niedziela, 11 lutego 2024

 

„PRISCILLA” (Priscilla), USA 2023


Premiera kinowa: 9 lutego 2024

Dwa lata temu moim filmem roku została błyskotliwie zrealizowana i zagrana biografia Elvisa Presleya w reżyserii Buza Luhrmana. Jednym z zarzutów, które stawiano wówczas filmowi było marginalne potraktowanie Priscilli, żony Elvisa. Czy piękna żona Króla Rock’n’Rolla zasłużyła na osobną filmową monografię?

Okazuje się, że tak, bo ekranowa historia jednego z najsłynniejszych romansów świata – miłości Elvisa Presleya do ślicznej nastolatki z Texasu – Priscilli Beaulieu – okazała się filmem wdzięcznym, ciekawym i po prostu udanym, a Sofia Coppola po raz kolejny udowodniła, że potrafi robić filmy subtelne, pełne wrażliwości i bardzo dobre aktorsko.

Priscillę (wspaniała i przepiękna Cailee Spaeny) poznajemy w filmie w roku 1959 jako czternastolatkę, która z powodu obowiązków zawodowych ojca-wojskowego trafia do amerykańskiej bazy militarnej w Wisbaden w Niemczech. Trał sprawia, że w tym samym czasie przebywa tam najpopularniejszy na świecie artysta – Elvis Presley (Jacob Elordi). Priscilla i muzyk poznają się na przyjęciu w domu Elvisa i z miejsca wybucha między nimi płomienne uczucie. Kiedy Elvis wraca do Memphis, Priscilla tak mocno naciska na rodziców (Ari Cohen i Dagmara Domińczyk – aktorka polskiego pochodzenia), by mogła wrócić do Ameryki i zamieszkać w Graceland, że ci wreszcie ulegają. Dziewczyna – wówczas już szesnastolatka – trafia do katolickiej szkoły i prowadzi bogate życie u boku ukochanego, a kiedy ma 22 lata Elvis oświadcza się jej, a po ślubie rodzi się ich jedyne dziecko – Lisa-Marie.

Film w zajmujący sposób ukazuje przemianę urokliwego nastoletniego kaczątka w piękną dojrzałą kobietę, świadomą swoich praw i własnej kobiecości. Spaeny bardzo dobrze ukazuje tę przemianę. Świetne są sceny, kiedy Elvis próbuje ją sobie podporządkować, ale dziewczyna umie pokazać swój temperament i charakter, dzięki czemu nie zawsze mu ulega. Elvis jest starszy od swej wybranki aż o 10 lat. Coppola portretuje ich relację w sposób dyskretny, delikatny, unikający szmiry i sensacji. 26-letnia obecnie Spaeny ciekawie przedstawia Priscillę jako niewinną dziewczynkę, ale też kobietę, która w 1973 roku musi podjąć życiową decyzję, dotyczącą przyszłości własnej i swojego jedynego dziecka.

Tak jak zupełnie inny jest film Coppoli od filmu Luhrmana i zupełnie inaczej ustawiony jest środek ciężkości obu obrazów, tak całkowicie odmienny jest wizerunek Elvisa w obu produkcjach. Austin Butler w filmie z 2022 roku po prostu stał się Elvisem – był genialny, film zawierał wiele scen muzycznych i koncertowych, zaś Coppola ukazała bardziej duchową, wewnętrzną stronę Elvisa. Elordi – też dobry jako Presley – jest bardziej uduchowiony, religijny, to z rozpaczy po śmierci matki rodzi się jego potrzeba odnalezienia bratniej duszy w osobie Priscilli. O karierze muzyka w filmie Coppoli bardziej się mówi, niż ją się pokazuje, ale przecież to Priscilla ma być w centrum uwagi – i tak właśnie się dzieje.

Cieszę się, że ten film powstał. Oparto go na podstawie biografii Priscilli „Elvis i ja”, co pozwala wierzyć, że jest to w miarę prawdziwy obraz bohaterki i jej relacji z amerykańskim bożyszczem tłumów. Ciekawe jest, co urzekło Elvisa w tej młodej, niepozornej osóbce i czy dziś rodzice dziewczyny też ulegliby presji córki i pozwolili jej zamieszkać z o 10 lat starszym najsłynniejszym artystą na świecie.

