sobota, 31 grudnia 2022

 
SILENT TWINS, Polska / Wielka Brytania / USA 2022

Premiera kinowa: 21 października 2022


Zwycięzcą Złotych Lwów na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni został film anglojęzyczny, międzynarodowa produkcja w reżyserii pamiętanej za wstrząsającą „Fugę” i niesamowite „Córki dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej. 

Akcja filmu przenosi nas do wczesnych lat 80-tych, do małego miasteczka w Wielkiej Brytanii. Już w pierwszej scenie poznajemy główne bohaterki – ciemnoskóre bliźniaczki June i Jennifer Gibbons. Dziewczynki, jeszcze dzieci, szczebioczą radośnie, bawiąc się w audycję radiową. Są radosne, elokwentne, pełne pomysłów, ale kiedy w ich otoczeniu pojawia się dorosły, choćby ich rodzic, milkną i odcinają się od zewnętrznego świata.

Problem narasta, kiedy dziewczynki rozpoczynają edukację, gdyż konsekwentnie odmawiają kontaktu z innymi ludźmi – uczniami, nauczycielami, znajomymi i nieznajomymi. Milczącymi siostrami Gibbons zaczynają interesować się pedagodzy, psycholodzy, wreszcie psychiatrzy. Nikt nie jest w stanie rozwiązać problemu i zrozumieć fenomenu niemych bliźnią, które rozmawiają ze sobą tylko wtedy, kiedy obok nie ma innego człowieka.

Siostry dorastają i narasta ich bunt. Stają się agresywne, sięgają po narkotyki, wpadają w niewłaściwe towarzystwo, wchodzą w konflikt z prawem ale pozostają nieme. Jak skończy się historia tajemniczych bliźniaczek Gibbons, które postanowiły lingwistycznie odseparować się od świata? Gdzie leżały przyczyny ich zdumiewającej świat postawy językowej izolacji?  

Bardzo mocnym punktem filmu jest obsada. Znana z roli księżniczki Shuri w „Czarnej Panerze” Letitia Wright jako June oraz Tamara Lawrance jako Jennifer tworzą wyjątkowe, zapadające w pamięć kreacje niemych sióstr. Ich role zostały dostrzeżone na licznych festiwalach i konkursach filmowych. Aktorki odebrały, między innymi, nagrodę BIFA dla najlepszego występu aktorskiego w filmie niezależnym. Aktorzy tworzą w filmie wyjątkowy klimat angielskiej prowincji lat 80-ych.

„Silent Twins” to film bardzo dziwny, ale przez to nieprzewidywalny, intrygujący, niesamowity. Dla mnie był szczególnie interesujący ze względu na fakt, że proces nauki i używania języka jest dla mnie – jako nauczyciela języka – szczególnie zajmujący. Dlatego postanowiłem zgłębić temat i nabyłem pozycję książkową „Milczące bliźniaczki” autorstwa brytyjskiej dziennikarki i reporterki Marjorie Wallace,  na postawie której Agnieszka Smoczyńska nakręciła film.

Moja ocena: 7/10

czwartek, 29 grudnia 2022

 

„AVATAR: ISTOTA WODY” (Avatar: The Way of Water), USA 2022


Premiera kinowa: 16 grudnia 2022

Właśnie minęło 12 lat od premiery pierwszej części „Avatara” – niezwykłej przypowieści Jamesa Camerona o ludziach dewastujących piękną planetę Pandora. Film zrewolucjonizował przemysł filmowy i stał się najbardziej dochodową produkcją w historii kina.

Film mnie nie zachwycił, więc z pewną dozą sceptycyzmu wybrałem się do kina na część drugą: „Avatar: Istota wody” -  zniechęcała mnie długość filmu (blisko 200 minut), tematyka życia niebieskich istot z części pierwszej do końca do mnie nie przemówiła i takie widowiskowe kino nie jest tym, co oglądam najchętniej. Zwyciężyła jednak ciekawość, a „Avatar: Istota wody” stał się dla mnie jednym z największych pozytywnych zaskoczeń tego roku. 

Jake Sully (Sam Worthington), który jest teraz pełnoprawnym członkiem błękitnoskórego plemienia Na’vi, wraz z piękną żoną Neytiri (Zoe Saldana) żyje w szczęściu i spokoju na Pandorze. Towarzyszy im czwórka dzieci. Radość i pokój nie trwają jednak długo – planetę nawiedzają „ludzie z nieba” – mieszkańcy Ziemi, którzy w obliczu kryzysu swojego miejsca zamieszania, próbują „spacyfikować autochtonów”, jak określa to Generał Ardmore (Edie Falco), i odebrać im piękną Pandorę. Na planetę przybywa także okrutny Pułkownik Miles Quaritch (Stephen Lang) – wielki wróg Jacka, który pragnie zgładzić jego rodzinę. Jack jest zmuszony opuścić rodzinne strony i zabiera najbliższych do plemienia istot morskich.

Druga część Avatara jest naprawdę wyjątkową i unikalną produkcją. Niesamowite efekty specjalne i przepiękne zdjęcia wprost zapierają dech w piersiach. Nie przypominam sobie, żeby efekty tej klasy były obecne w którejś z produkcji Marvela, czy DC Comics. Urzekające są sceny podwodne, film Camerona w szczególny sposób ukazuje symbiozę człowieka z naturą. Plemiona Pandory wiedzą, jakim bogactwem są dla nich oceany, lasy, fauna i flora, dbają o nie, kochają je i szanują. Człowiek z Ziemi potrafi jedynie niszczyć, zabijać, siać spustoszenie. Ogromne wrażenie robią także sceny batalistyczne.

„Avatar” to film, w którym odnajdziemy mnóstwo emocji: jest miłość i nienawiść, jest pragnienie zemsty i wybaczenie, jest przyjaźń i poświęcenie, a dobro przez cały czas walczy ze złem.

Jednak „Avatar: Istota wody” to nie jedynie piękne obrazy, spektakularne efekty wizualne i zgrabna fabuła. To także smutna refleksja na temat kryzysu człowieczeństwa (to już kolejny w tym roku obraz podejmujący tę tematykę) oraz ogromnego i bardzo poważnego kryzysu dotyczącego życia na Ziemi. Nasza planeta w filmie nie jest już zdatna, by podtrzymywać życie, a okrutni Ziemianie siłą i potęgą swoich militariów pragną wydrzeć terytoria na innych planetach ich rdzennym mieszkańcom. W kontraście do ludzi, tubylcy to istoty dobre, szlachetne, kierujące się wartościami i odpowiedzialne.

Jestem prawdziwie zaskoczony moim przyjęciem drugiej części „Avatara”, choć nie czekałem na ten film i nie miałem wobec niego wielkich oczekiwań. Postanowiłem zobaczyć go w kinie z „kinomaniackiej” przyzwoitości i nie żałuję swojej decyzji. Nie ukrywam, że będę teraz niecierpliwie czekał na kolejną odsłonę sagi Jamesa Camerona – jednego z największych wizjonerów współczesnego kina. .

I brawo dla tłumacza tytułu – Avatar: The Way of Water jako Istota wody – mądre, ładne, subtelne i oddające przesłanie filmu.

Moja ocena: 8/10

środa, 28 grudnia 2022

 TOP 60 WHITNEY HOUSTON

W związku z premierą fabularyzowanej filmowej biografii Whitney Houston („I wanna dance with somebody”) przypominam moje zestawienie ulubionych nagrań artystki, wcześniej zamieszczone na Facebooku w 2019 roku w związku z rocznicą śmierci Whitney Houston.  

Jutro – 11 lutego – wypada siódma rocznica tragicznej śmierci Whitney Houston – jednej z moich ulubionych wokalistek wszech czasów, piosenkarki wybitnie utalentowanej, ale – jak pokazał dramatyczny dokument z 2018 roku – niezwykle nieszczęśliwej. Z tej okazji moja subiektywna lista TOP 60 najwspanialszych utworów Whitney. Zwróćcie uwagę, jak często w tytułach Jej piosenek pojawia się słowo LOVE.  Enjoy!

60. Fine
59. In my business (& MISSY MISDEMEANOR ELLIOT)
58. Never give up
57. Until you come back
56. You’ll never stand alone
55. Just the lonely talking
54. Try it on my own
53. One of those days
52. Who do you love
51.  Celebrate (& JORDIN SPARKS)
50. For the love of you
49. Lover for life
48. Why does it hurt so bad
47. Take good care of my heart
46. I belong to you
45. Something in common (& BOBBI BROWN)
44. After we make love
43. One wish (for Christmas)
42. Hold me (& TEDDY PENDERGRASS)
41. Whachulookinat
40. Million dollar baby
39. We didn’t know (& STEVIE WONDER)
38. It isn’t it wasn’t it ain’t never gonna be (& ARETHA FRANKLIN)
37. I look to you
36. Queen of the night
35. Could I have this kiss forever (& ENRIQUE IGLESIAS)
34. Heartbreak Hotel (& FAITH EVANS & KELLY PRICE)
33. Count on me (& CECE WINANS)
32. When you believe (& MARIAH CAREY)
31. Love is a contact sport
30. You give good love
29. My name is no Susan
28. I didn’t know my own strength
27. I know him so well (& CISSY HOUSTON)
26. How will I know
25. Run to you
24. If I told you that (& GEORGE MICHAEL)
23. I learned from he best
22. I believe in you and me
21. Exhale (shoop shoop)
20. I’m every woman
19. Do you hear what I hear?
18. Miracle
17. So emotional
16. One moment in time
15. It’s no right but it’s okay
14. I have nothing
13. The greatest love of all
12. All he man that I need
11. All at once
10. Didn’t we almost have it all
9. Home
8. I’m your baby tonight
7. Step by step
6. Where do broken hearts go
5. My love is your love
4. Love will save the day
3. Saving all my love for you
2. I wanna dance with somebody (who loves me)
1. I will always love you



 

„WHITNEY HOUSTON: I WANNA DANCE WITH SOMEBODY”,  USA 2022

Premiera kinowa: 21 grudnia 2022


Producenci „Bohemian Rhapsody” – bardzo udanej, moim zdaniem, fabularnej biografii Freddie’go Mercury’ego – tym razem przygotowali dla fanów biografię jednej z najwybitniejszych piosenkarek wszech czasów, obdarzonej szczególną charyzmą i wybitnym głosem Whitney Houston.

Tak jak w przypadku „Bohemian Rhapsody” klamrą łączącą początek i koniec filmu był słynny wysęp grupy The Queen na stadionie Wembley podczas niesamowitego koncertu Live Aid, tak w filmie „I wanna dance…” funkcję takiej klamry tworzy wybitny występ Whitney Houston podczas ceremonii American Music Awards w 1994 roku, kiedy artystka odebrała trzy nagrody i wykonała niezwykły medley trzech nagrań; „I loves you, Porgy”,  „I am telling you, I am not going” oraz „I have nothing”.  Po wejściu artystki na scenę wracamy do jej wczesnej młodości.

Film chronologicznie przedstawia koleje kariery Whitney Houston – od śpiewania gospel w kościołach u boku maki, uznanej piosenkarki Cissy Houston (dobrze dobrana Tamara Tunie), spotkanie z legendarnym producentem muzycznym Clive’m Davisem (świetna rola Stanleya Tucci), poprzez niewiarygodny sukces artystyczny i komercyjny kolejnych singli i albumów (do dziś nikt nie pobił rekordu siedmiu kolejnych singli wprowadzonych na szczyt amerykańskiej lisy przebojów Billboard Hot 100), nie do końca udany związek z Bobbi’m Brownem (Ashton Sanders) i narodziny córeczki, ogromny sukces filmu i ścieżki dźwiękowej „Bodyguard”, problemy z uzależnieniami, trudności rodzinno-finansowe, aż po tragiczną śmierć artystki w Beverly Hilton Hotel w 2012.

Film wydaje się być wiernym odbiciem życia i kariery znanej piosenkarki. Większość treści pokrywa się z materiałami dokumentalnymi zaprezentowanymi w szokującym dokumencie „Whitney” z 2018 roku. Doceniam to, że „I wanna dance…” nie epatuje obrazami wyniszczonej Whitney u kresu kariery, kobiety uzależnionej, złamanej życiem, artystki, która się poddała. Kwestie te są przedstawione w filmie, ale w sposób subtelny, delikatny. Podobnie jest ze sceną poprzedzającą śmierć artystki. W filmie nie ma taniej sensacji.

„I wanna dance..” to przede wszystkim popis talentu i możliwości brytyjskiej aktorki Naomi Ackie. Kobieta gra bardzo dobrze, sugestywnie, świetnie naśladuje ekspresję Whitney w życiu i na scenie. Wspaniale prezentuje przemianę Houston ze skromnego kaczątka z Jersey w światowej sławy divę. Jest przekonująca, autentyczna, potrafi budzić sympatię i współczucie.     

Czy „I wanna dance with somebody” to film dla każdego? Chyba jednak nie. Produkcja jest długa (144 minuty), zawiera wiele występów Whitney, fragmentów realizacji teledysków, koncertów, wywiadów. Wydaje się zatem, że trzeba lubić Whitney i jej muzyczną twórczość, by w pełni docenić ten film. Przyznaję, że jestem bardzo dużym fanem piosenkarki, jest to, po Madonnie i George’u Michaelu, moja ulubiona gwiazda wszech czasów, więc pewnie nie jestem całkowicie wiarygodny i obiektywny w ocenie filmu. „I wanna dance..’ to film dobry, chwilami zachwycający, chwilami wzruszający, brakuje mu jednak siły i artyzmu takich produkcji jak tegoroczny „Elvis” Buza Luhrmanna, czy wspominany już „Bohemian Rhapsody”. Film jest świetnie zmontowany, ma znakomitą obsadę, jest interesujący, ale mimo ogromnej sympatii do Whitney nie mogę nazwać go wybitnym. Mimo wszystko, jeśli kochasz muzykę lat 80-ych i 90-tych, jeśli lubisz zanucić „I wanna dance with somebody (who loves me)’ lub „I will always love you” i jeśli cenisz Whitney Houston, powinieneś ten film obejrzeć.

Moja ocena: 8/10

piątek, 23 grudnia 2022

 TOP 60 T’PAU

Właśnie mija 35 lat odkąd angielska grupa T’Pau świętowała triumfalny pięciotygodniowy pobyt na szczycie brytyjskiej listy przebojów z urokliwą balladą „China in your hand”. Piękna rudowłosa wokalistka zespołu zachwyciła mnie swoją wrażliwością i barwą głosu. Wielu fanów muzyki uważa, że T’Pau to gwiazda jednego przeboju, podczas gdy zespół wydał pięć płyt i wprowadził sześć singli na brytyjską listę przebojów UK TOP 40. Dziś pora na przypomnienie twórczości zespołu i mój subiektywny zestaw TOP 60 ulubionych piosenek grupy. Enjoy!  

60. Thank you for goodbye rides once again
59. Love song
58. Made of money
57. Change your mind
56. Make love to me
55. Time will tell
54. Still so in love
53. Do the right dance
52. Taking time out
51. Giving up the ghost
50. Monkey house
49. Demolition man
48. One direction
47. Running away
46. Let it all fall
45. Once in a lifetime
44. Be wonderful
43. Friends like these
42. Last temptation
41. Nowhere
40. Wing and a prayer
39. Soul destruction
38. Hold on to love
37. Say you will
36. Strange place
35. Between the lines
34. No sense of pride
33. Guess who’s sorry now
32. Read my mind
31. Purity
30. Heaven
28. Sammy and Dave
27. On the wing
26. I think about you
25. Island
24. You give up
23. Now that you’re gone
22. Run
21. Man and woman
20. The promise
19. Bridge of spies
18. A place in my heart
17. World on fire
16. Misbelieving
15. Arms of love
14. Thank you for goodbye
13. Giving my love away
12. Walk on air
11. This girl
10. Sex talk
9. Only a heartbeat|
8. Only the lonely
7. Road to our dream
6. Secret garden
5. Whenever you need me
4. I will be with you
3. Valentine
2. Heart and soul
1. China in your hand


 

poniedziałek, 19 grudnia 2022

 TOP 60 LIMAHL & KAJAGOOGOO

Dzisiejszym jubilatem jest brytyjski wokalista Limahl. 40 lat temu piosenkarz i jego zespół byli u szczytu popularności, a potem grupa zdecydowała o wyeliminowaniu Limahla ze składu. Zespołowi już nigdy nie udało się odnieść znaczącego sukcesu, podobnie Limahlowi, choć nagrał jeszcze dość udany album „Don’t suppose” z największym hitem – „Never ending story”. To piosenka, którą w latach 80-tych zachwycali się wszyscy obecni Czterdziestolatkowie +, a Limahl był prawdziwym bożyszczem – gospodynie domowe traciły całe zapasy cukru, bo wszyscy stawiali sobie włosy „na Limahla”. Pierwsze i drugie miejsce to dwa fantastyczne klasyki muzyki pop. Oto moje subiektywne zestawienie ulubionych nagrań Limahla i Kajagoogoo. Enjoy! 

60. LIMAHL 1983
59. KAJAGOOGOO Monochromatic
58. KAJAGOOGOO Space cadet
57. LIMAHL Lies and promises
56. KAJAGOOGOO Ergonomics
55. KAJAGOOGOO White feathers
54. KAJAGOOGOO Tracy
53. KAJAGOOGOO Table for one
52. KAJAGOOGOO Melting the ice away
51. KAJAGOOGOO On a plane
50. LIMAHL hat special something
49. LIMAHL So far so good
48. LIMAHL London for Christmas
47. KAJAGOOGOO Dreaming of the same thing
46. KAJAGOOGOO Frayo
45. KAJAGOOGOO The car is fast
44. KAJAGOOGOO Take another view
43. LIMAHL Love is blind
42. KAJAGOOGOO Kajagoogoo (Instrumental)
41. LIMAHL Stop
40. KAJAGOOGOO Tears
39. LIMAHL The waiting game
38. LIMAHL Your love
37. LIMAHL Tell me why
36. KAJAGOOGOO First girl on Mars
35. KAJAGOOGOO Smile
34. KAJAGOOGOO The power o forgive
33. KAJAGOOGOO Magician man
32. LIMAHL Tonight will be he night
31. KAJAGOOGOO Islands
30. KAJAGOOGOO Rocket boy
29. KAJAGOOGOO Moon in motion (Instrumental)
28. KAJAGOOGOO The last day
27. LIMAHL his time
26. LIMAHL Someone else
25. LIMAHL Love will ear the soul
24. LIMAHL Working out
23. LIMAHL I was a fool
22. LIMAHL Shock
21. LIMAHL For my heart’s sake
20. KAJAGOOGOO Part of me
19. KAJAGOOGOO Nightingale
18. LIMAHL Oh, girl
17. LIMAHL O.T.T. Over the top
16. LIMAHL Don’t send for me
15. LIMAHL Nothing on earth (Can keep me from you)
14. LIMAHL Inside to outside
13. LIMAHL Don’t suppose
12. LIMAHL Colour all my days
11. KAJAGOOGOO Ooh to be Ah
10. LIMAHL Tar beach
9. KAJAGOOGOO Hang on now
8. KAJAGOOGOO Big Apple
7. KAJAGOOGOO The lion’s mouth
6. KAJAGOOGOO Turn your back on me
5. LIMAHL Too much trouble
4. LIMAHL Love in your eyes
3. LIMAHL Only for love|
2. KAJAGOOGOO Too shy
1. LIMAHL Never ending story



sobota, 17 grudnia 2022

 

40-LECIE URSZULI – RELACJA
Z KONCERTU W GDAŃSKU

Nie jest wielką tajemnicą, że Urszula jest od mojego wczesnego dzieciństwa moją ulubioną polską wokalistką i wielką słabością. Debiutancki album Urszuli był pierwszą kasetą w mojej kolekcji, dla Urszuli zacząłem słuchać Listy Przebojów Programu Trzeciego. Minęło 40 lat, a ogromna fascynacja i sentyment pozostały, dlatego z ogromną radością przyjąłem imieninowy prezent od mojej przyjaciółki Marii na jubileuszowy koncert artystki w Starym Maneżu w Gdańsku, który odbył się 26 listopada. Był to czwarty koncert Urszuli w moim życiu, wydaje mi się, że najlepszy.

Intencją koncertu było prześledzenie kariery Urszuli, ale nie był to klasyczny występ z cyklu Greatest Hits and More. Urszula postawiła przed sobą ambitny cel pokazania 40 lat swojej artystycznej działalności poprzez pokazanie najważniejszych nagrań, które napisali dla niej najistotniejsi w jej życiu kompozytorzy, Nic zatem dziwnego, że występ rozpoczął ciekawie zaaranżowany utwór „Luz blues w niebie same dziury”, napisany dla Urszuli przez Romualda Lipkę z okresu jej fantastycznej współpracy z Budką Suflera – okresu, który rozpoczął karierę artystki i pozwolił jej zostać na scenie przez niewiarygodne 40 lat. Nie mogło zabraknąć przebojów z ostrzejszą rockową nutą, które dla Urszuli napisał jej nieżyjący już mąż Stanisław Zybowski „Na sen”, czy „Anioł wie”. Bardzo ciekawym fragmentem koncertu okazało się przypomnienie wielkiego przeboju z komedii „Och, Karol”, który skomponował i zaśpiewał wraz z Urszulą Seweryn Krajewski – „Baw mnie”. W Gdańsku w wykonaniu piosenki brawurowo towarzyszył Urszuli jeden z młodych fanów (którym, niestety, nie byłem ja).

Urszula często podkreśla hasło „Siła kobiet” i wierzy we współpracę między artystkami. Dlatego podkreśliła, że piosenki często piszą dla niej młode wokalistki. Na jubileuszowy koncert piosenkarka wybrała napisaną dla niej przez Anię Dąbrowską piosenkę-walczyk „Zaczaruj” oraz przebój „Ten stan”, autorstwa najpopularniejszej chyba obecnie polskiej wokalistki młodego pokolenia – Sanah.  

Nie zabrakło największych przebojów Urszuli – były zatem „Dmuchawce, latawce…”, był „Malinowy król”, był „Konik na biegunach”. Emocje wzrastały przy każdym nagraniu. Artystka znakomicie prezentowała się na scenie w czarnej kreacji i nie kryła wzruszenia, że jej piosenki są tak ciepło i serdecznie przyjmowane przez wierną widownię.

Urszula po raz kolejny dowiodła, że jest w znakomitej formie i pracuje z najlepszymi – jej koncertowi muzycy byli prawdziwymi wirtuozami swoich instrumentów. Piosenkarka absolutnie nie straciła scenicznego entuzjazmu i energii, śpiewała świetnie i miała znakomity kontakt z publicznością – potrafiła nas, słuchaczy, rozbawić, wzruszyć, oczarować.

Po koncercie udało mi się przez chwilę porozmawiać z artystką, podziękować za koncert i zdobyć autograf w wydanej z okazji 40-lecia kariery biografii.

Mario i Ryszardzie, dziękuję Wam za ten magiczny wieczór pełen wspomnień. A Urszula – no cóż, Long Live the Queen!