piątek, 31 lipca 2026

 

„O CZYM SOBIE NIE MÓWIMY” (Le cose non dette), Włochy 2026


Premiera kinowa: 17 lipca 2026

Kinematografia włoska z pewnością należy do najlepszych na świecie i od czasu do czasu produkuje prawdziwą, unikalną perłę. Myślę, że w tym roku taką perłą jest nowa produkcja Gabriele Muccino „O czym sobie nie mówimy”.

Elisa (Miriam Leone) i Carlo (Stefano Accorsi) wydają się być małżeństwem idealnym. Łączy ich intelektualne spojrzenie na świat, wysokie wyczucie estetyki, prawdziwa komunia dusz i wzajemna fascynacja. Jedynym problemem, który wkrada się do ich związku jest brak dziecka. Podobnie z pozoru udanym małżeństwem są też najbliżsi przyjaciele Elisy i Carla – neurotyczna Anna (Carolina Crescentini) oraz Paolo (Claudio Santamaria). Ta para ma córkę – Vittorię (Margherita Pantaleo). Co ciekawe, Elisa i Paolo doskonale się rozumieją i cenią czas spędzany wspólnie, ale to nie oni stają  się przyczyną kryzysu w obu związkach.

Carlo – wykładowca uniwersytecki – poznaje atrakcyjną i bezpruderyjną studentkę Blu (Beatrice Savignani). Czy wspólny wyjazd czwórki przyjaciół do pięknego egzotycznego Tangeru uzdrowi relacje między małżonkami?

Sytuacja wydaje się być banalna i typowo melodramatyczna, ale Muccino, czerpiąc inspirację z powieści „Siracusa” Delii Ephron, tworzy poruszający i świetnie przedstawiony obraz związku, który napotkał ogromne przeszkody. Accorsi jako Carlo błyskotliwie wciela się w postać mężczyzny kochającego dwie kobiety i kompletnie zagubionego w swoich uczuciach, a w kreacji tej nie ma nawet cienia kiczu czy wtórności. Reżyser w wyjątkowy sposób przedstawia relacje między bohaterami – pozornie idylliczną miłość Elisy i Carla, ale też drugi związek – Anny i Paola, który jest w fazie rozkładu. Przewrażliwiona kobieta nie radzi sobie z dorastaniem ukochanego dziecka, a mężczyzna nie jest już w stanie dłużej akceptować agresywnych ataków ze strony swojej żony.

Każda scena, każdy dialog w filmie są istotne dla rozwoju akcji i pełnego zrozumienia fabuły, a zakończenie – wprawdzie otwarte i dające widzowie pewne pole do interpretacji, nie pozostawia złudzeń i nadziei na dobrą przyszłość.

Film jest do bólu prawdziwy. Nie ma w nim nawet odrobiny tanich rozwiązań, czy kinowych klisz, choć z pewnością uniknięcie takowym w prezentowanym temacie wymagało nie lada wyczucia smaku i kreatywności twórców. Z pewnością pomogły piękne ujęcia w malowniczym marokańskim Tangerze oraz wybitne kreacje szóstki aktorów: Leone, Accorsi, Crescentini, Santamarii, Savignani, lecz także Pantaleo w roli nieco zdezorientowanego, choć też wysoce świadomego dziecka przeobrażającego się w nastolatkę.

Film wydaje się prezentować jeden z najciekawszych wizerunków mężczyzny  przeżywającego kryzys wieku średniego we współczesnym kinie. Postawa Carla, bezgranicznie zakochanego w dwóch pięknych kobietach, pozwala zrozumieć jego rozdarcie, co, naturalnie, nie oznacza, że należy tę postawę pochwalać.

„O czym sobie nie mówimy” ogląda się znakomicie – to pięknie sfotografowany i doskonale zagrany obraz tragedii, która rozgrywa się w dwóch rodzinach. Myślę, że zainteresuje naprawdę każdego, nie tylko wielbicieli włoskiej kinematografii. To jeden z najlepszych filmów, jakie obejrzałem dotychczas w tym roku.

Moja ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz