niedziela, 2 sierpnia 2026

 

TOP 60 GRZEGORZ TURNAU

Tegotygodniowym jubilatem jest fantastyczny krakowski artysta, kompozytor, pianista Grzegorz Turnau. Przymierzałem się do tego zestawienia naprawdę długo nie tylko ze względu na duży dorobek artystyczny pana Grzegorza, ale przede wszystkim z tego powodu, że jakość utworów Turnaua jest tak wysoka – pełna liryki, z pięknymi tekstami, wzruszającą muzyką. To wspaniały kontynuator twórczości Marka Grechuty. Było ciężko, ale notowanie powstało. Przedstawiam moje subiektywne zestawienie TOP 60 najlepszych utworów Grzegorza Turnaua. Enjoy!

60. Leniwa głowa
59. Motorek
58. Jesienią
57. Pianista i ja
56. Koszula
55. Krajobraz z wilgą i ludzie
54. Kolęda dla tęczowego Boga (& MAGDA UMER)
53. Szósta godzina
52. 24 smutki
51. Ostatnie słowa
50. Wiwat, słodka miłość
49. Gdy wszystko się zdarzy
48. My Valentine
47. Jestem synem mego ojca
46. Znowu wędrujemy
45. Na plażach Zanzibaru (& SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA)
44. Nowomowa
43. Księżyc w misce
42. Przeprowadzka (& KOT PRZYBORA)
41. Gdy poezja
40. Tak samo
39. Wszystko co piękne
38. To tu to tam
37. Mija
36. Budzik
35. Nie wiem o trawie
34. Historia pewnej podróży (& WOJCIECH MANN)
33. Sen we śnie (& SANAH)
32. Utrata (z duszą na listek) (& DOROTA MIŚKIEWICZ)
31. Liryka liryka
30. W kawiarence Sułtan
29. O Kutno!
28. Bedford School
27. (They long to ne ) Close to you (& TRAICHA)
26. 11:11
25. Piosenka dla ptaka
24. Natężenie świadomości
23. Pejzaż bez Ciebie
22. Pod rzęsami (& DOROTA MIŚKIEWICZ)
21. Louloudi (& GEORGIUS DALARAS)
20. Niebezpieczne związki (& JUSTYNA STECZKOWSKA)
19. Nawet
18. Do Leukonoe
17. Stojąc w kolejce
16. Ledwie chwila
15. Nie przenoście nam stolicy do Krakowa (& POD BUDĄ)
14. Wiem
13. Cichosza
12. Uno momento mortis
11. To jedno (& AGA ZARYAN)
10. Soplicowo (& STANISŁAW SOYKA)
9. Tutaj jestem
8. Między ciszą a ciszą
7. Bracka
6. Bombonierka (& BASIA STĘPNIAK-WILK)
5. Kawałek cienia
4. Czas błękitu
3. Pamięć
2. Zupa na Plantach (& IGOR HERBUT)
1. Naprawdę nie dzieje się nic



piątek, 31 lipca 2026

 

JACEK OSTROWSKI „Początek” Skarpa Warszawska 2026


Czy którykolwiek czytelnik, sięgając przed laty po powieść „ Paragraf 148” Pana Jacka Ostrowskiego – historię kryminalnych zagadek rozwiązywanych przez odważną i niezłomną płocką prawniczką Zuzę Lewandowską, nawet przez chwilę pomyślał, że książka przerodzi się w serię, która doczeka się piętnastu tomów? Właśnie skończyłem lekturę najnowszej części „Serii z Papugą” i jak zwykle jestem w zachwycie.

„Początek”, bo o tej powieści mowa, należy do serii, ale nie jest to klasyczna kontynuacja, lecz – mówiąc językiem Hollywood – prequel. Młodziutka Zuza właśnie kończy praktykę w Łodzi po studiach prawniczych w Warszawie i wraca do rodzinnego Płocka, gdzie jej ojciec, Ambroży Lewandowski, prowadzi jedną z najbardziej znanych kancelarii adwokackich w mieście. Kobieta od samego początku wie, czego chce dokonać i jak chce pracować. Będzie adwokatem, tak jak jej ojciec, ale pomiędzy sprawami rozwodowymi i bronieniem lokalnych rzezimieszków pragnie rozwiązywać kryminalne zagadki miasta. Wie, że nieudolna milicja obywatelska nie jest w stanie dochodzić do prawdy w najbardziej skomplikowanych sprawach, zwłaszcza teraz – po awansie znanego z bardzo małego rozumku kapitana Mariańskiego.

