sobota, 9 września 2023

 

„O PSIE, KTÓRY JEŹDZIŁ KOLEJĄ”, Polska 2023

Premiera kinowa: 25 sierpnia 2023


Kiedy byłem małym chłopcem i przeczytałem książkę Romana Pisarskiego „O psie, który jeździł koleją”, byłem bardzo zasmucony i poruszony historią psa Lampo. Jako pracę domową otrzymaliśmy zadanie od naszej ukochanej pani, aby napisać alternatywne zakończenie tej opowieści. W mojej (zresztą nie tylko w mojej) nowej wersji historii wszystko kończyło się dobrze.

40 lat później na podobny pomysł wpadła dwójka młodych scenarzystów -  Mojca Tirs i Marcin Siemiątkowski. Obecność Marcina wśród twórców filmu to dla mnie powód do dumy i wzruszenia, bo to płocczanin (a „lokalsi” muszą się wspierać), mój były uczeń i fantastyczny człowiek. Scenarzyści „odkopali” nieco już archaiczną lekturę szkolną i opowiedzieli ją na nowo, z happy endem.

„O psie, który jeździł koleją” nie jest wierną adaptacją opowiadania, a jedynie bardzo swobodną wersją, opartą luźno na motywach tekstu Pisarskiego. Akcja filmu zostaje przeniesiona do współczesności, a piękny pies Lampo uwielbia podróże z usytuowanej w polskich górach stacji Maritmska (co jest nawiązaniem do włoskiego dworca Marittima, na którym rozpoczyna się akcja oryginalnego opowiadania). Lampo jest psem szalonym, spędza dnie radośnie hasając po stacji i jej okolicy, a często wskakuje do zatrzymujących się tu pociągów i podróżuje po całym kraju. W mediach społecznościowych pojawia się nawet akcja #PKPies – podróżni robią sobie z Lampo zdjęcia i zamieszczają je w Internecie.

Psa nienawidzi Dyrektor kolei (znakomita i bardzo wyrazista rola Adama Woronowicza), ale kocha go nowa właścicielka – Zuzia (doskonała w tej roli Liliana Zajbert), córka kolejarza Piotra (Mateusz Damięcki) oraz miejscowej księgowej Małgorzaty (Monika Pikuła). Rodzinną sielankę z psem-podróżnikiem w tle przerywa wiadomość o śmiertelnej chorobie Zuzi. Rodzice muszą zdobyć milion złotych na kosztowną operację dziewczynki w amerykańskim Houston. Wydaje się to być przedsięwzięciem niemożliwym. Kto uratuje Zuzię?

Film „O psie, który jeździł koleją” to chwilami zabawna, chwilami wzruszająca do łez piękna rodzinna opowieść. W polskim kinie już dawno nie było tak mądrego i dobrego polskiego filmu familijnego (chyba od czasu „Za duży na bajki” z 2021 roku). Chociaż kinowa opowieść dobrze się kończy, film nie upraszcza rzeczywistości, uczy miłości do człowieka i zwierzęcia, pokazuje siłę rodziny oraz dowodzi, że nie można tracić nadziei nawet w najbardziej dramatycznych chwilach, bo – jak mówią bohaterowie filmu - „Jeśli wiara czyni cuda, trzeba wierzyć, że się uda”.

Niewątpliwymi gwiazdami filmu są dzieci i pies. Liliana Zybert jako Zuzia i Maksymilian Zieliński jako przechodzący metamorfozę syn Dyrektora grają brawurowo, naturalnie, bawią, kiedy trzeba, wzruszają w innych momentach. Pies jest fantastyczny, kocha się go od pierwszych kadrów.

Film jest spójny, zajmujący i ma z pewnością dwóch adresatów – dziecięcego i dorosłego. Bardzo zachęcam wszystkich rodziców, aby pokazali ten film swoim dzieciom, bo „O psie…” to dowód, że dobre filmy familijne kręci się także w Polsce, nie tylko u Disneya. Dorośli natomiast z przyjemnością przeżyją na nowo jedną z ulubionych historii dzieciństwa.

Brawa dla twórców filmu, aktorów, reżyserki Magdaleny Nieć i szczególne gratulacje dla Marcina Siemiątkowskiego. Bardzo się cieszę z sukcesu błyskotliwego debiutu  i czekam na kolejne produkcje, a wierzę, że będą! Kiedy na ekran wjechał wagonik z nazwiskiem scenarzystów, byłem dumny jak paw!

Pozostaje mi zaprosić wszystkich do kin! Nie będziecie żałować!

Moja ocena: 10/10 (wcale nie „po znajomości”)

sobota, 2 września 2023

 

„UKRYTA SIEĆ”, Polska 2023

Premiera kinowa: 1 września 2023


Wczoraj przedstawiłem entuzjastyczną recenzję książki Jakuba Szamałka „Cokolwiek wybierzesz” – pierwszego tomu cyklu „Ukryta prawda”, dziś moja rekomendacja filmowej adaptacji książki (w reżyserii Piotra Adamskiego), która wczoraj trafiła do kin. Krótko mówiąc, jest dobrze…

„Ukryta sieć” nie jest filmem łatwym i przyjemnym. Nie jest też wierną adaptacją. W nieco inny sposób przedstawiona jest główna bohaterka, wiele wątków pobocznych jest pominiętych, choć autorem scenariusza jest sam Szamałek (w kolaboracji z Łukaszem M. Maciejewskim).

Julita Wójcicka (w tej roli jedna z najzdolniejszych i najpiękniejszych aktorek młodego pokolenia, Magdalena Koleśnik) – przebojowa, zdeterminowana młoda dziennikarka pracująca dla serwisu plotkarskiego po tragicznej śmierci Gustawa Millera, znanego aktora i prezentera telewizyjnego, specjalizującego się w programach dla dzieci, zaczyna badać sprawę dramatycznego wypadku celebryty. Filmowa Julita ma w swojej zaciętości coś z potwora – bez skrupułów publikuje w sieci wstrząsające zdjęcia z miejsca wypadku, wbrew woli ojca, wybitnego dziennikarza (Andrzej Seweryn) zamierza przeprowadzić wywiad z wdową jeszcze na cmentarzu, tuż po ceremonii pogrzebowej. W całej sprawie jest jednak coś, co niepokoi Julitę. Młoda dziennikarka zaczyna drążyć, pytać, poszukiwać.

Okazuje się, że działalność Judyty komuś się bardzo nie podoba. Do sieci trafia filmik z jej erotycznymi igraszkami, dziewczyna traci pracę, wszyscy nakłaniają ją, by porzuciła sprawę Gustawa Millera. Co kryje się za tą tajemniczą śmiercią? Jaki sekret aktor zabrał ze sobą do grobu i dlaczego komuś tak bardzo zależy, aby prawda nie wyszła na jaw?

„Ukryta sieć” jest bardzo dobrym, sprawnie zrealizowanym thrillerem. Książkowa Jowita, ambitna, ale nieco nieśmiała dziewczyna, pochodząca z prowincjonalnego miasteczka, zamienia się w dobrze sytuowaną warszawiankę, córkę powszechnie szanowanego dziennikarza, Henryka Wójcickiego. Bohater ten wydaje się być wyposażony w cechy książkowego profesora Druckera, promotora pracy magisterskiej Julity i jej dziennikarskiego mentora. Koleśnik jest wprost stworzona do roli bezkompromisowej dziennikarski. Kroku nie ustępuje jej debiutujący na ekranie Błażej Dąbrowski w roli Janka – polsko-wietnamskiego internetowego eksperta. W małej, ale bardzo istotnej i wiarygodnej roli pojawia się Piotr Trojan (jak dobrze, że po latach kino upomniało się o tego aktora w filmie „25 lat niewinności”). Pragnę jeszcze wyróżnić epizodyczną rolę Aleksandry Justy jako Ewy Tomkiewicz – producentki programów Gustawa Millera oraz piękną Wiktorię Gorodeckaję jako Magdę, siostrę Julity.

Intrygującą cechą filmu jest stworzona w filmie atmosfera – ukazana Warszawa jest mroczna, zimna, brudna. Jowita cały czas biega po mieście w czarnej bluzie z kapturem i szerokich bojówkach. Znakomicie komponuje się z szarym tłem, a mroczna scenografia koresponduje z trudną i bolesną tematyką filmu. W obrazie odnajdziemy kilka drastycznych scen, a po projekcji trudno się uwolnić od pewnych kadrów ukazanych w filmie.

Dawno nie oglądaliśmy w polskich kinach tak dobrze skonstruowanego thrillera. To film dla widzów z mocnymi nerwami, ale gorąco tę pozycję polecam, podobnie jak jej literacki pierwowzór.  

Moja ocena: 8/10

piątek, 1 września 2023

 

JAKUB SZAMAŁEK „Cokolwiek wybierzesz – Ukryta sieć #1”, Wydawnictwo WAB 2019


Do sięgnięcia po prozę Jakuba Szamałka zachęcało mnie wiele osób, ale obawiałem się, że zatopię się bez reszty w twórczości kolejnego autora kryminałów, a tego chciałem uniknąć. Ostatecznie przekonał mnie fakt, że 1 września do kin trafia filmowa adaptacja pierwszej części cyklu „Ukryta prawda”, dlatego przeczytałem „Cokolwiek wybierzesz” i … Szamałek mnie zachwycił.

„Cokolwiek wybierzesz” rozpoczyna się od tragicznej śmierci Ryszarda Buczka, aktora, prezentera, gospodarza niezwykle popularnego i uwielbianego przez dzieci programu telewizyjnego „Niebieskie migdały”, w którym spełniane są marzenia najmłodszych widzów. Buczek ginie w wypadku samochodowym w centrum Warszawy.

Dla mediów wiadomość o śmierci aktora to, oczywiście, news dnia, a może nawet tygodnia. Portale plotkarskie zaczynają prześcigać się w publikacji lepiej i gorzej sprawdzonych informacji o wypadku. Wśród piszących o Buczku jest także Julita Wójcicka – młoda, atrakcyjna, aspirująca dziennikarka, która pracuje dla portalu „Meganewsy.pl”, ale marzy o prawdziwym dziennikarstwie i pracy w redakcji pisma pokroju „Newsweeka”, czy „Polityki”.

Ambitna i zdeterminowana dziewczyna zaczyna podejrzewać, że śmierć gwiazdy telewizji nie była dziełem przypadku. Bada sprawę, dociera do świadków, węszy… Sprowadza tym na siebie gniew tajemniczego hakera. Najpierw do sieci wyciekają nagie zdjęcia Julity, które swego czasu wysłała swojemu byłemu chłopakowi. A to jedynie preludium szeregu nieoczekiwanych dramatów. Dlaczego zginął Buczek? Czy Julita się podda?

„Cokolwiek wybierzesz” to jeden z najlepszych kryminałów, jakie czytałem przez ostatnich kilka lat. To książka, z lekturą której nie sposób się rozstać, aż pozna się rozwiązanie zagadek powieści. Szamałek umiejętnie prowadzi gęstą akcję, dba o szczegóły, widać, że jest erudytą, ma głęboką wiedzę z różnych zakresów, a przed przystąpieniem do pisania książki przeprowadził solidny research.

Książka dotyka niezwykle bolesnego problemu społecznego, którego nie zdradzę, gdyż byłby to niewybaczalny spoiler. „Cokolwiek wybierzesz” to również poważne ostrzeżenie przed niebezpieczeństwami Internetu. Szamałek mówi dużo o bezpieczeństwie w sieci, o tym, jak łatwo stracić tożsamość i wiarygodność online, gdzie hakerzy umiejętnie wykorzystują naszą naiwność i niewiedzę.

„Cokolwiek wybierzesz” to również galeria ciekawych, realistycznych pierwszo- i drugoplanowych postaci. Julita Wójcicka, młoda dziewczyna z małego miasteczka, która marzy o karierze dziennikarki śledczej, natychmiast wzbudza naszą sympatię. Absorbującą postacią jest także Janek, ekspert komputerowy wietnamskiego pochodzenia, wspomagający Julitę w jej śledztwie.  

Jestem bardzo ciekawy ekranizacji powieści Szamałka, po obejrzeniu filmu niezwłocznie podzielę się moimi obserwacjami, a teraz pozostaje mi zachęcić wszystkich do lektury cyklu „Ukryta sieć”. Kiedy przeczytałem mojej przyjaciółce Marii kilka wybranych stron, natychmiast rozentuzjazmowana zakupiła i pochłonęła wszystkie trzy tomy. Niech to pozostanie najlepszą rekomendacją dla „Cokolwiek wybierzesz” Jakuba Szamałka.

Moja ocena: 9/10

środa, 30 sierpnia 2023

 

„PIERWSZY DZIEŃ MOJEGO ŻYCIA” (Il primo giorno della mia via), Włochy 2023


Premiera kinowa: 21 lipca 2023

W kinach można obecnie zobaczyć „Pierwszy dzień mojego życia”, najnowszy film Paolo Genovese, ulubieńca włoskich widzów i krytyków, który zasłynął niezwykle popularnym także w Polsce obrazem „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Jeśli ktoś ma nadzieję, że „Pierwszy dzień…” to równie udany film jak największy hit reżysera, może się głęboko rozczarować.

„Pierwszy dzień mojego życia” to historia czwórki samobójców, którzy otrzymują od losu i od swojego swoistego anioła stróża (sympatyczny jak zawsze Toni Servillo) kolejną szansę – dodatkowe siedem dni na przemyślenie dramatycznej decyzji o odebraniu sobie życia. Ta pechowa czwórka to ludzie skrajnie różni i całkowicie odmienne problemy popchnęły ich ku samobójstwu. Poznajemy Arianne (dama włoskiego kina Margherita Buy) – policjantkę, która postanawia odebrać sobie życie po śmierci córki, gdyż nie daje sobie rady z bólem i samotnością, Daniele (bardzo dobry Gabriele Christini) – nastolatka, który zmaga się z nadwagą, a rodzice zmuszają go, by jako Johnny Big Boy prowadził kanał youtube), Emilię (Sara Serraiocco) – utytułowaną gimnastyczkę, która po poważnej kontuzji trafiła na wózek inwalidzki oraz Napoleone (Valerio Mastandrea) – coacha i mówcę motywacyjnego, który nie potrafi ogarnąć swego życia i walczy z bólem egzystencjalnym.

Podczas siedmiu dni tajemniczy mężczyzna – anioł stróż próbuje nakłonić samobójców do zmiany decyzji – pokazuje im cierpienie najbliższych, ich własne pogrzeby, przedstawia krótkie filmiki z urywkami z ich życia w przyszłości, jeśli zdecydują się porzucić myśli samobójcze. Każdy z czworga bohaterów poddanych eksperymentami reaguje na te działania w całkowicie inny sposób, ale nie w każdym przypadku tydzień nowego życia kończy się tak samo …

Idea filmu jest interesująca, gra aktorów – bardzo dobra, autorom udało się stworzyć specyficzny, mroczny nastrój w deszczowym Rzymie, czy w tajemniczym hotelu, w którym mieszkają ofiary, ale mam wrażenie, że film jest szalenie powierzchowny, często naiwny, brakuje mu głębi i szerszej perspektywy na problem samobójstwa i śmierci. Być może intencją twórców było właśnie nakręcenie filmu lżejszego kalibru, ukazującego problem, ale nie przedstawiającego prawdziwie tragicznych konsekwencji decyzji o odebraniu sobie życia.

Film rozczarowuje, brakuje mu rozmachu słynnego poprzednika - „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Oczywiście, fani włoskiej kinematografii i wielbiciele tego typu kina mogą odnaleźć w filmie wiele pozytywów, ja do końca zadowolony nie jestem.

Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 28 sierpnia 2023

 

„MIĘDZY NAMI ŻYWIOŁAMI” (Elemental), USA 2023


Premiera kinowa: 14 lipca 2023

Stosunkowo rzadko zamieszczam recenzje kreskówek, bo stosunkowo rzadko je oglądam, ale „Między nami żywiołami” – najnowsza produkcja Disneya/Pixara – urzekła mnie na tyle, że postanowiłem podzielić się moimi spostrzeżeniami dotyczącymi filmu.

Akcja filmu rozgrywa się w Żywiołowie – Mieście Zywiołów, w którym mieszkańcy reprezentują ogień, wodę, ziemię i powietrze. Iskra Lumen wraz z rodzicami przeprowadza się do Żywiołowa z krainy ognia – Palinezji. Pańswo Lumenowie otwierają w mieście mały sklepik, w którym przedstawiciele grupy ognia mogą kupić niezbędne produkty z drewna, żeby je szybko … spalić – ogień dla nich to życie. Niestety, pewnego dnia w sklepie dochodzi do poważnej awarii wodociągu, to ogromne niebezpieczeństwo dla sklepu, a – jak się potem okazuje – dla całego miasta. Sklep odwiedza przedstawiciel żywiołu wody, Wodzimierz (Wodek) Potocki, urzędnik z ratusza, który będzie musiał zlikwidować nie do końca legalnie działający sklep. Spotkanie Wodka z Iskrą, czyli relacja wody i ognia, zaowocuje wieloma nieoczekiwanymi wydarzeniami…

Film zaskakuje urokiem i pomysłowością. Urzekająca jest konstrukcja Miasta Żywiołów, wrażenie robią mieszkańcy – swoim wyglądem i zachowaniami przypominający cztery żywioły, zaciekawia ich symbioza. Każda sekunda filmu zadziwia i kibicujemy Iskrze i Wodkowi w budowie ich trudnego związku, wbrew oczekiwaniom najbliższych i wbrew … naturze. Okazuje się, że prawdziwa miłość jest w stanie pokonać wszelkie przeciwności, a Iskra i Wodek mogą być razem i wspólnie cieszyć się życiem. Film uczy także, że za wszelką cenę należy realizować swoje marzenia i aspiracje..

Jak zwykle w przypadku amerykańskich kreskówek, polskie tłumaczenie tekstu oraz dubbing pozostają na najwyższym poziomie i pozwalają różnym widzom i adresatom – dzieciom i dorosłym – na inną interpretację pewnych gier słownych i wyrażeń. Chapeau bas dla mistrzów polskiego dubbingu – zarówno aktorów, jak i autorów przekładu. Już samo nazwanie głównych bohaterów – Iskra (w wersji angielskiej Ember) oraz Wodek / W(ł)odek ( w wersji angielskiej Wade) potrafi rozbawić.

„Między nami żywiołami” to fantastyczna rozrywka dla małych i dużych, film pięknie i z rozmachem zrealizowany oraz mądra lekcja życia z pouczającą tezą. Polecam!

Film można obejrzeć w kinie, ale jest też oficjalnie dostępny online na platformie MEGOGO.

Moja ocena: 8/10

niedziela, 27 sierpnia 2023

 

„REALITY” (Reality), USA 2023


Premiera kinowa: 11 sierpnia 2023

Stany Zjednoczone to kraj niezwykły, intrygujący, pełen kontrastów i osobliwości, ale także jeden z najdziwniejszych tworów polityczno-społecznych na świecie, a uwypukla to amerykański dramat „Reality”, który właśnie gości na ekranach kin. To ciekawy film, z pewnością godny uwagi.

Jest normalny, słoneczny dzień 2017 roku. Reality jest młodą Amerykanką, pracująca dla wojska i dla kraju jako tłumaczka języków: perskiego, dari i paszto. Jest bardzo aktywna, prowadzi sportowy tryb życia, po godzinach pracuje jako instruktorka jogi. Niespodziewanie jej dom nawiedzają agenci FBI. Zatrzymują jej telefon, samochód, przeczesują dom centymetr po centymetrze, zbierając dowody. Rozpoczyna się też trwające godzinami przesłuchanie dziewczyny. O co podejrzana jest młoda Amerykanka? Jakie oskarżenia wysuwane są wobec Reality?

Film Tiny Satter ogląda się jak dobry thriller – jest napięcie, jest tajemnica i wielka niewiadoma, jest zły bohater. Podejście do obrazu zmienia się całkowicie, kiedy dowiadujemy się, że film jest zapisem prawdziwych zdarzeń, że ta sytuacja rzeczywiście miała miejsce w USA – kolebce demokratycznej myśli. Film jest wiernym zapisem stenogramu prawdziwej Reality, która rzekomo naraziła Amerykę na ogromne niebezpieczeństwo, bo bezprawnie i bezpodstawnie posługiwała się dokumentami / dokumentem wagi państwowej.

Film przypomina nieco sztukę teatralną – wszystkie sceny rozgrywają się przed domem Reality i w jego wnętrzu, jednego popołudnia, z trójką aktorów w rolach głównych – Reality (Sydney Sweeney) oraz dwójką agentów (Josh Hamilton i Marchant Davis). Pozostali agenci to jedynie statyści, pojawiający się w pokoju przesłuchań i z niego znikający, penetrujący pokój dziewczyny, zakłócając jej intymność. Sceny przesłuchania robią się coraz bardziej niewygodne, obrazy Reality przepytywanej na tle pustej ściany, jej niemoc i bezradność są coraz bardziej niepokojące i nieprzyjemne. Wreszcie otrzymujemy informację o wynikach przesłuchania i całego procesu.  

Bardzo mocnym punktem filmu jest grająca główną rolę Sydney Sweeney, młoda aktorka, głównie serialowa („Euforia”, „Kwiat lotosu”, „Opowieść podręcznej”). Przez dużą część filmu na ekranie widzimy zbliżenie na jej twarz i duże błękitne oczy, które z początku wyrażają zdziwienie, niepewność, niepokój i wreszcie strach, kiedy zostaje osaczona przez doświadczonych agentów, a wszystko, co mówi, może zostać wykorzystane przeciwko niej.

„Reality” nie jest oskarżeniem, wyzwaniem, ani ostrzeżeniem. To jedynie głos rozsądku – w kraju, w którym istnieje podejrzenie, że na przebieg wyborów prezydenckich wpływ miały inne mocarstwa, organizuje się popisowe zatrzymanie i sąd nad młodą dziewczyną, buntującą się przeciwko współczesnej Ameryce.

„Reality” to film krótki, ale trudny, przykry, przygnębiający, ale stawiający śmiałe tezy dotyczące aktualnej kondycji największej potęgi politycznej świata. To film, który każe się zastanowić nad tym, czym jest polityczna manipulacja i jak łatwo jej ulec i dlatego warto „Reality” zobaczyć.

Moja ocena: 8/10

środa, 23 sierpnia 2023

 

„MÓJ SĄSIAD ADOLF” (My Neighbor Adolf), Izrael / Polska / Kolumbia 2022


Premiera kinowa: 9 czerwca 2023

Druga wojna światowa w kinie wydaje się być tematem całkowicie wyeksploatowanym, zbyt często powielanym, pełnym klisz i powtórzeń, a mimo to od czasu do czasu pojawia się nowa filmowa propozycja, która mówi o koszmarze lat 39-45 w sposób alternatywny, niestereotypowy, inny i przez to zachwycający. Tak było w przypadku filmów „Życie jest piękne” Roberto Benigniego z 1997 roku, czy niesamowitego „Jojo Rabbit” Taiki Waititi – mojego ulubionego obrazu roku 2020.

Ciekawą nową propozycją wpisującą się w ten nurt jest film „Mój sąsiad Adolf”. Akcja rozpoczyna się przed wojną „gdzieś w Europie Wschodniej” – jak podają napisy na ekranie (należy się domyślać, że jesteśmy w Polsce, gdyż aktorzy mówią po polsku) – poznajemy urywek z życia – uroczystość rodziny żydowskiej. Ale to tylko chwila, obraz… Następnie reżyser Leon Prudovsky przenosi nas w lata 60-te, „gdzieś do Ameryki Południowej” – najprawdopodobniej do Kolumbii. Kontynentem wstrząsa fala zatrzymań nazistowskich przywódców, którzy schronili się po wojnie tu – w Argentynie, w Chile, w Kolumbii – przed odpowiedzialnością za zbrodnie wojenne.

Jednym z mieszkańców jest pan Polsky (w tej roli znany, ale nie w pełni doceniany brytyjski aktor David Hayman) – samotny dziwak, który mieszka w nieodwiedzanym domu z dala od innych ludzi. Ze wspomnień i fotografii dowiadujemy się, że to jedyna postać z przedstawionej na początku filmu rodziny. Wszyscy jego najbliżsi zginęli w Auschwitz, on jeden ocalał w piekle obozu. Spokój głównego bohatera zakłóca wprowadzenie się sąsiada (Udo Kier) – to samotny mężczyzna, mówiący po niemiecku, wysoko postawiona osoba, jak dowiaduje się Polsky. Bohater zaczyna mieć podejrzenia, że osobą, która zamieszkała tuż obok jest … Adolf Hitler. Rzeczywiście istnieją pewne przesłanki prowadzące do takich spostrzeżeń, choćby fizyczne podobieństwo postaci. Polsky popada w obsesję na tym punkcie, by dowiedzieć się jak najwięcej, wbrew własnym przekonaniom nawiązuje relację z sąsiadem. Odkrycie prawdy musi prowadzić do całej serii dramatycznych wydarzeń…

„Mój sąsiad Adolf” to bardzo przyzwoicie nakręcona i zagrana pozycja filmowa. Wszystkie podejrzenia Polsky’ego mają swoje uzasadnienie i są w jakiś sposób oparte na dowodzie. Twórcy filmu umiejętnie budują intrygę wokół domniemań samotnego Polaka. Film ogląda się szybko i dobrze, a Hayman i Kier gwarantują grę aktorską na najwyższym poziomie. Pozytywną cechą obrazu jest także atmosfera – widz czeka, jakie rozwiązanie przyniesie akcja.

Film jest dobry i sprawnie zrealizowany. To na pewno wyróżniająca się propozycja dla kinomanów lubiących produkcje z tego gatunku. W najbliższej przyszłości do kin trafi kolejna wojenny obraz – głośny już film „Strefa interesów” na podstawie prozy Martina Amisa, ale na ten film będziemy musieli jeszcze poczekać do początku przyszłego roku.  

Moja ocena: 8/10