środa, 19 sierpnia 2026

 

„TYLKO JEDNA NOC” (One night only), USA 2026

Premiera kinowa: 14 sierpnia 2026


Lubię sytuacje, kiedy idę do kina statystycznie – żeby po prostu „zaliczyć” kolejną pozycję, a tu zdarza się niespodzianka i film jest zwyczajnie udany. Tak było w przypadku nieoczywistej komedii romantycznej „Tylko jedna noc” w reżyserii Willa Glucka.

Czy pamiętacie serię drastycznych i dramatycznych filmów amerykańskich „Noc oczyszczenia”? Otóż, scenariusz „Tylko jednej nocy” zaczerpnął jeden z motywów z tego cyklu. Jesteśmy we współczesnej Ameryce, ale jest to kraj niezwykle purytański, dbający o moralność obywateli. Dlatego seks przedmałżeński jest surowo wzbroniony, a zainstalowane w ciele mieszkańców czujniki natychmiast wzywają stróżów prawa i strażników norm i wartości, jeśli zakaz zostaje złamany.

Jest jednak jedna noc, ta jedna wyjątkowa noc, kiedy zakaz nie obowiązuje. I właśnie ta noc i przygotowania do niej są przedstawiony w tym zabawnym filmie.

Owen (Calum Turner) jest właścicielem sympatycznej pizzerii, która tego dnia bije rekordy popularności – są w niej dziesiątki namiętnie przytulający się do siebie ludzi w różnym wieku i różnej rasy, którzy czekają na tę chwilę! Oczekuje jej też Owen, gdyż zamierza spędzić upojną, romantyczną noc z wybranką swego serca – Malika (Maya Hawke – prywatnie córka Umy Thurman i Ethana Hawke’a).

Do wielkiej zabawy przygotowuje się także śliczna Allie (Monica Barbaro) – młoda piosenkarka, która nagrywa piosenki do reklam, a marzy o prawdziwej karierze. Dziewczyna liczy na to, że tym razem los się do niej uśmiechnie i spotka wymarzonego kandydata na swojego chłopaka.

Przewrotny los sprawia, że piękna Allie i przystojny Owen spotykają się tej nocy kilkakrotnie, zwykle w przedziwnych i nieoczekiwanych okolicznościach. Czy coś z tych spotkań wyniknie?

 „Tylko jedna noc” to naprawdę urocza i zabawna komedia, pełna komicznych gagów i ze świetną grą aktorską. Nominowana do Oscara za rolę Joan Baez w filmie „Kompletnie nieznany” Monica Barbaro jest bardzo przekonująca jako wrażliwa romantyczka, zaś Brytyjczyk Calum Turner – jeden z mocnych kandydatów do roli Jamesa Bonda – sprawdza się zaskakująco dobrze jako komediowy amant. Akcja płynie wartko. Walorem jest też bardzo ciekawa, nowoczesna ścieżka dźwiękowa z dobrymi nagraniami.

Szedłem na film bez żadnego przekonania i oczekiwań, wyszedłem z uśmiechem na ustach po blisko dwóch godzinach całkiem przyzwoitej rozrywki. Nie jest to kino buntu i naporu, zmieniające współczesną kinematografię, ale na tle amerykańskich komedii romantycznych ostatniego okresu wypada nad wyraz dobrze. Odrobina utopii z dawką aktualnego realizmu daje ogólnie zadowalający efekt. Polecam.

Moja ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz