AUDREY MAGEE „Kolonia” Wydawnictwo Poznańskie 2022
Druga powieść irlandzkiej pisarki Audrey Magee przyniosła
jej ogromną popularność i nominację do najważniejszego dla mnie literackiego
wyróżnienia – Nagrody Bookera. To poetycka i wzruszająca opowieść o próbach
utrzymania tożsamości, o roli języka i sztuki oraz o miłości, która musi nam
towarzyszyć.
Jest rok 1979. Tytułowa kolonia to niewielka wyspa gdzieś na
zachód od Irlandii, zamieszkała przez niewielu ludzi. Docierają do niej dwaj
Europejczycy – Anglik – Pan Lloyd – uznany malarz, który przeżywa rozstanie z
żoną i szuka na wyspie inspiracji do twórczej pracy oraz Francuz – Jean-Pierre
Masson – naukowiec-lingwista, który od lat zajmuje się badaniem zanikającej,
używanej jedynie na tej wyspie odmiany języka irlandzkiego. Rdzenny język jest
wypierany przez wszechobecną angielszczyznę, a symbolem tego wyparcia staje się
nastoletni James – pochodzący z rodziny, u której zatrzymali się dwaj
przybysze. Choć nastawienie wyspiarzy do Anglii i Anglików jako byłych
okupantów jest bardzo negatywne, James fascynuje się Panem Lloydem i odkrywa w
sobie talent artystyczny. Jego piękna matka, Mairead, wdowa, która straciła
męża w odmętach oceanu, staje się obiektem miłości zarówno Francuza, z którym
od lat łączy ją zażyłość, jak i Brytyjczyka. Jest też Babka Jamesa – baczna
obserwatorka i przedstawicielka najstarszego pokolenia, która jest dla
lingwisty najważniejszym obiektem badań, bo najlepiej operuje rodzimą odmianą
irlandzkiego.
Akcja powieści rozwija się wolno, spokojnie, ale porusza
wiele istotnych kwestii związanych z naszym pochodzeniem, tożsamością,
interkulturowymi wpływami, samotnością i pragnieniem miłości. Główni
bohaterowie to mocno zarysowane, żywe sylwetki, z których problemami łatwo nam
się utożsamiać. Audrey Magee przedstawia tę skomplikowaną problematykę w prosty
i interesujący, symboliczny sposób, gdzie obaj cudzoziemcy stają się
przekaźnikami innych wartości i mają inną wizję przyszłości wyspy i jej
rdzennych mieszkańców. Mimo ważnej i podkreślanej roli Pana Lloyda i
Jean-Pierre’a najbardziej intrygującą postacią staje się młody James –
zagubiony między tradycją a nowoczesnością, własną kulturą a angielskimi i
europejskimi wpływami. Ciekawe jest, jak potoczą się jego dalsze losy, gdyż to
James jest jedynym ogniwem dającym kolonii szansę przetrwania w niezmienionym
kształcie.
Jedną z urzekających cech powieści jest jej język – pozornie
prosty, prawdziwie bardzo wyszukany i poetycki. Brawa dla Dobromiły Jankowskiej
za wyśmienity przekład.
„Kolonia” powinna stać się intrygującą lekturą dla
czytelników zainteresowanych losami kultury i języka, konsekwencjami
międzykulturowych wpływów. To także piękny tekst dla wielbicieli wolno
rozwijających się opowieści, w których pozornie niewiele się dzieje, a można
odnaleźć w nich niekończące się pokłady tematów i emocji.
Moja ocena: 8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz