czwartek, 23 grudnia 2021

 

"POWRÓT DO TAMTYCH DNI", Polska 2021


Premiera kinowa: 10 grudnia 2021

„Powrót do tamtych dni” to bardzo udany powrót do Polski lat 90-tych. Twórcom filmu fantastycznie udało się uchwycić estetykę i atmosferę dekady transformacji w Polsce – kolorowe dresy z kreszu, pierwsze wypożyczalnie video, otwarcie się na światowe trendy. Ale to także smutny, porażający powrót do dzieciństwa dziecka alkoholika, inspirowany osobistymi doświadczeniami reżysera i scenarzysty, Konrada Aksinowicza.

Głównym bohaterem filmu jest Tomek (doskonały debiut Teodora Koziara), uczeń siódmej klasy, który wraz z matką (świetna rola  Weroniki Książkiewicz – to dla aktorki znakomity rok – pamiętajmy, że to ona była najjaśniejszym punktem w „Furiozie”). Alek, tata Tomka (Maciej Stuhr w swojej najwybitniejszej roli od czasu „Pokłosia”) – znany dziennikarz i radiowiec jest teraz w Stanach Zjednoczonych, gdzie zarabia upragnione dolary i rzekomo pracuje w polonijnej radiostacji. Tomek komunikuje się z ojcem za pomocą przesyłanych kaset, które odsłuchuje z namaszczeniem na walkmanie.

Pewnego dnia ojciec niespodziewanie pojawia się w mieszkaniu. Trudno jest mu odnaleźć się w nowej Polsce, odłożone pieniądze szybko się kończą, natomiast wraca wstydliwy i dramatyczny problem – alkoholizm Alka. „Powrót do tamtych dni” to nie tylko stadium alkoholowej degradacji człowieka, którą Stuhr pokazuje wybitnie, ale to przede wszystkim portret ofiary – dziecka alkoholika. Poprzez ekscesy, brutalność i dotarcie na dno ojca Tomek traci przyjaciół, opuszcza się w nauce, z radosnego i pogodnego chłopca, staje się agresywnym, zamkniętym w sobie, przygnębionym, samotnym i przerażonym młodym człowiekiem, który przestaje wierzyć i mieć nadzieję.

Mimo trudnej tematyki i przygnębiającej historii, film Aksinowicza jest bardzo dobry i niezwykle autentyczny. Bardzo poruszyła mnie rola chłopca i to jego uważam za głównego aktora i ofiarę rodzinnej katastrofy. Stuhr tworzy znakomity portret upadającego człowieka, któremu już nikt nie może pomóc. Z atrakcyjnego wizualnie i intelektualnie mężczyzny zmienia się w brudnego menela, który nie kontroluje emocji i czynności fizjologicznych.

„Powrót do tamtych dni” to film-terapia, dla twórcy, dla innych ofiar – dorosłych już dzieci z rodzin z problemem alkoholowym, ale i dla nas wszystkich.  Dlatego ten film warto zobaczyć, żeby zrozumieć. Nie jest to miła świąteczna propozycja, ale film gorąco polecam.

Moja ocena: 8/10

środa, 22 grudnia 2021

 

GRZEGORZ CIECHOWSKI – 20 LAT


Pamiętam ten dzień i tę chwilę bardzo dobrze. Była sobota i Pan Marek w „Markomanii” puszczał piosenki z dzwoneczkami. Musiałem szybko pojechać po brakujące świąteczne składniki, najważniejsza była śmietana z Piątnicy….

Nagle Pan Marek przerwał audycję i poinformował o śmierci Grzegorza Ciechowskiego. Ale jak to? Przecież to młody człowiek. Przecież był w takiej dobrej formie. Przecież to od lat mój idol,,,

Z twórczością Grzegorza Ciechowskiego zetknąłem się po raz pierwszy przy piosenkach „Kombinat” i „Arktyka” oba nagrania wydały mi się … okropne, ale miałem wtedy niespełna 9 lat. Potem usłyszałem „Nieustanne tango” – nieco wcześniej widziałem film „Czyż nie dobija się koni?” z Jane Fondą i to nagranie wydało mi się znakomitą ilustracją do tego filmu. Zaintrygowała mnie muzyka, tekst. Wtedy już systematycznie słuchałem Listy Przebojów Programu Trzeciego i tak zostałem … republikaninem. Kiedy 20 czerwca 1984 jako 10-latek utworzyłem pierwsze notowanie mojej prywatnej listy przebojów (którą nota bene prowadzę do dziś) „Obcy astronom” zdobył pierwsze miejsce, a potem było jeszcze wiele numerów 1 – niepokojąca „Poranna wiadomość” z szokującym polsko-angielskim odliczaniem, „Psy Pawłowa”, które walczyły o szczyt mojej listy z „San Damiano” Sala Solo, „ fantastyczne „Ciało”, dramatyczna „Moja krew”, a potem nagle zespół  zawiesił działalność.

Grzegorz Ciechowski nagle objawił się w nowej odsłonie, jako Obywatel G.C.  Kiedy usłyszałem „Paryż –Moskwa 17.15” nie mogłem uwierzyć, że w Polsce mogą powstawać tak genialne nagrania, słuchałem tej piosenki bez przerwy w Wielkanoc 87, a potem było jeszcze lepiej. „Nie pytaj o Polskę” to jedno z najwybitniejszych nagrań w historii polskiej muzyki – hymn mojego pokolenia, piosenka z ponadczasowym tekstem, który był aktualny w latach 80-tych i aktualny jest dziś. „ Tak…tak… to ja” to kolejne arcydzielne nagranie, takie były dwie pierwsze płyty „Obywatel G.C” i „Tak! Tak!””, niezwykle nowatorskie pod względem muzycznym i tekstowym. Byłem zafascynowany.

Mimo zachwytu kreacją Obywatela G.C. z radością przyjąłem wiadomość o reaktywacji Republiki. W latach 90-tych powstało jeszcze mnóstwo znakomitej muzyki,  na czele z takimi nagraniami jak „Zapytaj mnie czy cię kocham”, „Mamona”, „Odchodząc”, „Raz na milion lat”. Wydawane wtedy płyty nie miały już tej alternatywnej świeżości lat 80-tych, ale były wspaniałe,

Grzegorz był muzycznym kameleonem. Jego kolejnym muzyczno-artystycznym wcieleniem stał się Grzegorz z Ciechowa. Mieszanka ento-popu z elektroniką z utworem „Piejo kury piejo” na czele okazała się kolejnym strzałem w dziesiątką, kolejną nomen omen kurą znoszącą złote jajka.

Grzegorz Ciechowski był artystą fenomenalnym, wyprzedzał i kreował trendy, był wrażliwym poetą, którego wiele tekstów to żywa prawda o życiu, kondycji człowieka i o miłości, był performerem, twórcą dbającym o każdy szczegół – muzyczny, tekstowy, wizerunkowy. Wspomagał młodych twórców, choćby Kasię Kowalską i Justynę Steczkowską.

Zmarł w wieku 44 lat. W twórczości Grzegorza Ciechowskiego motyw śmierci pojawiał się dość często, wspomnę tu tylko „Śmierć w bikini”, „Odchodząc”, czy „Śmierć na pięć”. Czy coś przeczuwał, czy wiedział, że musi żyć i tworzyć tak intensywnie, bo dane mu jest niewiele czasu?

Myślę, że nie ma tygodnia, żebym nie sięgnął po nagrania Grzegorza Ciechowskiego, ta muzyka jest dla mnie niezwykle ważna. Ubolewam, że nigdy nie widziałem Republiki na żywo. Pozostały płyty…

Autor fotografii: Andrzej Świetlik
Źródło: https://prl24.co.uk/20-lat-temu-zmarl-grzegorz-ciechowski-wspominamy-wyjatkowego-artyste/

 

„Dziewczyny z Dubaju”, Polska 2021


Premiera kinowa: 26 listopada 2021

Obejrzałem „Dziewczyny z Dubaju”. Czy coś dzięki temu filmowi zyskałem? Czy wiem teraz więcej, czy było to doznanie emocjonalno-estetyczne? Niestety, raczej nie.

„Dziewczyny z Dubaju” to głośna historia młodej dziewczyny, Emi (Paulina Gałązka), która wraz z matką – sprzedawczynią z kiosku (Aleksandra Justa) wiedzie skromne życie na polskiej prowincji, gdzieś nieopodal Szczecina. Emilii taka egzystencja nie wystarcza, chce spełniać swoje marzenia, być bogata, bywać w świecie. Podczas lokalnego konkursu piękności Miss Wiosny Emilia poznaje Lady D (Katarzyna Figura) i jej śliczną córkę Mariankę (Katarzyna Sawczuk). I tak zaczyna się przygoda Emilii z prostytucją. Szybko okazuje się, że dziewczyna ma duży talent do pozyskiwania klientów i zaczyna poszukiwania młodych dziewcząt do pracy w charakterze ekskluzywnych dziewcząt do wynajęcia dla bogatych mężczyzn w całej Europie, by wreszcie trafić do Dubaju.

Film jest nie do końca spójną sekwencją wydarzeń związanych z seksualnymi podbojami Emilii i jej trupy. Najciekawszy fragment fabuły wiąże się z próbą porzucenia dotychczasowej drogi życia i założenia rodziny przez Emi – po poznaniu Bartka (Józef Pawłowski). Okazuje się, że od przeszłości nie ma jednak ucieczki.

„Dziewczyny z Dubaju” to obecnie największy hit polskiego box-office’u. Wielu widzów znajduje w filmie intrygującą rozrywkę. Ja odnalazłem w obrazie smutek i rozczarowanie. Jestem negatywnie zaskoczony, że reżyserująca film Marysia Sadowska (którą bardzo cenię za „Dzień kobiet”, a przede wszystkim fantastyczną „Sztukę kochania” i, oczywiście, za muzykę) przedstawiła niezwykle ważny i trudny problem wykorzystywania kobiet w tak powierzchowny, płytki i banalny sposób. Po obejrzeniu filmu można wprost odnieść wrażenie, że kupczenie swoim ciałem to rewelacyjny sposób na życie, możliwość szybkiego i dość bezbolesnego poprawienia swojej kondycji materialnej i okazja do spotkania świetnych ludzi z całego świata.

Nieco prawdziwej diagnozy społecznej otrzymujemy podczas wywiadów z poszkodowanymi dziewczynami, podczas samobójczej śmierci Kamili (Olga Kalicka) - jednej z dziewcząt z ekipy oraz podczas scen utraty rodziny przez Emilię. Wprawdzie na końcu filmu pokazane zostają szokujące dane dotyczące seksbiznesu i procederu handlu kobietami i dziećmi, ale w filmie nie widać potępienia dla tego typu praktyk i zachowań. Kobiety są przedstawione przedmiotowo, naiwnie, banalnie, podczas gdy mężczyźni to prawdziwi gracze, królowie życia, zwycięzcy i posiadacze.

Film pokazuje dużo smutnej prawdy o współczesnej Polsce i to niezwykle przykre, choć prawdziwe, że młode kobiety, często nastolatki, godzą się na sponsorowane wycieczki w celu świadczenia usług seksualnych. Emilia to prawdziwa manipulatorka, która potrafi nakłonić do współpracy nawet najbardziej niewinne dziewczęta. Paulina Gałązka jest w tej roli bardzo sugestywna.

Ogólnie, film nie jest dobry. Historia dziewczyn z Dubaju, którą kilka lat temu żyła cała Polska, była dobrym tematem na poruszający film-ostrzeżenie, a otrzymaliśmy średniej jakości kino rozrywkowe klasy B. Nie oczekiwałem od produkcji grzecznego moralitetu, ale ważny społeczny temat został w filmie zmarginalizowany, potraktowany pobieżnie i nie do końca poważnie. „Dziewczyny z Dubaju” to film o niebo lepszy od „365 dni”, ale nie jest to obraz wart szczególnej uwagi, a po prostu kolejna kolorowa filmowa wydmuszka.

Moja ocena: 5/10

sobota, 11 grudnia 2021

 

Wszystkie nasze strachy, Polska 2021



Premiera kinowa: 5 listopada 2021

Do kin trafił niedawno zdobywca Złotych Lwów na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, obraz Łukasza Rondudy i Łukasza Gutta „Wszystkie nasze strachy”. Film jest inspirowany prawdziwą historią chłopaka z mazowieckiej wsi nieopodal Sierpca, Damiana Rycharskiego. rolnika, artysty, aktywisty, głęboko wierzącego i praktykującego katolika, geja.

Damiana znają wszyscy i choć często nazywają go „pedałem”, akceptują go, bo jest artystą – twórcą  choćby interaktywnej kapliczki, która wita wiernych na rozstajach dróg. Damian organizuje też protesty na rzecz lokalnych rolników, których nie rozpieszcza ani Unia Europejska, ani polski rząd. Damian bardzo blisko współpracuje z miejscowym proboszczem. I chociaż jego tęczowa naszywka na bluzie i spodniach razi niektórych, Damian wie, jak układać sobie relacje z miejscowymi.

Tyle szczęścia nie ma Jagoda, 17-letnia dziewczyna z tej samej wsi, która tak jak Damian kocha inaczej. Zaszczuta, zastraszona, nieakceptowana, postanawia odebrać sobie życie. O śmierć dziewczyny i promowanie „ideologii LGBT” zostaje oskarżony Damian, a kiedy ścina drzewo, na którym powiesiła się dziewczyna i buduje z niego krzyż, próbując zorganizować Drogę Krzyżową w intencji dziewczyny, spotyka się z falą nienawiści i całkowitym odrzuceniem. Oburzenie budzi również fakt, że krzyż trafia na wystawę sztuki współczesnej w Warszawie.

Bardzo mocną stroną filmu jest aktorstwo. Dawid Ogrodnik po raz kolejny udowadnia, że potrafi zagrać wszystko i każdego. Jest bardzo naturalny, przekonujący. Świetną rolę gra w filmie Maria Maj jako Babcia Damiana. W ciekawych epizodach pojawiają się Jowita Miodlinkowska jako matka Jagody oraz Andrzej Chyra jako ojciec Damiana. Dobry jest także Oskar Rybaczek jako Olek – delikatny, niepewny swojej seksualności i obawiający się opinii wsi przyjaciel i partner Damiana.

Film jest dobry, przejmujący, porusza istotną tematykę, ale nie tworzy, moim zdaniem, spójnej, zamkniętej całości, nie przedstawia propozycji rozwiązania problemu, ukazuje zjawisko, ale nie pomaga. Bo czy służące jako strachy na dziki krzyże odziane w ubrania ofiar LGBT, które popełniły samobójstwo, dają jakąś nadzieję? Czy dramat Rondudy i Gutta jest w stanie zmienić czyjeś homofobiczne nastawienie? Mam wrażenie, że świetny pomysł i dobry temat nie zostały w pełni wyeksploatowane i chociaż Daniel jest niezwykle pozytywną, sympatyczną postacią, nie może w pojedynkę podkreślić przesłania filmu.

Na festiwalu w Gdyni „Wszystkie nasze strachy” walczyły z filmem „Moje wspaniałe życie”. Pierwszy obraz wygrał nagrodę dla Najlepszego filmu, drugi – nieco na pocieszenie – otrzymał nagrodę za reżyserię. Ja nie miałbym wątpliwości i „Moje wspaniałe życie” wygrałoby w obu kategoriach.

Moja ocena: 7/10

sobota, 4 grudnia 2021

 

POWIEŚĆ MOJEGO ŻYCIA – „LALKA” BOLESŁAWA PRUS


             

Dziś kolejny ważny post – post numer 200. Staram się, by te rocznicowe wiadomości były w jakiś sposób szczególne. Post nr 50 dotyczył książki mojego dzieciństwa – serii o Muminkach Tove Jansson. Post nr 100 był pierwszym odcinkiem video bloga, zaś wpis nr 150 był poświęcony najważniejszemu dla mnie filmowi – „Czułym słówkom” w reżyserii Jamesa L. Brooksa.

Dziś pora na wpis numer 200, w którym postanowiłem napisać o najważniejszej powieści, z jaką się dotychczas zetknąłem, a jest nią „Lalka” Bolesława Prusa – fascynująca podróż do Warszawy XIX wieku. Ten wybór może być dla wielu dużym zaskoczeniem. Większość książek, które przeczytałem od momentu ukończenia szkoły średniej, to powieści reprezentujące angielski obszar językowy, głównie książki brytyjskie. To w dużej mierze konsekwencja wyboru uniwersyteckiej specjalności, a była nią właśnie powieść brytyjska. Książki autorów brytyjskich oraz pisarzy z krajów byłego Imperium Brytyjskiego bez reszty mnie pochłonęły i zafascynowały, podobnie jak angielska kultura.

A jednak powieść mojego życia to książka napisana w moim języku ojczystym: niezwykła wielowątkowa arcyciekawa perła polskiej literatury. „Lalka” to tekst, w którym każde słowo ma znaczenie, każdy bohater, choćby marginalny, odgrywa istotną rolę, każdy element fabuły pozwala ją rozwijać i wpływa na bieg akcji. To intrygujący portret polskiego społeczeństwa i jego różnych warstw, które są zmuszone ze sobą współpracować, tworząc stale pulsujący życiem organizm. To galeria barwnych postaci, które albo się kocha, albo nienawidzi.

Wielu krytyków narzeka, że główni bohaterowie „Lalki”- Izabela i Stanisław – to postaci nieprawdziwe, papierowe, które same do końca nie wiedzą, do czego zmierzają, a ich relacja jest sztuczna i nie może wzbudzić u czytelnika żadnych emocji. Odpieram te zarzuty – w kreacji głównych bohaterów odnajduję dużo prawdy, wyrachowania, tajemniczości. Ich związek nie jest do końca jasny i sprecyzowany, co czyni go bardziej intrygującym.

„Lalka” doczekała się dwóch adaptacji filmowych. Pierwsza – z 1968 roku w reżyserii Wojciecha Hasa z Beatą Tyszkiewicz jako Izabelą Łęcką, Mariuszem Dmochowskim w roli Stanisława Wokulskiego i nieodżałowanym Tadeuszem Fijewskim jako Ignacym Rzeckim - to film intrygujący, bardzo udany, ale dla mnie Wokulski ma twarz Jerzego Kamasa. W 1977 roku Ryszard Ber nakręcił dziewięcioodcinkowy serial telewizyjny. Tym razem Wokulskim stał się właśnie Jerzy Kamas, rolę Izabeli zagrała Małgorzata Braunek, a w znakomitą rolę Rzeckiego wcielił się Bronisław Pawlik – i to była niewątpliwie rola jego życia. Serial obejrzałem po raz pierwszy we wczesnym dzieciństwie i później wielokrotnie do niego wracałem. Uwielbiałem kreacje bohaterów, obraz starej Warszawy, to była moja adaptacja „Lalki” i serdecznie tę produkcję wszystkim polecam.

Moim zdaniem to Prus, a nie Sienkiewicz, powinien był otrzymać literacką Nagrodę Nobla, nie tylko za „Lalkę”, ale fascynującego „Faraona” i wybitną nowelistykę. Sienkiewicz „bywał” w świecie, zrobił literacką karierę dzięki powieści „Quo Vadis”, używając współczesnego języka – umiał zbudować wokół siebie doskonały „piar”, ale krytycy literaccy coraz częściej nazywają go „pierwszorzędowym pisarzem drugorzędowym”, podkreślając historyczną miałkość i naiwne kreacje bohaterów Trylogii. Bolesław Prus to pisarz-fotograf życia, niezwykle uważny obserwator i autor potrafiący łączyć realizm z wartką akcją. Bardzo cenię jego twórczość, a „Lalka” to powieść arcydzielna i inspiracja dla wielu późniejszych pokoleń literatów.

Ciekawi mnie niezwykle, czy wyborem najważniejszej dla mnie książki udało mi się Was zaskoczyć. Niepoprawny miłośnik współczesnej prozy brytyjskiej uznaje bardzo klasyczne dzieło polskiego pozytywizmu. W tym roku mija symboliczne 30 lat, odkąd po raz pierwszy sięgnąłem po tę niezwykłą i wybitną powieść Bolesława Prusa. Wówczas książka mnie zafascynowała. I w tej fascynacji trwam nadal.

czwartek, 2 grudnia 2021

 

TOP 60 BRITNEY SPEARS

Po ostatnim zestawieniu, którego bohaterem była grupa Guns’n’Roses przechodzimy do całkowicie odmiennej stylistyki. Nasza mała Britney Spears, która jeszcze niedawno biegała po szkolnych korytarzach radośnie nucąc „Hit me, baby, one more time” dziś kończy 40 lat. Britney jest artystką o wielu twarzach – obok naprawdę dobrych popowych kawałków nagrywa też tanie, słabe nagrania, które nie powinny znaleźć się w jej repertuarze. Teraz dużo częściej gości w mediach z powodu afer, skandali i prawnych sporów ze swoją rodziną niż nowych nagrań. Prawdą jest, że Britney miała wpływ na kształt muzyki pop, zwłaszcza przełomu wieków i zasłużyła na to notowanie. Oto zestaw moich ulubionych sześćdziesięciu utworów Britney Spears. Mam nadzieję, że numer 1 może być lekkim zaskoczeniem. Enjoy! And Happy Birthday, Britney!

60. From the bottom of my broken heart
59. Slumber party (& TINASHEE)
58. I love rock’n’roll
57. Mood ring
56. One kiss from you
55. Can’t make you love me
54. Alien
53. What U see (is what U get)
52. Deep in my heart
51. Do somethin’
50. Matches (& BACKSTREET BOYS)
49. Pretty girls (& IGGY AZALEA)
48. I’m not a girl, not yet a woman
47. Lucky
46. Sometimes
45. Hold it against me
44. Perfect lover
43. Touch of my hand
42. Unusual you
41. Thinkin’ about you
40. Outrageous
39. Out from under
38. I will still love you (& DON Phillips)
37. Criminal
36. Don’t let me be the last to know
35. Boys (& PHARRELL WILLIAMS)
34. Till the world ends (& NICKI MINAJ & KESHA)
33. If U seek Amy
32. Anticipating
31. Break the ice
30. Shadow
29. Passenger
28. Heaven on Earth
27. Beat goes on
26. Work Bitch
25. Someday (I will understand)
24. Overprotected
23. Swimming in the stars
22. Breathe on me
21. It should be easy (& WII.I.AM)
20. 3
19. I wanna go
18. (You drive me) Crazy
17. My only wish
16. Circus
15. Stronger
14. I’m a slave 4U
13. Me against the music (& MADONNA)
12. Perfume
11. Radar
10. Gimme more
9. Make me (& G-EAZY)
8. Born to make you happy
7. Ooops! … I did it again
6. Scream & shout (& WILL.I.AM)
5. Everytime
4. Womanizer
3. Toxic
2. … Baby one more time
1. Piece of me



wtorek, 30 listopada 2021

 TOP 60 GUNS’N’ROSES

Dziś ostatni dzień listopada. Bardzo zależało mi, żeby zdążyć z dzisiejszym zestawieniem w tym miesiącu ze względu na zwycięską piosenkę, która listopad ma w tytule. GUNS’N’ROSES. To nie jest moja ulubiona grupa i nie słucham ich muzyki na co dzień, ale doceniam ich wkład w rozwój muzyki rockowej. Mnóstwo nagrań Axla i jego trupy to modern classics, a niektóre teledyski to dzieła sztuki. Pamiętam moment pojawienia się nagrania „Sweet child o’mine” i albumu „Appetite for Destruction” i chociaż byłem wtedy zagorzałym słuchaczem muzyki pop, potrafiłem cieszyć się też muzyką Gunsesów. Przedstawiam mój subiektywny zestaw sześćdziesięciu ulubionych nagrań Guns’n’Roses. Enjoy!

60. Absurd
59.
Perfect crime
58. Hard skool
57. Attitude
56. My world
55. Right next door to hell
54. Out ta get me
53. Reckless life
52. New roses
51. Chinese democracy
50. Sorry
49. Breakdown
48. You’re crazy
47. Black leather
46. There was a time
45. Oh my God
44. It’s so easy
43. Bad obsession
42. Anything goes
41. Raw power
40. You can’t put your arms around a memory
39. Scraped
38. Madagascar
37. This I love
36. Ain’t it fun
35. Double talkin’ jive
34. Think about you
33. Get in the ring
32. Bad apples
31. Shadow of your love
30. Rocket queen
29. Mr Brownstone
28. Nightrain
27. Catcher in the rye
26. Better
25. 14 years
24. Civil war
23. Move to the city
22. If the world
21. Dust n’bones
20. Dead horse
19. Sympathy for a devil
18. My Michelle
17. Used to love her
16. You ain’t the first
15. Since I don’t have you
14. Street of dreams
13. The garden
12. So fine
11. You could be mine
10. Welcome to the jungle
9. Live and let die
8. Estranged
7. Don’t cry
6. Yesterdays
5. Paradise city
4. Patience
3. Sweet child o’mine
2. Knockin’ on heaven’s door
1. November rain