CZY POTRZEBNA NAM NOWA „LALKA”?
Dziś premiera nowej kinowej wersji „Lalki” na motywach
powieści Bolesława Prusa w reżyserii Macieja Kawalskiego z Kamilą Urzędowską w
roli Izabeli Łęckiej, Marcinem Dorocińskim wcielającym się w postać Stanisława
Wokulskiego i Markiem Kondratem jako Ignacym Rzeckim, zaś od 16 września w
Netflixie można oglądać serial „Lalka” wyreżyserowany przez Pawła Maślonę,
który do swojej wersji zaangażował Sandrę Drzymalską (Łęcka), Tomasza Schuchardta
(Łęcki) i Dariusza Chojnackiego (Rzecki).
Rodzi się pytanie: czy potrzebna nam nowa „Lalka” – kolejna
adaptacja tej genialnej pozytywistycznej powieści. Po raz pierwszy na wielki
ekran przeniósł „Lalkę” wyjątkowy reżyser – Wojciech Has – twórca choćby
cenionego na całym świecie „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. W wersji z 1968
roku główne role przypadły Beacie Tyszkiewicz jako Izabeli Łęckiej, Mariuszowi Dmochowskiego,
który wcielił się w postać Stanisława Wokulskiego oraz Tadeuszowi Fijewskiemu ,
który zagrał Ignacego Rzeckiego. Film to wielki, choć mam wrażenie, że nieco
trąci myszką – od jego premiery minęło już blisko 60 lat. Po dziewięciu latach
na ekrany telewizyjne trafił 9-odcinkowy serial z Małgorzatą Braunek (Łęcka),
Jerzym Kamasem (Wokulski) oraz Bronisławem Pawlikiem (Rzecki) – ta wersja to
moja ukochana adaptacja.
A czy potrzebowaliśmy nowej ekranizacji? Zdecydowanie TAK.
Na całym świecie pojawiają się wznowienia, reinterpretacje, nowe wersje, remaki
klasycznych dzieł filmowych. Ten rok przyniósł nam chociażby uwspółcześnioną
ekranizację „Wichrowych Wzgórz” w reżyserii Emerald Fennell z Margot Robbie i
Jacobem Elordim, już za chwilę w kinach nowa adaptacja „Rozważnej i
romantycznej” w reżyserii Georgii Oakley, choć może się wydawać, że fantastyczna
wersja Anga Lee z 1996 roku z Emmą Thompson i Kate Winslet jest nie do
zastąpienia. Trwa produkcja nowej wersji serialu „Noce i dnie” według powieści
Marii Dąbrowskiej – tu będzie też dużo emocji i kontrowersji. Czy Jaśmina Polak
i Tomasz Schuchardt zdołają przyćmić role Jadwigi Barańskiej i Jerzego Bińczyckiego?
Zarówno film Hasa, jak cudowny i niezapomniany serial
Ryszarda Bera, powstały przed pięćdziesięciu laty. To długo, nawet dla tak
klasycznej pozycji, jak „Lalka” Prusa. Znakomicie pamiętam serial, nie mogę
natomiast pamiętać – i znam je jedynie z przekazu – ogólnopolskich dyskusji o
złym doborze aktorów przed premierą – jak to: Braunek ma być piękną, eteryczną
arystokratką? Kamas – przecież to drewniany aktor bez emocji! A Pawlik – ten powinien
zostać w telewizji z Misiem z okienka i ewentualnie grać epizody zabawnych
grubasków w komediach. Okazało się jednak, że ta trójka aktorów stworzyła
wyjątkowe, zapadające w pamięć kreacje i dla dwóch, a może i trzech pokoleń Łęcka
miała twarz Małgorzaty Braunek, Kamas okazał się niezastąpionym Wokulskim, a rola
Pawlika przeszła do historii jako wybitna. Serial jest nadal oglądany i
podziwiany – to błyskotliwa i bardzo wierna adaptacja.
A jaka będzie „Lalka” AD 2026? Serial Netlixa już hula w
sieci i wzbudza niezwykle emocje, polaryzując społeczeństwo. Nie oglądałem
serialu i w najbliższym czasie tego nie zrobię – nie zraziłem się wieloma negatywnymi
opiniami, zbyt cenię Pawła Maślonę, by odpuścić sobie ten serial, ale obecnie
nie pozwala mi na to brak czasu. A film Macieja Kawalskiego zobaczę już w
najbliższy weekend – moje oczekiwania są ogromne, bo „Lalka” to – moim zdaniem –
najlepsza znana mi powieść napisana w języku polskim, a być może nawet najlepsza
powieść mojego życia.
A czy potrzebowaliśmy dwóch adaptacji w tym samym czasie? To
już nieco kontrowersyjna decyzja i wydaje mi się, że warto było skupić się na
jednej wersji, a w tym czasie zająć się ekranizacją jakiegoś innego ważnego utworu
literackiego.
Pozwólmy artystom eksperymentować, odczytywać dzieła
literackie i filmowe na nowo, pokazywać klasyczną rzeczywistość przez pryzmat
21-go wieku. Nowe technologie, nowi aktorzy, nowe możliwości kin – niech się
dzieje, niech powstają nowe adaptacje, a my je krytycznym okiem oglądajmy.
Recenzja kinowej "Lalki" już niebawem.