„REQUIEM DLA SNU” (Requiem for a Dream), USA 2000
Premiera kinowa: 16 marca 2001, wznowienie kinowe: 24 lipca
2026
Film „Requiem dla snu” Darrena Aronosky’ego miał swoją
premierę 25 lat temu. Pamiętam, że wtedy prawdziwie wstrząsnął moim dużo młodszym
jestestwem. W związku z rocznicą odrestaurowany film wrócił na ekrany i
postanowiłem zobaczyć obraz ponownie, z nieco innej perspektywy i z zupełnie innymi
doświadczeniami życiowymi i kulturowymi.
Film jest historią trojga związanych ze sobą ludzi: Sary (wyśmienita
Ellen Burstyn) – starszej już kobiety, która spędza większość czasu przed
telewizorem, jej syna Harry’ego (błyskotliwy Jared Leto) – narkomana i dilera
oraz Marion (niezwykła Jennifer Connelly) – jego dziewczyny, także ofiary
nałogu narkotykowego. Początkowo nic nie zapowiada katastrofy, wszystko
wskazuje na to, że Harry i Marion kontrolują swój nałóg i większym problemem i
niebezpieczeństwem jest zaangażowanie się Harry’ego w handel narkotykami, w
którym wspiera go przyjaciel – Tyrone (Marlon Wayans). Szybko jednak okazuje
się, że życie Marion, Harry’ego i Tyrone’a to równia pochyła. Sceny, w których
piękna Marion sprzedaje swoje ciało, by zdobyć pieniądze na narkotyki, porażają.
Historia Sary – normalnej amerykańskiej kobiety – jest równie
dramatyczna. Otrzymuje telefon z telewizji, który zaprasza ją do udziału w
ulubionym teleturnieju. Chociaż to najprawdopodobniej scam, Sara postanawia jak
najlepiej wypaść w ukochanym programie. Dlatego decyduje się na terapię odchudzającą.
Pod wpływem zażywanych leków szybko traci kontakt z rzeczywistością. Szokująca
jest scena, kiedy sąsiadki-przyjaciółki odwiedzają Sarę w szpitalu.
Aronofsky tworzy film w bardzo specyficzny i nowatorski
wówczas sposób. Wiele scen przypomina raczej video clipy niż film fabularny. Tempo
obrazu jest bardzo szybkie, pojawiają się sceny stroboskopowe. W ten sposób
reżyser ukazuje świat halucynacji i całkowitego odrealnienia, w który coraz
głębiej popadają wszyscy bohaterowie.
Trzy kreacje aktorskie, które widzimy w filmie, są wybitne, a
każda z gwiazd posiada w swoim dorobku Oscara, jednak nie za „Requiem dla snu”.
Zacznijmy od Ellen Burstyn – najbardziej uznanej aktorki w filmie, dla której
nominacja do Oscara za „Requiem dla snu” była już szóstą w karierze. Posiadała
już nagrodę za rzeczywiście świetną rolę w filmie „Alicja już tu nie mieszka” z
1975 roku. Rola, którą tworzy u Aronofsky’ego, to – moim zdaniem – jedna z najwybitniejszych
kreacji kobiecych tego wieku. Burstyn jako uzależniona od leków matka narkomana
jest fenomenalna, zachwyca każdą sceną, przechodzi na ekranie niesamowitą
metamorfozę. Jest genialna. Musiała jednak uznać wyższość Julii Roberts, która wówczas
odebrała Oscara dla najlepszej aktorki w filmie „Erin Brockovich”. Obiema
rolami byłem zachwycony, lecz dziś po ponownym seansie „Requiem dla snu”,
przyznałbym palmę pierwszeństwa Ellen Burstyn.
Pora na Jareda Leto – aktorskiego kameleona i geniusza.
Pierwszy raz zobaczyłem Leto w filmie „Ostatnie takie lato” (The Last of the
High Kings) w 1996 roku i pomyślałem sobie – „O kurczę, ten chłopak dostanie
kiedyś Oscara”. Pierwsza okazja pojawiła się właśnie przy okazji „Requiem dla
snu”, ale Leto za rolę uwikłanego w dilowanie narkomana – nie otrzymał nawet
nominacji. Pierwsza nominacja i Oscar przyszły dopiero w 2014 roku za rolę
umierającego na AIDS transwestyty w filmie „Witaj w klubie”. Leto był tu
genialny, ale czy rola w „Requiem dla snu” była słabsza?
I wreszcie – piękna i utalentowana Jennifer Connelly. W
filmie Aronofsky’go tworzy bardzo trudną rolę, pewne sceny z jej udziałem są na
granicy dobrego smaku. Nie dostaje nominacji, ale otrzymuje ją wraz z Oscarem
rok później za „Piękny umysł”. Upieram się, że w „Requiem dla snu” stworzyła
lepszą i bardziej wymagającą rolę drugoplanową.
Film jest bardzo dobry, ząb czasu w ogóle go nie nadgryzł,
nadal przeraża swoim przesłaniem i trzema wielkimi rolami. Bardzo ten film
polecam. Jest po prostu świetny.
Moja ocena: 9/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz