Real life
18. War babies
17. Mandela Day
16. Hypnotised
15. She’s a river
14. Sanctify yourself
13. Love song
12. See the lights
11. Speed your love to me
10. This is your land
9. Waterfront
8. Someone somewhere in summertime
7. Glittering prize
6. All the things she said
5. Promised you a miracle
4. Let there be love
3. Alive and kicking
2. Belfast child
1. Don’t you (forget about me)



piątek, 26 czerwca 2026

 

TOP 60 MICHAEL JACKSON

Po wczorajszej rocznicy śmierci Michaela Jacksona i w obliczu wielkiego renesansu jego twórczości po bijącej rekordy oglądalności biografii artysty, przypominam mój subiektywny TOP 60 Michaela Jacksona, który po raz pierwszy zamieściłem na Facebooku w związku z jego urodzinami w sierpniu 2018 roku (było to wówczas jedno z moich pierwszych zestawień). Enjoy!

60. Jam
59. Speed demon
58. Off the wall
57. Hold my hand (& AKON)
56. Ghosts
55. Dangerous
54. Got to be there
53. One more Chance
52. Will you be there
51. Childhood
50. You rock my world
49. This is it
48. Blood on the dancefloor
47. Rock with you
46. Gone too soon
45. History
44. Heal the world
43. Shake your body (& THE JACKSONS)
42. Eaten alive (& DIANA ROSS)
41. They don’t care about us
40. Another part of me
39. One day in your life
38. Ben
37. You are not alone
36. She’s out of my life
35. Farewell my summer love
34. The girl is mine (& PAUL MCCARTNEY)
33. Come together
32. Blame it on the boogie (& THE JACKSONS)
31. ABC (& JACKSON 5)
30. Scream (& JANET JACKSON)
29. Bad
28. Remember the time
27. Who i sit?
26. Wanna be startin’ something
25. Don’t stop ‘til get enough
24. P.Y.T.
23. Never can say goodbye (& JACKSON 5)
22. Love never felt so good (& JUSTIN TIMBERLAKE)
21. I’ll be there (& JACKSON 5)
20. I want you back (& JACKSON 5)
19. Stranger in Moscow
18. Human nature
17. Little drummer boy (& JACKSON 5)
16. Give it to me (& SLASH)
15 Say say say (& PAUL MCCARTNEY)
14. Beat it
13. Dirty Diana
12. The way you make me feel
11. Leave me alone
10. Smooth criminal
9. Earth song
8. Can you feel it (& THE JACKSONS)
7. Liberian girl
6. Black or white
5. In the closet
4. Thriller
3. Billie Jean
2. I just can’t stop loving you (& SIEDAH GARRETT)
1. Man in the mirror