„OBSESJA” (Obsesja), USA 2025
Premiera kinowa: 15 maja 2026
Jednym z największych tegorocznych przebojów kinowych jest
niskobudżetowy horror „Obsesja” Curry’ego Barkera. Czy to film, na puncie
którego warto mieć obsesję?
Bear (Michael Johnston) to spokojny, nieco wycofany chłopak,
po uszy zakochany w koleżance Nikki (Inde Navarrette). Dziewczyna też chyba coś
do niego czuje, ale brakuje sytuacji, momentu, miejsca, żeby o tych uczuciach
porozmawiać lub je okazać. Nieśmiały Bear postanawia pomóc nieco losowi i kupuje
dla dziewczyny prezent – magiczną zabawkę – Wierzbową Wróżkę. Zabawkę należy
przełamać na pół i pomyśleć najskrytsze nawet życzenie, a na pewno się spełni. W
roztargnieniu Bear zapomina wręczyć Nikki niespodziankę. Sam przełamuje
Wierzbową Wróżkę i wypowiada życzenie: chce, aby Nikki bezgranicznie, wręcz
obsesyjnie się w nim zakochała. I wtedy wszystko się zaczyna…
Bear i Nikki zamieszkują razem, a sytuacja wkrótce wymyka
się spod kontroli – zaczynają dziać się rzeczy obsesyjne, nieprzewidywalne, niebezpieczne,
nadprzyrodzone. Miłość zmienia się w osaczenie, zastraszenie, tytułową obsesję.
A kiedy zadziałała magia, powrotu do normalności już nie ma…
Nie jestem wielkim fanem horrorów (choć coraz częściej je
oglądam). „Obsesja” nie jest typowym przedstawicielem gatunku. Irracjonalne
zachowania Nikki (Inde Navarette jest naprawdę dobra w tej roli, puszczają jej
wszystkie hamulce, jest przerażająca) ogląda się z coraz większym dyskomfortem,
graniczącym z obrzydzeniem. Bardzo dobry jest także Michael Johnston jako Bear –
niepotrafiący poradzić sobie z przerastającą go sytuacją, do której sam
doprowadził. Siłą filmu jest właśnie ta atypowość. Niby są w filmie elementy
nadprzyrodzone, odrobina czarów i magii, ale to nie one są w obrazie
najbardziej przerażające. W sercu filmu jest ukazana toksyczna relacja dwojga
młodych ludzi – obydwoje są gotowi na wszystko, żeby zdobyć siebie – i to w
filmie przeraża najbardziej. Czy można to traktować jako metaforę współczesnych
często szkodliwych i krzywdzących interpersonalnych relacji między młodymi
ludźmi, którzy nie wiedzą jak zainicjować i podtrzymywać związek?
Film jednak mnie nie przekonał. Myślę, że scenariusz jest
skrojony pod młodszego widza – nastolatka, dwudziestokilkulatka. Doceniam
pomysł twórców i dobre role młodych, nieopatrzonych jeszcze aktorów, ale nie
wyszedłem z kina zachwycony tą produkcją, czy też przerażony wybranymi scenami.
W ubiegłym roku miałem swoją fascynację „Zniknięciami”, rok wcześniej
niesamowitą „Substancją”. W rym roku na mój ulubiony horror muszę jeszcze
zaczekać.
Moja ocena: 6/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz