niedziela, 4 października 2026

 

„LALKA”, Polska 2026

Premiera kinowa: 30 września 2026


Jestem już po seansie kinowej „Lalki” w reżyserii Macieja Kawalskiego i śpieszę podzielić się z czytelnikami Popkulturalnego Maniaka moją opinią na temat tej adaptacji.

Moje oczekiwania były ogromne – „Lalka” to moja ukochana powieść i częściowo z jej powodu wybrałem na studiach seminarium magisterskie z literatury realizmu i naturalizmu. Pozytywizm to moja epoka, Prus – to ulubiony pisarz (to właśnie Prus powinien otrzymać literacką Nagrodę Nobla, a nie Sienkiewicz). Pora przejść do meritum – otóż „Lalka” Kawalskiego to film poprawny, ani wyjątkowy zły, ani wybitnie dobry – po prostu poprawny.

Zacznę od pozytywów. Reżyser intrygująco wprowadza tematykę udziału Wokulskiego w wojnie bułgarskiej i przez cały film fantastycznie odtwarza realia epoki. Piękne są stroje, dekoracje, obraz 19-wiecznej Warszawy, wnętrza sklepu Wokulskiego i posiadłości arystokracji. Ciekawie zostaje poprowadzona fabuła, by dochować wierności powieści, a jednocześnie zmierzyć się z mnogością ważnych wątków z książki Prusa.

Zdecydowanie przekonała mnie do siebie Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka – jest lekko wyniosła, ma swoje zdanie, umiejętnie manipuluje, dobrze wygląda na ekranie. Marek Kondrat jest też dobrym Rzeckim, choć nie ma w sobie ciepła i melancholii Bronisława Pawlika z serialu. W ogóle „Lalka” Kawalskiego jest zdecydowanie bardziej filmem kobiet niż mężczyzn. Niesamowitą kreację jako pani Meliton tworzy Agata Kulesza. Każde jej pojawienie się na ekranie to nowe emocje, intrygi, ciekawostki. Cudowna jest Maja Komorowska jako Prezesowa Zasławska – monumentalna, dobra, wzruszająca. Podobała mi się także Karolina Gruszka jako Florentyna, Krystyna Janda jako Hrabina Joanna oraz Maria Dębska jako pełna energii i twardo stąpająca po ziemi Kazia Wąsowska. To dobrze, że scenarzyści wyeksponowali postaci Wąsowskiej, a zwłaszcza pani Melton – dodało to filmowi kolorytu i pazura. Co do panów – wyróżnię jeszcze Andrzeja Seweryna jako Tomasza Łęckiego, Dawida Ogrodnika jako Mraczewskiego - jednego z subiektów, Borysa  Szyca – Barona Krzeszowskiego oraz Filipa Pławiaka – Juliana Ochockiego.

Dobre jest inspirowane Prusem otwarte zakończenie i z pewnością wszystkim spodoba się ścieżka dźwiękowa.

Zaskoczenia? Pominięcie trzech istotnych dla całej powieści i dla mnie wątków i związanych z nimi postaci: Marianny-Magdalenki – dziewczyny złych obyczajów, którą Wokulski ratuje z Powiśla, postaci pani Heleny Stawskiej i jej córeczki oraz sprawy sądowej, a zatem istotnej kwestii związanej z tytułem powieści oraz nieobecność studentów, którzy tak bardzo wzbogacili serial z 1977 roku.

Negatywy i rozczarowania? Marcin Dorociński. Jako wielbiciel rankingów i list przebojów zastanawiałem się swego czasu, jaki jest mój ulubiony polski aktor i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały właśnie na Dorocińskiego – aktora z klasą i nieograniczonymi możliwościami. Jako Wokulski, niestety, nie przypadł mi do gustu. Nie widziałem chemii między nim a Urzędowską jako Izabelą, a był w niej przecież bezgranicznie zakochany, dziwiła mnie mimika twarzy aktora podczas gry, miałem wrażenie, że ma trudność z wejściem w rolę Wokulskiego, a piszę to z ogromną przykrością. Drugi problem – nierówne tempo: obok scen szybkich, zwartych, wysoce emocjonalnych, pojawiały się chwile dłużyzn i przestojów, ale może tak miało być i reżyser nie chciał nas zabierać na filmowy rollercoaster.

Jedno wiem na pewno: chcę ten film zobaczyć raz jeszcze, mieć szansę jeszcze raz go przeżyć, dostrzec szczegóły, które mi umknęły, wejść w świat Prusowskiej Warszawy, poczuć klimat nowej „Lalki”.

Moja ocena: 7,5/10

1 komentarz:

  1. Bardzo byłam ciekawa Twojej opinii... ale teraz się boję iść do kina. Dorociński☹️☹️☹️

    OdpowiedzUsuń