„DZIEŃ OBJAWIENIA” (Disclosure Day), USA 2026
Premiera kinowa: 9 czerwca 2026
Steven Spielberg jest bez wątpienia jednym z najważniejszych
reżyserów we współczesnym kinie. Na ekranach właśnie pojawiła się jego nowa
produkcja – thriller science fiction „Dzień objawienia”. Czy Spielberg jest
nadal w formie?
Reżyser sięgał już kilkukrotnie po tematykę science fiction,
choćby w słynnym filmie „ET”, czy w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia”. W
„Dniu objawienia” świat stoi w obliczu III wojny światowej, a Stany Zjednoczone
znajdują się w obliczu kryzysu po tym, jak pracownik instytutu naukowego
Wardex, Daniel Kellner (przesympatyczny Josh O’Connor), wykrada wraz ze swoją
dziewczyną Jane (Eve Hewson) ściśle poufne materiały dotyczące życia istot
pozaziemskich na naszej planecie. Podczas ucieczki Jane i Daniel otrzymują
pomoc od Hugo (Colman Domingo) i innych pracowników Wardexu, sprzeciwiających
się dyktaturze i nielegalnym działaniom szefa instytutu, Noaha Snanlona (Colin
Firth).
Daniel jest wybranym – od dzieciństwa wie o istnieniu
pozaziemskich cywilizacji. Kolejną wybraną jest Margaret Fairchild (Emily
Blunt), urocza pogodynka lokalnej stacji telewizyjnej w Kansas. Do czego
doprowadzi spotkanie dwojga wybranych?
Film z jednej strony jest ciekawy i trzymający w napięciu,
widoczne są jednak pewne luki i nieścisłości scenariuszowe. Dużym atutem jest
doborowa, gwiazdorska obsada – para głównych aktorów – Blunt i O’Connor –
wypada na ekranie znakomicie, niezwykłe są też zdjęcia autorstwa Polaka,
Janusza Kamińskiego, stałego współpracownika Spielberga. Już w pierwszej
scenie, gdzie obserwujemy walkę MMA, sposób filmowania walczących jest nowatorski.
Na uznanie zasługuje także klasyczna filmowa ścieżka dźwiękowa – kolejne dzieło
Johna Williamsa. A jednak film nie jest doskonały. Ogląda się go nieco jak obraz
z lat 80-tych lub 90-tych – podobny jest sposób narracji, rozwój intrygi, ukazanie
bohaterów. Czy to zarzut? Dla mnie nie, ale wielu wielbicieli kina chciałoby w
2026 roku zobaczyć w produkcji science fiction Spielberga coś bardziej
innowacyjnego, niesamowitego, zapierającego dech w piersiach.
Moim zdaniem, „Dzień objawienia” to film przyzwoity, ale nie
wybitny. Z pewnością nie przejdzie do historii kina o istotach pozaziemskich,
tak jak się to udało takim produkcjom jak „E.T.”, „Kontakt”, „Interstellar”, „Nowy
początek” (świetny i bardzo niedoceniony), czy wielki tegoroczny przebój „Projekt
Hail Mary” z genialną rolą Ryana Goslinga. „Dzień objawienia” ogląda się dobrze,
to film o potędze marzeń i wspomnień, o okrucieństwie ludzi wobec obcych, o
tajemnicach, jakie kryje kosmos, ale też Ziemia. Ciekawe jest otwarte
zakończenie, ale po filmie czuje się pewien niedosyt. Spielberg nie zadał sobie
nawet trudu, by ukazać ufoludki w nowoczesny, bardziej kreatywny sposób.
Podsumowując, film można obejrzeć, ma wiele plusów, ale zdecydowanie
nie przypadnie do gustu wszystkim widzom. Jest nieco zbyt pełen symboli i nawiązań. Mnie ujął jednak swoim sposobem realizacji, który kojarzy mi się z twórczością Spielberga z mojego dzieciństwa
Moja ocena:8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz