„ZAPROSZENIE”(The Invite), USA 2026
Premiera kinowa: 3 lipca 2026
Chyba nie ma obecnie na świecie filmu, o którym mówiłoby się
więcej niż o najnowszym reżyserskim dziele Olivii Wilde „Zaproszenie”. Dominują
zachwyty, są też opinie krytyczne. Czy Wilde zdołała mnie do siebie przekonać swoją
najnowszą produkcją?
Angela (Olivia Wilde) i Joe (Seth Rogen) są małżeństwem ze
sporym już stażem. I choć mają kochającą córeczkę, mieszkają w urokliwym
mieszkaniu i wszystko układa się po ich myśli (no, może z wyjątkiem nieudanej
muzycznej kariery Joe’go), ich małżeństwo przechodzi wyraźny kryzys. Nieomal
wszystko prowokuje ich do sprzeczek, a już najbardziej para mieszkająca nad
nimi, która nieznośnie głośno uprawia seks.
Nic dziwnego, że kiedy zmęczony Joe po powrocie z pracy
dowiaduje się, że Angela zaprosiła na kolację parę z wyższego piętra, dostaje
furii. Małżeństwo jednak przybywa: to piękna i pełna uroku Hiszpanka Pina (Penelope
Cruz) oraz Hawk (Edward Norton). Podczas rozmowy wychodzą na jaw różne sekrety
obu związków i pojawia się nieoczekiwana propozycja…
Film przypomina bardzo komedie Woody’ego Allena –
najistotniejszą rolę w filmie pełnią dialogi – często zaskakujące, błyskotliwe,
zabawne i wzruszające, ale niezwykle neurotyczne – sprawiło to, że film był
mocno przegadany i nie oglądało się go komfortowo. Swego rodzaju alter ego
Allena u Wilde jest Joe. I choć paradoksalnie bardzo cenię twórczość Allena,
głównie z lat 70-90, w „Zaproszeniu” ta neurotyczna maniera mi przeszkadzała.
Film jest komedią, ale rozmowy obu par, ujawniające poważny
kryzys związku Angeli i Joe’go, mają w sobie dużo dramatycznego ładunku
emocjonalnego. Film uczy wiele o życiu i pozwala uzmysłowić sobie liczne błędy,
które popełniamy w związkach.
Niewątpliwie ogromnym walorem filmu jest obsada. Trójka aktorów
wypada znakomicie – moją ulubioną postacią jest Pina – Penelope Cruz wygląda,
oczywiście, jak sto milionów dolarów i ponownie pokazuje, że jest wybitną aktorką.
Także Edward Norton nie musiał mnie do siebie przekonywać jako powściągliwy
Hawk. Ciekawą rolę komediowo-dramatyczną tworzy też Seth Rogen. Rozczarowaniem
była dla mnie natomiast rola Olivii Wilde. To piękna i zdolna aktorka, która
udowadnia, że ma też talent i oko reżyserki, ale jej rola Angeli jest nieudana –
przerysowana, nieco karykaturalna, slapstickowa. Być może przerosło ją granie w
reżyserowanym przez siebie filmie?
Film do końca mnie nie przekonał, zabrakło mi w nim
oryginalności, jakiegoś nowego pomysłu. Filmów z cyklu „kompozycja na cztery
ręce” było już w historii kina bardzo wiele i choć dostrzegam wiele pozytywów „Zaproszenia”,
nie będzie to z pewnością obraz z czołówki moich ulubionych filmów AD 2026.
Niezłym smaczkiem było natomiast spotkanie z sąsiadami
mieszkającymi piętro niżej podczas wychodzenia z kina – Małgorzata i Marcin
wchodzili właśnie na kolejny seans „Zaproszenia”, Niestety, jak dotąd nic z
tego nie wyniknęło if you know what I mean 😄.
Moja ocena: 7/10