środa, 12 listopada 2025

 

„DOM DOBRY”, Polska 2025

Premiera kinowa: 7 listopada 2025


Wojciech Smarzowski – jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów – przyzwyczaił widzów do niekwestionowanej umiejętności szokowania i epatowania okrucieństwem i patologią. To, co pokazał w „Róży”, obu „Weselach”, „Klerze”, czy „Domu złym” pozostaje z widzem na zawsze. Na obejrzenie „Domu dobrego” jednak mnie nie przygotował…

Gośka (Agata Turkot) to młoda, choć doświadczona już przez życie dziewczyna. Ma za sobą nieszczęśliwą miłość, porzuconą anglistykę i toksyczną matkę z problemem alkoholowym (Agata Kulesza). Kiedy przez Internet poznaje starszego od siebie Grześka (Tomasz Schuchardt), zakochuje się w nim bez pamięci. Mężczyzna imponuje jej erudycją, oczytaniem (prowadzi z nią grę ze znajomości literackich cytatów), ma szerokie kontakty w miasteczku i polityczne ambicje. Na początku jest wręcz bajkowo, idyllicznie, idealnie, ale sielanka szybko się kończy…

Przemoc, której doświadcza młoda kobieta, jest niewyobrażalna – a jest to przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna i ekonomiczna. Obrazy, które przewijają się na ekranie, szokują, wstrząsają, powodują – że tak jak bohaterka w swoim niewyobrażalnym cierpieniu – popadamy w stupor i przestajemy rozróżniać, co jest prawdą, a co fikcją. Wyrafinowane tortury, które stosuje Grzesiek, to coś, czego nie da się zapomnieć.

Poza oskarżeniem przemocy, Smarzowski pokazuje też zaślepienie miłością. Gośka otrzymuje wiele sygnałów i informacji z zewnątrz, które u zdrowego człowieka wywołałyby naturalną potrzebę ucieczki, choćby pierwsze przejawy agresji Grzegorza, ale Gośka jest chora, chora z powodu ślepej miłości, potrzeby bycia u boku mężczyzny, bo chce kochać i być kochana, ale też dlatego, że tak wypada, bo tego oczekuje matka, bo siostra (bardzo dobra drugoplanowa Maria Sobocińska) jest już zamężna.

Wybór Agaty Turkot do roli Gośki jest strzałem w dziesiątkę. To, jak aktorka pokazuje przemianę od nieco naiwnej, zakochanej dziewczyny w tracącą kontakt z rzeczywistością ofiarę przemocy domowej, pokazuje, jak dojrzałą i dobrą jest aktorką. O Tomaszu Schuchardcie od dawna wiadomo, że jest jednym z najlepszych polskich aktorów. To, w jaki sposób gra potwora, bestię, obrzydliwie okrutnego przemocowca, poraża. To rola wybitna, przerażająca, rola, którą się podziwia, ale której nie chce się pamiętać. Smarzowski nie mógł też zapomnieć o swoim ulubionym aktorze – Arkadiuszu Jakubiku – tym razem (i nie jest to raz pierwszy) obsadził go w roli księdza.

To dobrze, że powstał ten film. Może kogoś ostrzeże, może kogoś zmusi do refleksji i wywoła wyrzuty sumienia, bo film obnaża nie tylko potworne oblicze sadystycznego dręczyciela, ale też bezwzględność policji, sądów, prokuratury, dla których ofiara przemocy domowej to nadal wariatka, pomyłka, osoba z zaburzeniami, a nie żadna ofiara.

„Dom dobry” nie jest fikcją. Z przemocą zetknęliśmy się wszyscy. Bicie, lanie, poniżanie pozostaje w wielu domach codziennym porządkiem i może pora się zastanowić, bo scenariusz filmu jest odbiciem tego, co dzieje się w wielu rodzinach.

Pamiętam moment sprzed 15 lat, kiedy wstrząśnięty wychodziłem z kina po obejrzeniu „Domu złego” z Jakubikiem, Dziędzielem i Preiss i długo nie mogłem się uspokoić po tej projekcji. O obejrzeniu „Domu dobrego” chciałbym zapomnieć…

Dziś nie będzie oceny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz