sobota, 28 października 2023

 

ZYTA RUDZKA „Ten się śmieje, kto ma zęby”, Wydawnictwo W.A.B. 2022


Laureatką tegorocznej Nagrody Literackiej Nike została Zyta Rudzka za swoją brawurową i bezkompromisową powieść „Ten się śmieje, kto ma zęby”. Czas najwyższy na recenzję tego znakomitego tekstu.

Główną bohaterką powieści jest Wera, właścicielka właśnie zlicytowanego salonu „Wera. Zakład fryzjerski męski”. Poznajemy ją w dość trudnym momencie życia, bo poza tym, że straciła zakład i jedyne źródło utrzymania, właśnie zmarł jej mąż Karol, znany jako Dżokej, z racji swojej osobliwej profesji. Przygotowanie pogrzebu jest dla Wery okazją do rozrachunku z własnym życiem i przypomnienia sobie lepszych i gorszych chwil.

Wera to kobieta silna i nietuzinkowa, która czerpała z życia tak jak mogła i umiała, nawiązując bliższe i dalsze relacje zarówno z mężczyznami, jak i kobietami. Choć nie ma środków do życia i właśnie żegna Dżokeja – największą miłość swojego życia, pozostaje silna i zdecydowana – wie, jak walczyć o swoje.

Rudzka ma prawdziwy talent do przedstawiania bohaterów z małych miasteczek, pochodzących z nizin społecznych, zmarginalizowanych, ale umiejących poradzić sobie w krytycznych momentach. Wera nie ma w sobie nic z archetypu Matki-Polki, to kobieta, która wie, czego chce, a na pewno nie chce oddać komuś swojego życia.

Tym, za co kocham Zytę Rudzką, jest jej literacki język – niepowtarzalny, często wulgarny, zestawiający ze sobą słowa, których nigdy nie przyszłoby nam do głowy użyć obok siebie, ale szczery i do bólu prawdziwy. Pozwolę sobie zacytować opis Heleny, kochanki Dżokeja, która pojawia się na pogrzebie. Oto jak postrzega ją Wera:

„Łgać nie będę. Helena była ubrana w czerni wygórowanej cenowo. Na niej wszystko drogie, jakby się dolarami okleiła na gołe ciało. A co po drogim ubraniu, jak kto ubrać się nie umie. Cała zamożnie zaciemniona, a wygląda jak szara wesz dobrze już krwią podpita.
Dół kiecy za bardzo paskiem podciągnęła, świńskie nóżki się pokazały. Dawały po oczach, nie szło patrzeć. Kolana toporne. I mój Dżokej te kolana dotykał, ustami po nich jeździł, lizał, fiutem szurał. Helena to jest ładne imię.
Helena tylko imię ma ładne. To jest brzydka Helena. Kobieta o wizerunku strasznym. Postawić na wadze sześćdziesiąt brzydkich bab, Helena przeważy. Taką sobie wybrał. Dżokej to był dziad bez gustu większego.
Gęba czerwona, jakby wymłócona pokrzywą. Wary wąskie jak szpara na monetę w kościelnej kruchcie, szminka, osad po herbacie na szklance opier****nej.”

Na takie językowe wyzwania i leksykalno-składniową ekwilibrystykę należy się nastawić przy lekturze prozy Zyty Rudzkiej.

Autorka budzi skrajne emocje: jedni (tak jak ja – ją kochają), inni – odrzucają. „Ten się śmieje, kto ma zęby” to tekst z pewnością godny uwagi. Zachęcam zatem gorąco do sięgnięcia po nagrodzoną Nike powieść  autorki i dogłębną jej penetrację.

Moja ocena: 9/10

czwartek, 26 października 2023

 

„POPRZEDNIE ŻYCIE” (Past Lives), USA / Korea Południowa 2023

Premiera kinowa: 13 października 2023


Jeśli lubicie kino tworzone na styku dwóch kultur – amerykańskiej i azjatyckiej, a do tego cenicie niestereotypowe i nietuzinkowe historie o miłości, fabularny debiut reżyserski Celine Song według jej własnego scenariusza jest filmem dla Was.

Nora i Hae Sung to znająca się od wczesnego dzieciństwa para Koreańczyków. To dwie niezwykle bliskie sobie osoby, przyjaciele na śmierć i życie, prawdziwi „soulmates”. Poznajemy ich jako dzieciaki z podstawówki, które się uwielbiają. Energiczna, pełna pomysłów i odważna Nora pozostaje całkowitym przeciwieństwem spokojnego i introwertycznego Hae Sung, a mimo to ich wzajemne przywiązanie i sympatia mogą inspirować…

Los sprawia, że dzieci muszą się rozstać – rodzice Nory podejmują decyzję o emigracji do Ameryki. Dziewczynka bardzo się cieszy, bo wie, że chce zostać pisarką i laureatką literackiej Nagrody Nobla, a w Ameryce będzie miała na to większe szanse. Wie też, że może stracić najlepszego przyjaciela…

Mijają lata. Nasi bohaterowie to już studenci. Po wyjeździe Nory całkowicie stracili ze sobą kontakt, ale dzięki serwisom społecznościowym Hae Sung odnajduje Norę. Wspomnienia i uczucia odżywają. Młoda kobieta nie potrafi się odnaleźć w związku online, nie umie zdefiniować relacji, którą tworzy z Hae Sung. Zawiesza zatem związek z koreańskim przyjacielem i udaje się do Domu pracy twórczej, aby rozwijać swój talent pisarski. Tam poznaje młodego, przystojnego amerykańskiego pisarza…

„Poprzednie życie” to ciekawa, wzruszająca i, mimo swojej kameralności, tętniąca emocjami opowieść o niezwykłej miłości, której nie niszczą czas i odległość, inne związki i nieprzemyślane decyzje. Duża w tym zasługa sprawnego scenariusza, ale także aktorów, którzy wcielają się w role Nory i Hae Sung w młodości i w wieku dorosłym (zwłaszcza Grety Lee i Teo Yoo). To także film o próbie zdefiniowania własnych uczuć i emocji oraz poszukiwaniu własnej tożsamości. Tydzień, który Nora i Hae Sung spędzają wspólnie w Nowym Yorku, na zawsze ich zmienia, a scena rozstania bohaterów rozrywa serce.

Film jest niezwykle delikatny, subtelny, w ciekawy sposób mówi o procesie dojrzewania w różnych kulturach i budowaniu relacji na odległość. Pozytywnie zaskakuje postawa Arthura, męża Nory (John Magaro), który ze spokojem i zrozumieniem przyjmuje wir emocjonalny, w którym za sprawą relacji z Hae Sung znalazła się jego żona. Z filmu można się wiele na uczyć o naturze związku i skomplikowanej osobowości człowieka.

„Poprzednie życie” to obok „Imperium światła” najpiękniejsza i najbardziej wzruszająca historia miłosna przedstawiona w kinie w tym roku, a zarazem błyskotliwy debiut Celine Song. Wyjątkowa historia i piękne obrazy współczesnej wielokulturowej Ameryki. Film zdecydowanie godny uwagi.

Moja ocena: 9/10

niedziela, 22 października 2023

 

„CZAS KRWAWEGO KSIĘŻYCA” (Killers of the Flower Moon), USA 2023


Polska premiera: 20 października 2023

Obawiałem się tego filmu – blisko 3,5 godziny trudnego tematu eksploatacji Indian przez białych Amerykanów. Ale było warto – Scorsese po raz kolejny tworzy kino wielkie i wybitne.

Jest rok 1918. Na terenach zamieszkałych przez Indian Osagów dochodzi do ekonomicznego cudu – odnalezione zostają bogate złoża ropy naftowej. Film rozpoczyna sekwencja grupy Indian tańczącej wokół tryskającego złoża czarnego złota. Osagowie z dnia na dzień stają się niesamowicie bogaci. Pozwala im to na podjęcie życia na styku dwóch kultur – przejęcia pewnych ideałów bogatej Ameryki przy zachowaniu własnych tradycji i wartości.

Niespodziewane odkrycie drogocennych złóż to także okazja dla wielu białych, by przybyć na tereny Osagów – częściowo do pracy, częściowo z chęci zrobienia interesu, a może też wykorzystania nieco naiwnych, prostolinijnych Indian. Jednym z przybyszów jest Ernest Burkhart (kolejna fascynująca rola Leonardo DiCaprio),  który właśnie wrócił z frontu I wojny światowej. Przybył tu do swojego wuja – Williama „Kinga” Hale’a (Robert De Niro w formie, w jakiej nie widzieliśmy go na ekranie od lat)  – lokalnego bogacza, przedsiębiorcy, który wydaje się trzymać całą okolicę w garści. Ernest podejmuje pracę taksówkarza, poznaje piękną, młodą i nieprzyzwoicie bogatą Indiankę Mollie (cudowna Lily Gladstone). Ku zadowoleniu Kinga, Ernest oświadcza się Mollie i zaczyna realizować sprytny plan swojego wuja-mentora.

Tymczasem w miasteczku w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć Indianie – młodzi i starsi – wszyscy bogaci i związani z eksploatacją cennych złóż. Śmierć niewinnych ludzi jest dostrzeżona jedynie przez ich najbliższych i lokalną społeczność Osagów. Wśród ofiar pojawiają się kolejni członkowie rodziny Mollie Burkhart. Czy przybycie na teren Indian agentów federalnych i zainteresowanie sprawą ze strony samego J. Edgara Hoovera doprowadzi do pojmania zabójców i uzdrowi sytuację w plemieniu Osagów?

„Czas krwawego księżyca”, oparty na reportażu Davida Granna, to przejmująca historia Indian, całkowicie zmanipulowanych i wykorzystanych przez białych Amerykanów. Ten film to swoisty hołd oddany rdzennym mieszkańcom Ameryki. To bardzo ważne, że Scorsese przywrócił pamięć o tragicznych wydarzeniach w Oklahomie sprzed 100 lat, a ukazał je w piękny sposób na przykładzie losów rodziny Mollie. To wzruszająca, a jednocześnie trzymająca w napięciu epicka opowieść kryminalna, nakręcona z ogromnym rozmachem sprawną ręką wielkiego amerykańskiego mistrza – Martina Scorsese.

Film jest fantastycznie zagrany. Świetny jest DiCaprio jako Ernest, który pod wpływem pieniędzy Mollie szybko traci swoją niewinnośc i staje się okrutnym graczem o wielkie pieniądze, ale przy tym pozostaje pionkiem w rękach bogatego wuja. De Niro tworzy porywającą kreację z pozoru dobrotliwego seniora rodu, który bez skrupułów rozdaje karty w mieście i jest gotów zniszczyć każdego, kto stanie na jego drodze. W drugoplanowych rolach ciekawie prezentują się Jesse Plemons jako agent FBI, Brendan Fraser jako obrońca Kinga, czy John Lithgow jako Prokurator Leaward. Każdy chyba jednak przyzna, że „Czas krwawego księżyca” to aktorski popis Lily Gladstone i z pewnością rola jej życia. Każda scena, w której pojawia się aktorka, całkowicie należy do niej, Gladstone kradnie film, usuwa na drugi plan DiCaprio i De Niro, w wielu filmowych momentach wystarcza jej spojrzenie, by zaskarbić miłość widza. 

Niezwykła w filmie jest także muzyka autorstwa Robbie’go Robertsona, który, niestety, nie doczekał premiery – zmarł 9 sierpnia.

Te 206 minut to z pewnością cenny czas obcowania z wielkim amerykańskim kinem. Nie mam wątpliwości, że „Czas krwawego księżyca” zrobi wywoła zamieszanie w nadchodzącym sezonie nagród filmowych, za co będę trzymał kciuki. Polecam!

Moja ocena: 9/10

sobota, 21 października 2023

 

„DOPPELGÄNGER. SOBOWTÓR”, Polska 2023

Premiera kinowa: 29 września 2023


Po bardzo udanym obrazie „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy” Jan Holoubek powraca kolejną produkcją pełnometrażową. Tym razem to ciekawy thriller szpiegowski „Doppelgänger. Sobowtór” z międzynarodową obsadą.

Jest rok 1946. Młoda Niemka porzuca w Grudziądzu swoje nowonarodzone dziecko. Na ramieniu synka zostawia znamię, mając nadzieję, że kiedyś odnajdzie pozostawione dziecko.

Po latach rzeczywiście udaje jej się ponownie zetknąć z synem. Czy podający się za jej porzucone dziecko dorosły już mężczyzna – Józef Wieczorek vel Hans Steiner (Jakub Gierszał) – to rzeczywiście pozostawiony przed laty w Polsce chłopiec? Po nieoczekiwanej śmierci matki Hans osiedla się w Niemczech, gdzie zaczyna działalność szpiegowską.

Równolegle poznajemy losy Jana Bitnera (świetny Tomasz Schuchardt) – młodego Polaka, który po śmierci matki natrafia na ślad swojej adopcji. Poszukiwania doprowadzają go do nieoczekiwanych faktów i szokującej prawdy o skradzionej tożsamości.

Nagrodzony wieloma wyróżnieniami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni „Doppelgänger. Sobowtór” to film dobry, nakręcony z rozmachem, ze świetną obsadą. Choć grający Józka-Hansa ciekawy Gierszał ma w filmie przewodnią rolę i jest na ekranie przez większość czasu, największą kreację tworzy w „Sobowtórze” Tomasz Schuchardt – jako złamany przez los i nadaremnie poszukujący swej tożsamości w komunistycznej Polsce, zmagający się z alkoholizmem Janek.

Film ma dobre tempo, zajmującą akcję, jest dobrze zagrany przez właściwie dobranych aktorów, obrazowi brak jednak …emocji. W poprzednim filmie Holoubka „Sprawa Tomka Komendy” było ich naprawdę wiele – film oglądało się z zapartym tchem i wypiekami. Tego samego oczekiwałbym po nowoczesnym thrillerze szpiegowskim, ale akcja jest tu poprowadzona dość leniwie i trudno jest się nią ekscytować.

Najważniejszą wartością filmu „Doppelgänger. Sobowtór” jest jego oryginalność, ale nie jest to, niestety, wybitne kino szpiegowskie w doskonałym amerykańskim stylu.. Obraz warto zobaczyć dla dobrych ról i ciekawej historii, ale nie jest to pozycja, którą mogę polecić bez żadnych zastrzeżeń.

Moja ocena: 7/10

piątek, 20 października 2023

 

PO KONCERCIE MATYLDY / ŁUKASIEWICZA – RECENZJA 

W styczniu wydarzyła się ważna dla mnie muzycznie rzecz – usłyszałem nagranie „Matka” duetu Matylda/Łukasiewicz. Z pozoru proste, lecz intrygujące, niepokojące, z tekstem wbijającym w fotel, zapadającym w pamięć swoistym rozrachunkiem z życiem, w którym każdy odnajdzie odrobinę siebie. Rok dobiega końca, a ja nie odnalazłem wśród tegorocznych propozycji lepszego polskiego nagrania.

Wczoraj miałem okazję usłyszeć tę wyjątkową piosenkę na żywo. I to w dwóch wersjach – klasycznej – radiowej i akustycznej, a koncert duetu Matylda/Łukasiewicz okazał się eksplozją wzruszeń, niezwykłych emocji, pozytywnych doznań i ogromu przekazywanej ze sceny dobrej energii. Matylda Damięcka to popularna aktorka, posiadaczka naprawdę niezłego głosu, prawdziwy wrażliwiec i kobieta wielu talentów. Radek Łukasiewicz to muzyk z ogromnym doświadczeniem – współtwórca zespołów Pustki, Polskie Znaki i Bisz/Radex, multiinstrumentalista, autor tekstów, introwertyk. Jakość, którą ta para stworzyła, jest zjawiskiem wyjątkowym na naszym rynku muzycznym, a wczorajszy koncert był tego najlepszym dowodem.

Jak przyznali sami artyści, pójście na koncert Matyldy/Łukasiewicza jest trochę jak kupowanie kota w worku: z radia i z Internetu znamy zaledwie kilka utworów, reszta to absolutne nowości. Nie przeszkadzało to naszej dwójce (z towarzyszeniem przesympatycznego Kajetana Pietrzaka na perkusji) pokazać czegoś wyjątkowego, niepowtarzalnego, niesamowitego. Zespół przedstawił znane już kompozycje: „Nudny rok”, „Zamknąć”, doskonałą wersję „Nie stało się nic” z repertuaru Roberta Gawlińskiego, najnowszy singiel „Czuły barbarzyńca”, dwie cudowne wersje sztandarowego przeboju „Matka” oraz wiele innych kompozycji, które na pewno znajdą się na płycie zespołu. Moją szczególną uwagę zwróciło lekko transowe nagranie z tekstem „Mam kastet w ustach” w refrenie – to będzie przebój!

Matylda była zjawiskowa – w ciemnym T-shircie, bejsbolówce i tiulowej mini-spódniczce, z nogami do nieba wyglądała jak top modelka. Urodziła się, by być na scenie, znakomicie poruszała się w rytm wykonywanych kompozycji, olśniewała bardzo dobrymi wokalizami i ogólną formą artystyczną. Zaskoczyła mnie siłą swego głosu, fantastycznym kontaktem z publicznością, ogromną emocjonalnością, muzykalnością i arcyinteligentnym poczuciem humoru. W przerwach między utworami opowiadała o procesie twórczym, historii zespołu, współczesnej Polsce, niedawnych wyborach. Była znakomita, dowcipna, jedyna w swoim rodzaju – świetna we wzruszających balladach, agresywna w szybszych, dansowych kompozycjach, wokalnie radziła sobie fantastycznie – prawdziwy wulkan energii i emocji. Radek – całkowite przeciwieństwo wokalistki z zespołu – ciepło opowiadał o współpracy z Matyldą, o odkrywaniu siebie na nowo w kolejnym projekcie muzycznym, o swoich koncertowych doświadczeniach.

Muzycy byli wyraźnie wzruszeni ciepłym przyjęciem – a był to - jak podkreślali – ich dopiero siedemnasty wspólny koncert. Wszyscy wychodzili z sali koncertowej w ekstatycznym optymizmie, pełni nowej dobrej energii. Uczestnictwo w tym przedstawieniu uważam za przywilej i cieszę się niezwykle, że dane mi było zobaczyć Matyldę/Łukasiewicza na żywo. Nie mam wątpliwości, że pojawienie się duetu to najlepsze, co nam się muzycznie przytrafiło w naszym kraju w tym roku. Pozostaje czekać na premierę albumu, a ta zapowiadana jest na 10 stycznia (dlaczego dopiero po Świętach???). Koncert skończył się 24 godziny temu, a ja już tęsknię za Matyldą i Radkiem i słucham ich sobie „z mojego małego radioodbiornika”. Matylda/Łukasiewicz to naprawdę wielkie muzyczne wydarzenie.

niedziela, 15 października 2023

 

„CHŁOPI” Polska / Litwa / Serbia 2023

Premiera kinowa: 13 października 2023


Powieści Władysława Stanisława Reymonta „Chłopi” nie trzeba nikomu przedstawiać. Pamiętam, że zachwyciłem się nią w szkole i nawet najwięksi przeciwnicy lekcji polskiego i analiz literackich docenili wielkość i kunszt utworu.

Za ogromny sukces polskiej kinematografii uważam pierwszą adaptację powieści sprzed pięćdziesięciu lat w reżyserii Jana Rybczyńskiego z niezapomnianym Władysławem Hańczą w roli Macieja Boryny, Emilią Krakowską jako Jagną i Ignacym Gogolewskim jako Antkiem. Zarówno film, jak serial telewizyjny były wybitne.

Minęło pięćdziesiąt lat i kino ponownie upomniało się po nagrodzoną literackim Noblem powieść. Tym razem adaptacji podjęło się polsko-angielskie małżeństwo – DK Welchman (Dorota Kobiela) oraz Hugh Welchman, twórcy wyjątkowego dzieła „Twój Vincent”. Bez wątpienia najnowszą ekranizację „Chłopów” należy uznać za ARCYDZIEŁO.

Fabuły filmu opartego na jednej z najbardziej rozpoznawanych polskich powieści nie trzeba chyba nikomu przybliżać – to obraz polskiej wsi, w której na tle zmieniających się pór roku przedstawiona zostaje historia nieszczęśliwego małżeństwa najbogatszego gospodarza we wsi Lipce – Macieja Boryny (Mirosław Baka) z najpiękniejszą dziewczyną ze wsi – Jagną Paczesiówną (urzekająca urodą Kamila Urzędowska), którą łączy gorące uczucie z synem męża, Antkiem (Robert Gularczyk).

Ogromna wartość filmu rozpoczyna się już na poziomie scenariusza, którego autorzy z czterotomowego dzieła Reymonta wydobyli najważniejsze elementy fabuły, by stworzyć przejrzysty, spójny i sugestywny obraz filmowy. Innowacyjna jest, oczywiście, forma filmu, gdyż został w całości zrealizowany techniką animacji malarskiej. Tysiące godzin pracy i ponad setka malarzy, a efekt – oszałamiający. Ekran skrzy się barwami i niezwykłymi kształtami, w filmie widoczne są nawiązania do klasycznego malarstwa polskiego. Zachwycają sceny, w których Jagna tworzy pełne uroku wycinanki. W każdym kadrze widać ogrom pracy i zaangażowania, wirtuozerię, niezwykły talent i kreatywność twórców.

Kolejnym walorem filmu jest niezwykła muzyka, inspirowana folklorem, lecz z dozą współczesnej elektroniki. Jej twórcą jest Łukasz L.U.C. Rostkowski. Jak sam podkreśla: „Chcieliśmy pokazać polski folk, słowiańską muzykę, ale ona jest przefiltrowana przez brzmienie anglosaskie. Chodziło o to, by ta muzyka była ciekawa również dla innych kultur”. Przy nagrywaniu ścieżki dźwiękowej brali też udział Kayah, Dagadana, RB Film Orchestra, Laboratorium Pieśni oraz kapela Tęgie Chłopy. Efekty tej współpracy są imponujące, a muzyka tworzy istotny element filmu.

Film został rewelacyjnie zagrany. Bardzo się cieszę, że dużo istotnych ról przypadło aktorom nieco mniej znanym, jeszcze „nieopatrzonym”. Fantastyczna jest zjawiskowo piękna Kamila Urzędowska jako Jagna, która potrafi pokazać subtelność, ale też lubieżność, delikatność i siłę. Rewelacyjnym Antkiem Boryną – szaleńczo zakochanym, porywczym i pełnym temperamentu jest Robert Gulaczyk, który wcześniej wcielił się w rolę van Gogha w „Twoim Vincencie”. Bardzo dobra jest Sonia Mietelica jako zepchnięta na drugi plan w rodzinie Hanka, która po śmierci Boryny odzyskuje władzę i pozycję. Wyróżniłbym także Mateusza Rusina w roli cieśli Mateusza.

Doskonałe prezentują się w filmie gwiazdy, zwłaszcza znakomita Ewa Kasprzyk jako Marcjanna, matka Jagny i Mirosław Baka jako Maciej Boryna – powściągliwy, stateczny, lecz także zdecydowany i nieprzejednany. Świetne role drugoplanowe mają też Dorota Stalińska, Sonia Bohosiewicz, czy Andrzej Konopka.

„Chłopi” to film piękny, mówiący o sile miłości, ale też film okrutny, ukazujący niszczącą potęgę patriarchatu oraz bezwzględność silnej, zjednoczonej wsi Lipce. Porażająca jest scena sądu nad Jagną i odrzucenia jej przez wiejską społeczność. Scena ta dobitnie ukazuje małość roli kobiety w ówczesnym społeczeństwie. „Chłopi” to jednak przede wszystkim film o kobietach – o ich przywódczym talencie, zdolnościach manipulacyjnych, o ich wpływie na świat i życie, o ich pięknie. Zbawienny deszcz obmywający nagie ciało Jagny w finalnej scenie daje nadzieję na nowe życie, na odrodzenie się bohaterki poza społecznością, która ją bezwzględnie i bez skrupułów odrzuciła.

‘Chłopi” to prawdziwe święto polskiego kina – moim zdaniem, film wielki, ważny, wyjątkowy. Cieszę, się, że to właśnie ta produkcja reprezentuje nasz kraj jako kandydat do Oscara dla filmu międzynarodowego, choć jednocześnie widzę ograniczenia i hermetyczność tej opowieści, która może być w pełni czytelna jedynie dla polskich odbiorców. Mimo wszystko bardzo gorąco zachęcam do obejrzenia animowanej wersji „Chłopów”, bo to film arcydzielny.

Moja ocena: 10/10

sobota, 7 października 2023

 

„ŚWIĘTO OGNIA”, Polska 2023

Premiera kinowa: 6 października 2023


Wczoraj recenzja książki Jakuba Małeckiego, a dziś jej filmowej adaptacji. „Święto ognia” już w kinach i to dla polskich kinomanów prawdziwy powód do świętowania.

Kinga Dębska („Moje córki krowy”, „Zabawa zabawa”, „Zupa nic”) – reżyserka „Święta ognia” – już wielokrotnie udowadniała, że potrafi tworzyć dobre i ciekawe kino obyczajowe. Nie inaczej jest w przypadku jej najnowszej produkcji.

„Święto ognia” to historia trzyosobowej rodziny Łabendowiczów – Anastazji – 20-letniej dziewczyny cierpiącej na porażenie mózgowe, Łucji – jej starszej siostry – tancerki baletowej, która marzy o głównej roli oraz Poldka – ich ojca, który samodzielnie zmaga się z losem i opieką nad niepełnosprawną córką. Choć życie nie szczędzi Łabendowiczom trudów i trosk, to niezwykle pozytywni ludzie, walczący z przeciwnościami losu. Pikanterii opowieści o Łabendowiczach dodaje pojawienie się w ich domu nieco ekscentrycznej, niezwykle barwnej postaci – sąsiadki – pani Józefiny, która początkowo angażuje się w opiekę nad Nastką, by ostatecznie zdobyć serce Poldka. Może brzmi nieco banalnie, ale „Święto ognia” to pełna uroku, dowcipu i wzruszeń historia, która powinna zainteresować każdego.

Film jest popisem polskich aktorów. Rewelacyjna i bardzo prawdziwa jest Paulina Pytlak jako niepełnosprawna Anastazja, która walczy z niedowładem kończyn i spastycznością mięśni. Joanna Drabik jako tancerka Łucja, zmagająca się z poważną kontuzją, powoduje, że nie można oderwać od niej oczu, gdy pojawia się na ekranie. Ciekawą rolę Poldka gra dawno niewidziany w produkcjach kinowych Tomasz Sapryk. Królową „Święta ognia” jest jednak – i piszę to z pełną odpowiedzialnością za swe słowa – Kinga Preiss jako pani Józefina – kolorowa, szalona, bezkompromisowa i przezabawna. Nic dziwnego, że otrzymała nagrodę za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Ciekawe role drugoplanowe grają także Katarzyna Herman jako Kownacka – instruktorka baletowa, Mariusz Bonaszewski jako Piłat – szef zespołu baletowego oraz Karolina Gruszka – jako pojawiająca się w reminiscencjach mama Łucji i Anastazji.

Piękne są sceny przygotowań do premiery najnowszego przedstawienia baletowego z udziałem Łucji – tytułowego „Święta ognia”.  

„Święto ognia” to po prostu dobry polski film, choć oglądając najnowszą produkcję Kingi Dębskiej, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Hollywood wykorzystałoby tę historię lepiej, wyeksponowało pewne wątki, może bardziej wzruszyło. Może kiedyś któraś z amerykańskich wytwórni nabędzie prawa do ekranizacji bardzo dobrej powieści Małeckiego i doczekamy się hollywoodzkiego remake’u.

Na razie jednak cieszmy się polską produkcją. Zapraszam do kin (choć książka wydaje mi się odrobinę lepsza i głębsza).

Moja ocena: 8/10