niedziela, 21 czerwca 2026

 

„OJCZYZNA” (Fatherland) Polska / Niemcy / Francja / Włochy 2026


Premiera kinowa: 19 czerwca 2026

W kinach można obecnie obejrzeć najnowszy film bodaj najbardziej rozpoznawalnego współczesnego polskiego reżysera, Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna”.

Dość statyczna akcja filmu rozgrywa się w 1949 roku w podzielonej na konferencji w Poczdamie wschodniej i zachodniej części Niemiec. Obraz Pawlikowskiego jest urywkiem biografii Tomasza Manna (Hanns Zischler), jednego z najwybitniejszych niemieckich prozaików wszech czasów. Pisarz przybywa do Niemiec ze swoją córką Eriką (fenomenalna Sandra Huller) po wieloletniej emigracji do Stanów Zjednoczonych. W pewnym sensie film wpisuje się w konwencję kina drogi, gdyż Mann wraz z Eriką podróżują z Frankurtu do Weimaru – w obu miastach, które dzieli Żelazna Kurtyna pisarz ma odebrać Nagrodę Goethego. Pobyt Manna i Eriki w Europie zbiega się ze śmiercią syna Tomasza, Klausa (August Diehl), który popełnia samobójstwo w Cannes.

„Ojczyzna” to kino intelektualno-artystyczne. Słyszymy fragmenty prozy Manna, urywki jego przemówień, dysputy pisarza i jego córki, dotyczące przeszłości i przyszłości państwa niemieckiego. Pawlikowski w intrygujący sposób uwypukla różnice między strefą zachodnią a częścią z wpływami radzieckimi.

Artyzm filmu polega na jego monochromatycznym pięknie. Każda scena, bez wyjątku, sfotografowana jest przez wybitnego Łukasza Żala w sposób wyjątkowy, niezwykle estetyczny. Wydaje się, że artystyczne walory „Ojczyzny” przewyższają nawet kunszt zdjęć do „Idy” i ‘Zimnej wojny”. Film ogląda się z ogromnym smakiem.

Choć Zischler jako surowy, dystyngowany Mann, nawet fizycznie przypominający swojego bohatera, jest w filmie bardzo dobry, nieomal każdą scenę (może z wyjątkiem końcowego ujęcia koncertu w opuszczonym kościele) skrada mu Sandra Huller. To niewątpliwie jedna z najzdolniejszych, jeśli nie najwybitniejsza, współczesna europejska aktorka średniego pokolenia. Jej miny, gesty, słowa budują wyjątkową postać. Trudno powiedzieć, czy to kreacja pierwszo- czy drugoplanowa, ale jest to aktorstwo na najwyższym poziomie.

Przemiłym akcentem jest gościnny występ Joanny Kulig, która wciela się w postać piosenkarki na bankiecie z okazji przyznania nagrody pisarzowi.

Czy to zatem kino idealne? Otóż, nie. Mam wrażenie, że film nie angażuje widza emocjonalnie, jest surowy jak postać Tomasza Manna. Wprawdzie w obrazie pojawiają się sceny wzruszenia, czy poruszenia, ale nie są to chwile (może z dwoma wyjątkami) na długo zapadające w pamięć.

Moja opinia, będzie pewnie niepopularna, ale moim ulubionym filmem Pawlikowskiego pozostaje „Lato miłości” z 2004 roku z genialnymi rolami Emily Blunt i Natalie Press, bo to film, w którym aż kipi od emocji, a tego w kinie bardzo potrzebuję.

Moja ocena: 8/10 (głównie za walory artystyczne i niesamowitą rolę Huller)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz