niedziela, 8 lutego 2026

 

„FATHER MOTHER SISTER BROTHER” (Father Mother Sioster Brother”, USA / Włochy / Francja / Irlandia / Niemcy 2025


Premiera kinowa: 16 stycznia 2026

Jim Jarmush ma opinię reżysera kultowego i każdy aktor chce zagrać w jego filmie, a każdy widz chce ten film zobaczyć. „Father Mother Sister Brother” nie ma najlepszych notowań, a to – moim zdaniem – film ważny i udany.

To właściwie zbiór trzech filmowych noweletek, które rozgrywają się w różnych miejscach, ale łączy je temat rodziny.

Na początku poznajemy rodzeństwo – Jeffa (Adam Sandler) i Emily (świetna Mayim Bialik) – Amerykanów, którzy po dłuższej przerwie postanawiają odwiedzić swojego Ojca (znakomity Tom Waits), który mieszka gdzieś na prowincji. Już rozmowa brata z siostrą w drodze do domu Ojca pokazuje dystans między nimi, a przybycie tam jeszcze ten dystans pogłębia i prowadzi do licznych niezręcznych, niewygodnych momentów.

Przenosimy się następnie do Londynu, gdzie Matka (wspaniała jak zawsze Charlotte Rampling) – szanowana i poczytna pisarka organizuje coroczne spotkanie dla swoich córek - Timothei (cudowna – też jak zawsze – Cate Blanchett) oraz Lilith (Vicky Krieps). Te pozornie tak bliskie sobie kobiety spotykają się jedynie rak do roku. Nie spędzają razem nawet Bożego Narodzenia i praktycznie nic o sobie nie wiedzą. Spotkanie jest sztuczne i pompatyczne.

I wreszcie trzecia nowelka Jarmusha – amerykańskie rodzeństwo: Skye (Indya Moore) i Billy (Luka Sabatt) spotykają się w mieszkaniu tragicznie zmarłych rodziców. Pozornie sobie bliscy, wśród niewielu ocalałych po matce i ojcu pamiątek odnajdują informacje, których nigdy nie posiadali, choć nie była to wiedza tajemna, ukrywana przed nimi. Są młodzi, piękni i nie do końca znają swoje korzenie i swoją tożsamość.

Film uwidacznia chwilami w ostry i bolesny sposób, jak specyficzne jest życie w XXI wieku, kiedy wartości rodzinne i bliskość między członkami rodziny przestały się liczyć. Umiejscowienie akcji filmu w różnych lokalizacjach podkreśla jedynie, że jest to problem globalny, który dotyka ludzi z różnych warstw społecznych i różnych grup wiekowych. Czasy się zmieniają, ale pewne wartości powinny pozostać niezmienne, nienaruszalne i Jarmush to widzi, czuje i pokazuje w najnowszym obrazie. Rodzina jest w kryzysie i o tym opowiada film.

Piękne są zdjęcia, piękni bohaterowie i czuć jest ducha amerykańskiego kina niezależnego i artyzm Jarmusha, choćby w nawracających scenach chłopców – skateboardzistów.

Jarmush jak zwykle zgromadził w filmie plejadę świetnych aktorów, także tych, z którymi uwielbia pracować.

Akcja filmu toczy się wolno, dialogi nie są bogate, ale film jest dobry, uczy wiele o współczesności, skłania do refleksji, jest bardzo estetyczny, dlatego z całą pewnością go polecam.

Moja ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz