niedziela, 31 sierpnia 2025

 TOP 60 NOSOWSKA

Kiedy zespół HEY ogłosił decyzję o zawieszeniu działalności, w rozpaczy w 2018 roku przygotowałem TOP 60 HEY I NOSOWSKA, gdzie zamieściłem najlepsze – moim zdaniem – utwory zespołu i solowe oraz gościnne dokonania Kasi Nosowskiej. Na fali popularności wygrało wtedy nagranie „Gdzie jesteś, gdzie jestem?”. Już wtedy wiedziałem, że i HEY, i Nosowska – jako jedna z najważniejszych twórczych osobowości na polskim rynku muzycznym – zasługują na oddzielne zestawienia. I właśnie – w związku z wczorajszymi urodzinami Katarzyny – nadszedł czas na TOP 60 Nosowskiej. Ta Artystka to już obecnie żywa instytucja – wokalistka, pisarka, poetka, felietonistka, twórczyni medialna – niesamowicie kreatywna i wybitna postać. Teksty Nosowskiej są tak wyjątkowe i przenikliwe, że po wysłuchaniu każdej nowej płyty trudno się z nich otrząsnąć. Kaśka kipi inteligencją, ma niesamowite skojarzenia lingwistyczne, potrafi zestawiać ze sobą idee, na połączenie których inni nigdy by nie wpadli. Ma mnóstwo kolaboracyjnych projektów, bo chyba każdy (no może prawie każdy) artysta z Polski chciałby z Kasią współpracować. Trudno było stworzyć ten TOP, bo materiał jest bardzo obszerny i prawie wszystko jest genialne, ale się udało. A zwycięża przepiękny duet z Renatą Przemyk – piosenka, która przeszywa serce i duszę. Przedstawiam moje subiektywne zestawienie TOP 60 Kaśki Nosowskiej. Z dedykacją dla Mary - najwierniejszej fanki. Enjoy.

60. Milena
59. Ofelia (& SANAH)
58. Nasz truskawa
57. Bezsenni (& KRZYSZTOF KRAWCZYK)
56. Zadymka (& VOO VOO)
55. Ognia (& MAREK DYJAK)
54. O lesie
53. Wanna (& KRÓL)
52. Ku przyszłości (& DEZERTER)
51. Nomada
50. Boso
49. Wielka dama tańczy sama
48. Chodziliśmy nocami (& DIMON)
47. Prosta rzecz (& ARTUR ROJEK & KRZYSZTOF GRABOWSKI)
46. O nas
45. Kto tam u Ciebie jest
44. Ziarno prawdy|
43. O papierkach
42. Neodym (& KRÓL)
41. Runo
40. Zielono mi
39. Papadamy (& PAULINA PRZYBYSZ)
38. Nagasaki
37. Dom (& KRÓL)
36. Piosenka kobieca (& WOJCIECH WAGLEWSKI)
35. Jutro jest dziś (& O.S.T.R.)
34. Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było (& VOO VOO)
33. Klucze (& MIUOSH)
32. Gdy rozum śpi
31. Piękna degrendolada
30. Sosna
29. King
28. Ja pas
27. Majak (& NATALIA SZROEDER)
26. Electrified
25. Keskese
24. Kto
23. Larum
22. Brawo dla Państwa
21. Wzgórze (& VOO VOO)
20. Błyszcz (& KRÓL)
19. Uciekaj moje serce
18. Tramwaje i gwiazdy (& MIUOSH)
17. Jeśli wiesz co chcę powiedzieć
16. Wieje
15. Nie ma nas (& TOMASZ MAKOWIECKI)
14. Tfu
13. Karatetyka
12. The Iris sleeps under the snow (& SMOLIK)
11. Wojna (& FISZ EMADE TWORZYWO)
10. Zoil (& KAZIK)
9. Można (& KRÓL)
8. Się ściemnia (& MAANAM)
7. Era retuszera
6. Rzadko widuję Cię z dziewczętami (& YUGOTON & PAWEŁ KUKIZ)
5. Nerwy i wiktoriańscy lekarze
4. Ledwie wczoraj
3. Przytomna
2. Jaśniejąca (& ANIELI)
1. Kochana (& RENATA PRZEMYK)



sobota, 30 sierpnia 2025

 TOP 60 – LISTA PRZEBOJÓW TRÓJKI – ROK 1995 – MOJE PODSUMOWANIE

Dziś powracam po zbyt długiej przerwie do mojego cyklu - prezentuję roczne podsumowania Listy Trójki (TOP 60) widziane moimi oczami – moja kolejność tych sześćdziesięciu najważniejszych nagrań roku. Dziś rok 1995. To był dla muzyki dobry rok. A dla mnie? Poszedłem do pracy. Skończyły się sympatyczne lata studenckie i trzeba było zacząć nieść kaganek oświaty. To był z pewnością udany rok dla Edyty Bartosiewicz, Kasi Kowalskiej, Hey, Varius Manx, Myslovitz. Debiutanckie płyty Kayah, Justyny Steczkowskiej i Edyty Górniak zachwyciły mnie światowym rozmachem. Z rzeczy zagranicznych bardzo chętnie sięgałem po płytę „Medusa” Annie Lennox z coverami jej ulubionych przebojów z „No more I love you’s” na czele. Fantastyczne płyty wydali też Blur, Oasis, Bjork, Radiohead, Pulp, ale Ci artyści nie docierali wtedy jeszcze na wysokie miejsca Listy Trójki. Numerem 1 roku 1995 na mojej liście zostało piękne nagranie Madonny „Take a bow”, które skomponował dla niej Babyface. W Wielkiej Brytanii to była porażka – piosenka dotarła tylko do 16. miejsca, ale w Stanach Zjednoczonych piosenka okupowała szczyt listy Billboard Hot 100 przez 7 tygodni i to był jej rekord (wcześniej „Like a virgin” było na topie listy 6 razy). Byłem bardzo dumny i szczęśliwy, a wydarzyło się to wtedy, gdy coraz więcej ludzi mówiło: Madonna się już skończyła.

Oto mój subiektywny obraz podsumowania Listy Przebojów Trójki w roku 1995. W nawiasie zamieszczam pozycję z oficjalnego podsumowania LP3. Enjoy!

60. VANESSA MAE Red Hot (51)
59. MICHAEL JACKSON You are not alone (14)
58. ELTON JOHN Blessed (60)
57. CONNELS 74-75 (42)
56. ROBERT GAWLIŃSKI Trzy noce z deszczem (12)
55. BRYAN ADAMS Have you ever really loved a woman (22)
54. KASIA KOWALSKA Oto ja (21)
53. CLOSTERKELLER Scarlet (52)
52. FORMACJA NIEŻYWYCH SCHABUFF Lato (41)
51. ELTON JOHN Believe (48)
50. VANESSA WILLIAMS Colors of the wind (58)
49. ONA Drzwi (43)
48. VARIUS MANX Mój przyjaciel (35)
47. WILKI Sen o Warszawie (53)
46. BON JOVI Always (34)
45. EDYTA BARTOSIEWICZ Zegar (24)
44. GOLDEN LIFE 24.11.94 (16)
43. QUEEN Heaven for everyone (50)
42. BAJM Dziesięć przykazań (10)
41. T.LOVE Bóg (26)
40. MAFIA Ja (Moja twarz) (44)
39. CELINE DION Pour que tu m’aimes encore (45)
38. NIRVANA The man who sold the world (18)
37. VARIUS MANX Zabij mnie (27)
36. HEY Ho (29)
35. KASIA KOWALSKA A to co mam (4)
34. R.E.M. Bang and blame (28)
33. SIMPLY RED Fairground (31)
32. PERFECT Całkiem inny kraj (37)
31. PERFECT Kołysanka dla nieznajomej (25)
30. OMEGA Gyongyhaju Lany (46)
29. MAANAM Wieje piaskiem od strony wojny (57)
28. GEORGE MICHAEL Like Jesus to a child (19)
27. ANNIE LENNOX Whiter shade of pale (17)
26. HEY Heledore babe (32)
25. KASIA KOWALSKA Jak rzecz (7)
24. COOLIO & L.V. Gangsta’s paradise (56)
23. CRANBERRIES Ode to my family (36)
22. ROBERT GAWLIŃSKI O sobie samym (8)
21. JON ANDERSON Change we must (55)
20. HEY Anioł (23)
19. GRZEGORZ TURNAU Bracka (59)
18. CRANBERRIES Zombie (2)
17. MAANAM Nic dwa razy (38)
16. EDYTA BARTOSIEWICZ Szał (6)
15. BIG DAY Przestrzeń (54)
14. VARIUS MANX Pocałuj noc (3)
13. EDYTA GÓRNIAK Dotyk (1)
12. U2 Hold me, thrill me, kiss me, kill me (11)
11. ANNIE LENNOX No more I love you’s (40)
10. EDYTA BARTOSIEWICZ Tatuaż (15)
9. KAYAH Jak liść (30)
8. EDYTA BAROSIEWICZ Wonderful tonight (33)
7. REPUBLIKA Zapytaj mnie czy Cię kocham (20)
6. JUSTYNA STRECZKOWSKA Sama (39)
5. JUSTYNA STECZKOWSKA Dziewczyna szamana (5)
4. HEY List (9)
3. VARIUS MANX Oszukam czas (49)
2. VARIUS MANX Piosenka księżycowa (47)
1. MADONNA Take a bow (13)



piątek, 29 sierpnia 2025

 

„O PSIE, KTÓRY JEŹDZIŁ KOLEJĄ 2”, Polska 2025

Premiera kinowa: 8 sierpnia 2025


Była sobie kiedyś piękna, lecz arcysmutna książka „O psie, który jeździł koleją” autorstwa Romana Pisarskiego. Dwa lata temu w kinach pojawiła się swobodna, uwspółcześniona adaptacja tej kultowej lektury. Film odniósł ogromny sukces, zatem producenci szybko zdecydowali się na część drugą. Czy jest równie udana jak część pierwsza?

Po udanej operacji serca przeprowadzonej w Stanach Zjednoczonych Zuzia (Liliana Zajbert), właścicielka psa Lampo, przygotowuje się do powrotu do Polski. Jej pies jest znany w całym kraju jako pociągowy podróżnik. W czasie nieobecności dziewczynki opiekę nad pięknym i przesympatycznym zwierzęciem sprawuje Antek (Maksymilian Zieliński) – przyjaciel Zuzi i syn dyrektora stacji Maritmska (sceny dworcowe zrealizowano na uroczym dworcu w Nowym Sączu). Nieszczęśliwy traf  sprawia, że tuż przed powrotem Zuzi Lampo zostaje porwany przez dwóch rzezimieszków (fantastyczne role Krzysztofa Dracza i Karola Osentowskiego). Ma być prezentem dla samotnej córeczki pewnej bogatej kobiety…

Cała Polska rozpoczyna desperackie poszukiwania psa Lampo. Wbrew zakazom rodziców najbardziej w akcję angażują się Zuzia, Antek i bliźniaczo podobna do Lampo suczka Luna. Czy uda im się odnaleźć psa, który pokochał podróże PKP?

W rolę Dyrektora, tak jak przed dwoma laty, wciela się Adam Woronowicz. Odgrywany przez niego bohater przeszedł jednak prawdziwą przemianę moralną. Nadal jest służbistą wielbiącym porządek, ale … pokochał Lampo, zrozumiał, jak wiele pies znaczy w życiu Zuzi i całej stacji. To on jest odpowiedzialny za wielką akcję poszukiwania zaginionego psa. Woronowicz jest znakomity w każdej scenie filmu. Ma w sobie niekończące się pokłady komizmu, ale potrafi też doskonale ukazać przejęcie, zakłopotanie, poświęcenie. Wydaje się być główną gwiazdą filmu i pojawia się w  zdecydowanie większej liczbie scen niż aktorzy grający rodziców Zuzi – Monika Pikała i Mateusz Damięcki.

Za kamerą ponownie stanęła Magdalena Nieć. Wraz z Katarzyną Gacek stworzyła także scenariusz filmu i tę zmianę scenarzystów można odczuć. Część druga opowieści „O psie, który jeździł koleją” to wprawdzie udany, ciepły film familijny, ale brakuje mu uroku i świeżości części pierwszej. Widoczny jest także zdecydowanie wyższy budżet nowej produkcji, co niekoniecznie wpływa na podniesienie jakości obrazu.

Ogromną wartością filmu jest pokazanie siły rodziny, miłości i przyjaźni oraz promocja szacunku dla zwierząt. Przygody Lampo i Zuzi pokazują, że psa, który do kogoś należy, który jest częścią czyjeś rodziny, nie można po prostu wykraść i zmusić, żeby pokochał nowych właścicieli i bezwarunkowo wyzbył się miłości i przywiązania do poprzednich właścicieli.

„O psie, który jeździł koleją 2” to dowód, że kino familijne w Polsce ma się  naprawdę dobrze i choć dwójka nie ma już siły przebicia jedynki, nadal film warto obejrzeć.

Moja ocena: 8/10

 

MAREK NIEDŹWIECKI, PIOTR STELMACH „Single z Żoliborza”, Wydawnictwo Literackie 2025


Pana Marka Niedźwieckiego i Pana Piotra Stelmacha – dwóch wielkich muzycznych dziennikarzy – nie trzeba nikomu przedstawiać. „Single z Żoliborza” to ich prowadzona od dawna audycja/podcast w Radiu 357, a teraz to także ich książka. Na każdą książkę autorstwa Pana Marka czekam zawsze z wypiekami i niewyrównanym oddechem. Nie inaczej było i tym razem!

„Single z Żoliborza” to zapis 34 rozmów obu znawców muzyki poprockowej. Choć obu panów dzielą blisko dwie dekady życia, muzyczne zainteresowania i osobowość, wiele ich łączy: miłość do radia i muzyki, ogromny szacunek dla artystów i słuchaczy oraz – myślę – przyjaźń i zrozumienie. Początkowe rozmowy dotyczą ogólnych wspomnień, podejścia do muzyki, wspólnych doświadczeń, niespodziewanych przebojów, zapraszanych do radia gości, najlepszych i najsłabszych wywiadów. Najważniejszą i najciekawszą częścią wydają się być rozdziały poświęcone wspomnieniom o wielkich muzykach – z Polski i ze świata.

Od Abby i Beatlesów  po Coldplay – pełne ciekawostek, wspomnień, wzruszeń rozmowy dwóch doświadczonych radiowców. Pojawia się także czwórka artystów polskich: kochana przez Marka Niedżwieckiego Basia Trzetrzelewska jako pomost między nami a światem i przykład bezprecedensowego sukcesu polskiej piosenkarki za Atlantykiem, ale przede wszystkim Kora i Manaam, Grzegorz Ciechowski i Republika oraz Perfect. Opowieści o Korze i Obywatelu G.C. szczególnie chwytają za serce, zwłaszcza kiedy obaj dziennikarze mówią o prywatnych kontaktach, czy wręcz przyjaźni z nieżyjącymi już wybitnymi muzykami. Nieocenionym dodatkiem dla mnie – fana list przebojów i wszelkich statystyk i zestawień -  są prywatne TOP 5 Niedźwieckiego i Stelmacha, prezentowane po rozmowie o każdym wykonawcy.

Niedźwiecki i Stelmach inaczej myślą, inaczej mówią, Marek jest bardziej stonowany w swoich wypowiedziach, bardziej wyważony, podczas gdy Piotra, tak jak na antenie, rozsadza energia, mówi szybko, dużo, widoczna jest ekscytacja dziennikarza. A co jest w tym wszystkim najwspanialsze? To jak znakomicie panowie się uzupełniają, jak się wzajemnie rozumieją i nawet jeśli ich podejście do danego artysty, utworu, czy gatunku jest odmienne, potrafią tę swoją odmienność szanować i akceptować. Potrafią być wobec siebie szczerzy do bólu, jak choćby podczas odpowiedzi na pytanie: Czego we mnie nie akceptujesz? / Co Cię we mnie irytuje?

Czy czegoś mi zabrakło? Naturalnie, sekcji poświęconej Madonnie. Piosenkarka jest wprawdzie wzmiankowana w książce, ale uważam, że tak wielkiej i popularnej gwieździe, z którą Pan Marek spotkał się osobiście w Hotelu Ritz w Paryżu podczas promocji płyty „Bedtime stories”, należał się osobny rozdział. No tak, najchętniej przeczytałbym całą książkę o tym, co Panowie Niedźwiecki i Stelmach sądzą o Madonnie i jej niezwykłej karierze.

„Singli z Żoliborza” czyta się rewelacyjnie i po kilku stronach zaczyna się mieć wrażenie, że jest współuczestnikiem tych rozmów, że jest się gdzieś obok Pana Marka i Pana Piotra i obcuje się z ich ogromną wiedzą i muzycznymi gustami. Książka jest bardzo ładnie wydana, a intrygującym dodatkiem są zdjęcia dziennikarzy z gwiazdami światowego formatu, naszą rodzimą muzyczną elitą oraz ozdobione autografami i dedykacjami okładki płyt wybitnych artystów.

Książka jest idealną lekturą dla chart freaków, ludzi, którzy kochają muzykę i listy przebojów, ale też dla tych, którzy przed laty kochali Trójkę – Program Trzeci Polskiego Radia i którzy kształtowali swoje gusta muzyczne dzięki audycjom Pana Marka i Pana Piotra. Trójka – stara, dobra radiostacja, którą w starym, nieomal perfekcyjnym kształcie po prostu nam zabrano – pojawia się nostalgicznie na wielu kartach „Singli z Żoliborza” – nie sposób od tego uciec…

Doskonała lektura.

Moja ocena: 10/10

 

„PRZYJACIÓŁKI” (Trois amies), Francja 2024

Premiera kinowa: 22 sierpnia 2025


Cenię francuskie kino, ma w sobie coś szczególnego, wyróżniającego w porównaniu z innymi europejskimi kinematografiami. Z zainteresowaniem udałem się zatem na pokaz nowej francuskiej produkcji – filmu „Przyjaciółki” w reżyserii Emanuela Moureta, który właśnie pojawił się na ekranach polskich kin.

„Przyjaciółki” to opowieść o losach trzech bardzo bliskich sobie kobiet, które łączy mocna, wieloletnia więź. Joan (India Hair), mama ośmioletniej Niny, to pracująca w liceum anglistka, czująca się nieszczęśliwa w związku ze swoim partnerem, ojcem córeczki, Victorem (Vincent Maccaigne). Podejmuje decyzję o rozstaniu, co kończy się prawdziwą tragedią. Alice (Camille Cottin) pracuje w tej samej szkole i pozornie czuje się spełniona u boku męża, ale jej życie diametralnie się zmienia pod wpływem snu. A śni jej się numer telefonu, pod który dzwoni po przebudzeniu i nawiązuje znajomość, szybko przechodzącą w romans, z uznanym malarzem. Rebecca (Sara Forestier) – także nauczycielka - plastyki, wiecznie poszukująca pracy trzpiotka, poszukuje także miłości i niespodziewanie znajduje ją w ramionach męża Alice, swojej najbliższej przyjaciółki. Jak w obliczu tych wszystkich kryzysów i zwrotów akcji, wirów emocji i relacji, nieoczekiwanych wyzwań potoczą się losy kobiet, które łączyła ponoć bezwarunkowa przyjaźń?

Film nie jest do końca udany. Zwłaszcza w pierwszej części reżyser kładzie duży nacisk na ukazanie losów Joan, która nie jest postacią budzącą sympatię. Choć zmaga się z wieloma problemami, trudno jest wzbudzić w sobie współczucie dla bohaterki. Dużo ciekawiej przedstawia się historia kochającej dwóch mężczyzn Alice, zmuszonej do dokonania właściwego wyboru, a nieoczekiwanie najciekawszy okazuje się zaakcentowany głównie w trzeciej części filmu wątek szalonej Rebecci, która świadomie, choć nie bez wyrzutów sumienia, decyduje się na romans z żonatym mężczyzną, a do tego mężem tak bliskiej osoby.

„Przyjaciółki” to kino bardzo kobiece – z trzema udanymi rolami dobrych aktorek. Z zaskoczeniem odkryłem, że reżyserem filmu jest mężczyzna, bo film cechuje bardzo silny pierwiastek żeński. Historia ma w sobie potencjał, ale toczy się zbyt wolno, głównie sprawa problemów i rozterek Joan wydaje się być zaprezentowana w przydługi i przez to nieco nużący, czy wprost irytujący sposób. Dlatego film można obejrzeć w kinie, ale można też spokojnie poczekać aż pojawi się na platformach streamingowych.

Moja ocena: 6/10

czwartek, 28 sierpnia 2025

 

AGATA ZAMARSKA „Mieszkanie na ostatnim piętrze”, Grupa Wydawnicza FILIA 2025


Jeśli chcecie przeczytać lekki, lecz wciągający kryminał, polecam dziś „Mieszkanie na ostatnim piętrze” nowej polskiej gwiazdki tego gatunku – Agaty Zamarskiej.

Mieszkająca i pracująca w Londynie Karolina nagle otrzymuje niepokojący telefon z :Polski z informacją o niespodziewanej śmierci swojej siostry Moniki, z którą utrzymywała jedynie okazjonalne kontakty. Natychmiast przybywa do Warszawy, zatrzymuje się  w swoim rodzinnym mieszkaniu, w którym po śmierci rodziców mieszkała już tylko Monika i rozpoczyna przygotowania do pogrzebu, a potem do sprzedaży majątku. Poznaje dwójkę sąsiadów, młodych atrakcyjnych ludzi, z którymi Monika wydawała się utrzymywać bardzo przyjazne, bliskie relacje. Tamara jest samotną mamą rezolutnej Amelki i z sukcesem prowadzi cukiernię w mieście. Jest także Przystojny Filip – autor poczytnych horrorów.

Jednym z celów, który wyznacza sobie Karolina, jest ustalenie co naprawdę przydarzyło się Monice. Czy zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jak uważa policja, czy może było to samobójstwo. Za drugą opcją  przemawia pamiętnik młodej kobiety oraz tragedie, które wydarzyły się w rodzinie Karoliny i Moniki przed laty. Porządkowanie dokumentów i rzeczy osobistych zmarłej dziewczyny ujawnia kolejne fakty, zaś bliższe poznanie sąsiadów i przyjaciół Moniki oraz spotkania z panią Heleną, mieszkającą w kamienicy od lat, rzucają nowe światło na sprawę nieżyjącej siostry. Co tak naprawdę doprowadziło do śmierci Moniki?

Fabuła powieści prowadzona jest dwutorowo: pierwszoosobowa narracja Karoliny prezentuje bieżącą akcję, zaś pojawiające się sporadycznie wspomnienia Moniki powoli przybliżają nas do prawdy, co jest ciekawym zabiegiem literackim. Książka ma dobre tempo, którego nie wytraca do końca. Bohaterowie – głównie Karolina, Tamara i Filip – ukazani są w absorbujący sposób. Dzięki temu książkę połyka się nieomal natychmiast.

„Mieszkanie na ostatnim piętrze” nie jest książką niezwykłą, na zawsze zapadającą w pamięć, ale to przyzwoity thriller, który czyta się z przyjemnością i niesłabnącym zaciekawieniem. Powieść jest z  pewnością godna relaksacyjnej lektury w ostatni już, niestety, weekend wakacji.

Moja ocena: 6/10  

wtorek, 26 sierpnia 2025

 

DLACZEGO ROK 1984 BYŁ DLA MNIE BARDZO WAŻNY – WSPOMNIENIA SPRZED 40 LAT


Niedawno skończył się rok 2024, tym samym zamykając rocznicę 40 lat od roku 1984, który uważam za najważniejszy rok mojego życia, rok, który mnie ukształtował. „Jak to?” – zakrzykną niektórzy. „Przecież Ty wtedy miałeś 10 lat. Jak taki moment w życiu może być aż tak istotny?”.

Otóż, może. Zacznę od tego, że w 1984 roku zacząłem uczyć się angielskiego – w Spółdzielczym Domu Kultury w Płocku. To nie było wtedy wcale takie oczywiste, bo w szkołach panował wszechobecny rosyjski i nauka angielskiego była swego rodzaju przywilejem. Na początku nie byłem aż taki zachwycony, choć nauka języka nie była dla mnie dużym wyzwaniem. Nie do końca odpowiadał mi mój pierwszy nauczyciel – były lotnik biorący udział w bitwie o Anglię. Wiosną i latem zazdrościłem dzieciakom, które widziałem przez okno bawiące się na placyku przed domem kultury, ale bardzo lubiłem swoja grupę, szybko robiłem postępy i … połknąłem bakcyla. I tak ten angielski ze mną został do dziś. Potem poszedłem na anglistykę i od blisko 30 lat nauczanie angielskiego jest moim podstawowym zajęciem.

A jak to się stało, że zostałem nauczycielem? No właśnie – 1984 również miał na to wpływ. Moja Siostra rozpoczęła wtedy studia pedagogiczne z myślą o podjęciu pracy nauczycielki i jak wracała z Łodzi i opowiadała o swoich zajęciach, jakoś mnie to fascynowało. I ten angielski w parze z rodzinnymi tradycjami (Dziadek ze strony Mamy był nauczycielem matematyki) doprowadziły mnie już naprawdę wtedy – w 84 roku do tego, że powinienem zostać nauczycielem. Wprawdzie wówczas bardziej myślałem o języku polskim, ale potem (już nie w 1984 roku) angielski zwyciężył.

Rok 1984 to jednak przede wszystkim rok, który uczynił ze mnie niewolnika muzyki i list przebojów, a był to rok muzycznie wybitny! 7 stycznia po raz pierwszy spisałem notowanie Listy Przebojów Programu Trzeciego – notatki te prowadziłem przez wiele lat (do czasu, kiedy wyparło je internetowe archiwum) i były dla mnie Biblią, oknem na świat, ulubioną lekturą. Kochałem Listę Trójki, kochałem pana Marka Niedźwieckiego, byłem od Jego audycji uzależniony. Wprawdzie Listy zacząłem słuchać w czerwcu 1983 roku, ale rok 1984 to już pełen rok śledzenia Listy i moich notatek.

20 czerwca 1984 roku, tuz przed rozpoczęciem wakacji po czwartej klasie podstawówki, skompilowałem swoja pierwszą listę przebojów – mój TOP 20, inspirowany głównie przez Listę Trójki, ale też Listę Programu Pierwszego (też taka była), Telewizyjną Listę Przebojów oraz Przeboje Dwójki. W pierwszym notowaniu zwyciężyła Republika i „Obcy astronom”. 20 czerwca ubiegłego roku obchodziłem 40. rocznicę istnienia mojej listy, nadal skrupulatnie co tydzień układam swoje notowania, obecnie TOP 25. Jestem z tego bardzo dumny i niczego (poza podstawowymi czynnościami życiowymi) nie robiłem w życiu tak długo, jak układanie mojej listy.

W 1984 roku zrozumiałem, że takie listy przebojów, jak Trójka, powstają tez w innych krajach i dzięki przedrukom w polskiej prasie zobaczyłem listę brytyjską, listę amerykańskiego Billboardu, za koniec roku kolega Ojca przywiózł mi z Anglii dwa numery muzycznego tygodnika Record Mirror z pełną UK TOP 75 Singles & Albums. Byłem tym zafascynowany i dołączyłem (wówczas jeszcze zupełnie nieświadomie) do grupy tzw. chart freaków. Takich ludzi całkowicie oddanych listom przebojów jest w Polsce i na świecie dużo więcej, ale to zrozumiałem dopiero wiele lat później, dzięki Internetowi.

Rok 1984 był muzycznie genialni. Dwa spośród TOP 10 moich albumów wszech czasów ukazały się właśnie wtedy: czarujące „Into the gap” tria Thompson Twins (czy jeszcze ich ktoś pamięta?) oraz fenomenalne „Treasure” Cocteau Twins. Rok 1984 to genialne płyty Alison Moyet, Frankie Goes To Hollywood, U2 (mój pierwszy kontakt z tym zespołem dzięki „Pride (In the name of love”), Wham! i George’a Michaela (choć wtedy wszyscy kpili, że George i Andrew to bardziej produkty zabiegów dentystyczno-fryzjerskich niż prawdziwi artyści), Prince’a, Tiny Turner, Howarda Jonesa i Nika Kershawa, Sade i wielki sukces Madonny i „Like a virgin”. Prawdą jest, że śpiewającą Madonnę usłyszałem dopiero w lutym 1985 roku, ale w 1984 „podmiot artystyczny” ukrywający się pod tą nazwą / tym imieniem / pseudonimem, zaczął mnie intrygować. Madonna była wysoko na różnych listach przebojów (poza Polską) i bardzo chciałem wiedzieć, cóż to za muzyczny kameleon. Aby się dowiedzieć, musiałem jeszcze trochę poczekać.

1984 to także cudowny rok dla polskiego popu i rocka z dominacją Lady Pank, Republiki, Maanamu, Bajmu, Lombardu, Urszuli, Oddziału Zamkniętego i wielu innych cudownych rodzimych artystów. To z całą pewnością jeden z najlepszych sezonów artystycznych w historii muzyki.

I tak – to prawda, że rok 1984 mnie ukształtował – nieco później przyszła jeszcze fascynacja filmem, ale duża część moich najważniejszych pasji urodziła się w 1984 roku. Blog zacząłem prowadzić dopiero 36 lat później, ale dziś świętuję wpis numer 600 i zapraszam wszystkich do jak najczęstszego obcowania z Popkulturalnym Maniakiem.

Źródło ikonografii: https://www.billboard.com/music/music-news/1984-best-year-of-pop-music-ever-essay-6296392/

sobota, 23 sierpnia 2025

 

„UTRATA RÓWNOWAGI”, Polska 2024

Polska premiera: 9 maja 2025


W polskim kinie od czasu do czasu pojawiają się prawdziwe perełki, które przemykają przez ekrany prawie niezauważone. Tak było z „Innego końca nie będzie” Moniki Majorek i tak jest z „Utratą równowagi” Korka Bojanowskiego, a to naprawdę film godny wszelkiej uwagi. 

„Utrata równowagi” to film o teatrze, a właściwie o przygotowaniu spektaklu dyplomowego przez szóstkę studentów: Maję (brawurowa i zasługująca na szczególną uwagę Nel Kaczmarek), jej chłopak Piotrek (Oscar Rybaczek), Anka (Angelika Smyrgała), Kuba (Mikołaj Matczak), Wiola (Maria Wróbel) oraz Sergio (Maksymilian Piotrowski). Młodzi, wrażliwi, pełni ideałów i nadziei na zaistnienie w kinie i teatrze. Są już zaawansowani w przygotowaniach swojego dyplomu, kiedy nagle pani dziekan (Tamara Arciuch) wprowadza na scenę nowego reżysera Jacka (Tomasz Schuchardt) – znanego celebrytę, innowatora, bohatera skandali.

Jacek nie tylko zmienia wystawiany tytuł na „Makbeta”, choć do premiery zostało już bardzo niewiele czasu, ale dokonuje zaskakujących decyzji dotyczących obsady. Wbrew oczekiwaniom głównej roli Lady Makbet nie otrzymuje Anka – gwiazda roku, uważana za najzdolniejszą, córka znanej aktorki, ale nieśmiała i pełna wątpliwości i niewiary w siebie Maja. Pojawiają się niesnaski, coraz większe problemy, manipulacje. Smaczku sytuacji dodaje wiadomość, którą przynosi jeden z dyplomantów: Jacek prowadził już wcześniej spektakl dyplomowy studentów Akademii Teatralnej i wówczas jedna z młodych aktorek popełniła samobójstwo. Do czego doprowadzi praca uznanego reżysera z tegoroczną grupą absolwentów?

Film ogląda się świetnie, choć jest mroczny, ciężki, podejmuje trudny temat przemocy w szkołach kształcących aktorów. Duża w tym zasługa reżyserii Bojanowskiego – a to jego debiut pełnometrażowy. Schuchardt jest jak zwykle bardzo dobry, ale dojrzałością i umiejętnościami zaskakują młodzi aktorzy. Największym aktorskim odkryciem „Utraty równowagi” jest dla mnie na pewno Nel Kaczmarek – to jak zmienia się w filmie, jak ukazuje wahania, zmiany nastroju, jak robi wszystko, żeby zdemaskować Jacka, jak traci wiarę i nadzieję zasługuje na uznanie i wróżę tej dziewczynie sukces. Tak jak zachwyciłem się Mają Pankiewicz w przywołanym wcześniej „Innego końca nie będzie”, tak gwiazdą „Utraty równowagi” jest z pewnością Nel Kaczmarek.

Film jest przykry, ale mówi wiele prawdy. Problem przemocy psychicznej i fizycznej w szkołach artystycznych i teatrach jest dość głośny, a film dobitnie dowodzi, że upokarzanie młodego aktora, by wydobyć z niego właściwe emocje, nie jest kluczem do kształcenia przyszłych artystów.

Film zrobił na mnie naprawdę ogromne wrażenie i gorąco go polecam.

Moja ocena: 8/10

 

„ZNIKNIĘCIA” (Weapons), USA 2025

Premiera kinowa: 8 sierpnia 2025


Lato 2025 to ponoć lato horrorów. Obok „Oddaj ją” i „Together” oraz polskiej – nie do końca udanej produkcji – „13 dni do wakacji” największą sławą cieszy się film „Zniknięcia” w reżyserii Zacha Creggera. Czy to rzeczywiście aż tak dobre kino gatunkowe?

Małym amerykańskim miasteczkiem wstrząsa zaginięcie siedemnaściorga uczniów z miejscowej szkoły podstawowej. Wszystkie dzieci chodziły do tej samej klasy i wszystkie w pośpiechu opuściły swoje domy nocą o 2.17, co zarejestrowały kamery. Potem ślad po nich się urywa. Ocalał tylko jeden chłopiec – Alex – nieco wycofany, nie w pełni akceptowany przez wszystkich kolegów.

Rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania i długotrwałe śledztwo, które zmienia życie wychowawczyni klasy - Justine (fantastyczna Julia Garner) – w prawdziwe piekło, gdyż lokalna społeczność irracjonalnie obwinia ją o zaginięcie podopiecznych. Jednym z oskarżycieli jest ojciec zaginionego chłopca – Archer (Josh Brolin), który nieoczekiwanie stanie się sprzymierzeńcem Justine podczas poszukiwania zaginionych dzieci.

Po kolei poznajemy kolejność incydentów z różnych perspektyw – Justine, Archera, Paula (Alden Ehrenreich) – miejscowego policjanta i kochanka nauczycielki, Marcusa (Benedict Wong) – dyrektora szkoły, Jamesa (Austin Abrams) – lokalnego złodziejaszka i narkomana oraz samego Alexa (Cary Christopher) – jedynego dziecka, które nie zaginęło. Każda z perspektyw rzuca nowe światło na sprawę tajemniczego zniknięcia uczniów i powoli prowadzi do rozwiązania zagadki. Dzięki spojrzeniu Alexa dowiadujemy się o przybyciu do jego domu Gladys – ekscentrycznej, schorowanej ciotki (wyśmienita, zasługująca na nominację do Oscara rola Amy Madigan).

Film tworzy niezwykłą atmosferę niepewności, ale nie jest to typowy horror, podczas którego się cały czas boimy. To bardziej psychologiczne oddziaływanie, które nie pozwala nam oglądać filmu spokojnie. Nielinearne przedstawienie akcji z perspektywy rożnych bohaterów jest bardzo ciekawym i nowatorskim zabiegiem w horrorze i czyni film zaskakującym i wyjątkowym.

Nieprzewidywalne jest zakończenie filmu, nawiązujące swobodnie do „Pachnidła” Patricka Suskinda. I choć w filmie nie brakuje momentów cringowych, „Zaginięcia” to bardzo dobry film, horror daleki od klasycznych, ale zmuszający do myślenia i powolnego układania filmowych puzzli, dokładanych widzom przez kolejno przedstawianych bohaterów.

Intrygujący jest też oryginalny tytuł filmu – „Weapons”, czyli broń. Warto się nad tym zastanowić podczas seansu.

Jeśli jesteś otwarty na zabawę kinem gatunkowym, nie obawiasz się horroru niestereotypowego i zaskakującego, mogę Ci ten film zdecydowanie polecić. To jedna z najciekawszych propozycji tego sezonu.

Tradycyjnie, jak co roku, dziękuję Annie za wspólną wakacyjną rozrywkę w kinie. W ubiegłym roku był „Kod zła”, w tym – „Zaginięcia”. Ciekawe, jaki horror przyniosą nam kolejne wakacje.

Moja ocena: 8/10

piątek, 22 sierpnia 2025

 TOP 60 STANISŁAW SOYKA

Nie planowałem Topu Pana Stanisława Soyki i byłbym głoszącym herezje hipokrytą, gdybym teraz twierdził, że budzę się i zasypiam przy jego piosenkach, ale nagła śmierć Artysty była dla mnie inspiracją, tak jak w przypadku niedawnej listy Ozzy’ego Osbourne’a. Z twórczością Stanisława Soyki zetknąłem się po raz pierwszy przy okazji nagrania „Love is crazy”. Byłem zaskoczony, że Polak śpiewa tak dobrze po angielsku. Soyka był prawdziwym czarodziejem sceny, potrafił tworzyć niezwykłą magię emocji w swoich kompozycjach. Pięknie interpretował poezję, choćby Szymborskiej, Leśmiana, czy Shakespeare’a. Jego interpretacje nagrań innych artystów – Czesława Niemena, Seweryna Krajewskiego, Nicka Cave’a, stawały się żyjącymi swoim życiem utworami. Odnajdował się znakomicie w wielu stylach i gatunkach.

Przygotowaniu tego zestawienia towarzyszyło wiele wzruszeń, wspomnień, ale także odkryć, choćby faktu, że Stanisław Soyka współpracował z Anną Jantar. Tak naprawdę odkryłem też przepiękną płytę z interpretacjami sonetów Shakespeare’a – naprawdę wybitne wersje. To smutne, że nie ma już z nami Pana Stanisława. No cóż, "Życie to krótki sen". A ja przedstawiam mój hołd dla Artysty - wokalisty, multiinstrumentalisty, twórcy – moje subiektywne zestawienie TOP 60 najlepszych nagrań Stanisława Soyki. Enjoy!

60. WOO BOO DOO Atak na głowę
59. Lety the good times roll (& ROGER BERG BIG BAND)
58. Waluta (& PIOTR KRAKOWSKI)
57. Czekanie na Ciebie
56. Kuszenie na pustyni
55. You’re the one that I want (& ANNA JANTAR)
54. Epitafium dla Mahalii Jackson
53. Nocny papieros
52. You are so beautiful
51. Cisza ratunkowa
50. Moja rzeczywistość
49. Na cześć księdza Baki (& CZESŁAW MOZIL)
48. Naima
47. Stoję w oknie
46. Pytasz co to miłość
45. Niech całują Cię moje oczy
44. I never felt this before
43. Fade away
42. Nie ma drugiej takiej
41. Zaczepka platoniczna
40. Każdy kochać chce (& SEKSTET PLUS)
39. Historia jednej znajomości
38. Jakby nie było jutra
37. Czas nie czeka na nas
36. Tears in heaven
35. Fa na na na (& YANINA)
34. Nigdy nie zamknę drzwi przed Tobą (& KORA)
33. Tango Warszawa
32. Play it again
31. Wiem, że nie wrócisz
30. Odkąd jesteś
29. Świat
28. Niebo, oczekiwanie nasze (& TIE BREAK & YANINA)
27. Kiedy jesteś taka bliska
26. Płoniemy, płoniemy (& YANINA)
25. Ławeczka-bajeczka
24. Są na tym świecie rzeczy (& YANINA)
23. Śliczna różdżkareczka
22. Wiele wspaniałych poranków widziałem (Sonet XXXIII)
21. Summertime
20. Mocniej Cię kocham, choć na pozór słabiej (Sonet CII)
19. Tango Memento Vitae
18. Hard to part
17. Zależy mi
16. Gdybym
15. Do widzenia mówiliśmy
14. W moich ramionach / Into my arms
13. Czas jak rzeka
12. Tam na rzece (& ADAM STRUG)
11. Absolutnie nic
10. Soplicowo (& GRZEGORZ TURNAU)
9. Love is crazy
8. Uciekaj moje serce
7. HAIKI FRISTAJL Sarenka
6. Czas nas uczy pogody
5. Zycie to krótki sen
4. Allegro ma non troppo
3. Tak jak w kinie
2. Cud niepamięci
1. Tolerancja (Na miły Bóg)



wtorek, 19 sierpnia 2025

 

JAKUB JARNO „Światłoczułość”, Wydawnictwo Literackie 2024


Bez wątpienia najgłośniejszy polski powieściowy debiut tego roku – porażający, niepokojący obraz losów dwojga młodych ludzi w obliczu niemiecko-rosyjskiej inwazji na Polskę podczas II wojny światowej, przedstawiony pięknym poetyckim językiem w wyszukanej literackiej formie – „Światłoczułość” Jakuba Jarny.

Główny bohater „Światłoczułości” to młody chłopiec, właściwie jeszcze dziecko, mieszkający na wschodnich kresach przedwojennej Polski. Nie poznajemy jego prawdziwego imienia, aż do momentu, kiedy podczas wojennej tułaczki przygarniają go dobrzy ludzie, dając mu imię i swoje nazwisko – Witold Szczombrowski. Czerwonogwardziści przeganiają Witka i jego nową rodzinę i tak rozpoczyna się wojenna tułaczka chłopca po całym kraju, gdzie dowiaduje się czym jest wojna, bezgraniczne okrucieństwo, dehumanizacja człowieka i śmierć. Jest jednak ktoś, kto pozwala Witkowi trwać, walczyć o każdy dzień, nie tracić nadziei. To Żerka – dziewczyna, którą poznał w swojej wsi i z którą połączyła go niezwykła relacja. Wojna okrutnie obchodzi się także z dziewczyną, ale Żerka przez cały czas wierzy, że spotka jeszcze swojego przyjaciela i na bieżąco pisze do niego listy. Część z nich nigdy nie zostaje wysłana.

Książka jest nowatorska formalnie. Rozpoczyna się jak typowa powieść z narratorem w pierwszej osobie, by przejść w powieść epistolograficzną, prezentującą bogatą korespondencję pisaną przez Żerkę do Witka, by nagle stać się zupełnie nową powieścią zatytułowaną „Migotanie”, napisaną po wojnie przez Witolda Szczombrowskiego. Zaskakuje indywidualizacja języka w trzech odsłonach „Światłoczułości” – zupełnie inaczej napisane są listy, innego języka używa autor powieści „Migotanie”, a jeszcze inaczej czyta się początek książki i obecne w niej pierwszoosobowe wtrącenia.

Tekst jest chwilami bardzo brutalny i okrutny. Ukazuje bezwzględność żołnierzy Armii Czerwonej (czy nadal możemy nazywać ich żołnierzami?), nazistów, ale także Polaków – bezdusznych wobec Żydów, innych Polaków, wobec bliźniego. Niektóre sceny pozostają w myślach i trudno się uwolnić od ich przemocowego, barbarzyńskiego charakteru. Obok ludzi-potworów, widzimy jednak postaci bezgranicznie dobre, gotowe nieść bezwarunkową pomoc, narażając swoje życie, by ratować inne. Dzięki temu obraz wojny nie jest jednostronny i staje się przez to bardziej wiarygodny. Książka może być jednak nie do zniesienia dla wrażliwego czytelnika.

I wreszcie wielka zagadka: kim jest Jakub Jarno? Czy to rzeczywiście genialny debiutant, czy może pseudonim artystyczny innego autora, który chciał odejść od swego gatunku i sprawdzić się literacko w zupełnie innym nurcie? Dlaczego Jakub Jarno nie chce pokazać twarzy, udzielać wywiadów, promować swojej arcydzielnej powieści? Czy to jedynie próba ochrony swojej prywatności? Jedna z interpretacji głosi, że pod pseudonimem ukrywa się najpopularniejszy polski autor kryminałów – Remigiusz Mróz – wielokrotnie oskarżany o grafomanię, brak talentu literackiego, prostotę i przewidywalność języka oraz umiejętność tworzenia jedynie nieskomplikowanych historii kryminalnych. Zupełnie mi ta interpretacja nie pasuje, „Światłoczułość” jest napisana w wyszukany, kunsztowny sposób. Prawdą jest, że autor powieści, podobnie jak Mróz, potrafi zręcznie utrzymać uwagę czytelnika, ale to chyba jedyna cecha, która łączy Jarnę z Mrozem. A może autorem „Światłoczułości” jest AI i jest to pierwsza polska powieść stworzona przez sztuczną inteligencję???

Książka jest wybitna – aż trudno uwierzyć, że jest wytworem ludzkiej wyobraźni. Ciekawi mnie niezmiernie, w jakim stopniu prawdziwa wojenna historia była inspiracją dla autora. Choć to potwornie trudny problemowo tekst, nie sposób nie docenić walorów powieści. To z pewnością najlepsza polska książka, jaką czytałem w tym roku.

Moja ocena: 10/10

poniedziałek, 11 sierpnia 2025

 

„NAGA BROŃ” (The Naked Gun), USA 2025

Premiera kinowa: 1 sierpnia 2025


Czy pamiętacie rewelacyjną komedię „Naga broń” z 1988 z nieodżałowanym Lesliem Nielsenem w roli tajnego agenta Franka Drebina? „Naga broń” powraca! A jaka jest wersja AD 2025 tej kultowej komedii?

Frank Drebin Jr. (w tej roli Liam Neeson) tak pokierował swoją karierą, by pójść w ślady swego wybitnego ojca i obecnie kieruje policyjną jednostką specjalną (choć nie posiada w tym kierunku żadnych, ale to żadnych predyspozycji). Dzielnie wspiera go jego partner – Ed Hocken Jr. (bardzo dobra rola coraz popularniejszego Paula Waltera Hausera). Obecnie zajmują się tajemniczą śmiercią naukowca o nazwisku Davenport, który zginął, prowadząc autonomiczny samochód, nad konstrukcją którego pracował. W śledztwie wspomaga Franka atrakcyjna siostra ofiary, pisarka Beth Davenport (Pamela Anderson), w której Drebin zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Wszystkie tropy dochodzenia prowadzą do firmy produkującej samochody i jej podejrzanego właściciela, Danny’ego Hustona (Richard Cane).

Brzmi jak scenariusz niezłego kina sensacyjnego, a „Naga broń” jest po prostu lekką, zwariowaną komedią. Choć twórcy nie uniknęli powtarzanych gagów, sucharów i zbyt wielu nawiązań do oryginału z lat 80-tych, udało się stworzyć film dowcipny, nienachalny i po prostu zabawny. Kiedy usłyszałem o tym swoistym remake’u – sequelu „Nagiej broni” i o obsadzeniu Liam Neesona w roli Franka Drebina, byłem zdumiony i trudno było mi wyobrazić sobie aktora grającego zwykle twardzieli w roli komediowej. Okazało się, że Neesen świetnie radzi sobie w komediowym repertuarze i znakomicie wchodzi w komiczną rolę. Dzielnie partneruje mu Pamela Anderson, która odważnie zastępuje w filmie Priscillę Presley. Cieszę się bardzo, że kino AD 2025 odkryło na nowo Pamelę Anderson. W filmie „Last Showgirl” stworzyła naprawdę zapadającą w pamięć kreację, a w „Nagiej broni” – wygląda znakomicie i gra naprawdę przyzwoicie – bez problemu jest w stanie wykrzesać z siebie komizm, choćby w scenie występu jazzowego w restauracji.

„Naga broń” nie jest komedią wybitną i najwyższych lotów, ale to sympatyczne wakacyjne kino rozrywkowe, a dla starszaków pamiętających lata 80-te – dodatkowa doza nostalgii. Na pewno większość widzów znajdzie w filmie jakieś zabawne momenty, choćby te na granicy dobrego smaku.

Moja ocena: 6/10

 

„13 DNI DO WAKACJI”, Polska 2025

Premiera kinowa: 8 sierpnia 2025


Wprawdzie do końca wakacji zostało niewiele ponad 13 dni, a do kin trafia polski horror - slasher „13 dni do wakacji”. Czy warto go obejrzeć?

Zbliżają się wakacje. 16-letni Antek (Teodor Koziar – mogliśmy go wcześniej obejrzeć w „Powrocie do tamtych dni” z Maciejem Stuhrem) podczas spaceru z psem odnajduje zwłoki człowieka w znacznym stanie rozkładu. W szkole wybucha swoista psychoza – może to seryjny morderca, a może uaktywnił się były woźny, który przed rokiem zabił swoją żonę i dzieci i tajemniczo zniknął?

Tymczasem ociec Antka i jego nieco starszej siostry Pauliny (Katarzyna Gałązka) musi wyjechać służbowo, w związku z czym para nastolatków zostaje sama w ekskluzywnej podwarszawskiej posiadłości. Relacje między rodzeństwem nie układają się najlepiej – wzajemnie oskarżają się o odejście od rodziny ich mamy.

Paulina postanawia wykorzystać nieobecność ojca i zaprasza do siebie piątkę przyjaciół: Agę, Julię, Marka, Byka oraz swojego nowego chłopaka Piotrka. W nocy w domu zaczyna dochodzić do nieoczekiwanych sytuacji – giną telefony bohaterów, a dostęp do Internetu zostaje odcięty. Przestaje działać alarm i dom zmienia się w niedostępną twierdzę, do której nikt nie może wejść, ale też nikt nie może jej opuścić. Pojawiają się pierwsze trupy…

„13 dni do wakacji” to typowy slasher, w którym bohaterowie muszą zostać brutalnie zamordowani. W latach 90-tych ogromną popularność zyskały serie filmów „Krzyk” i „Koszmar minionego lata”. Celem takich filmów jest zbudowanie grozy w obliczu makabrycznych morderstw. Reżyserowi „13 dni do wakacji”, Bartoszowi M. Kowalskiemu,  właściwie się to udaje. To nie jest pierwsze spotkanie twórcy z tym podgatunkiem, bo wcześniej nakręcił „ W lesie dziś nie zaśnie nikt”.

„13 dni do wakacji” nie jest, niestety, filmem odkrywczym. Narzędzia i sposoby mordów są znane z innych tego typu produkcji i twórcy nie pokusili się tutaj o żadną oryginalność. Specyficzni są też bohaterowie filmu – to pretensjonalna, bogata, zblazowana młodzież, która po prostu chce się dobrze bawić, choć trzeba przyznać, że główni bohaterowie – rodzeństwo grane przez Gałązkę i Koziara – wyróżniają się swoją grą na tle innych młodych aktorów. Wymogi slashera są jednak spełnione, napięcie jest zbudowane i to ratuje film.

Myślę, że koneserzy gatunku pogardzą filmem, natomiast lubiący tego typu produkcje i ten rodzaj horroru nie powinni wyjść z kin zawiedzeni. Ja się nie ubawiłem.

Moja ocena: 5/10

czwartek, 7 sierpnia 2025

 

„LILO & STITCH” / „JAK WYTRESOWAĆ SMOKA”, CZYLI NOWE ŻYCIE KULTOWYCH KRESKÓWEK


 Dziś o dwóch remake’ach popularnych animacji, nowych wersjach, w których technologia pozwala na połączenie animacji i gry aktorskiej.

„LILO & STITCH” (Lilo & Stitch), USA 2025

Premiera kinowa: 23 maja 2025

Zacznijmy od „Lilo i Stitch”. Animowana wersja filmu pojawiła się w kinach w 2002 i mnie urzekła. To historia uroczego stworka z innej planety, który przypadkowo trafia na Ziemię, ląduje na Hawajach i znajduje przyjaciół wśród ludzi. Wersja aktorka nie zmienia fabuły. Stitch trafia do małej dziewczynki – Lilo (świetna rola Mai Kealohy), która niedawno straciła rodziców i jest wychowywana przez starszą siostrę Nani (Sydney Agudong). Dziewczęta przeżywają trudny okres, a pojawienie się Stitcha – choć jest nieznośny i jego obecność prowadzi do wielu turbulencji – ostatecznie scala rodzinę i pozwala siostrom przetrwać najtrudniejsze chwile.

Film nie traci uroku kreskówki i niesie ważne przesłanie o istocie przyjaźni i rodziny w naszym życiu. Grająca Lilo dziewczynka jest kapitalna, arcynaturalna i zabawna, a Stitch – choć jego zachowanie jest chwilami na pograniczu dobrego smaku – jest rozkoszny i zabawny. Film uczy także, że musimy sobie pomagać i wierzyć w drugiego człowieka. Spektakularne pejzaże Hawajów zapierają dech w piersiach, a cała historię ogląda się ze wzruszeniem i pasją.

Moja ocena: 10/10

„JAK WYTRESOWAĆ SMOKA” (How to train your dragon), USA / Wielka Brytania 2025

Premiera kinowa: 13 czerwca 2025

Twórcy aktorskiej adaptacji kreskówki „Jak wytresować smoka” także pozostają wierni fabule oryginału z 2010 roku. Życie Wikingów na wyspie Berg jest trudne i niebezpieczne ze względu na obecność smoków i odwieczną wojnę człowieka z potworami. Czkawka (Mason Thames), syn wodza wyspy, Stoicka (Gerald Butler) dorósł już na tyle, by zacząć przygotowania do walki ze smokami. Ojciec pokłada w nim ogromne nadzieje. Chłopcu nie w głowie jednak żadne bitwy i ataki na smoki – udaje mu się oswoić i zaprzyjaźnić z jednym z najniebezpieczniejszych smoków – Nocną Furią. Chłopak nazywa smoka Szczerbatkiem i pokazuje swoim przyjaciołom i Wikingom, że ludzie i smoki mogą zamieszkiwać wyspę Berg w symbiozie i czerpać wzajemne korzyści z międzygatunkowej przyjaźni.

Mądry i interesujący film ze znakomitym morałem i wartością edukacyjną. Walki i waśnie nigdy nie doprowadzą nas do sukcesu. Myślę, że bajka spodoba się dzieciom i dorosłym widzom. Mogliby ją także obejrzeć nasi politycy – i to ze wszystkich stron i obozów – żeby zobaczyć na czym polega sens prawdziwej współpracy.

Film jest świetnie zrealizowany i naprawdę doskonale się go ogląda. Twórcy idealnie dobrali Masona Thamesa jako Czkawkę – przekonuje do siebie od pierwszej sceny filmu. Ciekawa historia, dobre tempo, imponujące rozwiązania technologiczne.

Moja ocena: 8/10

Mimo że oba filmy są znakomite, moje serce zostaje przy „Lilo i Stitch” – tak jak przed laty bardziej podobała mi się ta animacja, tak dziś pozostaję wierny hawajskiej opowieści, stąd wyższa ocena filmu o nieznośnym niebieskim Stitchu.

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

 

5 LAT POPKULTURALNEGO MANIAKA


W natłoku wydarzeń i zobowiązań przeoczyłem piątą – zatem ważną - rocznicę mojego bloga – Popkulturalnego Maniaka. Nadal pamiętam dzień, kiedy – w czasie pandemii – postanowiłem założyć blog i pisać o obejrzanych pozycjach kinowych, przeczytanych lekturach oraz o muzyce i listach przebojów, dzielić się moimi recenzjami i opiniami.

Te pięć lat to ponad 590 wpisów, ponad 250 stałych obserwatorów i ponad 43,000 wejść, co w przybliżeniu oznacza, że każdego dnia Popkulturalny Maniak jest odwiedzany ponad 23 razy.

Blog ma swoje wzloty i upadki. Wzloty są związane z wolnym czasem i szerszym dostępem do popkultury – to, że piszę więcej, oznacza, że znalazłem wolną chwilę, żeby coś przeczytać, obejrzeć, wynaleźć i opisać. Upadki są natomiast wynikiem mojego zagubienia, kiedy brakuje czasu na podstawowe zadania, pojawiają się chwile zwątpienia, nie ma zatem mowy o oddaniu się przyjemnościom, bo prowadzenie Popkulturalnego Bloga jest dla mnie niezwykle ciekawe i zajmujące. Czuję się spełniony, kiedy mogę podzielić się z Państwem moimi opiniami, recenzjami, obserwacjami, spostrzeżeniami dotyczącymi kultury masowej – kina, literatury i muzyki. Bardzo cenię sobie wszelkie reakcje, również te negatywne. Paradoksalnie cieszę się, kiedy ktoś wychwytuje usterkę w moim tekście -  to oznacza, że moje wpisy są czytane i to czytane uważnie. A kiedy ktoś pisze lub mówi: „Czekałem na ten wpis”, „Zastanawiałam się, czy ten TOP 60 kiedykolwiek powstanie”, „Wstrzymałem się z czytaniem tej książki do chwili, kiedy o niej napiszesz” – serce roście i chce się prowadzić blog dalej.

Uwielbiam, kiedy ktoś pisze, że mój post był rekomendacją do obejrzenia jakiegoś filmu, przeczytania książki lub posłuchania danej muzyki. Cieszę się, że odbiorcami wpisów są bardzo różne osoby – o rozmaitych zainteresowaniach.

To najlepszy moment, żeby podziękować wszystkim, którzy odwiedzają Popkulturalnego Maniaka – bardzo to doceniam, bo prowadzę ten blog trochę dla siebie, ale przede wszystkim dla Was. Czekam teraz na kolejny kamień milowy – 50,000 wejść na bloga (jak wszystko dobrze pójdzie, odbędzie się to już w 2026 roku), a potem … na 10-lecie.

Gorąco zapraszam do czytania i komentowania wpisów, nawet jeśli Wasza opinia jest całkowicie odmienna od mojej. Popkulturalny Maniak pozdrawia!

 

„DIVA FUTURA” (Diva Futura), Włochy 2025

Premiera kinowa: 23 maja 2025


Jeśli chcecie zobaczyć sympatyczny włoski film, polecam dziś produkcję „Diva Futura”.

„Diva Futura” to nazwa włoskiego klubu i studia filmowego specjalizującego się w kinie pornograficznym. Film jest jednak daleki od promocji wyuzdania i jest wolny od scen wulgarnych i obscenicznych.

Film jest właściwie opartą na faktach biografią Riccarda Schicchi (bardzo dobra rola Pietra Castellito), niezwykle otwartego i kreatywnego reżysera, twórcy Divy Futury, opowiedzianą głosem jego sekretarki Debory (Barbara Ronchi) – autorki książki o swojej pracy w studiu w charakterze sekretarki. Schicchi jawi się jako osoba bardzo pozytywna, optymistyczna, zawsze gotowa do pomocy, budująca swoją utopię wokół pornobiznesu. W poznaniu bohatera pomagają nam kobiety jego życia – pierwsza żona – Ilona Staller - Cicciolina (Lidija Kordic) – pierwsza w historii gwiazda porno, która została deputowaną włoskiego parlamentu, piękna modelka Moana Pozzi (Denise Capezza), która dzięki swojej subtelności i urokowi zmieniła kino produkowane przez Divę Futurę w bardziej artystyczne i wysmakowane oraz druga żona – Eva (Tesa Litvan) – największa miłość reżysera.

„Diva Futura” w interesujący sposób przywołuje realia lat 80-tych – modę, fryzury, make-up. Można mieć z tego dużo radości. Niektóre sceny są naprawdę bardzo zabawne.

Film jest z pozoru lekki i przyjemny, ale mówi też dużo o poważnych i ważnych kwestiach, takich jak granice wolności, o tym, co jest sztuką i czy w pornografii i erotyce można doszukiwać się pozytywów.

W filmie jest dużo dowcipu, dużo wzruszeń,  Nie jest to idealna produkcja, ale film ogląda się z ogromną przyjemnością jako nostalgiczną podróż do przełomu lat 80 i 90-tych. Aż dziw bierze, że we Włoszech – kraju katolickim i dość konserwatywnym i zachowawczym, w dobie szalejącego na świecie AIDS - mogła działać taka instytucja jak Diva Futura. Polecam ten film także jako kulturową ciekawostkę.

Moja ocena: 7/10

sobota, 2 sierpnia 2025

 

„PIKNIK POD WISZĄCĄ SKAŁĄ” (Picnic at Hanging Rock), Australia 1975


Dziś recenzja filmu, który właśnie trafił do kin, nie jest to jednak nowa pozycja, ale wybitny klasyczny obraz australijskiego reżysera Petera Weira „Piknik pod Wiszącą Skałą” z 1975 roku. Film w zremasterowanej wersji pojawił się w kinach z okazji jubileuszu 50-lecia powstania.

Widziałem „Piknik pod Wiszącą Skałą” w telewizji w latach 80-tych, ale duży ekran i nostalgia pozwoliły na spojrzenie na arcydzieło z nieco innej perspektywy.

Jest rok 1900, Australia, dzień Świętego Walentego. Uczennice prestiżowej prywatnej pensji dla dziewcząt udają się na wycieczkę w góry. To nie ma być męcząca wędrówka, raczej spacer z piknikiem. Cztery spośród dziewcząt za zgodą nauczycielek decydują się na wspinaczkę nieco wyżej w góry, wraca tylko jedna z nich, która niczego nie może sobie przypomnieć. Okazuje się, że zaginęła także jedna z nauczycielek…

Rozpoczynają się intensywne poszukiwania, w których udział bierze policja, miejscowi i dwójka młodych chłopców, którzy jako ostatni widzieli wędrujące dziewczęta: Brytyjczyk Michael (Dominic Guard) i Australijczyk Albert (John Jarratt). Cudem udaje się odnaleźć jedną z zaginionych. Czy uda się rozwikłać zagadkę zaginionych dziewcząt?

W filmie z pozoru nic się nie dzieje – najpierw obserwujemy wędrujące dziewczęta, a potem trwają żmudne bezowocne poszukiwania. Peter Weir tworzy jednak niezwykłą, magiczną, niepowtarzalną atmosferę w tym obrazie, że ogląda się go jak najlepsze kino akcji, pełne nieoczekiwanych zwrotów i zaskoczeń. Film jest przepięknie sfotografowany – pewne sceny mogłyby uchodzić za impresjonistyczne obrazy, twórcy filmu zresztą celowo zwalniają kadry, żeby można było w pełni docenić i podziwiać piękno wybranych ujęć. Przez cały czas zastanawiamy się też, dlaczego doszło do tego incydentu, co się tak naprawdę stało, jakie siły kierowały dziewczętami i nauczycielką, by boso wędrować coraz wyżej – ku wierzchołkom gór.

Bardzo ważną rolę w filmie odgrywa właścicielka pensji – Pani Appleyard (wybitna kreacja Rachel Roberts). Dla niej tragedia, która wydarzyła się pod Wiszącą Skałą, oznaczała koniec jej życia, koniec dzieła, które stworzyła – elitarnej szkoły dla dziewcząt, osobistą i zawodową porażkę.

Peter Weir przez lata tworzył lepsze i nieco słabsze kino, wspomnę tu te lepsze przykłady: „Rok niebezpiecznego życia” z Melem Gibsonem, „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” z Robinem Williamsem, czy „Truman Show” z Jimem Carreyem. Nigdy już nie osiągnął w filmie takiego poziomu artyzmu, jak w swoim arcydziele z 1975 roku.

„Piknik pod Wiszącą Skałą” to jeden z najlepszych i najwybitniejszych filmów, jakie kiedykolwiek stworzono. Kino artystyczne na najwyższym poziomie. Piękne widoki, niepokojąca wspaniała muzyka, potęga natury i nierozwikłana zagadka, która na zawsze zmieniła życie wszystkich bohaterów…

Recenzję tę dedykuję Zosi Sarneckiej, bo wiem, że to dla Niej bardzo ważny film.

Moja ocena: 10/10 (bezapelacyjnie)

 
„VINCI 2”, Polska 2025

Premiera kinowa: 25 lipca 2025


Juliusz Machulski od lat 80-tych należy do grona moich ulubionych polskich reżyserów. „Seksmisja” i „Kingsajz” to jedne z moich rodzimych klasyków wszech czasów, lubię też „Kilerów”, a z nowszych produkcji wyróżnię „Ile waży koń trojański”, „Kołysankę” i film „Vinci”. No właśnie – „Vinci”- udana komedia kryminalna sprzed 20 lat. Czy potrzebowaliśmy zatem „Vinci 2”?

Kontynuacja filmu z 2004 roku właśnie przebojem wdarła się na ekrany kin. Fabuła jest z grubsza podobna do historii z pierwszej produkcji. Cuma (świetny jak zwykle Robert Więckiewicz) – były złodziej dzieł sztuki - mieszka spokojnie w Hiszpanii wraz z uroczą partnerką Carmen, kiedy nagle otrzymuje ofertę nie do odrzucenia: do Krakowa do Mangghi - Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej przywieziony zostanie japoński miecz – niezwykle kosztowny eksponat, który należy ukraść. Cuma rzuca wszystko i udaje się do Krakowa, gdzie dowiaduje się, że nad kradzieżą pracuje już duet młodych złodziei – Duch i Cień (nieźli Piotr Witkowski i Jędrzej Hycnar).

W zaistniałej sytuacji Cuma montuje swoją ekipę, do której dołączają znani z poprzedniego skoku Szerszeń (Borys Szyc), Magda (dystyngowana Kamila Baar) oraz Werbus (Jacek Król – szkoda, że miał mniej do zagrania niż w pierwszej części) wraz z jego dziećmi: Kornelią (Zofia Jastrzębska) i Jankiem (Jan Jr. Bednarek). Któremu zespołowi uda się przejąć drogocenny artefakt?

Film mógłby być dobry, gdyby był o pół godziny krótszy. Pierwsza część nieznośnie się dłuży, niektóre dialogi są drewniane i filmu nie ratują udane sceny, czy pojawienie się znanych postaci w mini-epizodycznych rolach (Grzegorz Turnau, Dominika Wielowieyska, DJ Wika). Akcja zdecydowanie przyspiesza w drugiej części – podczas napadu, a zakończenie jest inteligentne i dowcipne.

Niektórych momentów nie mogę jednak Machulskiemu wybaczyć. Jedną z zupełnie niepotrzebnych scen jest spotkanie dwójki policjantów (Łukasz Simlat, Marcin Dorociński). Poziom ich pełnej rzekomych żartów rozmowy zdecydowanie przekraczał moje możliwości recepcyjne i interpretacyjne. Jedną z kategorii Węży – polskiej nagrody dla najgorszych filmów – jest Występ poniżej talentu / Występ poniżej godności. Dorociński naprawdę  zasłużył na tę nagrodę.

W filmie znajdziemy też pewne pozytywy: część scen jest naprawdę zabawna i udana, Kraków jest pięknie pokazany i nie można niczego zarzucić aktorstwu: Więckiewicz, Baar, Szyc, Ilona Ostrowska, Mirosław Haniszewski są na ekranie po prostu bardzo dobrzy. Film może być sympatyczną, lekką rozrywką i na pewno spodoba się wielu widzom. Mnie jednak do siebie nie przekonał.

Moja ocena: 6/10