poniedziałek, 31 stycznia 2022

 
TOP 60 LISTA PRZEBOJÓW TRÓJKI – ROK 1988 – MOJE PODSUMOWANIE

Dziś kolejna odsłona mojego cyklu. Systematycznie  prezentuję podsumowania roczne Listy Trójki (TOP 60) widziane moimi oczami – moja wizja kolejności tych sześćdziesięciu najważniejszych nagrań roku. Dziś rok 1988.  Rok dla mnie ważny – skończyłem podstawówkę i dostałem się do wymarzonego liceum. I tak już w nim jestem do dziś – z krótką przerwą na studia. A muzycznie – był to rok udany. Słuchałem obsesyjnie nowych płyt George’a Michaela, Whitney Houston, Fleetwood Mac, Stinga. Zacząłem fascynować się kulturą brytyjską i pokochałem brytyjską listę UK TOP 40.  Z pewnością z tej fascynacji wynika bardzo wysoka lokata zespołu T’Pau. W Polsce – artystą bezkonkurencyjnym był Obywatel G.C. To wcielenie Grzegorza Ciechowskiego było dla mnie objawieniem. Podobała mi się też polska alternatywa: T.Love, Róże Europy, Malarze i Żołnierze. Było ciekawie, a ja poczułem się niezwykle dorosły. Oto mój subiektywny obraz podsumowania Listy Przebojów Trójki w roku 1988. W nawiasie zamieszczam pozycję z oficjalnego podsumowania LP3. Enjoy! 

60. SCORPIONS The rhythm of love (47)
59. EUROPE Superstitious (48)
58. CHŁOPCY Z PLACU BRONI Aeroplan (58)
57. T. LOVE Szara młódź (33)
56. PAPA DANCE & PETR KOTVALD It’s a simple song (42)
55. FORMACJA NIEŻYWYCH SCHABUFF Swobodny Dżordż (24)
54. A-HA Touchy! (20)
53.
BON JOVI Bad medicine (25)
52. SZTYWNY PAL AZJI …Póki młodość w nas (35)
51. PET SHOP BOYS Heart (31)
50. WHITESNAKE Here I go again (59)
49. DEF LEPPARD Love bites (15)
48. A-HA The blood that moves the body (49)
47. DAVID FOSTER Winter Games (44)
46. KULT Niejeden (37)
45.
MICHAEL JACKSON Dirty Diana (4)
44. RÓŻE EUROPY Rock’n’rolllowcy (38)
43. LADY PANK Tacy sami (14)
42. CHŁOPCY Z PLACU BRONI O! Ela (16)
41. PET SHOP BOYS Domino dancing (22)
40. KOBRANOCKA Gorycz w chlebie (32)
39. MORY KANTE Yeke yeke (53)
38.
STING Sister Moon (50)
37. OBYWATEL G.C. Przyznaję się do winy (czyli zeznania milosne) (45)
36. TOTO Stop loving you 13)
35. PET SHOP BOYS Rent (21)
34. LADY PANK Zostawcie Titanica (18)
33. WHITNEY HOUSTON One moment in time (36)
32. PATRICK SWAYZE & WENDY FRASER She’s like the wind (56)
31. THE CURE Fight (19)
30. GEORGE MICHAEL Monkey (40)
29. MICHAEL JACKSON The way you make me feel (60)
28. T. LOVE Autobusy I tramwaje (57)
27. FLEETWOOD MAC Everywhere (55)
26. MICHAEL JACKSON Liberian girl (17)
25. PET SHOP BOYS Always on my mind (7)
24. PHIL COLLINS Groovy kind of love (11)
23. LADY PANK Oglądamy film (34)
22.
MALARZE & ŻOŁNIERZE Po prostu pastelowe (29)
21. A-HA Stay on these roads (12)
20. WHITNEY HOIUSTON Where do broken hearts go (51)
19. FORMACJA NIEŻYWYCH SCHABUFF Klub wesołego szampana (6)
18. STING Fragile (1)
17. TILT Tak jak ja kocham Cię (27)
16. INXS Never tear us apart (30)
15. SADE Paradise (39)
14. TERENCE TRENT D’ARBY Sign your name (10)
13. U2 Desire (26)
12. RÓŻE EUROPY List do Gertrudy Burgund (43)
11. BLACK Wonderful life (26)
10. FLEETWOOD MAC Little lies (54)
9. CURE Just like heaven (9)
8. KULT Arahja (2)
7. STING Englishman in New York (46)
6.
OBYWATEL G.C. Tak … tak … to ja (5)
5. BASIA Time and tide (41)
4. SZTYWNY PAL AZJI Wieża radości, wieża samotnośći (8)
3. GEORGE MICHAEL One more try (28)
2. T’PAU China in your hand (52)
1. OBYWATEL G.C. Nie pytaj o Polskę (3)



 

„Porwanie” Jacek Ostrowski, Skarpa Warszawska  2021


Kolejna odsłona przygód niezwykłej płockiej prawniczki, Zuzy Lewandowskiej,  już od dobrych kilku tygodni we wszystkich dobrych księgarniach, a mnie dopiero teraz udaje się książkę zrecenzować. Pan Jacek Ostrowski ponownie udowadnia, że jest w znakomitej formie, a Zuza nic się nie zmieniła i nic nie złagodniała.

Tytuł najnowszej powieści – „Porwanie” – nawiązuje do dwóch wydarzeń. Uprowadzona zostaje Zgaga, ukochana papuga mecenas Lewandowskiej, władza ludowa za wszelką cenę pragnie przesłuchać ptaka, którego właścicielka to zagorzała opozycjonistka i, zdaniem władz, „element wywrotowy”. Sierżant Nowak i Kowalski, wspólnik Zuzy, za wszelką cenę próbują pomóc pogrążonej w depresji Zuzie, co prowadzi do wielu zabawnych perypetii.

O wiele poważniejsze porwanie dotyczy tajemniczego zniknięcia Bohdana Wierzbickiego, syna bogatego piekarza ze Słupna koło Płocka. Zuza zostaje pełnomocnikiem ojca zaginionego chłopaka, ale ostatecznie reprezentuje w sprawie podejrzanego o zlecenie porwania i zabójstwo młodego Wierzbickiego jego wspólnika i przyjaciela, Koperskiego. W tle porwania pojawiają się ogromne pieniądze, lejący się strumieniami alkohol, narkotyki i prostytutki, w tym piękna Janina „Pomponik” Rosół, która także ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Sprawa cały czas się komplikuje, zwłaszcza gdy okazuje się, że są w nią zamieszani lokalni prominenci. Czy Zuza Lewandowska zdoła rozwiązać zagadkę porwania?

Do kancelarii Zuzy dociera wdowa po Wiśniewskim, byłym sekretarzu partii. Dostarcza jej zbierane przez całe zawodowe życie przez męża materiały, kompromitujące miejskie elity – prawników, lekarzy, władze partyjne, milicjantów, w tym znienawidzonego przez Zuzę Mariańskiego. Jak Lewandowska zdecyduje się „zagrać” teczkami? To dodatkowy intrygujący wątek najnowszej części Serii z Papugą.

„Porwanie” to kolejna znakomita powieść kryminalna z Płockiem w tle, bez reszty wciągająca czytelnika w świat przestępstw sprzed 40 lat. W książce nie brakuje – jak zwykle – humoru i szokujących intryg, ale też refleksji nad kondycją człowieka i przemijaniem czasu. Zuza ponownie pokazuje pazury i udowadnia, że w poszukiwaniu sprawiedliwości nie cofnie się przed niczym i nikim, nawet jeśli grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Książkę czyta się jednym tchem, jak zwykle z sentymentem odnajdując lokalne realia.

Pan Jacek Ostrowski zapowiada publikację kolejnego tomu przygód nieprzejednanej prawniczki w peerelowskiej Polsce już na wiosnę. Ja już się nie mogę doczekać. A Wy?

Moja ocena: 10/10

niedziela, 30 stycznia 2022

 

„ZAUŁEK KOSZMARÓW” (Nightmare Alley), USA 2021

Premiera kinowa: 28 stycznia 2022


Ostatnio na Popkulturalnym Maniaku zrobiło się bardzo filmowo, ale cóż czynić, kiedy początek roku sprzyja pojawianiu się wielu premier kinowych. Jedna z nich to głośny „Zaułek koszmarów” w reżyserii Guillermo del Toro. Wbrew tytułowi, „Zaułek koszmarów” to nie kolejny horror, a mroczny, niepokojący thriller, pełen zagadek i tajemnic z przeszłości.

Guillermo del Toro to reżyser-magik, twórca filmów tajemniczych, zagadkowych, Poznałem go jako reżysera niesamowitego „Labiryntu Fauna”, a świat pamięta go przede wszystkim jako współscenarzystę trylogii „Hobbit” oraz twórcę fantastycznego „Kształtu wody”. A jaka jest jego najnowsza produkcja?

Film rozpoczyna się dramatyczną sceną, w której główny bohater Stan Carlisle (bardzo dobry Bradley Cooper) dokonuje rozrachunku ze swoją przeszłością, podpala dom swojego ojca i ucieka. Ta scena i motyw ognia będą go prześladować do końca życia. Stan dociera do starego, podupadającego wesołego miasteczka, zdobywa tam zatrudnienie i postanawia się osiedlić. Na miejscu poznaje wiele ciekawych postaci. Zeena i Pete Krumbeinowie (Toni Colette i David Strathairn) zajmują się przepowiadaniem przeszłości. Clem Coately (świetny- jak zwykle – Willem Dafoe) prezentuje widzom dziką bestię – pół-człowieka, pół-zwierzę, żywiącą się żywym drobiem. Bruno (Ron Pearlman) to właściciel jarmarku i siłacz, zaś piękna Molly (Rooney Mara) to kobieta, która potrafi przewodzić prąd. Poznawszy tajniki pracy wróżbity, Stan postanawia zabrać Molly do miasta, gdzie marzy mu się lepsze i bardziej godne życie.

Stan i Molly podejmują pracę w ekskluzywnych hotelach, gdzie w ramach rozrywki przepowiadają przyszłość bogatym gościom. Podczas jednego z seansów Stan poznaje doktor psychiatrii Lilith Ritter (Cate Blanchett), z którą nawiązuje bliższy kontakt. Pozyskując informacje z psychoanalitycznych seansów doktor Ritter, zaczyna oszukiwać bogaczy, bawiąc się w seanse spirytualistyczne i wróżbiarstwo. Czy to wszystko może się dobrze skończyć?

„Zaułek koszmarów” w wyjątkowy sposób odtwarza atmosferę Ameryki lat 20-tych i 30-tych, mierzącej się z efektami wielkiego kryzysu, a potem II wojny światowej. Film jest ciemny, przygnębiający, zatrważający, ale bardzo dobry. Reżyserowi do współpracy udało się pozyskać znamienitych aktorów. Znakomity jest Richard Jenkins jako psychopatyczny milioner, pragnący ponownego spotkania z nieżyjącą miłością swojego życia; wspaniali są członkowie jarmarcznej trupy, Dafoe, Collette, Mara, jednak wyrazy największego uznania należą się głównej parze – Cooper- Blanchett. Zwłaszcza Bradley Cooper gra tu swoją kolejną wybitną rolę, doskonale pokazuje zmiany wewnętrzne, które zachodzą w bohaterze, coraz bardziej ujawnia swoją bezwzględność i okrucieństwo. Moim zdaniem, jest lepszy od samej Cate Blanchett, która gra w nieco przerysowany, teatralny sposób.

Film de Toro to hołd oddany artystom i staremu, dobremu Hollywood. Obraz jest utrzymany w konwencji amerykańskiego kina, które znamy z przeszłości. Do przeszłości nawiązuje gra aktorów, sposób filmowania, zbudowany obraz filmowej rzeczywistości. I to czyni film intrygującym i udanym. Polecam, choć film nie pozostawia widza obojętnym i przygnębia.

Moja ocena: 8/10

piątek, 28 stycznia 2022

 

„KRZYK” (Scream), USA 2022

Premiera kinowa: 14 stycznia 2022


Naprawdę pamiętam dzień, w którym wybrałem się do kina na „Krzyk” Wesa Craven. Było lato 1997 roku i wraz z moją przyjaciółką Madzią Nagajek dotarliśmy do płockiego kina Przedwiośnie na projekcję. To był dla mnie ważny rok – rok pełnego odkrycia kina. To wtedy zacząłem obsesyjnie często bywać w przybytku dziesiątej muzy. I choć nie byłem i nie jestem fanem horrorów, o „Krzyku” mówili wszyscy, film był dość dobrze oceniany, na planie spotkali się bardzo znani aktorzy, a pierwsza scena z Drew Barrymore, odbierającą telefon od seryjnego mordercy, na zawsze przeszła do historii kina. Zatem na film wybrałem się i ja…

Minęło 25 lat i w kinach pojawił się nowy „Krzyk”.  Zdaniem Courtney Cox, która w filmie wciela się w rolę prezenterki telewizyjnej Gale Weathers, "Nie jest to reboot, nie jest to remake, to zupełnie nowy film”. I choć w filmie roi się od nawiązań do serii „Krzyk” z lat 90-tych, to rzeczywiście nowy obraz.

Film łączy miejsce akcji - wracamy do amerykańskiego miasteczka Woodsboro, którym 25 lat temu wstrząsnęła fala brutalnych zbrodni. Identyczny jest także początek – nastolatka Tara Carpenter (Jenna Ortega) podczas samodzielnego pobytu w domu odbiera telefon, tajemniczy nieznajomy wciąga ją w grę pytań i odpowiedzi, by napaść dziewczynę i nożem zmasakrować jej ciało. Tara cudem przeżywa napaść a w szpitalu pojawiają się jej najbliżsi przyjaciela oraz siostra – Sam (Melissa Barrera), która po latach powraca do rodzinnego miasta ze swoim chłopakiem Richiem (Jack Quaid).

Miasteczkiem wstrząsa seria makabrycznych morderstw. Zabójca Ghostface powrócił… Okazuje się, że siostry Carpenter mają dużo wspólnego z zabójcą sprzed 25 lat. Do akcji powracają także pogromczyni morderców Sidney Prescott (nadal śliczna Neve Campbell), wspomniana już Gale Weathers (Courtney Cox) i emerytowany obecnie szeryf Dewey Riley (David Arquette).

Nowy „Krzyk” to zabawa konwencją, dobry slasher i hołd oddamy reżyserowi pierwszego „Krzyku” Wesowi Cravenowi, zmarłemu w 2015 roku twórcy takich klasyków horroru, jak „Wzgórza mają oczy”, czy „Koszmar z ulicy Wiązów”. To udana propozycja dla fanów gatunku. Twórcy nowej wersji często „puszczają oko” w stronę widza, a na sali kinowej salwy śmiechu mieszają się z nerwowymi podskokami w fotelu. Film ogląda się dobrze, mając na uwadze, na jaki typ filmu widz się zdecydował. Krew tryska z ran zadanych przez mordercę z Woodsboro, narażeni na niebezpieczeństwo bohaterowie popełniają klasyczne błędy, a finał rozgrywa się w domu, w którym 25 lat temu wszystko się zaczęło.

Nie jestem fanem gatunku, film mnie zatem nie porwał i stąd nieco niska ocena, ale nowa produkcja duetu Vanderbilt / Busick to naprawdę dobra rozrywka.

Moja ocena: 6/10

wtorek, 25 stycznia 2022

 

„KURIER FRANCUSKI Z LIBERTY, KANSAS EVENING SUN” (The French Dispatch), Niemcy/USA 2021

Premiera kinowa: 19 listopada 2021

Wes Anderson to jeden z moich ulubionych reżyserów amerykańskich. Uwielbiam jego poczucie humoru, sposób prowadzenia aktorów, bajkowo-kolorowy świat jego filmowych wizji. Do moich ulubionych produkcji Andersona zaliczam „Grand Budapest Hotel”, „Kochanków z Księżyca. Moonrise Kingdom” oraz „Genialny klan”. Nie można też zapomnieć o genialnej rysunkowej „Wyspie psów”. Czy do grona moich faworytów dołączył „Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun”?

„Kurier Francuski” to ceniona i wydawana na świecie gazeta, redagowana przez amerykańskich dziennikarzy pod duchowym przywództwem redaktora naczelnego, Arthuta Hovitzera, Juniora (świetny jak zawsze Bill Murray) z siedzibą we francuskim miasteczku Ennui-sur-Blasé. Śmierć Artura jest przyczynkiem do powstania ostatniego numeru pisma. W filmie poznajemy cztery najważniejsze historie, które ukazały się w ostatnim numerze.

Pierwsza opowieść nazywa się „Reporter na rowerze”, a prezentujący ją Herbsaint Sazerac (Owen Wilson) opowiada o najbardziej mrocznych i tajemniczych zaułkach Ennui-sur-Blasé i historii miasta.

Dużo dłuższa i intrygująca okazuje się druga opowieść „Konkretne arcydzieło” – to historia wybitnego malarza, Mosesa Rosenthalera, który jest odbywającym karę więzienia niebezpiecznym mordercą (fantastyczna rola Benicia del Toro). Jego więzienną muzą jest piękna i powabna strażniczka Simone (znana choćby z ostatniego Bonda, a przede wszystkim „Życia Adeli” Léa Seydoux), a twórczością artysty zaczynają się interesować znani mecenasi, choćby Julian Cadazio (bardzo dobry Adrien Brody). Narratorką tej opowieści jest redaktor „Kuriera Francuskiego” J. K. L. Berensen (moja ukochana boska Tilda Swinton).

Kolejna historia, zatytułowana „Poprawki do manifestu” to aktorski popis Timothée Chalameta, który gra Zeffirelliego, przywódcę studenckich rozruchów, który poznaje życie u boku swoich dwóch kochanek – tej młodszej, Juliette (Lyna Khoudri) i tej nieco starszej, Lucindy (cudowna Frances McDormant).

Wreszcie docieramy do ostatniej opowieści o złowieszczym tytule „Prywatna jadalnia komisarza” – to historia, w której na tle przedstawianych przez stylizowanego na Jamesa Baldwina Roebucka Wrighta wiadomości o tradycjach kulinarnych poznajemy mrożącą krew w żyłach historię uprowadzenia małoletniego syna komisarza policji (Mathieu Amalric). Komiksowy fragment tej historii to prawdziwe arcydzieło.

Anderson tworzy niesamowitą kolorową wybuchową mieszankę humoru, koloru i znakomitych ról. Akcja filmu dzieje się tak szybko, a dialogi są tak błyskotliwe, że trzeba przez cały czas uważnie podążać za aktorami na ekranie. Każda rólka, choćby drugoplanowa, to majstersztyk. „Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun” to hołd oddany amerykańskiemu dziennikarstwu, ale też amerykańskiej popkulturze. Francja i tajemnicze miasteczko Ennui-sur-Blasé nadają filmowi jedynie dodatkowego kolorytu. „Kurier…” to naprawdę film o Ameryce, ale nie tej współczesnej, Ameryce, która już odchodzi w zapomnienie. W filmie roi się od kontekstów,  aluzji, nawiązań i symboli. Jest ich tak dużo, że nie sposób za nimi nadążyć. Dlatego zaopatrzyłem się już w oryginalny scenariusz filmu, żeby jeszcze raz prześledzić losy bohaterów i ich niesamowite dialogi.

Moja ocena: 8/10

niedziela, 23 stycznia 2022

 

SZEF ROKU (El buen patrón), Hiszpania 2021


Premiera kinowa: 3 grudnia 2021

Filmy hiszpańskie niezbyt często pojawiają się na naszych ekranach. Na premierę czeka najnowsza produkcja Pedra Almodovara „Matki równoległe” (bardzo dobry, widziałem już przedpremierowo, a nawet o tym pisałem), ale największym przebojem hiszpańskich kin i najwyżej ocenianym filmem z Półwyspu Iberyjskiego 2021 roku jest „Szef Roku” z Javierem Bardemem. Film otrzymał 20 nominacji do hiszpańskiej nagrody filmowej Goya, ale do końca mnie nie przekonał i nie porwał.

Blanco (znakomity Javier Bardem) jest lokalnym potentatem – właścicielem bardzo znanej rodzinnej firmy – fabryki wag. W swoim fachu osiągnął już prawie wszystko, teraz oczekuje komisji akredytacyjnej, która może przyznać zakładowi ostatnie istotne trofeum – kolejny znak jakości. Film rozpoczyna się sceną zwalniania pracowników z firmy – zrobili, co swoje, oddali fabryce kilka lat, potrzeba nowej krwi, nowych pracowitych, kreatywnych zatrudnionych. Jeden ze zwolnionych pracowników, ojciec dwójki dzieci, tak łatwo się nie poddaje i rozpoczyna strajk okupacyjny na wolnym terenie naprzeciwko firmy i nie zamierza się poddać. Jak to wpłynie na wizerunek zakładu, oczekującego na nowe wyróżnienia?

Na dodatek w firmie pojawiają się trzy bardzo ambitne i atrakcyjne stażystki. Z jedną z nich – piękną Lilianą (Almudena Amor) - niewierny i słynący z romansów z młodymi współpracownicami Blanco nawiązuje płomienny romans. Pojawiają się kłopoty, kiedy dziewczyna okazuje się córką wieloletnich przyjaciół rodziny, a Blanco po prostu jej nie rozpoznał. Liliana jest graczem, który sprytem i intrygami przewyższa swojego szefa i mentora. W zamian za utrzymanie romansu w tajemnicy stawia wysokie warunki.

Choć film ma wiele elementów komediowych, nie jest to produkcja wesoła i optymistyczna. Bezwzględność i zdecydowanie Blanca jako szefa, ale także jako człowieka, prowadzi do prawdziwych tragedii. Ludzie oddają jego fabryce najlepsze lata swojego zawodowego życia, by z dnia na dzień znaleźć się na bruku. To prawda, że są osoby, które Blanco wspiera, jak choćby syn swojego najstarszego pracownika, ale potrafi też wykorzystywać ludzi do łamania prawa. Bardem po raz kolejny udowadnia, że jest wybitnym aktorem – potrafi stworzyć wokół siebie aurę szefa – ojca wielkiej zakładowej rodziny, by z uśmiechem na ustach pozbywać się niewygodnych współpracowników, także byłych kochanek i przyjaciół.

„Szef roku” to film ostrzeżenie – gorzkie ostrzeżenie przed staniem się małym ogniwem w szponach ogromnej korporacji. To film dobry, ale, moim zdaniem, nie wybitny, dlatego ze zdziwieniem przyjąłem decyzję Hiszpanów, że to „Szef Roku”, a nie „Matki równoległe” reprezentuje kraj w walce o nominację do Oscara w kategorii Film Międzynarodowy (film znalazł się na tzw. krótkiej liście, więc ma jeszcze szansę na pełną nominację). Polecam, ale z pewnymi zastrzeżeniami.

Moja ocena: 7/10

niedziela, 16 stycznia 2022

 

„Matki równoległe” (Madres paralelas), Hiszpania 2021


Dziś pora na recenzję pierwszego filmu, który obejrzałem w kinie w tym roku, rewelacyjnych „Matek równoległych” Pedro Almodovara. Z filmami tego wybitnego wizjonera hiszpańskiego kina mam pewien problem, niektóre jego propozycje uważam za arcydzieła, inne produkcje – po prostu za słabe filmy. Na szczęście prezentowany przedpremierowo najnowszy film jest bardzo bardzo dobry,

Janis (Penelope Cruz) i Ana (Milena Smit) spotykają się na szpitalnym oddziale położniczym. Za chwilę obie urodzą swoje pierwsze dzieci, ale ich sytuacja jest diametralnie różna. Janis jest dojrzałą atrakcyjną kobietą, znanym fotografikiem, a ojcem jej dziecka jest Arturo, antropolog sądowy, który pomaga Janis przy ekshumacji jej pradziadka, ofiary hiszpańskiej wojny domowej. Choć Janis i Arturo nie są razem, kobieta jest bardzo szczęśliwa, że będzie miała dziecko. Ana jest w całkowicie odmiennym położeniu. To atrakcyjna nastolatka, córka aktorki, która zaszła w ciążę w wyniku gwałtu na prywatce. Kobiety – matki równoległe nie zdają sobie sprawy, w jak znacznym stopniu pobyt w szpitalu połączy ich losy i na zawsze zwiąże przyszłość Janis i Any.

Film jest bardzo udany, poruszający, świetnie zagrany i trzymający w napięciu. Almodovar w interesujący i zajmujący sposób prowadzi widza przez zawiłe meandry losów głównych bohaterek. Jak zwykle u Almodovara, film jest niezwykle estetyczny. Piękne są aktorki – Penelope Cruz i Milena Smit – najnowsze odkrycie reżysera. Piękna jest Teresa, matka Any,  która właśnie jako aktorka odnosi sukces życia i nie potrafi zrezygnować z kariery dla dobra potrzebującej pomocy córki. Piękne są zdjęcia, gra świateł, wnętrza i kolory.

„Matki równoległe” to także osobiste rozliczenie twórcy z historią. Film nawiązuje do toczącej się w latach 1936-39 hiszpańskiej wojny domowej, bratobójczych walk między nacjonalistami i republikanami, w których zginęły setki tysięcy żołnierzy i niewinnych cywili. Czyniąc główną bohaterkę prawnuczką jednej z ofiar wojny, która walczy o dobre imię i należyty pogrzeb swojego przodka, Almodovar zabiera głos w tej sprawie, która nie została w pełni rozliczona, a rodziny ofiar nigdy nie otrzymały zadośćuczynienia.

Film pozostał nieco w cieniu innej ubiegłorocznej hiszpańskiej produkcji – „Szef roku” z wyśmienitą kreacją Javiera Bardema.  To właśnie „Szef roku” był hiszpańskim kandydatem do Oscara dla filmu międzynarodowego i otrzymał rekordową liczbę dwudziestu nominacji do hiszpańskiej nagrody filmowej Goya („Matki” otrzymały jedynie osiem nominacji). Ja przy wyborze lepszego filmu z tej dwójki nie miałbym chwili zawahania – wygrałby Almodovar i jego „Matki równoległe”.

Moja ocena: 8/10