Film urzeka także muzyką i – co ciekawe – w zdecydowanej większości nie jest to twórczość Elvisa, zaś scena, w której wykorzystane jest nagranie „I will always love you” Dolly Parton, wprost rozdziera serce.

Polecam ten film gorąco – to udana i ambitna produkcja, rzucająca nowe światło na życie Priscilli i Elvisa, a przed grającymi główne role Spaney i Elordim (choć większą sławę przyniosło mu chyba „Saltburn”) otwiera się szansa na błyskotliwą karierę. Takie filmy po prostu z przyjemnością się ogląda.

Moja ocena: 8/10

sobota, 3 lutego 2024

 

„OBSESJA” (May December), USA 2023

Premiera kinowa: 2 lutego 2024


Piorunujący aktorski pojedynek Julianne Moore i Natalie Portman, ogromne emocjonalne nasycenie, nieoczekiwane i niepokojące zwroty akcji, świetna muzyka i historia nieoczywistej miłości – taki jest wchodzący na ekrany wielokrotnie wyróżniany i nagradzany film „Obsesja” w reżyserii. Todda Haynesa („Carol”, „I’m not there”, „Daleko od nieba”)

W pierwszej scenie filmu obserwujemy sielankową scenę rodzinnego przyjęcia z grillem. Gracie (Moore) zabawia gości, a przy grillu krząta się młody mężczyzna – Joe (Charles Melton), jak się okazuje to dużo młodszy mąż gospodyni przyjęcia i ojciec jej trojga dzieci, najstarsze z których urodziło się w więzieniu, kiedy chłopak miał zaledwie … 13 lat. Gracie trafiła za kraty za uwiedzenie nieletniego chłopca, ale ich związek przetrwał wszelkie przeciwności losu przez 23 lata. Na przyjęciu pojawia się także hollywoodzka gwiazda – Elizabeth (Portman), która ma zagrać główną rolę w fabularyzowanej historii związku Gracie i Joe.

Elizabeth pod pozorem przygotowań do roli zaczyna coraz częściej bywać w domu Gracie, zadaje jej mnóstwo bardzo osobistych pytań, aranżuje spotkania z członkami poprzedniej rodziny Gracie, z jej prawnikiem, pracodawcami, zainteresowanie portretowaną w przygotowywanym filmie parą powoli przeradza się w obsesję.

„Obsesja” to bardzo dobry, trzymający w napięciu thriller. Moore świetnie ukazuje niestabilną emocjonalnie Gracie, która potrafi wybuchnąć płaczem, kiedy klient nie odbiera zamówionego tortu, ale jest też niezwykle zręczną manipulatorką, kontrolującą swoje dwie rodziny – z pierwszego i drugiego małżeństwa. Portman po raz kolejny udowadnia, że jest fantastyczną aktorką. Jako Elizabeth wywołuje wiele emocji, zaniepokojenie, zdziwienie, jest nieprzewidywalna. Ciekawą kreację tworzy także Charles Melton. Intrygujące są jego kontakty z tajemniczą nieznajomą z grupy hodowców motyli. Ewidentna jest samotność mężczyzny, jego zagubienia i potrzeba bliskości.

Haynes tworzy ekscytujący obraz, który od początku do końca ogląda się z ogromnym zainteresowaniem. Aktorstwo jest pierwszorzędne i aż trudno uwierzyć, że po nominacjach do Złotych Globów żadna z gwiazd „Obsesji” nie otrzymała nominacji od Amerykańskiej Akademii Filmowej. Moore i Portman z pewnością zasłużyły przynajmniej na oscarową nominację – są w filmie świetne. „Obsesja” nie daje prostych recept i wskazówek, co sądzić o dramatycznym uwiedzeniu chłopca przed laty, skłania raczej do refleksji, co leży u postaw nieoczywistego związku Gracie i Joe, który na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo udany, nieomal idealny,  co po głębszej analizie i obserwacji okazuje się nie do końca prawdziwe.

Bardzo polecam ten film. To po prostu dobre kino – scenariuszowo, reżysersko, aktorsko.

Moja ocena: 8/10

piątek, 2 lutego 2024

 

„KOS”, Polska 2023

Premiera kinowa: 26 stycznia 2024


W kinach pojawił się wreszcie nagrodzony Złotymi Lwami na ubiegłorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni film „Kos” w reżyserii Pawła Maślony, świeżo upieczonego laureata Paszportu Polityki.

Jest rok 1794, Polska ostatnimi resztkami sił broni się przed kolejnym rozbiorem. Do kraju ze Stanów Zjednoczonych powraca Kos - Tadeusz Kościuszko (dobry Jacek Braciak) wraz ze swoim czarnoskórym amerykańskim przyjacielem, byłym niewolnikiem Domingo (Jason Mitchell, aktor znany m.in. z przebojowego „Straight Outta Compton”). W głowie genialnego przywódcy rodzi się pomysł insurekcji – zbrojnego wystąpienia narodu – szlachty, chłopstwa, żołnierzy – przeciw Rosjanom.

Ale to nie o Kościuszce i jego powstaniu tak naprawdę jest film „Kos”. Na pierwszy plan wysuwa się rola Ignaca (znakomity Bartosz Bielenia) – ubogiego, wiejskiego chłopaka, syna z nieprawego loża umierającego właśnie szlachcica Duchnowskiego (Andrzej Seweryn). Na łożu śmierci ojciec uwzględnia go w testamencie, ale Ignac będzie musiał podjąć walkę, by przyznano mu to, co mu się należy.

„Kos” to film historyczny, którego ambicją nie jest odtwarzanie historii i życia Tadeusza Kościuszki, ale pokazanie nas, Polaków, w dramatycznym momencie rozbiorów. A nie jest to obraz optymistyczny i budujący. Szlachta to bezrefleksyjne warcholstwo, gardzące niżej urodzonymi i niezdolne do odparcia ataków zaborców. Tę warstwę społeczną najlepiej reprezentuje bezmyślny i okrutny Wąsowski w doskonałej interpretacji Łukasza Simlata oraz młody Duchnowski (znakomity Piotr Pacek), jak się okazuje – przyrodni brat Ignaca. Chłopstwo to grupa ciemiężona, żyjąca na skraju nędzy, niewolniczo wykorzystywana przez swoich panów. Nawet militarny geniusz, jakim jest Kościuszko, nie jest w stanie wykorzystać potencjału tej grupy.

Nic dziwnego, że Rosjanie panoszą się na skrawku nadal wolnej Polski. Ich przywódcą w filmie jest bezwzględny rotmistrz Iwan Dunin (bodaj najlepszy aktorsko w filmie Robert Więckiewicz). Z listem gończym w dłoni, przemierza polskie ziemie, poszukując Kościuszki i okrutnie traktując napotkanych Polaków. Dociera wreszcie do dworku Pułkownikowej Giżyńkiej (Agnieszka Grochowska) i zaczynają się tam dziać niezwykłe rzeczy…

Ogromną wartością filmu jest jego eklektyzm i otwarcie reżysera Pawła Maślony na różne gatunki filmowe. W „Kosie” odnajdziemy elementy filmu historycznego, kina drogi, westernu, obrazu przygodowego i łotrzykowskiego, a nawet kina akcji i horroru. Wśród swoich reżyserskich inspiracji Maślona często wskazuje Quentina Tarantino i „Kos” jest właśnie taki nieco Tarantinowski, przywodzi na myśl film „Django Unchained”. A wszystko - mimo powagi sytuacji i historycznych tarapatów Polski – pokazane jest z inteligentnym przymrużeniem oka, co jest wielką zasługą Maślony.

Mieszane uczucia – to chyba najwłaściwsze podsumowanie mojej recepcji filmu „Kos”. Z jednej strony doceniam artyzm obrazu, kunszt reżysera i popis aktorskich możliwości naszych wybitnych gwiazd ekranu, z drugiej zaś strony okazuje się, że jestem w przypadku filmów biograficznych konserwatystą, wolałbym dowiedzieć się więcej o Kościuszce, jego działaniach, motywach, psychologii bohatera i jego życiowych doświadczeniach. Artystyczna wizja twórców filmu była jednak odmienna od moich oczekiwań, co, oczywiście, nie umniejsza wartości filmu w żaden sposób.

Po projekcji dzięki uprzejmości MSCDN Wydział w Płocku i Pań Małgorzaty Gasik i Joanny Zarzyckiej miałem możliwość uczestniczyć w niezwykle ciekawym spotkaniu autorskim z reżyserem – Pawłem Maśloną – bardzo sympatycznym, normalnym człowiekiem, który opowiedział o swojej pracy twórczej, inspiracjach, tworzeniu filmu „Kos”. Spotkanie było bardzo udane i prawdziwie pasjonujące.

Moja ocena: 7/10

niedziela, 28 stycznia 2024

 

TOP 60 THE POLICE

40 lat temu, będąc u szczytu sławy, po wydaniu znakomitej płyty „Synchronicity” - Sting, Andy Summers i Stewart Copeland, czyli grupa The Police – podjęli decyzję o zawieszeniu działalności. Wprawdzie pojawiali się jeszcze na pojedynczych koncertach, ale już nigdy niczego wspólnie nie nagrali i nie wydali. Zespół pozostaje jednym z najważniejszych zespołów wszech czasów, a ich niezwykłą gitarową muzykę cechuje niesamowity eklektyzm i synkretyzm. Przygotowanie tego TOP 60 było ogromną przyjemnością, choć nie należę do największych fanów grupy. Przedstawiam moje subiektywne zestawienie ulubionych nagrań The Police. Enjoy!

60. A kind of loving
59. Rehumanize yourself
58. The other way of stopping
57. Peanuts
56. Hungry for you
55. Does everyone stare
54. Someone to talk to
53. Secret journey
52. One world (not three)
51. Mother
50. A sermon
49. Fall out
48. Dead end job
47. Reggatton de Blanc
46. Visions of the night
45. Shadows in the rain
44. It’s alright for you
43. Omegaman
42. On any other day
41. Masoko tanga
40. Demolition man
39. Shambelle
38. Contact
37. The bed’s too big without you
36. Roxanne
35. Once upon a daydream
34. Miss Gradenko
33. Hole in my life
32. Truth hits everybody
31, Born in the 50’s
30. I burn for you
29. O my God
28. Low life
27. Canary in a coastline
26. Behind my camel
25. Do Do Do Do De Da Da Da
24. Be my girl – Sally
23. Walking in your footsteps
22. Man in the suitcase
21. When the world is running down, you make the best of what’s still around
20. Voices inside my head
19. Message in the bottle
18. Driven to tears
17. Bombs away
16. Bring on the night
15. Can’t stand losing you
14. Murder by numbers
13. Darkness
12. King of pain
11. Walking on the moon
10. Tea in the Sahara
9. So lonely
8. Synchronicity I
7. Spirits in the material world
6. Every little thing she does is magic
5. Invisible sun
4. Synchronicity II
3. Don’t stand so close to me
2. Wrapped around your finger
1. Every
breath you take



 

„PRZESILENIE ZIMOWE” (The Holdovers), USA 2023

Premiera kinowa: 26 stycznia 2024


Amerykański reżyser Alexander Payne, twórca takich obrazów jak „Schmidt” z Jackiem Nicholsonem, znakomita „Nebraska”, „Bezdroża”, czy „Spadkobiercy”,  kręci filmy stosunkowo rzadko, ale warto na nie czekać, bo są bardzo prawdziwe, opowiadają o życiu takim, jakie jest i stwarzają swego rodzaju niepowtarzalną filmową magię. Z pewnością warto było czekać na najnowszy film Payne’a – „Przesilenie zimowe”, chyba najlepszy w karierze reżysera.

Jest grudzień 1970, Stany Zjednoczone. Akcja przenosi nas do elitarnej prywatnej szkoły Barton Academy, w której dzięki stypendiom uczy się dużo mądrych ambitnych młodych ludzi, ale nie brakuje też zmanierowanych i tęskniących za rozumem potomków bogatych fundatorów tych stypendiów, którzy dzięki znacznym datkom na rzecz szkoły wspierają pobyt swoich synalków w ekskluzywnej Akademii.

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i uczniowie, profesorowie i pozostali pracownicy szkoły przygotowują się do powrotu do domu. W szkole ma pozostać jedynie piątka chłopców, profesor Paul Hunham (doskonały Paul Giamatti) – safanduła i lebiega, człowiek bystry, ale nieco oderwany od rzeczywistości, znienawidzony przez uczniów i nielubiany przez innych nauczycieli samotnik, nazywany przez swoich wychowanków Wytrzeszczem oraz ciemnoskóra kucharka Mary (Da’Vine Joy Randolph), pozostająca w żałobie po utracie syna na wojnie w Wietnamie. Ostatecznie pod opieką tej nieco ekscentrycznej pary zostaje jedynie jeden uczeń – trudny, krnąbrny, ale nad wyraz inteligentny Angus (błyskotliwy debiut Dominica Sessy) – dziewiętnastolatek, który już trzykrotnie zmieniał szkołę i który nie ukrywa swojej wściekłości z powodu konieczności pozostania w placówce na przerwę świąteczną – jego rodzice są po rozwodzie, a matka właśnie związała się z nowym mężczyzna i nie ma czasu odebrać syna na Święta.

W świątecznej atmosferze, będąc znanymi na swoją obecność, bohaterowie tworzą między sobą niezwykłą więź i nić porozumienia. Te kilka wspólnie spędzonych dni zmienia ich życie na zawsze…

Film jest bardzo prosty, nie ma w nim spektakularnych i nieoczekiwanych zwrotów akcji, a mimo to ogląda się go z zapartym tchem i ogromnym zainteresowaniem. Aż trudno uwierzyć, że nie jest to obraz stworzony w latach 70-tych – sposób kręcenia, ujęcia, realia epoki nawiązują do najlepszych amerykańskich obrazów filmowych tamtych czasów. Ogromną wartością filmu jest także troje aktorów grających główne role. Paul Giamatti tworzy niezwykle wiarygodną postać, rola Profesora Hunhama jest wręcz dla niego stworzona – chwilami irytuje, chwilami bawi, zaskakuje błyskotliwością i ciętymi ripostami, którymi radzi sobie z trudnymi uczniami. Da’Vine Joy Randolph jako rozedrgana emocjonalnie Mary kreuje zapadającą w pamięć rolę, bodaj najwybitniejszą drugoplanową kreację tego sezonu. Zarówno Giamatti, jak Randolph cieszą się już z oscarowych nominacji. Debiutant Dominic Sessa wprawdzie nominacji do Oscara, niestety, nie otrzymał, ale wyróżniono go nominacją do Bafty, a rola Angusa na pewno pomoże mu rozwinąć karierę w przemyśle filmowym.

Film jest pełen uroku i mówi wiele o życiu. Ogląda się go z ogromną przyjemnością, Ma momenty, które bawią, ma momenty, które wzruszają, ale ogólnie wprowadza widza w sympatyczną atmosferę, mimo że porusza też bardzo poważne zagadnienia.

W tym tygodniu obejrzałem dwa wielkie filmy – „Biedne istoty” i właśnie „Przesilenie zimowe”. Trudno mi wybrać, który jest  dla mnie ważniejszy i bardziej wartościowy. Oba filmy zachwiały mocno moimi oscarowymi wyborami. Dotychczas trzymałem mocno kciuki za Lily Gladstone z „Roku krwawego księżyca”, ale chyba teraz szala mojej sympatii przechyla się na zaskakująco na stronę Emmy Stone. W kategorii panów miałem od dawna sprecyzowany gust w kwestii zwycięzcy – od lipca trzymałem kciuki za Cilliana Murphy’ego z „Oppenheimera”, choć teraz nie wiem, czy wygrać nie powinien Paul Giamatti.

„Przesilenie zimowe” to moja silna rekomendacja. Szkoda tylko, że film o tematyce świątecznej trafia na ekrany kin dopiero teraz. Z pewnością będę wracał do tego obrazu nie raz w Boże Narodzenie.

Moja ocena: 10/10

piątek, 26 stycznia 2024

 

„PIEP*ZYĆ MICKIEWICZA”, Polska 2023


Premiera kinowa: 12 stycznia 2024

Bardzo cenię Dawida Ogrodnika. Role w takich filmach, jak „Chce się żyć”, „Johnny”, „Cicha noc”, „Ostatnia rodzina”, „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, czy „Jesteś Bogiem”, zapewniły mu istotne miejsce w historii polskiego kina jako jednemu z najzdolniejszych i najwszechstronniejszych aktorów. Po co mu zatem było „Piep*rzyć Mickiewicza”? Po co, nieśmiało zapytuję?

Jan Sienkiewicz (Ogrodnik) – zblazowany pisarz, polonista i wykładowca akademicki – trafia do pracy do jednego z warszawskich liceów i z miejsca otrzymuje do współpracy najtrudniejszą w szkole, wręcz patologiczną klasę 2B. Wystarczy wspomnieć, że poprzednią polonistkę z lekcji zabrała karetka pogotowia. 2B to zbiór indywiduów , których zainteresowania są bardzo rozległe, ale z pewnością nie są to szkoła i nauka. Wyluzowany, lecz charyzmatyczny polonista, oczywiście, nad wyraz dobrze radzi sobie z klasą, ratuje uczniów z wielu opresji (choćby ukrywa w swoim plecaku narkotyki uczniów podczas kontroli policji), posługuje się ich językiem, zyskuje sympatię uczniów…

Wszystko jest w filmie przejaskrawione: zrelaksowanie polonisty, zachowanie młodzieży, ukazanie problemów uczniów. Zamysł na film mógł być nawet ciekawy – to mógł być taki polski „Młodzi gniewni” z Ogrodnikiem zamiast Michelle Pfeiffer, a wyszło przeciętnie, chwilami nieznośnie. Niby młodzi ludzie, w dużej mierze debiutujący na ekranie, grają dobrze, zwłaszcza Hugo Tarres jako Dante i Wiktoria Koprowska jako Nel, ale otrzymując taki scenariusz, nie mają szans na stworzenie naprawdę dobrych ról. Sceny rapowania są dość mocno cringe’owe. Pewne działania, które podejmuje Sienkiewicz, są nawet godne pochwały (wspomnę tu terapeutyczne spotkanie z uzależnionymi), ale do czego prowadzi potem scenariusz, rujnuje bardziej wartościowe fragmenty.

Gdyby ktoś spytał mnie, w jakim celu ten film został zrealizowany: dla rozrywki, jako pouczenie, czy jako prezentacja współczesnej szkoły, nie umiałbym odpowiedzieć na takie pytanie.

Jako nauczyciel odbieram film jako nieprawdziwy i nieudany. Ciekawi mnie natomiast bardzo, jak podejdą do niego młodzi odbiorcy, dla których jest nakręcony, tacy niesforni uczniowie z jakiejś 2B, czy 3D. Nie będę im tej produkcji polecał i nie polecam jej czytelnikom Popkulturalnego Maniaka, bo film Sary Bustamante-Drozdek i Kacpra Szymańskiego jest po prostu nieudany.

Moja ocena: 3,5/10

czwartek, 25 stycznia 2024

 

ALASDAIR GRAY „Biedne istoty”, Poradnia K 2023


Dzięki filmowej adaptacji książki Alasdaira Graya „Biedne istoty”, którą wyreżyserował Yorgos Lanthimos, a o której głośno było od miesięcy, dowiedziałem się o tym szkockim pisarzu i artyście-plastyku. Jest mi wstyd, że to nazwisko zupełnie nigdy nie obiło się o uszy i że nigdy wcześniej nie słyszałem o „Biednych istotach”, a jest to powieść niezwykła, intrygująca i z pewnością jedyna w swoim rodzaju.

„Biedne istoty (Sceny z wczesnych lat życia doktora Archibalda McCandlessa, inspektora szkockiej służby zdrowia)” to swoista parodia powieści wiktoriańskiej, której akcja rozgrywa się pod koniec XIX wieku, głownie w Szkocji. Pierwszym bohaterem, którego poznajemy, jest właśnie wzmiankowany w podtytule Archibald, student medycyny, nieakceptowany przez kolegów z akademii medycznej ze względu na swe niskie pochodzenie. Jedyną osobą, z którą młodemu McCandlessowi udaje się nawiązać nić porozumienia, jest Godwin Baxter, lekarz,syn wybitnego chirurga. Ale to nie panowie są głównymi postaciami utworu – jest nią nieziemsko piękna i wiecznie nienasycona seksualnie Bella Baxter. Bella popełniła samobójstwo, będąc w dziewiątym miesiącu ciąży, a Godwin – jak doktor Frankestein – przywrócił ją do życia, wszczepiając jej mózg nienarodzonego dziecka. Bella jest czystą kartą, którą Godwin (imię nawiązujące po angielsku do Boga jest nieprzypadkowe, Bella zwykle nazywa go Bozią) powoli uczy ją świata i kształtuje, choćby poprzez podróż po różnych zakątkach globu. Bella poznaje McCandlessa, nazywa go pieszczotliwie Kundelkiem, ale szybko lokuje swoje uczucia w kolejnym mężczyźnie – przebiegłym, niezrównoważonym bawidamku, Duncanie Wedderburnie i ucieka z nim z mieszkania Godwina. I tu rozpoczyna się prawdziwy rollercoaster wydarzeń. Do czego może to doprowadzić?

Książka napisana jest wspaniałym językiem, stylizowanym na język epoki. Wyrazy wielkiego szacunku należą się tu tłumaczce, pani Ewie Horodyńskiej, która znakomicie oddała język powieści i ekwilibrystykę lingwistyczną Alasdaira Graya. Książkę czyta się bardzo sprawnie, nie tylko dlatego, że jest bardzo zajmująca, ale także dzięki temu wyjątkowemu językowi. Ciekawa jest też sama forma – od klasycznej narracji w pierwszej osobie pisarz przechodzi do elementów epistolarnych, fragmentów wierszem, stylizowanych na język Szekspira, by ostatecznie zmienić narratora na Wedderburna, czy samą Bellę. We wspaniały sposób ukazana jest też ewolucja języka Belli – w mowie i piśmie. Cała książka ozdobiona jest niesamowitymi naturalistycznymi ilustracjami autorstwa samego Graya.

Od książki nie sposób się oderwać, czyta się ją z ogromną przyjemnością. Dla mnie była szczególnie zajmująca, bo jako student literatury angielskiej uwielbiałem zaczytywać się w powieściach wiktoriańskich. Polecam tę lekturę bez wahania, zwłaszcza tym czytelnikom, którzy lubią literackie eksperymenty.

Moja ocena: 9/10

 

I pora na film!

„BIEDNE ISTOTY” (Poor Things), USA / Irlandia / Wielka Brytania 2023


Premiera kinowa: 19 stycznia 2024

Yorgos Lanthimos nie jest zwykłym reżyserem. To Artysta-Wizjoner, który zmienia nasze postrzeganie kina i jego formę, a to w jaki sposób potrafi pracować z aktorami przy realizacji każdego swojego filmu niezmiennie robi na mnie ogromne wrażenie. Moje pierwsze spotkanie z twórczością zdolnego Greka – filmem „Kieł” – nie było najlepsze, obraz był szalenie naturalistyczny, mroczny, plugawy, choć byłem w stanie dostrzec jego artystyczną wartość. Potem było już dużo lepiej – intrygujący „Lobster” z Colinem Farrellem i Rachel Weisz, chyba nieco słabsze „Zabicie świętego jelenia” z Farrellem, Nicole Kidman, pierwszy film, w którym zobaczyłem Barry’ego Keoghana, aż wreszcie pojawiła się przełomowa „Faworyta” z wybitną rolą Olivii Colman i Lanthimos znalazł się w czołówce współczesnych światowych reżyserów. A była to dopiero zapowiedź tego, co może nas czekać. Na „Biedne istoty” czekać było warto…

„Biedne istoty” rozpoczyna monumentalna i porażająca scena samobójczego skoku pięknej Belli (rewelacyjna Emma Stone) z mostu. Po wszczepieniu mózgu jej nienarodzonego dziecka, wskrzesza ją Godwin Baxter, niezwykle uzdolniony chirurg, ale przy tym człowiek fizycznie odrażający, o niezwykle wątłym zdrowiu, produkt medycznych eksperymentów własnego ojca (w świetną rolę Godwina wciela się jak zwykle niezastąpiony Willem Dafoe). Bella najpierw zakochuje się w asystencie Godwina, Maxie McCandlessie (Ramy Youssef) – to on ma zostać jej mężem. Nieco rozpasana piękność o rozumku dziecka decyduje się jednak uciec z domu Godwina i odbyć podróż po świecie z nowym kochankiem – nieudacznikiem i ladaco, Duncanem Wedderburnem (znakomity i obsadzony w nietypowej dla siebie roli Mark Ruffalo). Podróż po świecie, wizyta w Londynie, Paryżu, Aleksandrii jest dla Belli okazją do poznania świata i wielu ciekawych ludzi, a przede wszystkim ukształtowania swojego charakteru i światopoglądu. Czy to możliwe, że Bella – największy medyczny eksperyment Godwina – okaże się pełnym sukcesem?

Najnowszy film Lanthimosa to przede wszystkim triumf wielkiego aktorstwa Emmy Stone. Dzięki roli w „Biednych istotach” zdolna Amerykanka z pewnością dostała się do panteonu najwybitniejszych współczesnych aktorek na świecie. Jest niesamowita, kiedy gra dorosłe dziecko – kobietę o mózgu niemowlęcia. Fascynujące jest, jak potrafi ukazać zachwyt odkrywaniem świata, swoje wiecznie nienasycone seksualne żądze, kiedy okręca sobie mężczyzn wokół palca. Role męskie – Dafoe, Ruffalo i Youssefa – są także wyjątkowe i niepowtarzalne. Lanthimos po raz kolejny udowadnia, że doskonale obsadza świetnie dobranych aktorów w rolach w swoich filmach.

Film jest także intrygujący od technicznej strony – początkowo monochromatyczny, powoli nabiera niesamowitych barw. Zdjęcia są niezwykle oryginalne, wrażenie robią kostiumy i charakteryzacja, zwłaszcza Dafoe grającego Godwina. Ciekawa jest praca kamery. Film jest niezwykłym osiągnięciem współczesnej kinematografii.

„Biedne istoty” to swoisty traktat filozoficzny, podejmujący wiele ważkich, aktualnych tematów. Porusza kwestię klasowości społeczeństwa, wolności, feminizmu, stereotypowego postrzegania świata, seksualnej rewolucji, przywiązania do tradycji i chociaż ukazuje te problemy przez pryzmat wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii, dowodzi, że współcześnie niewiele się w tych kwestiach zmieniło. Emma – wskrzeszona samobójczyni o mózgu dziecka – pomyślana jako zabawka w rękach szalonego doktora, szybko się emancypuje i staje się niezależnym, świadomym bytem, podejmującym własne decyzje. I w tej postaci tkwi największa siła powieści Alasdaira Graya i filmu Yorgosa Lanthimosa.

Bardzo gorąco ten film polecam. Jedni go pokochają, inni – znienawidzą, ale to fascynująca i niezwykle atrakcyjna wizualnie podróż przez koleje życia cudownej Belli. „Biedne istoty” to do pewnego stopnia baśń dla dorosłych, ale też film o człowieku, jego życiu i rozwoju – pokazuje, jakby to było, gdybyśmy nie byli ograniczeni konwenansami i stereotypami. Niezwykle ciekawe, zajmujące i widowiskowo piękne!

Moja ocena: 9/10