sobota, 24 stycznia 2026

 

„WIELKA WARSZAWSKA”, Polska 2025

Premiera kinowa: 23 stycznia 2026


Pora na pierwszą w tym roku recenzję polskiej produkcji – to trzymająca w napięciu „Wielka Warszawska” Bartłomieja Ignaciuka.

Końcówka moich ukochanych lat 80-tych. Młody dżokej z Sopotu, Krzysztof (świetna rola niezawodnego Tomasza Ziętka), syn stajennego (bardzo dobry drugi plan Ireneusza Czopa) marzy o zawodowej karierze i wyścigach na Służewcu. Bez przerwy ćwiczy, jest w konflikcie z ojcem, który odradza mu profesjonalne gonitwy. Niespodziewanie nadarza się okazja udziału w wyścigu na Służewcu. Krzysztof nieoczekiwanie wygrywa i wkracza w brudny, skorumpowany świat hazardu, kontrolowanego przez mafię. Jak w tej sytuacji poradzi sobie młody, skromny chłopak?

Film trzyma napięcie. Obserwujemy wyścigi konne, ukazane w niepowtarzalny, spektakularny sposób – brawa dla operatora za zdjęcia. Przez cały czas sekundujemy też Krzysztofowi – nie tylko, żeby wygrywał, ale żeby też ocalił swoje człowieczeństwo. Ziętek jest znakomity w tej moralnie dwuznacznej roli, fizycznie i psychologicznie jest stworzony, by zagrać dżokeja Krzyśka w „Wielkiej Warszawskiej”.

Film to także cała plejada znakomitych ról drugoplanowych – rozpoczynając od wspomnianego Ireneusza Czopa, jako Kajtka, ojca chłopaka. Zapadające w pamięć role tworzą także Marcin Bosak jako przestępca Omar (nie przepadam za tym aktorem, ale tu jest po prostu bardzo dobry), Tomasz Sapryk jako trener Krzyśka, mistrz drugiego planu – Andrzej Konopka jako Zigi – nielegalny bukmacher, świetny Mirosław Kropielnicki jako lubiący wyścigi Pan Ryszard – szef mafii, czy Agnieszka Żulewska w nietypowej dla siebie roli prostytutki Ireny.

Film ukazuje trudne lata początków transformacji, lata nielegalnych transakcji, gdzie rządzą brudne pieniądze, przekręty, przestępstwa, bezwzględność i okrucieństwo. Nutę nostalgii ociepla doskonała ścieżka dźwiękowa z wieloma szlagierami z lat 80-tych, jak choćby „Simple story” Maanamu, „Strzeż się tych miejsc” grupy Klaus Mitffoch, „Just like heaven” The Cure, czy „Everywhere” Fleetwood Mac.

Obok błyskotliwego aktorstwa najmocniejszą stroną filmu jest wartka akcja – sceny sportowe przeplatane zapierającymi dech w piersiach momentami, kiedy Krzysztofowi grozi realne niebezpieczeństwo, podtrzymują energię filmu.

Od początku miałem wrażenie, że „Wielka Warszawska” będzie dobrym polskim filmowym rozpoczęciem roku i na szczęście intuicja mnie nie zawiodła. Film z Tomaszem Ziętkiem jest zdecydowanie wart uwagi. Polecam!

Moja ocena: 7,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz