wtorek, 18 sierpnia 2020

 

„Daisy Jones and The Six” Taylor Jenkins Reid, Arrow Books 2019

Niedawno zachwycałem się poprzednią powieścią Taylor Jenkins Reid „Siedmiu mężów Evelyn Hugo”, a już udało mi się przeczytać jej kolejną książkę „Daisy Jones & The Six”. Książka właśnie pojawiła się na polskim rynku nakładem wydawnictwa Czwarta Strona i po prostu mnie oczarowała. To pozycja dla czytelników, którzy kochają muzykę i dobrą literaturę  – a ja właśnie do nich należę.

The Six to odnosząca lokalne sukcesy rockowa grupa amerykańska, założona przez charyzmatycznych braci Billy’ego i Grahama Dunne w latach 70-tych ubiegłego stulecia. Zespół zdobywa coraz większą popularność, gdy nagle na jego drodze staje olśniewająco piękna i niezwykle uzdolniona wokalistka, Daisy Jones. The Six  i Daisy nagrywają dla tej samej wytwórni i postanawiają połączyć twórcze siły i rozpocząć działalność jako Daisy Jones and The Six. Choć Daisy i Billy walczą o prymat w zespole, tworzą także unikalny duet twórców wybitnych rokowych piosenek z pięknymi tekstami. Nagle okazuje się, że mają Amerykę u swych stóp. Czy taka wybuchowa mieszanka charakterów, talentów, osobowości ma szansę na przetrwanie?

W książce nie brakuje miłości, seksu, spektakularnych zdrad, narkotyków i alkoholu, słowem dominują tam sex and drugs and rock'n'roll. Autorka tworzy tak realistyczny obraz zespołu z bardzo interesującymi portretami psychologicznymi bohaterów, głównie Daisy i Billy’ego, że nie sposób uwierzyć, że grupa jest fikcją literacką i nigdy nie istniała. Jenkins Reid wykazuje się detaliczną wręcz znajomością działania przemysłu muzycznego w Stanach Zjednoczonych, organizacji tur koncertowych, promocji płyt i funkcjonowania list przebojów.

Książka jest zbudowana na zasadzie wywiadu, przy czym osoba zadająca pytania i prowadząca wywiad-rzekę ujawnia się dopiero na końcu powieści. Autorka wspaniale wprowadza rozróżnienie języka bohaterów. Bardzo ciekawie buduje w ten sposób postaci. Od powieści nie sposób się oderwać. Czytając, chcemy wiedzieć, jak potoczy się dalsza kariera zespołu i czy przetrwają nawiązane relacje. Czytelnik z łatwością przenosi się do Ameryki sprzed 50 lat.

Co było inspiracją dla Taylor Jenkins Reid do stworzenia tak udanego obrazu muzycznej strony USA sprzed pół wieku? W posłowiu wspomina o fascynacji Stevie Nicks i zespołem Fleetwood Mac. Czy właśnie ta legendarna grupa posłużyła pisarce przy tworzeniu wizerunku The Six? Czy czarująca i uwodzicielska Daisy Jones ma w sobie cechy Stevie Nicks?

Bez względu na zainteresowania muzyczne i znajomość historii rocka, sięgnij po „Daisy Jones and The Six”. To wielowarstwowa, wspaniale napisana powieść, z której można dowiedzieć się wiele na temat siły i słabości człowieka, psychologii wybitnych jednostek i atmosferze w Stanach po festiwalu w Woodstock. Polecam gorąco. Daisy Jones i jej przyjaciele już na Ciebie czekają.

Moja ocena: 10/10

niedziela, 16 sierpnia 2020

 TOP 60 MADONNA – PIOSENKI, KTÓRE NIE ZOSTAŁY WYDANE NA SINGLACH

Dziś urodziny Madonny – mojej największej muzycznej miłości, której pozostaję wierny od 1985 roku, choć nie jestem całkowicie bezkrytyczny wobec Jej artystycznych dokonań. Dokładnie dwa lata temu zamieściłem TOP 60 moich ulubionych piosenek Madonny. Wygrało, surprise, surprise, „Like a prayer” - mój hit wszech czasów. I to właśnie 60-te urodziny Madonny były czynnikiem sprawczym dla kolejnych wszystkich TOPów 60 różnych wykonawców. Dziś pora na kolejne zestawienie piosenek Madonny, tym razem tych utworów z płyt, które nigdy nie ukazały się na singlu jako oficjalne wydawnictwa promujące płyty. Na albumach Madonny można znaleźć wiele muzycznych pereł, które powinny być promowane. Oto mój subiektywny wybór sześćdziesięciu z nich. O palmę pierwszeństwa walczyły dwie piękne ballady: „Spanish eyes” z albumu „Like a prayer” oraz „Time stood still” ze ścieżki dźwiękowej filmu „Next best thing”. Enjoy!

60. High flying adored (& ANTONIO BANDERAS)
59. Eva and Magaldi / Eva beware of the city
58. Iconic (& CHANCE THE RAPPER & MIKE TYSON)
57. Some girls
56. Gang Bang
55. Hold tight
54. I’m going bananas
53. Beautiful killer
52. Secret garden
51. She’s not me
50. X-Tatic process
49. Work all over me
48. Can’t stop
47. HeartBreakCity
46. Spanish lesson
45. Till death do us apart
44. Love makes the world go round
43. Nobody knows me
42. Messiah
41. Survival
40. Goodnight and thank you (& ANTONIO BANDERAS)
39. Crazy
38. Candy shop
37. I fucked up
36. Voices
35. Think of me
34. Devil pray
33. Falling free
32. Intervention
31. Why’s it so hard
30. Now I’m following you (& WARREN BEAUTY)
29. Where’s the party?
28. Beat goes on (& KANYE WEST)
27. He’s a man
26. Back in business
25. Don’t stop
24. Future Lovers
23. Incredible
22. Buenos Aires
21. Joan of Arc
20. Gone
19. Candy perfume girl
18. Shoo-bee-doo
17. Swim
16. Thief of heart
15. Little star
14. Push
13. Let it will be
12. Sooner or later
11. I love New York
10. Something to remember
9. I want you
8. Over and over
7. Promise to try
6. Devil wouldn’t recognise you
5. White heat
4. Words
3. Heartbeat
2. Time stood still
1. Spanish eyes


sobota, 15 sierpnia 2020

 

TOP 60 SMOLIK

Jutro po raz pierwszy od wybuchu pandemii wybieram się na koncert. 14 lutego uczestniczyłem w ostatnim występie artysty na żywo – był to koncert Smolika i Keva Foxa, znakomite wydarzenie. Andrzej Smolik obchodził w tym roku 50-te urodziny, postanowiłem zatem uhonorować artystę moim subiektywnym zestawem sześćdziesięciu moich ulubionych kompozycji muzyka. Smolik jest twórcą wybitnym, wyprzedzającym swoimi nagraniami teraźniejszość i rzeczywistość. Dał się poznać jako klawiszowiec Wilków, ale największy sukces odniósł jako artysta solowy, zapraszający do swoich projektów fantastycznych wykonawców. Przed Państwem, Top 60 piosenek Smolika. Enjoy.

60. Vera Lynn (& KEV FOX)
59.
V2 (& MIKA URBANIAK)
58. Robot dance
57. Moon Marimba
56. U missing (& VICTOR DAVIES)
55. Fades away
54. 50 chips
53. Tutuila dreams
52. Jack’s nightmare
51. Beautiful morning (& KEV FOX)
50. Gru
49. All the saints (& KEV FOX)
48. Cmyk (& VICTOR DAVIES)
47. Memotion (& MIKA URBANIAK)
46. Zendegi
45. Little older (& KEV FOX)
44. Never sing the love song (& KATARZYNA KURZAWSKA)
43. L.O.O.T.T. (& KEV FOX)
42. Stanley’s poster
41.
Sip (& MARSJA)
40. Alunia (& NATALIA GROSIAK & MIUOSH)
39. Med 2 (& BOGDAN KONDRACKI & NOVIKA)
38. Mind the bright lights (& KEV FOX)
37. Ignition sequence
36.
Med 3 (& MIKA URBANIAK)
35. Med
34. Hollywood (& NATALIA GROSIAK & KEV FOX)
33. A fotografika (& JOAO T. DE SOUSA)
32. Not always happy (& JOAO T. DE SOUSA)
31. Junction (& JAHIAR AZIM IRANI)
30. Ballad for a blue moon
29. Rest (& BOGDAN KONDRACKI)
28. 50 trees (& ARTUR ROJEK & NOVIKA)
27. 0.0
26.
Queen of hearts (& KEV FOX)
25. Miasto szczęścia (& NATALIA GROSIAK & MIUOSH & NOSPR)
24. Teh (& BOGDAN KONDRACKI)
23. Missed (& NOVIKA)
22. All I (& MIKA URBANIAK)
21. Clocked (& KEV FOX)
20. Pirat song (& SKUBAS)
19. SOS song (& GABA KULKA)
18. V Girl (& VICTOR DAVIES)
17. L. Mine (& MIKA URBANIAK)
16. Help yourself (& KEV FOX)
15. Or (& MAGDA KASPRZYSZYN)
14. Enjoy the sound (& MIKA URBANIAK)
13. Time take (& BOGDAN KONDRACKI & KAROLINA KOZAK)
12. Home made (& NOVIKA)
11. S.Dream (& SOFA)
10. Run (& KEV FOX)
9. On the quiet (& KEV FOX)
8. Forget me not (& EMMANUELLE SEIGNER)
7. A million cheap tricks (& MAYA SINGH)
6. Kremowa rewolucja (& MACIEJ CIEŚLAK)
5. Regretfully yours (& KEV FOX & BOKKA)
4. Who told you?
(& MIKA URBANIAK)
3. T. Time (& NOVIKA)
2. 50 tysięcy 881 (& ANDRZEJ ROJEK)
1. CYE (Close your eyes) (& KATARZYNA KURZAWSKA)


piątek, 14 sierpnia 2020

 

„Jak być dobrą żoną” (La bonne epouse), Francja 2020

Polska premiera: 24 lipca 2020

W kinach okresu pandemii nadal brak hollywoodzkich blockbusterów i wielkich przebojów z innych krajów. W repertuarze pojawiają się natomiast bardziej kameralne, mniejsze obrazy filmowe. Przykładem takiego kina jest francuska komedia „Jak być dobrą żoną”.

Paulette (śliczna Juliette Binoche) wraz z mężem, jego siostrą Gilberte (znakomita Yolande Moroe) oraz zakonnicą (Noemie Lvovsky) kierują szkołą dobrych manier i prowadzenia idealnego gospodarstwa domowego – Instytutem Van der Becka dla młodych kobiet. Jest rok 1967. Dziewczęta, które trafiają do szkoły, z różnych powodów (czasami finansowych, czasami obyczajowych), nie poszły na uniwersytety, ale to mądre i bystre dziewczyny, które zaczynają rozumieć, że wbrew naukom Instytutu – główną rolą kobiety wcale nie jest bycie doskonałą żoną i perfekcyjną panią domu. Świat się zmienia – zmiany te wymusza choćby postępująca rewolucja seksualna, o której uczennice Instytutu wiedzą coraz więcej.

Po nagłej śmierci męża uświadamia to sobie także Paulette. Zauważa, że mąż nie zawsze był wobec niej szczery i prawdomówny, że szwagierka przez cale lata pracowała dla Instytutu bez żadnego wynagrodzenia, jedynie za „wikt i opierunek”, wreszcie, że wartości, które szkoła wpaja młodym dziewczętom dawno się zdewaluowały.

Film jest chwilami zabawny, obsada – od pań prowadzących Instytut, po coraz bardziej świadome uczennice – doskonała, temat emancypacji kobiet i feminizmu na wesoło ujmujący, a mimo to obraz jest nieudany – toporny, naciągany, nieautentyczny. Trudno nawet ustalić, w czym tkwi błąd. Francuskie komedie są prawie zawsze niezwykle udane i prześmieszne, tu tego efektu nie udało się osiągnąć.

Nie mogę polecić tego filmu, mimo dużego wysiłku aktorów i reżysera.

Moja ocena: 4/10.

wtorek, 11 sierpnia 2020

 

„Red White & Royal Blue” Casey McQuiston, Prószyński i S-ka 2020

Przekład: Emilia Skowrońska

Red, White Royal Blue - McQuiston Casey

W ubiegłym roku książkowi blogerzy i vlogerzy z całego świata zachwycali się debiutancka powieścią Casey McQuiston „Red White & Royal Blue”. To książka z kategorii Young Adult (do której wiekowo, niestety, nie należę), ale autorka dedykowała ją „dziwakom i marzycielom (a do tych niezmiennie się zaliczam), więc po wszystkich entuzjastycznych recenzjach i zwycięstwie pozycji w dwóch kategoriach na książkę roku goodreads.com (debiut roku, romans roku) sięgnąłem po „Red White & Royal Blue”. I – z przykrością stwierdzam – rozczarowałem się.

Głównym bohaterem powieści jest Alex Claremont-Diaz – na pierwszy rzut oka typowy amerykański dwudziestolatek, który studiuje, uwielbia imprezy, jest synem meksykańskiego imigranta i Amerykanki. Ale Alex normalnym amerykańskim chłopakiem nie jest – to Pierwszy Syn USA – mama Alexa – Ellen – jest pierwszą w historii Stanów Zjednoczonych kobietą-Prezydentem, a ojciec – senatorem. Alex mieszka zatem z mamą i siostrą June (rodzice są rozwiedzeni, ale pozostają w bardzo poprawnych relacjach) w Białym Domu, marzy mu się kariera polityka, jest bardzo otwarty i chętnie angażuje się w polityczną działalność rodziców.

Alex ma jednak jednego wroga – osobę, której szczerze nienawidzi – to książę Henry – brytyjski następca tronu, wnuczek angielskiej Królowej. Podczas wesela Filipa, starszego brata Henry’ego, dochodzi do nieszczęśliwego wypadku i Alex wraz z Henrym lądują na weselnym torcie młodej pary za 75, 000 funtów. Dochodzi do zaostrzenia relacji między Stanami Zjednoczonymi a Koroną Brytyjską. Jedyną szansą na zażegnanie konfliktu jest stworzenie pozorów przyjaźni między Henry’m i Alexem. Na początku jest bardzo ciężko, a potem…

A potem wszystko kończy się nad wyraz szczęśliwie… Książka przedstawia ciekawy obraz Ameryki jako kraju tolerancyjnego, otwartego i akceptującego inność, ale też targanego przed obrzydliwe polityczne rozgrywki na szczytach władzy. Czy Stany Zjednoczone 2020 są rzeczywiście gotowe na kobietę na stanowisku Prezydenta i Pierwszego Syna, który oficjalnie mówi o swoim biseksualizmie i otrzymuje w zamian ogromne poparcie?

Jak na debiut i młody wiek autorki, na pewno można uznać powieść za udaną, książka nie jest jednak przeznaczona dla osób z mojego pokolenia. Liczne fragmenty tekstu wydały mi się naiwne, czasami całkowicie niewiarygodne, choć z drugiej strony mam świadomość, ze dla wielu młodych ludzi to książka ważna i wyczekiwana. Obawiam się, że nie mogę jej jednak wszystkim polecić.

Moja ocena: 5/10

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

 

„Ojciec” (Bashtata) Bułgaria/Grecja 2019

Polska premiera: 17 sierpnia 2020

Po chwilowej wakacyjnej przerwie – pora na nowy post – tym razem filmowy.

W kinach właśnie pojawił się bułgarski obraz, nagrodzony na Festiwalu w Karlovych Varach  „Ojciec” w reżyserii Kristiny Grozevej i Petara Valchanova. To kolejne, nowe spojrzenie na kwestię śmierci i relacje między pogrążoną w żałobie rodziną.

Pavel – twórca reklam, fotograf i reżyser – wraca do rodzinnej wioski z Sofii na pogrzeb matki. Kobieta poddała się zabiegowi chirurgicznemu i nie przeżyła operacji. Mężczyzna po przerwie spotyka swoją rodzinę, zwłaszcza ojca – artystę-malarza, człowieka nietuzinowego, który z racji na swoją profesję i wiek żyje w swoim nieco odrębnym świecie. Starszy człowiek nie może pogodzić się ze śmiercią żony, tym bardziej, że kobieta nie zdążyła mu wyznać przed śmiercią czegoś – jego zdaniem – niezwykle istotnego. Ojciec Pavla za namową rodziny postanawia skontaktować się z doktorem Ruvim – energoterapeutą i cudotwórcą, który pozwala żywym wchodzić w aurę bliskich zmarłych.

Pavel chwilowo porzuca pracę, wchodzi w konflikt z pozostawioną w domu ciężarną żoną, żeby wspomóc ojca i uwolnić go od obsesji spirytualistycznych kontaktów ze zmarłą. Prowadzi to do wielu nieprzewidzianych perypetii, łącznie z pobytem w areszcie i w szpitalu psychiatrycznym.

„Ojciec” nie jest filmem wybitnym i wyjątkowym, ale rzuca ciekawe światło na problem godzenia się z utratą bliskiej, ukochanej osoby. Obaj główni aktorzy – Ivan Savov jako Vasil – ojciec oraz Ivan Barnev jako Pavel są bardzo dobrzy i w subtelny sposób potrafią ukazać rodzącą się między nimi ponownie nić porozumienia. Choć film dotyka trudnych, smutnych i przygnębiających elementów naszej egzystencji, nie brak w nim rozładowujących emocje scen zabawnych, nieomal komicznych. Ojciec w poszukiwaniu kontaktu ze zmarłą żoną posuwa się do niedorzecznych czynów. Prawda o sekrecie zmarłej żony okazuje się o wiele bardziej przyziemna i prozaiczna, ale pozwala mężczyznom na znalezienie wspólnego języka.

Film można potraktować jako ciekawe spotkanie z dość egzotyczną, jak na polskie kina, kinematografią bułgarską. Polecam, ale tylko wielbicielom filmów niszowych.

Moja ocena: 6/10

wtorek, 4 sierpnia 2020

„Richard Jewell” (Richard Jewell), USA 2019

Polska premiera: 24 stycznia 2020

Niedawno polecałem film “Matthias I Maxime” młodego – trzydziestojednoletniego – reżysera – Xaviera Dolana, a dziś pora na najnowsze reżyserskie dzieło legendy amerykańskiego kina, wybitnego reżysera, aktora i scenarzysty, który w tym roku ukończył 90 lat – Clinta Eastwooda. Prześledziłem listę filmów reżyserowanych przez Eastwooda przez ostatnie 20 lat – a były to między innymi: ‘Przemytnik”, „Sully”, „Snajper”, „J. Edgar”, „Invictus”, „Oszukana”, „Gran Torino”, „Sztandar chwały”, „Listy z Iwo Jimy”, „Za wszelką cenę”, ‘Rzeka tajemnic” – na próżno szukać tu słabszych pozycji. Filmy Eastwooda są po prostu bardzo dobre i wielu aktorom przynoszą Nagrody Akademii lub choćby nominacje.

Obraz „Richard Jewell” przenosi nas do Atlanty, do roku 1996. Miasto żyje rozpoczynającymi się właśnie letnimi Igrzyskami Olimpijskimi. Eastwood znakomicie oddaje atmosferę lat dziewięćdziesiątych. Tytułowy bohater (świetny Paul Walter Hauser) jest pracownikiem ochrony. Trzydziestotrzylatek bardzo pragnął być szeryfem lub policjantem, ale przeszkodziły mu jego niedojrzałość (nadal mieszka z matką), nadgorliwość i zbyt poważne traktowanie prawa i swoich obowiązków, przez co Richard czasem sam wchodził w konflikt z prawem.

W związku z olimpiadą w mieście odbywa się wiele imprez towarzyszących, także koncertów w Parku Olimpijskim. Na jeden z nich Richard zabiera swoją matkę (znakomita, nagrodzona nominacją do Oscara Kathy Bates). Następnego dnia na terenie Centennial Park dochodzi do tragedii – wybucha bomba, zabijając dwie osoby i poważnie raniąc ponad sto ofiar. Większej katastrofie zapobiega przezorność Richarda – to on zauważył tajemniczy plecak, poinformował policję i zaczął ewakuację podejrzanego miejsca. FBI potrzebuje szybko znaleźć zamachowca i nieoczekiwanie okazuje się, że arcysumienny Richard w ciągu kilku dni z narodowego bohatera staje się głównym podejrzanym. Media natychmiast wydają werdykt (w filmie reprezentuje je świetnie grająca i niezwykle atrakcyjna Olivia Wilde), a obrony chłopaka podejmuje się nieznany prawnik, Watson Bryant (jak zwykle doskonały Sam Rockwell – równie dobry w roli drugoplanowej, jak w „Trzech billboardach za Ebbing, Missouri”).

„Richard Jewell” to kolejny w dorobku Clinta Eastwooda film opowiadający o wydarzeniach z historii najnowszej. Przypomina w tym nieco obraz „Sully” – historię pilota, który wylądował na rzece Hudson, ratując pasażerów przed śmiercią, a został oskarżony o narażenie ich na niebezpieczeństwo. Tutaj też władze potrzebują winnego i FBi niemal rujnuje życie człowieka i jego rodziny. Film jest też oskarżeniem mediów, które bezrefleksyjnie i dla sensacji ferują niesprawiedliwe i przedwczesne wyroki.

Bardzo mocną stroną filmu – jak zwykle u Eastwooda – jest obsada. Krający Jewella Paul Walter Hauser, dotąd znany głównie z ról drugoplanowych, wspaniale unosi ciężar dużej, głównej roli. Miejmy nadzieję, że kino będzie potrafiło wykorzystać potencjał tego aktora. Błyskotliwy jest Sam Rockwell jako prawnik-rzekomy nieudacznik, który potrafi obalić każdą hipotezę władz federalnych. I wreszcie Kathy Bates – wspaniała jako dominująca, zdecydowana matka, która załamuje się pod wpływem oskarżeń wobec jej jedynego syna, z którym jest bardzo blisko związana.

Naprawdę warto spędzić te dwie godziny z Clintem Eastwoodem (choć ten nie pojawia się na ekranie) i jego aktorami. I nauczyć się czegoś nowego o Ameryce, która nie zawsze jest ziemią obiecaną…

Moja ocena: 9/10