„OJCZYZNA” (Fatherland) Polska / Niemcy / Francja / Włochy 2026
Premiera kinowa: 19 czerwca 2026
W kinach można obecnie obejrzeć najnowszy film bodaj
najbardziej rozpoznawalnego współczesnego polskiego reżysera, Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna”.
Dość statyczna akcja filmu rozgrywa się w 1949 roku w
podzielonej na konferencji w Poczdamie wschodniej i zachodniej części Niemiec.
Obraz Pawlikowskiego jest urywkiem biografii Tomasza Manna (Hanns Zischler),
jednego z najwybitniejszych niemieckich prozaików wszech czasów. Pisarz
przybywa do Niemiec ze swoją córką Eriką (fenomenalna Sandra Huller) po
wieloletniej emigracji do Stanów Zjednoczonych. W pewnym sensie film wpisuje
się w konwencję kina drogi, gdyż Mann wraz z Eriką podróżują z Frankurtu do
Weimaru – w obu miastach, które dzieli Żelazna Kurtyna pisarz ma odebrać Nagrodę
Goethego. Pobyt Manna i Eriki w Europie zbiega się ze śmiercią syna Tomasza,
Klausa (August Diehl), który popełnia samobójstwo w Cannes.
„Ojczyzna” to kino intelektualno-artystyczne. Słyszymy
fragmenty prozy Manna, urywki jego przemówień, dysputy pisarza i jego córki, dotyczące
przeszłości i przyszłości państwa niemieckiego. Pawlikowski w intrygujący
sposób uwypukla różnice między strefą zachodnią a częścią z wpływami
radzieckimi.
Artyzm filmu polega na jego monochromatycznym pięknie. Każda
scena, bez wyjątku, sfotografowana jest przez wybitnego Łukasza Żala w sposób
wyjątkowy, niezwykle estetyczny. Wydaje się, że artystyczne walory „Ojczyzny”
przewyższają nawet kunszt zdjęć do „Idy” i ‘Zimnej wojny”. Film ogląda się z
ogromnym smakiem.
Choć Zischler jako surowy, dystyngowany Mann, nawet fizycznie
przypominający swojego bohatera, jest w filmie bardzo dobry, nieomal każdą
scenę (może z wyjątkiem końcowego ujęcia koncertu w opuszczonym kościele)
skrada mu Sandra Huller. To niewątpliwie jedna z najzdolniejszych, jeśli nie
najwybitniejsza, współczesna europejska aktorka średniego pokolenia. Jej miny,
gesty, słowa budują wyjątkową postać. Trudno powiedzieć, czy to kreacja
pierwszo- czy drugoplanowa, ale jest to aktorstwo na najwyższym poziomie.
Przemiłym akcentem jest gościnny występ Joanny Kulig, która
wciela się w postać piosenkarki na bankiecie z okazji przyznania nagrody
pisarzowi.
Czy to zatem kino idealne? Otóż, nie. Mam wrażenie, że film
nie angażuje widza emocjonalnie, jest surowy jak postać Tomasza Manna.
Wprawdzie w obrazie pojawiają się sceny wzruszenia, czy poruszenia, ale nie są
to chwile (może z dwoma wyjątkami) na długo zapadające w pamięć.
Moja opinia, będzie pewnie niepopularna, ale moim ulubionym
filmem Pawlikowskiego pozostaje „Lato miłości” z 2004 roku z genialnymi rolami
Emily Blunt i Natalie Press, bo to film, w którym aż kipi od emocji, a tego w
kinie bardzo potrzebuję.
Moja ocena: 8/10 (głównie za walory artystyczne i
niesamowitą rolę Huller)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz