środa, 14 października 2020


TOP 60 INXS

Aż trudno w to uwierzyć, ale wczoraj minęło 40 lat od wydania debiutanckiej płyty grupy INXS, jednej z najważniejszych kapel z Australii, z charyzmatycznym wokalistą Michaelem Hutchence’m. Po zdobyciu ogromnej popularności na Antypodach na przełomie lat 80-tych i 90-tych INXS stali się jedną z największych gwiazd także w Stanach Zjednoczonych i w Europie. Karierę grupy spowodowała nagła śmierć wokalisty – ta przykra wiadomość dotarła do nas 22 listopada 1997 roku. W 2005 roku grupa podjęła próbę reaktywacji kariery z wokalistą wybranym w reality show, ale mimo nagrania kilku w miarę udanych kawałków, okazało się, że magii Michaela Hutchence’a nikt i nic nie zastąpi. Pora na subiektywne zestawienie sześćdziesięciu najlepszych – moim zdaniem - piosenek INXS. Mam nadzieję, że na szczycie małe zaskoczenie! Enjoy!

60. Dancing on the jetty
59. Don’t change
58. To look at you
57. I send a message
56. Questions
55. Black and white
54. I get up
53, Bang the drum
52. Burn for you
51. Know the difference
50. The gift
49. One of my king (& ROGUE TRADERS)
48. Guns in the sky
47. The one thing
46. Precious heart (& TALL PAUL)
45. Don’t lose your head
44. Time
43. Kick
42. Days of rust
41. Perfect strangers
40. Devil’s party
39. Shining star
38. Just keep walking
37. Communication
36. Men and women
35. Tight
34. Stay young
33. Mediate
32. This time
31. What you need
30. Elegantly wasted
29. The loved one
28. Full moon, dirty hearts (& CHRISSIE HYNDE)
27. New sensation
26. Searching
25. Everything
24. Freedom deep
23. Pretty Vegas
22. God’s Top Ten
21. Please (You got that…)
20. Heaven sent
19. Bitter tears
18. Suicide blonde
17. Listen like thieves
16. Kiss the dirt (Falling down the mountains)
15. Devil inside
14. Good Times (& JIMMY BARNES)
13. Taste it
12. The strangest party (These are the Times)
11. Baby don’t cry
10. Afterglow
9. The stairs
8. Original sin
7. Mystify
6. Beautiful girl
5. Not enough time
4. Need you tonight
3. By my side
2. Never tear us apart
1. Disappear



wtorek, 13 października 2020


LOUISE GLUCK – LITERACKI NOBEL 2020






Tegoroczną laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie literatury została amerykańska poetka i eseistka, Louise Glück. I tu pochylam głowę ze wstydem i krępując się wyznaję, że wcześniej tej poetki nie znałem Być może lekkim usprawiedliwieniem dla mnie może być dużo głębsze zainteresowanie literaturą brytyjską oraz skupienie się na prozie podczas moich literackich poszukiwań.

77-letnia Louise Glück jest 11 przedstawicielką Stanów Zjednoczonych, która otrzymuje to zaszczytne wyróżnienie i dopiero trzecia kobietą z literackim noblem zza Oceanu. Wcześniej wyróżnienie to otrzymali: Sinclair Lewis w 1930 roku, a potem Eugene O’Neil, Pearl Buck (pierwsza kobieta), William Faulkner, Ernest Hemingway, John Steinback (to chyba trzy najważniejsze nazwiska w historii literatury amerykańskiej i Szwedzka Akademia Nobla wyróżniła twórców właśnie w takiej kolejności), Saul Bellow, Isaac Bashevis Singer, Toni Morrison (druga kobieta), Bob Dylan w 2016 roku i w 2020 Louise Glück. Poetka otrzymała nagrodę „za jej niepowtarzalny, poetycki głos, który surowym pięknem czyni indywidualne istnienie powszechnym”.

Można założyć, że Noblowska Akademia nie przepada za twórcami ze Stanów Zjednoczonych i nagroda dla Louise Glück jest pewnym zaskoczeniem. Od zdecydowanie zasłużonego Nobla dla Toni Morrison w 1993 roku, Amerykanie musieli czekać na kolejną nagrodę aż do 2016, kiedy to otrzymał ją wspaniały muzyk i poeta, Bob Dylan. Dla kontrastu dwanaście nagród powędrowało do twórców z drugiego najistotniejszego z punktu widzenia rozwoju literatury i kultury kraju anglojęzycznego, czyli Wielkiej Brytanii, a my – Polacy – doczekaliśmy się pięciu nagród, choć do literacko-kulturowych potęg nie należymy.

Poezja Louise Glück nie jest bardzo znana w naszym kraju, gdyż - z małymi wyjątkami - nie była tłumaczona. Przekładem twórczości poetki zajęła się polska wybitna poetka, Julia Hartwig, która w tomie „Dzikie brzoskwinie. Antologia poetek amerykańskich” z 2003 roku (przygotowanym, między innymi, ze Stanisławem Barańczakiem), zamieściła tłumaczenie trzech wierszy amerykańskiej autorki. Obecnie nad przekładami utworów poetki pracuje młoda polska tłumaczka Natalia Malek.

Z pojedynczych wierszy, do których dotarłem, oraz opisów medialnych Louise Glück jawi się jako poetka-humanistka. W centrum jej zainteresowania jest człowiek i jego egzystencjalny ból, stąd często obecny jest w twórczości motyw odchodzenia, śmierci, żalu. Pisze też o miłości, relacjach międzyludzkich, emocjach. Wyraźną inspiracją dla autorki jest jej życie, jest baczną obserwatorką, Poetka nie bawi się formą i językiem, wiersze są symboliczne i metaforyczne, ale Glück posługuje się stosunkowo prostym, bezpośrednim komunikatem.

Oto próbka poetyckiej twórczości Noblistki – wiersz „Czas” w przekładzie Julii Hartwig, który szczególnie sobie upodobałem. Ciekawe, czy twórczość tegorocznej laureatki literackiej Nagrody Nobla Was urzeknie? Czekam na komentarze.

Louise Gluck „Czas”

Zawsze było za dużo, potem za mało.

Dzieciństwo, choroba.

Obok łóżka miałam dzwonek –

Po drugiej stronie dzwonka była matka.

(…)

Byłam dzieckiem, żyjąc jakby w półśnie.

Byłam chora; otoczona opieką.

I żyłam w świecie ducha,

W świecie szarego deszczu,

Zagubionym, zapamiętanym.

I nagle pojawiło się słońce.

Poruszył się czas, choć niewiele go już pozostało.

I to co przeżywane stawało się zapamiętywanym,

A zapamiętywane przeżywanym.

Źródło: https://natemat.pl/322733,louise-gl-ck-wiersze-po-polsku-i-po-angielsku-nobel-2020-z-literatury#

Źródło zdjęcia: https://www.bbc.com/news/entertainment-arts-54447291

niedziela, 11 października 2020

 

„Pojedynek na głosy” (Military Wives), Wielka Brytania 2019

Polska premiera: 21 sierpnia 2020




Military Wives, czyli Żony Żołnierzy to bardzo popularne w Wielkiej Brytanii stowarzyszenia wspierających się wzajemnie kobiet, których mężowie odbywają służbę wojskową, głównie na misjach poza granicami kraju lub zginęli podczas takich misji. Jedną z takich grup poznajemy w opartym na prawdziwej historii dobrym brytyjskim dramacie zatytułowanym „Pojedynek na głosy”.

Głównymi bohaterkami i członkiniami stowarzyszenia są Lisa (znakomita, nieznana mi wcześniej Sharon Horgan) oraz Kate (wspaniała brytyjska aktorka Kristin Scott Thomas). Obie prowadzą chór Żon Żołnierzy, a poza tym różni je zupełnie wszystko – Lisa jest nieco szalona, pełna energii, chce, aby chór śpiewał znane hity z lat 80-tych i 90-tych, jak choćby „Don’t you want me” Human League, czy „Thank you” Dido; Kate jest zaś bardzo powściągliwa, nieco zgorzkniała, podczas prób chóru preferuje klasyczne pieśni i hymny. Postawę Kate może usprawiedliwiać fakt, że jest żoną żołnierza, ale była również matką żołnierza, który zginął podczas pełnienia służby. Choć kobiety na pozór się lubią i szanują, dochodzi między nimi do coraz większych napięć.

Tymczasem chór zdobywa coraz większą popularność, objawiają się kolejne talenty. Czy Kate i Lisa zdołają przygotować chór do występu w londyńskiej Albert Hall?

Film jest dość udaną próbą przypomnienia światu o problemach rodzin żołnierzy, w których kobiety samotnie borykają się z wychowywaniem dzieci, żyjąc w ciągłym stresie, czy nie stracą męża podczas zagranicznych misji. To wieczna samotność, niepewność, często alkohol i bunt nastoletnich dzieci, znających ojca z krótkich urlopów między kolejnymi wyjazdami. Stowarzyszenie Military Wives pozwala kobietom radzić sobie z problemami, wspierać się wzajemnie i łatwiej znosić tragedię utraty bliskiego, która często im towarzyszy.

Mocną stroną filmu jest aktorstwo – obok świetnych Horgan i Scott Thomas – poznajemy całą plejadę młodych brytyjskich aktorek, dodatkowo obdarzonych fantastycznymi zdolnościami wokalnymi. Własna kompozycja „Wherever You Are”, którą chór tworzy wspólnie podczas prób, została wydana na singlu i dotarła na szczyt brytyjskiej listy przebojów (choć w filmie nie ma o tym, niestety, mowy). Przeszkadzają natomiast nieco łzawe momenty oraz narastający konflikt między Lisą i Kate, który zamienia się w prawdziwą wojnę.

Mam słabość do społecznego kina brytyjskiego, zwłaszcza tego lżejszego, z drobnymi elementami komediowymi, dlatego polecam „Pojedynek na głosy”. Zdecydowanie można ten film obejrzeć z zainteresowaniem.

Moja ocena: 6,5/10

wtorek, 6 października 2020

 TOP 60 RADIOHEAD

Dzisiaj urodziny obchodzi Thom Yorke, wokalista zespołu Radiohead, artysta-kameleon. Wycofany i introwertyczny, pod wspływem muzyki zmienia się w sceniczne zwierzę, pełne energii i charyzmy. Grupa Radiohead od lat należy do mojej muzycznej elity, a płyty „The Bends” i „OK Computer” uważam za jedne z najważniejszych płyt wszech czasów. Niepokojąca magia nagrań Radiohead wraz z niesamowitymi clipami tworzy niepowtarzalną całość. Pora na mój subiektywny zestaw sześćdziesięciu ulubionych nagrań Thoma Yorke’a i jego kapeli. Na pierwszym miejscu – chyba bez zaskoczeń – hymn wszystkich dziwaków. Enjoy!

60. 15 steps
59. These are my twisted words
58. Bodysnatchers
57. Kid A
56. Sit down, stand up
55. Idioteque
54. Reckoner
53. How to disappear completely
52. Palo Alto
51. Ill wind
50. Airbag
49. Go to sleep
48. Weird fishes
47. The national anthem
46. The butcher
45. My iron lung
44. The numbers
43. Desert Island disk
42. Jigsaw failing into place
41. A wolf at the door
40. Videotape
39. Spectre
38. Staircase
37. Lucky
36. Anyone can play guitar
35. I want none of this
34. Nude
33. Pop is dead
32. House of cards
31. Supercollider
30. The Daily Mail
29. 2 + 2 = 5
28. Lift
27. I might be wrong
26. Stop whispering
25. Lotus flowers
24. There there
23. The bends
22. Let down
21. Daydreaming
20. Man of war
19. Identikit
18. Present tense
17. Street spirit (Fade away)
16. Harry Patch (in memory of)
15. All I need
14. Optimistic
13. Planet Telex
12. True love waits
11. I promise
10. Burn the witch
9. Paranoid Android
8. Knives out
7. Pyramid song
6. Just
5. Karma police
4. Fake plastic trees
3. High and dry
2. No surprises
1. Creep



 CHCIAŁBYM PODZIĘKOWAĆ PANU MARKOWI NIEDŹWIECKIEMU....

Mój poprzedni post o końcu epoki Listy Przebojów Programu Trzeciego cieszył się dużym zainteresowaniem i zaowocował wieloma opiniami komentarzami i uwagami. Dziś zdecydowałem się przypomnieć mój tekst, który został napisany 17 maja, jeszcze przed powstaniem blogu, tuż po pamiętnym notowaniu, po którym nastąpiła słynna afera z Kazikiem i koniec Listy.

Tekst został dostrzeżony przez Onet i opublikowany na portalu. Znajduje się pod następującym linkiem:
https://kobieta.onet.pl/wyszedlem-z-wesela-siostry-zeby-posluchac-lp3/v3bb7k9

Wczoraj skończyła się dla mnie pewna epoka…. Epoka Listy Przebojów Programu Trzeciego. Pierwszy raz w trzydziestoośmioletniej historii Listy notowanie zostało unieważnione przez kierownictwo programu i w konsekwencji Trójkę opuścił Pan Marek Niedźwiecki – twórca Listy, legenda polskiego dziennikarstwa muzycznego, człowiek, dla którego w latach 80-tych w sobotnie wieczory pustoszały polskie ulice, a z otwartych okien płynęły dźwięki Listy Przebojów, postać, która wraz ze swoimi przyjaciółmi z radiowej Trójki, takimi jak Wojciech Mann, czy Piotr Kaczkowski, ukształtowała gust muzyczny współczesnych Polaków.

Każdy, kto mnie zna, wie, że listy przebojów to moje życie, moja pasja, mój życiowy pamiętnik. Uwielbiam brytyjską UK TOP 75, dawniej ceniłem amerykańską Billboard Hot 100, ale to Lista Przebojów Programu Trzeciego zawsze była najważniejsza. Z Listą Trójki pierwszy raz zetknąłem się na wakacjach w nadbałtyckich Rowach w 1982. Miałem wtedy 9 lat, była brzydka pogoda i Ojciec zaproponował, żebyśmy posłuchali Listy Przebojów. Wcześniej puszczał mi czasami listę Radiokuriera w Jedynce, ale byłem zbyt młody, żeby zrozumieć prawidła rządzące listą. Wtedy nad morzem audycja wywarła na mnie duże wrażenie. Nie wiem, które to było notowanie, ale zapamiętałem Exodus Jeszcze czekam i Queen Las Parablas del Amor. Do Listy wróciłem w czerwcu 1983 roku i już z nią zostałem, do wczoraj. Zafascynowałem się wówczas piosenką Urszuli Dmuchawce latawce wiatr. Moja Siostra uwielbiała Moonlight shadow Mike’a Oldfielda i Maggie Reilly i chłopak, a późniejszy mąż mojej Siostry, zaproponował, żebyśmy posłuchali Listy Trójki, bo te piosenki tam z pewnością się znajdą. Od stycznia 1984 roku prowadziłem już zeszyty, w których spisywałem notowania. Pamiętam sobotnie wieczory z radioodbiornikiem przy uchu, nagrywanie piosenek, a potem całych notowań na kasety, emocje związane z nowościami, zaskakującymi ruchami na Liście, nieoczekiwanymi spadkami. Kiedy w tym samym roku rodzice zapisali mnie na kurs angielskiego, specjalnie nie oponowałem, bo wiedziałem, że pozwoli mi to na poprawne zapisywanie tytułów i wykonawców w moich zeszytach. Wpłynęło to potem bardzo znacząco na wybór mojej drogi życiowej i z angielskim zawodowo związałem się  do dziś. W czerwcu 84 rozpocząłem tworzenie mojej własnej listy, której notowania sporządzam do dziś. Pamiętam, żeby posłuchać Listy wyszedłem na dwie godziny  z wesela mojej Siostry. Na 1. Miejscu był wtedy Eurythmics  The Miracle of Love. Chciałem być Markiem Niedźwieckim, Panem Markiem…

Lista miewała różnych prezenterów, ale zawsze te notowania z Panem Markiem były szczególne, najbardziej je lubiłem. Było mi najłatwiej utożsamiać się z Jego gustem muzycznym i to On nauczył mnie kochać i szanować muzykę. Lista przebojów ma to do siebie, że do zestawienia trafiają bardzo różne nagrania, reprezentujące różne muzyczne gatunki i dzięki słuchaniu takich audycji, słuchacz uczy się akceptować muzyczną różnorodność. Dzięki Panu Markowi i Trójce poznałem bardzo wielu artystów, których twórczości bez Trójki nigdy bym nie poznał. Pamiętam, jak bardzo się cieszyłem i jak dumny byłem, kiedy w 1990 wygrałem konkurs „7 pytań” podczas Listy. Przyszły wtedy tylko dwie poprawne odpowiedzi i Pan Marek chwalił zwycięzców na antenie. Potem w poniedziałek w szkole podchodziły do mnie różne osoby i pytały, czy to ja wygrałem ten konkurs. W nagrodę dostałem kasetę Greatest Hits The Shadows. Byłem szczęśliwy….

Miałem przyjemność dwukrotnie spotkać Pana Marka Niedźwieckiego. Pierwszy raz w Płocku, kiedy Towarzystwo Naukowe Płockie zorganizowało spotkanie z okazji przystąpienia Polski do Unii Europejskiej – Pan Marek miał promować na spotkaniu muzykę europejską. Udało mi się z Nim chwilę porozmawiać, być blisko mojego Mistrza i zdobyć autograf. W ubiegłym roku z okazji XII Polskiego Topu Wszech Czasów fejsbukowa Grupa Lista Przebojów Programu Trzeciego zorganizowała zlot fanów Listy, podczas którego udało nam się spotkać ze wszystkimi Prezenterami Topu – Piotrami: Stelmachem, Metzem i Baronem, ale przede wszystkim – z Markiem Niedźwieckim. Okolicznościowa fotografia zajmuje bardzo istotne miejsce w mojej kolekcji i wiąże się z wieloma wspaniałymi wspomnieniami.

Dzięki Grupom: Lista Przebojów Programu Trzeciego, Miłośnicy LP3, Marek Niedźwiecki Fani, czy Markomania, poznałem wielu fantastycznych ludzi, muzycznych szaleńców, z którymi od dawna spędzam piątkowe i niedzielne wieczory, wymieniając się spostrzeżeniami o najnowszych i dawnych przebojach. W tych Grupach czuję się zrozumiany i akceptowany, choć nie każdy słucha tam Madonny, popu z lat 80-tych i Britpopu. Wielką przyjemnością, ale i honorem dla mnie jest, że wraz z Agnieszką Pawelską mogłem przez półtora roku podliczać głosy do naszego grupowego zestawienia i dwukrotnie prowadzić piątkowy post – nigdy tego nie zapomnę,  a w Grupie Miłośnicy LP3 okazjonalnie prezentować nagrania z zestawień.

Chciałbym podziękować Panu Markowi Niedźwieckiemu za 37 lat, które z nim spędziłem, za ogromną kulturę osobistą przy prezentowaniu nagrań i kształtowaniu gustu muzycznego Polaków, za otwieranie naszych oczu i uszu na muzyczne perełki, zwłaszcza w latach 80-tych i 90-tych, kiedy dostęp do produktów przemysłu fonograficznego nie był dla wszystkich łatwy. Dziękuję Panu Markowi za wrażliwość, cierpliwość i zaszczepienie we mnie pasji do zbierania płyt i kolekcjonowania list przebojów, za moja własną listę przebojów i TOPy 60, które od blisko dwóch lat publikuję na swoim profilu. Dziękuje za Listę Przebojów Programu Trzeciego, za Markomanię, Wzrockową Listę Przebojów. Za niesamowite poczucie humoru  i szacunek dla słuchacza, za intrygujące książki z opowieściami o muzyce i podróżach.  Za to, że był Pan przy mnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowałem, kiedy Pana audycje pozwalały na chwilę oderwania się od trosk i kłopotów.

Za dwa tygodnie miało się odbyć historyczne notowanie 2000. Nie wiem, czy się odbędzie. Nie wiem, czy ta Lista ma jeszcze sens. Nie ma mojej zgody na manipulowanie wynikami Listy, bo na szczyt dotarła „niewygodna” dla rządzących  piosenka. Nie ma mojej zgody na Trójkę bez Manna, Gacek, Niedźwieckiego i wielu innych  nietuzinkowych wybitnych dziennikarzy. To koniec… 







niedziela, 4 października 2020

 20 TYGODNI BEZ LISTY PRZEBOJÓW

Mam pełną świadomość, że w życiu ludzi zdarzają się dużo większe tragedie, niż zniszczenie ulubionej stacji radiowej, czy koniec niezwykle popularnej ukochanej audycji, ale w dwudziestym tygodniu od ostatniego notowania Listy Przebojów Programu Trzeciego nie mogę  nie zabrać w tej sprawie głosu. Tym bardziej, że władze stacji nie pozostawiły już żadnych złudzeń – w nowej, jesiennej ramówce stacji dawniej nazywanej Trójką, Listy Przebojów po prostu nie ma.

20 tygodni temu w piątek tuż po 19.00 po raz ostatni tysiące miłośników i stałych słuchaczy zasiadły przed radioodbiornikami, by – tak jak co tydzień -  posłuchać notowania. Niestety, na szczycie listy pojawił się Kazik, śpiewający tekst nie po myśli rządzącej partii i chociaż ponoć nie było żadnych nacisków ze szczytów władzy, kierownictwo stacji wraz z potwornie chłodną i zawziętą panią prezes Polskiego Radia postanowiło podlizać się rządzącym. Twórca i jeden z głównych prowadzących Listę , uwielbiany od lat i ceniony przez tysięcy słuchaczy dziennikarz, Pan Marek Niedźwiecki, został oskarżony o manipulacje i malwersacje odszedł z radia, a Lista zniknęła. Komu ta audycja przeszkadzała? Komu nie podobał się Pan Marek?

Otóż, Lista powstała w 1982 roku, wtedy też Pan Marek Niedźwiecki podjął współpracę z Programem Trzecim, a były to czasy reżimu komunistycznego Jaruzelskiego i Kiszczaka. To nieistotne, że Pan Marek był zawsze z dala od polityki, że w rozgłośni prezentował muzykę, listę przebojów i wywiady z uwielbianymi przez nas artystami. To nieistotne, że wychował całe pokolenia słuchaczy, pokazał im to, co – zwłaszcza w latach osiemdziesiątych – było dla zwykłych słuchaczy całkowicie muzycznie niedostępne, że uczył Polaków szacunku dla muzyki, różnych gustów muzycznych, kultury słowa i kultury osobistej. To już się nie liczy, że audycja, która powstała w stanie wojennym, przetrwała nie tylko obalenie komunizmu, ale dziesiątki kolejnych rządów, kierowanych przez przedstawicieli najróżniejszych ugrupowań od lewej do prawej strony politycznej sceny. Możemy zapomnieć o tym, że Pan Niedźwiecki jest szanowanym ekspertem, znawcą muzyki, zapraszanym na międzynarodowe festiwale jako juror lub konferansjer, że jest kompetentny, błyskotliwy i posiada status jednego z najważniejszych i najpopularniejszych głosów wśród muzycznych dziennikarzy. To nic, że jako młody, 28-letni chłopak z małego Szadka przyjął posadę w kultowej stacji radiowej i pozwolono Mu poprowadzić i współtworzyć audycję, o  czym marzyły setki młodych ludzi w ówczesnej Polsce, że mógł dołączyć do zespołu, w którym pracowały takie sławy muzycznego dziennikarstwa, jak Piotr Kaczkowski, czy Wojciech Mann. Czy to ważne, że mimo radiowego bojkotu grupy Maanam, prezentował charakterystyczne werble z nagrania „To tylko tango”? Musiał odejść, bo nie podoba się aktualnej władzy, bo radio trzeba zdekomunizować i odmłodzić.

Jak słyszę i czytam tego typu uwagi, zaczynam się zastanawiać, kiedy mam odejść, wycofać się, przestać pracować, bo w stanie wojennym poszedłem do podstawówki, bo ukończyłem komunistyczną, reżimową szkołę (na szczęście kiedy byłem w pierwszej klasie liceum system komunistyczny w naszym kraju runął), że przez osiem lat uczyłem się rosyjskiego?

Myślę, że wszyscy mają jeszcze w pamięci tę żenującą konferencję prasową, podczas której byliśmy przekonywani o malwersacjach i nieprawidłowościach przy tworzeniu notowań listy, pełną przekłamań i merytorycznych błędów, które zauważał każdy, kto kilka razy posłuchał Listy, nie wspominając o jej wytrawnych słuchaczach – że Kazik nie mógł trafić na pierwsze miejsce z pominięciem poczekalni, ale mógł trafić na miejsce szóste, że na Liście powinny być piosenki, które już z niej wypadły, że piosenki z zestawienia podstawowego mogły trafiać z powrotem do poczekalni. Gdzie wyniki tego słynnego i kuriozalnego audytu, który miał być przeprowadzony? Czy to audyt wszystkich 1998 notowań? Czy ktoś może teraz liczy kartki pocztowe, żeby sprawdzić, czy „The Final Countdown” Europe rzeczywiście powinno trafić na szczyt Listy w 1986, czy może skorumpowany Pan Marek przyjął od Szwedów łapówkę za to pierwsze miejsce?

Goryczy całej kwestii dodaje fakt, że lista umarła na dwa tygodnie przed wielką rocznicą. Gdzie są teraz płyty, które miały być wydane z okazji jubileuszowego notowania, okolicznościowe krążki firmowane nazwiskami Niedźwieckiego i Barona? Tam, gdzie karty na głosowanie w wyborach prezydenckich z 10 maja?

Kłamliwa konferencja prasowa z ogłoszeniem audytu rozpoczęła lawinę kolejnych kłamstw i niedomówień, której ogromną ofiarą stał się Pan Kuba Strzyczkowski, który w imię ratowania Programu Trzeciego przyjął funkcję dyrektora stacji. Na chwilę, by tymczasowo ugasić ogień przed całkowitą już anihilacją, by zostać zwolnionym z kierowniczej pozycji po zaledwie kilku tygodniach.

I to koniec. Listy już nie ma i chyba najwyższa pora przestać się oszukiwać, że może kiedyś powróci. Nie ma Markomanii, Topów Wszech Czasów, dziesiątek wybitnych dziennikarzy i radiowców, odeszli…

Pozostają wspomnienia, cudowna muzyka tych wszystkich 38 wspaniałych lat, pozawiązywane wirtualne i prawdziwe przyjaźnie między fanami Listy i Trójki, niektóre zarejestrowane audycje z głosem Pana Marka i innych prowadzących, archiwum notowań. Pozostają też gorycz, smutek, rozczarowanie i pytanie: Komu to przeszkadzało???





czwartek, 1 października 2020

 

TOP 60 BASIA

Wczoraj 66. urodziny obchodziła moja muzyczna ulubienica – Basia Trzetrzelewska. Basia jest jedyną polską wokalistką, która zrobiła w latach 80-tych prawdziwą międzynarodową karierę, najpierw z grupą Matt Bianco, a potem solo. Jej dwa kolejne albumy – Time and Tide oraz London Warsaw New York sprzedały się w Stanach Zjednoczonych  w liczbie miliona egzemplarzy każdy. To był prawdziwy sukces! Dlatego dziś mój subiektywny przegląd ulubionych piosenek Basi. Czy wiecie, że na początku piosenki Half a minute Basia mówi cichutko po polsku „Pół minuty, pół minuty”? Enjoy!

60. From now on
59. My cruel ways
58. Pandora’s box
57. Love lies bleeding
56. Take him back Rachel
55. How dare you
54. If not now then when
53. From Newport to London
52. Wandering (& MIECZYSŁAW SZCZEŚNIAK)
51. They know nothing about us
50. She deserves it/Rachel’s wedding
49. Love fire than flame
48. Simple pleasures
47. Everybody’s on the move
46. Butterfly
45. I must
44. Matteo
43. The prayer of a happy housewife
42. Bubble
41. Ordinary people
40. Where’s your pride
39. Someone for everyone
38. There’s a tear
37. Go for you
36. Two islands
35. Waters of March
34. An olive tree
33. The sweetest illusion
32. Miles away
31. Masquerade (& PHIL RICHARDSON)
30. Not an angel
29. Best friends
28. Freeze thaw
27. Dzień się budzi
26. It’s that girl again
25. Blame it on the summer
24. Perfect mother
23. Reward
22. Run for cover
21. Ordinary day (MATT BIANCO)
20. More than I can bear  (MATT BIANCO)
19. Brave new hope
18. Astrud
17. Save the best for last (& MIECZYSŁAW SZCZEŚNIAK)
16. Prime time TV
15. Clear horizon
14. Angel’s blush
13. Third time lucky
12. Promises
11. A gift
10. So nice (Summer samba) (& TARO HAKASE)
9. Copernicus
8. Drunk on love
7. New day for you
6. Cruising for bruising
5. Until you come back to me
4. Yearning
3. Baby you’re mine
2. Half a minute (MATT BIANCO)
1. Time and tide