Zuza zamierza wcielać się w rolę prywatnego detektywa, choć jest to w PRL-u zakazane. Pierwsza sprawa – morderstwa sędziego Waszczaka – wydaje się być wprost idealna dla debiutującej prawniczki. W śledztwie wspomaga ją były milicjant – Tomczak, ale splot niefortunnych wydarzeń prowadzi do nawiązania współpracy z czynnym funkcjonariuszem, Apoloniuszem Nowakiem, którego Zuza – z racji dość specyficznego imienia – postanawia nazywać po prostu Nowakiem. W tle znajdują się historie jeszcze z czasów II wojny światowej, tajemniczy sygnet i sprzeczne zenania wielu podejrzanych.

Napisanie świetnego prequela jest bardzo ciekawym zabiegiem ze strony autora serii – Pana Jacka Ostrowskiego, który nie tylko rokrocznie dostarcza czytelnikom dwa nowe tomy serii, ale bezustannie na szeroką skalę promuje Płock – nasze urocze miasto i jego bogatą historią.

„Początek” pozwala nam nie tylko poznać pierwsze zawodowe kroki Zuzy, ale wprowadza do akcji Ambrożego Lewandowskiego, którego nie ma już wśród żyjących bohaterów w „Paragrafie 148”. Dowiadujemy się także o przyjaźniach Zuzy, poznajemy „zimnego chirurga” Ludwickiego, Teresę – koleżankę Zuzy ze szkoły. Jest ciekawie – trup ściele się gęsto, są momenty przerażające, są fragmenty pełne humoru – mamy wszystko, czego potrzeba od lekkiego, wciągającego kryminału na lato.

Myślę, że autor pójdzie za ciosem i zanim wróci do rzeczywistości Zuzy z lat 80-tych, którą zakończył na „Opowieści wigilijnej”, pozwoli nam jeszcze poznać wczesną młodość Zuzanny i jej kolejne zawodowe – legalne i te nielegalne – doświadczenia.

Życząc Panu Jackowi Ostrowskiemu dużo zdrowia, zachęcam wszystkich do lektury Serii z Papugą. Warto ją zacząć od najnowszej części – „Początek”, bo to literacki powrót do przeszłości głównej bohaterki.

Moja ocena: 10/10

 

„TOY STORY 5” (Toy Story 5), Japonia / USA 2026


Premiera kinowa: 17 czerwca 2026

Uwielbiam oglądać mądre i dobrze zrealizowane kreskówki. Do tej kategorii na pewno można zaliczyć piątą odsłonę serii „Toy Story”, która właśnie bije rekordy popularności na całym świecie.

Nie sposób uwierzyć, że od dnia, kiedy na ekrany kin trafiła pierwsza część „Toy Story”, minęło już 30! lat. Nie do wiary! Każda część potrafi jednak rozbawić, nauczyć czegoś nowego i wzruszyć. Nie inaczej jest z częścią piątą.

Główną bohaterką „Toy Story 5” jest ośmioletnia Bonnie, sympatyczna introwertyczna dziewczynka, która uwielbia bawić się swoimi zabawkami. Jej zdecydowaną faworytką jest kowbojka Jessie, z którą tworzą niekończące się fantastyczne opowieści. Bonnie ma jednak bardzo duży problem, który nie pozwala jej się cieszyć pełnią swego dziecięctwa: brakuje jej przyjaciół.

Zabawki szybko ustalają przyczynę tego stanu rzeczy: rówieśnicy Bonnie nie bawią się już tradycyjnymi zabawkami. Do ich świata wkroczyła elektronika: telefony, tablety, media społecznościowe. Bonnie także dostaje dziecięcy tablet Lilypad. Dziewczynkę urzeka wirtualny świat urządzenia. Czy zabawki są świadome, że wraz z przybyciem do domu elektronicznego gadżetu same mogą na wieki trafić do lamusa?

„Toy Story 5” to świetna i mądra rozrywka, podejmująca niezwykle ważki i istotny temat: obecności zabawek i gier ekranowych w życiu dziecka. Obserwując zmiany, które zachodzą w życiu Bonnie, poznajemy pozytywy, ale przede wszystkim negatywne konsekwencje zabawy urządzeniami elektronicznymi, dostępu do social mediów i kreowania wirtualnej rzeczywistości. A wszystko to przedstawione jest w przyjazny, refleksyjny i nienachalny sposób.

„Toy Story 5” to jak zawsze wzruszająca i nostalgiczna podróż do świata zabawek. To uświadomienie sobie raz jeszcze konieczności zaakceptowania zmian i nieuniknionego procesu dorastania, ale też szkoła szacunku dla przeszłości i ikon naszego dzieciństwa. Czyż każdy z nas nie miał kiedyś ulubionej zabawki, z którą nigdy się nie rozstawał i być może ma ją w posiadaniu do dziś?

Śmiem stwierdzić, że „Toy Story” to jedna z najlepszych animowanych franczyz wszech czasów. Studio Disney-Pixar nigdy nie miało wpadki związanej z tą serią, a jej największą siłą jest to, że nadal potrafi wzruszać. Bardzo dobra część. Polecam wszystkim generacjom.

Moja ocena: 9/10

 

„O CZYM SOBIE NIE MÓWIMY” (Le cose non dette), Włochy 2026


Premiera kinowa: 17 lipca 2026

Kinematografia włoska z pewnością należy do najlepszych na świecie i od czasu do czasu produkuje prawdziwą, unikalną perłę. Myślę, że w tym roku taką perłą jest nowa produkcja Gabriele Muccino „O czym sobie nie mówimy”.

Elisa (Miriam Leone) i Carlo (Stefano Accorsi) wydają się być małżeństwem idealnym. Łączy ich intelektualne spojrzenie na świat, wysokie wyczucie estetyki, prawdziwa komunia dusz i wzajemna fascynacja. Jedynym problemem, który wkrada się do ich związku jest brak dziecka. Podobnie z pozoru udanym małżeństwem są też najbliżsi przyjaciele Elisy i Carla – neurotyczna Anna (Carolina Crescentini) oraz Paolo (Claudio Santamaria). Ta para ma córkę – Vittorię (Margherita Pantaleo). Co ciekawe, Elisa i Paolo doskonale się rozumieją i cenią czas spędzany wspólnie, ale to nie oni stają  się przyczyną kryzysu w obu związkach.

Carlo – wykładowca uniwersytecki – poznaje atrakcyjną i bezpruderyjną studentkę Blu (Beatrice Savignani). Czy wspólny wyjazd czwórki przyjaciół do pięknego egzotycznego Tangeru uzdrowi relacje między małżonkami?

Sytuacja wydaje się być banalna i typowo melodramatyczna, ale Muccino, czerpiąc inspirację z powieści „Siracusa” Delii Ephron, tworzy poruszający i świetnie przedstawiony obraz związku, który napotkał ogromne przeszkody. Accorsi jako Carlo błyskotliwie wciela się w postać mężczyzny kochającego dwie kobiety i kompletnie zagubionego w swoich uczuciach, a w kreacji tej nie ma nawet cienia kiczu czy wtórności. Reżyser w wyjątkowy sposób przedstawia relacje między bohaterami – pozornie idylliczną miłość Elisy i Carla, ale też drugi związek – Anny i Paola, który jest w fazie rozkładu. Przewrażliwiona kobieta nie radzi sobie z dorastaniem ukochanego dziecka, a mężczyzna nie jest już w stanie dłużej akceptować agresywnych ataków ze strony swojej żony.

Każda scena, każdy dialog w filmie są istotne dla rozwoju akcji i pełnego zrozumienia fabuły, a zakończenie – wprawdzie otwarte i dające widzowie pewne pole do interpretacji, nie pozostawia złudzeń i nadziei na dobrą przyszłość.

Film jest do bólu prawdziwy. Nie ma w nim nawet odrobiny tanich rozwiązań, czy kinowych klisz, choć z pewnością uniknięcie takowym w prezentowanym temacie wymagało nie lada wyczucia smaku i kreatywności twórców. Z pewnością pomogły piękne ujęcia w malowniczym marokańskim Tangerze oraz wybitne kreacje szóstki aktorów: Leone, Accorsi, Crescentini, Santamarii, Savignani, lecz także Pantaleo w roli nieco zdezorientowanego, choć też wysoce świadomego dziecka przeobrażającego się w nastolatkę.

Film wydaje się prezentować jeden z najciekawszych wizerunków mężczyzny  przeżywającego kryzys wieku średniego we współczesnym kinie. Postawa Carla, bezgranicznie zakochanego w dwóch pięknych kobietach, pozwala zrozumieć jego rozdarcie, co, naturalnie, nie oznacza, że należy tę postawę pochwalać.

„O czym sobie nie mówimy” ogląda się znakomicie – to pięknie sfotografowany i doskonale zagrany obraz tragedii, która rozgrywa się w dwóch rodzinach. Myślę, że zainteresuje naprawdę każdego, nie tylko wielbicieli włoskiej kinematografii. To jeden z najlepszych filmów, jakie obejrzałem dotychczas w tym roku.

Moja ocena: 9/10

niedziela, 26 lipca 2026

 

„ODYSEJA” (The Odyssey), USA / Wielka Brytania 2026

Premiera kinowa: 17 lipca 2026


Wreszcie obejrzałem „Odyseję” Christophera Nolana. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Nolan to jeden z najważniejszych twórców współczesnego kina. Jak poradził sobie z filmową adaptacją nieprzekładalnego, mogłoby się wydawać, na język kina tekstu Homera?

Film rozpoczyna się w Itace, gdzie Telemach (Tom Holland) – dorosły już syn Odyseusza wraz ze swoją matką, Penelopą (bardzo przekonująca Anne Hathaway) oczekują powrotu ojca i męża z wojny trojańskiej, na którą wyruszył przed dwudziestu laty. Dzięki retrospekcjom dowiadujemy się , co wydarzyło się podczas wojny i dlaczego podróż Odyseusza (Matt Damon) trwa tak niezmiernie długo. Powrót do domu opóźnia spotkanie z cyklopem Polifemem – synem Posejdona, który z zemsty zsyła na Odysa i jego załogę największe sztormy na morzu, czarodziejką Kirke (znakomita rola Samanthy Morton), która zamienia przyjaciół Odysa w świnie, zejście do Hadesu – krainy umarłych, ataki potworów morskich, czy syren, które swoimi pieśniami chcą rzucić urok na podróżników. Odyseusz trafia wreszcie do nimfy Kalipso (urzekająco piękna – jak zawsze – Charlize Theron).

Film jest zrealizowany z ogromnym rozmachem. Sceny batalistyczne i marynistyczne wciskają w fotel, a akcja obrazu jest wartka i niezwykle absorbująca. Nolan z dużym wyczuciem znajduje balans między realizmem a mitologizacją treści filmu. Sceny mityczne, jak choćby wizyta na wyspie czarodziejki Kirke, czy zejście do Hadesu i rozmowa ze zmarłymi są przygotowane w sposób mistrzowski.

Recepcji filmu towarzyszy bardzo duże niezadowolenie wielu widzów (a także osób, które po zwiastunach w ramach protestu zdecydowały się nie oglądać filmu). Nolanowi zarzuca się mijanie się z prawdą historyczną i wiernością literackiemu pierwowzorowi, zbytnią poprawność polityczną (epizodyczną rolę Heleny Trojańskiej i jej siostry Klitajmestry gra czarnoskóra aktorka Lupita Nyong’o, zaś rolę żołnierza Sinona transpłciowy aktor Ellliot Page, znany choćby z „Incepcji” Nolana), zbytnie manipulowanie gatunkami (choćby wprowadzanie elementów uniwersów superbohaterów). Mnie te zarzuty nie przeszkadzają i nie są dla mnie przeszkodą w pełnej akceptacji filmu, bo „Odyseja” to dzieło wielkie, kompletne i przełomowe. Niezawodnie wierna adaptacja dzieła literackiego nie jest w praktyce możliwa, a każdy twórca ma prawo do swojej interpretacji, a my jako odbiorcy możemy tę interpretację przyjąć lub odrzucić. Ja przyjmuję „Odyseję” bez wahania. To widowisko, kinowy spektakl, trzy godziny śledzenia filmu, które mijają bez zmrużenia oka.

„Odyseja” to także plejada gwiazd: poza bardzo dobrymi głównymi rolami Damona (Odyseusz), Hathaway (Penelopa) i Hollanda (Telemach) należy choćby wspomnieć o Johnie Leguizamo, który tworzy zapadającą w pamięć postać Eumajosa – niedowidzącego sługi – to prawdziwy mistrz drugiego planu, który zasłynął choćby rolą Touleuse’a-Lutreca w filmie „Moulin Rouge”. Świetny jest Himesh Patel jako Eurylochos – wierny żołnierz Odysa, Robert Pattison jako Antinoos – jeden ze starających się o rękę Penelopy po zniknięciu Odyseusza, moje serce skradła też Samantha Morton – wybitna brytyjska aktorka – jako Kirke – jest na ekranie przez może pięć minut, a nie sposób wymazać z pamięci sceny, w których występuje. Nie przekonała mnie natomiast Zendaya jako Atena. Mam ogólnie problem z tą aktorką, w „Odysei” wydała mi się bezbarwna i nijaka.

Rozważania Odyseusza i Penelopy o wojnie trojańskiej to odważny i zdecydowany pacyfistyczny głos Nolana w sprawie pokoju i szacunku dla innych.

Przyznam, że nie znam całego tekstu Homera. W szkole czytaliśmy tylko fragmenty i nigdy nie sięgnąłem po arcydzielną całość, choć to jeden z najważniejszych tekstów kultury. Dlatego sugeruję przeczytanie streszczenia dzieła Homera, co pozwoli na łatwiejsze śledzenie fabuły i uporządkowanie najistotniejszych wątków.

Bardzo polecam „Odyseję” – nie jest to film idealny, ale to wielkie kino, warte uwagi, ceny biletu i spędzonego czasu. Polecam gorąco!

Moja ocena: 9/10

czwartek, 23 lipca 2026

 

„OBSESJA” (Obsesja), USA 2025


Premiera kinowa: 15 maja 2026

Jednym z największych tegorocznych przebojów kinowych jest niskobudżetowy horror „Obsesja” Curry’ego Barkera. Czy to film, na puncie którego warto mieć obsesję?

Bear (Michael Johnston) to spokojny, nieco wycofany chłopak, po uszy zakochany w koleżance Nikki (Inde Navarrette). Dziewczyna też chyba coś do niego czuje, ale brakuje sytuacji, momentu, miejsca, żeby o tych uczuciach porozmawiać lub je okazać. Nieśmiały Bear postanawia pomóc nieco losowi i kupuje dla dziewczyny prezent – magiczną zabawkę – Wierzbową Wróżkę. Zabawkę należy przełamać na pół i pomyśleć najskrytsze nawet życzenie, a na pewno się spełni. W roztargnieniu Bear zapomina wręczyć Nikki niespodziankę. Sam przełamuje Wierzbową Wróżkę i wypowiada życzenie: chce, aby Nikki bezgranicznie, wręcz obsesyjnie się w nim zakochała. I wtedy wszystko się zaczyna…

Bear i Nikki zamieszkują razem, a sytuacja wkrótce wymyka się spod kontroli – zaczynają dziać się rzeczy obsesyjne, nieprzewidywalne, niebezpieczne, nadprzyrodzone. Miłość zmienia się w osaczenie, zastraszenie, tytułową obsesję. A kiedy zadziałała magia, powrotu do normalności już nie ma…

Nie jestem wielkim fanem horrorów (choć coraz częściej je oglądam). „Obsesja” nie jest typowym przedstawicielem gatunku. Irracjonalne zachowania Nikki (Inde Navarette jest naprawdę dobra w tej roli, puszczają jej wszystkie hamulce, jest przerażająca) ogląda się z coraz większym dyskomfortem, graniczącym z obrzydzeniem. Bardzo dobry jest także Michael Johnston jako Bear – niepotrafiący poradzić sobie z przerastającą go sytuacją, do której sam doprowadził. Siłą filmu jest właśnie ta atypowość. Niby są w filmie elementy nadprzyrodzone, odrobina czarów i magii, ale to nie one są w obrazie najbardziej przerażające. W sercu filmu jest ukazana toksyczna relacja dwojga młodych ludzi – obydwoje są gotowi na wszystko, żeby zdobyć siebie – i to w filmie przeraża najbardziej. Czy można to traktować jako metaforę współczesnych często szkodliwych i krzywdzących interpersonalnych relacji między młodymi ludźmi, którzy nie wiedzą jak zainicjować i podtrzymywać związek?

Film jednak mnie nie przekonał. Myślę, że scenariusz jest skrojony pod młodszego widza – nastolatka, dwudziestokilkulatka. Doceniam pomysł twórców i dobre role młodych, nieopatrzonych jeszcze aktorów, ale nie wyszedłem z kina zachwycony tą produkcją, czy też przerażony wybranymi scenami. W ubiegłym roku miałem swoją fascynację „Zniknięciami”, rok wcześniej niesamowitą „Substancją”. W rym roku na mój ulubiony horror muszę jeszcze zaczekać.

Moja ocena: 6/10

 

MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK „Czerń”, Wydawnictwo w.a.b. 2020


„Czerń” - drugi tom kolorowej serii Małgorzaty Oliwii Sobczak – przeczytałem już dość dawno, ale dzielę się teraz moją opinią o książce w związku z pojawieniem się Netflixowej adaptacji powieści. Filmu nie widziałem, ale książka jest po prostu bardzo dobra i jeszcze bardziej przejmująca i trzymająca w napięciu niż poprzedzająca ją „Czerwień”, gdyż dotyczy okrucieństwa i przemocy wobec dzieci.

Główny bohater serii, przystojny i niezwykle inteligentny prokurator Leopold Bilski, po sprawie Skalpela, podczas której naraził na śmiertelne niebezpieczeństwo siebie i Annę Górską, swoją asystentkę i ukochaną, zostaje zdegradowany – traci stanowisko w prokuratorze w Sopocie i trafia do placówki w Kartuzach. Łączy się to z powrotem do miasteczka po wieloletnim pobycie za Atlantykiem Julii Sarman, pisarki, która zamieszkuje w Kartuzach z kilkuletnim synkiem. Podczas lokalnego festynu dziecko zostaje uprowadzone w tajemniczych okolicznościach. Zaginięcie chłopca łączy się ze zniknięciem Amelki, zbuntowanej nastolatki. Czy w Kartuzach grasuje porywacz dzieci?

Książka jest naprawdę ciekawa i należy do pozycji, które ciężko odłożyć na półkę nieskończone. Dużym atutem książek Sobczak, w tym „Czerni”, jest bardzo sprawny język, bardzo obrazowy, zachęcający do lektury, czego często brakuje książkom kryminalnym. Pisarka tworzy niezwykle sugestywne sceny, wszystko jest spójne i rzeczowe. Interesujące są postaci, które kreuje pisarka, można je łatwo zwizualizować, polubić lub znienawidzić. Wrażenie robi także fachowe przygotowanie autorki do pisania, profesjonalny research, powoływanie się na wiarygodne źródła. Muszę przyznać, że po czterech przeczytanych przeze mnie tomach serii Małgorzata Oliwia Sobczak jest teraz dla mnie pierwszą damą polskiego kryminału.

Zachęcam do lektury, bo zapewnia emocje i wiele wrażeń, choć dużo w książce okrucieństwa. Autorka tak konstruuje tekst, że każdy drugoplanowy bohater staje się podejrzanym, a prawda okazuje się czyhać tuż za rogiem. Polecam.

Moja ocena: 8/10