„O CZYM SOBIE NIE MÓWIMY” (Le cose non dette), Włochy 2026
Premiera kinowa: 17 lipca 2026
Kinematografia włoska z pewnością należy do najlepszych na
świecie i od czasu do czasu produkuje prawdziwą, unikalną perłę. Myślę, że w
tym roku taką perłą jest nowa produkcja Gabriele Muccino „O czym sobie nie
mówimy”.
Elisa (Miriam Leone) i Carlo (Stefano Accorsi) wydają się
być małżeństwem idealnym. Łączy ich intelektualne spojrzenie na świat, wysokie
wyczucie estetyki, prawdziwa komunia dusz i wzajemna fascynacja. Jedynym
problemem, który wkrada się do ich związku jest brak dziecka. Podobnie z pozoru
udanym małżeństwem są też najbliżsi przyjaciele Elisy i Carla – neurotyczna
Anna (Carolina Crescentini) oraz Paolo (Claudio Santamaria). Ta para ma córkę –
Vittorię (Margherita Pantaleo). Co ciekawe, Elisa i Paolo doskonale się
rozumieją i cenią czas spędzany wspólnie, ale to nie oni stają się przyczyną kryzysu w obu związkach.
Carlo – wykładowca uniwersytecki – poznaje atrakcyjną i
bezpruderyjną studentkę Blu (Beatrice Savignani). Czy wspólny wyjazd czwórki
przyjaciół do pięknego egzotycznego Tangeru uzdrowi relacje między małżonkami?
Sytuacja wydaje się być banalna i typowo melodramatyczna,
ale Muccino, czerpiąc inspirację z powieści „Siracusa” Delii Ephron, tworzy
poruszający i świetnie przedstawiony obraz związku, który napotkał ogromne
przeszkody. Accorsi jako Carlo błyskotliwie wciela się w postać mężczyzny
kochającego dwie kobiety i kompletnie zagubionego w swoich uczuciach, a w
kreacji tej nie ma nawet cienia kiczu czy wtórności. Reżyser w wyjątkowy sposób
przedstawia relacje między bohaterami – pozornie idylliczną miłość Elisy i
Carla, ale też drugi związek – Anny i Paola, który jest w fazie rozkładu.
Przewrażliwiona kobieta nie radzi sobie z dorastaniem ukochanego dziecka, a mężczyzna
nie jest już w stanie dłużej akceptować agresywnych ataków ze strony swojej
żony.
Każda scena, każdy dialog w filmie są istotne dla rozwoju
akcji i pełnego zrozumienia fabuły, a zakończenie – wprawdzie otwarte i dające
widzowie pewne pole do interpretacji, nie pozostawia złudzeń i nadziei na dobrą
przyszłość.
Film jest do bólu prawdziwy. Nie ma w nim nawet odrobiny
tanich rozwiązań, czy kinowych klisz, choć z pewnością uniknięcie takowym w
prezentowanym temacie wymagało nie lada wyczucia smaku i kreatywności twórców.
Z pewnością pomogły piękne ujęcia w malowniczym marokańskim Tangerze oraz
wybitne kreacje szóstki aktorów: Leone, Accorsi, Crescentini, Santamarii,
Savignani, lecz także Pantaleo w roli nieco zdezorientowanego, choć też wysoce
świadomego dziecka przeobrażającego się w nastolatkę.
Film wydaje się prezentować jeden z najciekawszych
wizerunków mężczyzny przeżywającego
kryzys wieku średniego we współczesnym kinie. Postawa Carla, bezgranicznie
zakochanego w dwóch pięknych kobietach, pozwala zrozumieć jego rozdarcie, co,
naturalnie, nie oznacza, że należy tę postawę pochwalać.
„O czym sobie nie mówimy” ogląda się znakomicie – to pięknie
sfotografowany i doskonale zagrany obraz tragedii, która rozgrywa się w dwóch
rodzinach. Myślę, że zainteresuje naprawdę każdego, nie tylko wielbicieli
włoskiej kinematografii. To jeden z najlepszych filmów, jakie obejrzałem
dotychczas w tym roku.
Moja ocena: 9/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz