sobota, 29 listopada 2025

 

„UWIERZ W MIKOŁAJA 2”, Polska 2025

Premiera kinowa: 7 listopada 2025


Sezon świąteczny za pasem, jutro pierwszy dzień grudnia, pora na recenzję pierwszego tegorocznego gwiazdkowego przeboju kinowego „Uwierz w Mikołaja 2”.

Film trafił na ekrany 7 listopada, podobnie jak „Dom dobry”, i o ile film Smarzowskiego wbija w fotel i wywraca rzeczywistość widza z siłą Niagara Falls, „Uwierz w Mikołaja 2” to sympatyczne kino familijne (mimo przekleństw bohaterki granej przez Dorotę Stalińską), które wprowadza w dobry, świąteczny nastrój, mimo że porusza także poważną tematykę. Film jest sequelem produkcji z 2023 roku.

Film, podobnie jak jego pierwsza część, toczy się dwutorowo i ukazuje losy pensjonariuszy Domu Seniora „Happy End” oraz ich młodych rodzin. Ania (Agnieszka Więdłocha) wychodzi za ukochanego Roberta (Mateusz Janicki), a relacja Agnieszki (Aleksandra Grabowska) z Mikołajem (Grzegorz Daukszewicz) nie układa się najlepiej i może ją uratować jedynie magia Świąt. Tymczasem więzienie opuszcza były mąż Ani i ojciec Zosi, Artur (Antoni Pawlicki). Przyczynia się w dużej mierze do zasłabnięcia i poważnych komplikacji zdrowotnych babci Sabinki (Marta Lipińska), która musi walczyć o życie w szpitalu.

Zosia wraz ze swoją macochą Aldoną (piękna Michalina Sosna) udaje się do Warszawy, aby szukać ratunku i prosić prawdziwego Świętego Mikołaja o zdrowie dla babci Sabinki.

Obok kryzysu zdrowia Sabiny w domu „Happy End” największą sensacją jest pojawienie się nowego pensjonariusza, Aleksandra (Olgierd Łukaszewicz). Czy stałym mieszkankom uda się zdobyć jego serce lub choćby sympatię?

Film nie jest pewnie największym osiągnięciem w historii polskiej kinematografii, ale ma w sobie dużo uroku i ciepła oraz pokazuje wiarę w dobro człowieka. Nie zawodzi zestaw starszych aktorów – Teresa Lipowska, Izabela Olejnik (pamiętna mama Darka z serialu „Siedem życzeń”), świetna Ewa Szykulska, przeurocza Elżbieta Starostecka, Dorota Stalińska, czy Krystyna Tkacz. Dojrzali aktorzy przyćmiewają swoją grą i talentem młode pokolenie, może z wyjątkiem Michaliny Sosny.

Film miał dla mnie szczególny charakter, bo pośród kończących film napisów można było przeczytać – dwukrotnie! - nazwisko Alicji Firszt, córki moich przyjaciół – Urszuli i Krzysztofa, która pełniła w filmie rolę asystentki reżysera. Brawo, Alicja. Życzę Ci z całego serca dalszych sukcesów i pracy z najlepszymi twórcami polskiego kina.

Film warto zobaczyć w okresie przedświątecznym, żeby trochę odpocząć, zrelaksować się i zapomnieć o ogromie gwiazdkowych obowiązków.

Moja ocena: 6/10

czwartek, 27 listopada 2025

 „GDYBY NIE TY” (Regretting you), USA / Niemcy 2025

Polska premiera: 24 października 2025


Coleen Hoover jest niekwestionowaną królową literatury young adult, a ogromny sukces adaptacji jej bestselleru „It ends with us” z Blake Lively był zapowiedzią, że twórcy kina zabiorą się za ekranizację jej kolejnych powieści. I tak właśnie się dzieje – na ekrany kin trafił film „Gdyby nie ty” na motywach powieści Coleen Hoover.

Film rozpoczyna spotkanie nastoletnich przyjaciół na plaży – Morgan (Allison Williams) jest dziewczyną bożyszcza tłumów – przystojnego Chrisa (Scott Eastwood, syn legendarnego Cliffa), zaś jej siostra Jenny (Willa Fitzgerald) spotyka się z młodym intelektualistą Jonah (Dave Franco).  Właśnie tam na plaży Morgan wyznaje Jonah, że spodziewa się dziecka z Chrisem…

Niepostrzeżenie mija 17 lat i poznajemy rezolutną Clarę (Mckenna Grace), córkę Morgan i Chrisa. Jenny i Jonah także nadal tworzą związek, ale ich dziecko ma dopiero roczek. Kiedy w rodzinie dochodzi do tragicznego wypadku, świat Morgan i Clary zmienia się nieodwracalnie, a na światło dzienne wychodzą mroczne sekrety z przeszłości…

Film być może nie byłby zły, gdyby nie był przewidywalny od pierwszej po ostatnią chwilę. Razi też, że role nastolatków i trzydziestoparolatków grają ci sami aktorzy, a na dodatek na przykład Scott Eastwood za pół roku będzie celebrował swoje 40. urodziny, więc naprawdę nie wypada wiarygodnie jako nastolatek. Ogromnym rozczarowaniem filmu jest grająca główną rolę Allison Williams. Pamiętam ją z intrygującej roli w filmie „Uciekaj!” Jordana Peele’a, ale w „Gdyby nie ty” jest nie do zniesienia – nienaturalna, drewniana, negatywnie zaskakująca.

Na szczęście film ma też swoje mocniejsze strony i są to z pewnością role młodych aktorów – pełnej energii Mckenny Grace jako Clary oraz jej chłopaka Millera (Mason Thames). Mckenna jest śliczna, dobrze wypada przed kamerą i w przeciwieństwie do swojej filmowej mamy jest po prostu autentyczna – wróżę jej prawdziwą karierę, natomiast Mason Thames jest obecnie jednym z najbardziej rozchwytywanych młodych aktorów i miał w 2025 roku trzy naprawdę liczące przeboje: zagrał rolę Czkawki w aktorskiej adaptacji „Jak wytresować smoka”, w sequelu horroru „Czarny telefon” oraz w ekranizacji powieści Coleen Hoover.

Niestety, młodzi aktorzy filmu nie uratowali i „Gdyby nie ty” pozostał nieco ckliwym melodramatem, w którym wszystko jest oczywiste i od początku wiadomo, co się wydarzy. Nie jest to najgorszy film roku, ale pójście do kina tylko na własną odpowiedzialność.

Moja ocena: 5/10


niedziela, 23 listopada 2025

 

„WICKED: NA DOBRE” (Wicked: For Good), USA 2025


Premiera kinowa: 21 listopada 2025

Kraina Oz i pojedynek dwóch czarownic – Elfaby i Glindy  odwiecznych rywalek, a przy tym najbliższych przyjaciółek - powraca na ekrany kin – druga część musicalu „Wicked” Stephena Schwartza na podstawie powieści Winnie Holzman w reżyserii Jona M. Chu właśnie miała swoją premierę. Czy część druga okazała się lepsza i atrakcyjniejsza od części pierwszej?

Elfaba (Cynthia Erivo), znana obecnie jako Zła Czarownica z Zachodu, walczy z niesprawiedliwością, która spotyka wielu mieszkańców Krainy Oz, w tym wszystkie zwierzęta. Tymczasem Glinda (boska Ariana Grande), wspierająca Czarnoksiężnika z Krainy Oz (Jeff Goldblum) i Madame Morrible (Michelle Yeoh), zaręcza się z Fijero (Jonathan Bailey). Szkopuł tkwi w tym, że książę naprawdę zakochany jest w Elfabie – czarownicy o szmaragdowej skórze.

Druga część „Wicked” pozwala nam także poznać losy Nessy (Marissa Bode) – siostry Elfaby, której życie nie szczędziło trudności i wysiłków. Duży wpływ na losy mieszkańców Krainy ma wielki huragan, który przynosi z Kansas dom małej dziewczynki, Dorotki i jej psa. Dorotka sprzymierza się z Tchórzliwym Lwem, Strachem na Wróble i Blaszanym Drwalem. Czy ta mała dziewczynka na zawsze zmieni zasady obowiązujące w Krainie Oz?

Film jest oczywiście perfekcyjny – efekty specjalne (choćby skrzydlate małpy lub przeloty Złej Czarownicy na miotle) wywołują u widza okrzyki zachwytu, piosenki są piękne, a musicalowe wykonania, głównie Cynthii Erivo i Ariany Grande, porażają pięknem i czystością głosów, układy choreograficzne i feerie barw na ekranie są niesamowite, a mimo to część druga nie wydaje się spełniać wszystkich pokładanych w niej nadziei. Film jest nieco przydługi, a cała historia nie aż tak pasjonująca i oszałamiająca jak w części pierwszej. Wydaje się, że film sprzed roku oferował także widzom lepsze piosenki, bardziej chwytliwe i wpadające w ucho przeboje.

Erivo jest doskonała jako Elfaba, skrzywdzona przez los czarownica, która z powodu fałszywych oskarżeń staje się wrogiem numer jeden w Krainie Oz. Jej wykonania są przepiękne, precyzyjne, pełne emocji i zaangażowania, ale druga część „Wicked” ponownie należy do Ariany Grande i jej Glindy. Aktorka i piosenkarka jest doskonała w każdej scenie – w każdej kwestii, geście, piosence. Obie części filmu pozwoliły mi diametralnie zmienić nastawienie do artystki, z pewnością pomogła też ostatnia płyta „Eternal Sunshine”. Czy w przypadku obu aktorek skończy się na kolejnej Oscarowej nominacji?

Nie każdy lubi musicale i nie każdy pokocha „Wicked”, zwłaszcza drugą część, ja jednak stanowczo polecam film, bo to świetna rozrywka i okazja do zobaczenia czegoś wyjątkowego na złotym ekranie.

Moja ocena: 7/10

 

„BUGONIA” (Bugonia), USA / Korea Południowa / Irlandia / Kanada / Wielka Brytania 2025


Premiera kinowa: 7 listopada 2025

Grecki reżyser Yorgos Lanthimos, twórca „Biednych istot” i „Faworyty”, nie przestaje zaskakiwać. Jego najnowszy film „Bugonia” to prawdziwa jazda bez trzymanki…

Teddy (fantastyczny Jesse Plemons) – aktywista i wielbiciel teorii spiskowych - oraz jego autystyczny kuzyn Don (Aidan Delbis) – dwaj dziwacy i abnegaci – porywają Michelle (wspaniała Emma Stone, która powoli staje się muzą Lanthimosa – to już ich czwarty wspólny film), atrakcyjną panią prezes farmaceutycznej korporacji Auxolith, golą jej głowę i przetrzymują w piwnicy, uważając ją za przybysza z kosmosu, który wraz ze swoją cywilizacją zamierza zniszczyć Ziemię. Co może wyniknąć z tej absurdalnej i wręcz patowej sytuacji?

Film jest aktorskim pojedynkiem trójki głównych postaci – Plemonsa, Stone i Delbisa. Nie wiem nic o tym ostatnim, ale jako autystyczny kuzyn wypada tak przekonująco, że można mieć wrażenie, że w filmie gra naturszczyk z prawdziwym spektrum autyzmu (podobnie myląca swego czasu była rola młodego Leonardo DiCaprio w produkcji „Co gryzie Gilberta Grape’a).  Plemons, który wcześniej pokazał, że jest świetny, choćby w „Rodzajach życzliwości”, czy „Psich pazurach”, tu tworzy rolę życia i jeśli Akademia nie przyzna mu nominacji do Oscara, skrzywdzi aktora swoją decyzją. Emma Stone jest ponownie fenomenalna i olśniewająca. Aktorka nie pierwszy raz pokazuje, że jest gotowa zagrać wszystko, że jest zwierzęciem filmowym i w jej aktorstwie nie ma absolutnie żadnych barier. Każda scena z jej udziałem przykuwa uwagę, a moment, kiedy podczas jazdy samochodem śpiewa „Good Luck, Babe!” wraz z Chappell Roan jest chyba moim ulubionym fragmentem filmu.

Zakończenie mocno zaskakuje i choć film nie jest tak mocny jak „Biedne istoty”, z pewnością znajdzie uznanie wielbicieli Lanthimosa. Reżyser kpi w filmie z wszelkich teorii spiskowych, rzekomych wpływów wielkich koncernów na życie człowieka i wiary w pozaziemskie cywilizacje. Film jest remakiem południowokoreańskiej produkcji „Save the Green Planet”, ale grecki reżyser zręcznie go przearanżował na potrzeby europejskiego i amerykańskiego rynku.

„Bugonia” to kino, które cenię najbardziej – nieoczywiste, intrygujące, doskonałe aktorsko i zaskakujące. Jeśli ktoś lubi filmowe rollercoastery, „Bugonia” jest z pewnością dla niego.

Moja ocena: 9/10

 

„MINISTRANCI”, Polska 2025

Premiera kinowa: 21 listopada 2025


Już wiem, dlaczego „Ministranci” wygrali tegoroczny Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Trzecia kinowa produkcja Piotra Domalewskiego – po „Cichej nocy” i „Jak najdalej stąd” z rewelacyjną Zofią Stafiej (dlaczego twórcy kina nie wykorzystują potencjału tej aktorki?) i wreszcie rewelacyjni „Ministranci”. Jeśli dodamy do tego niepokojący film „Hiacynt”, otrzymujemy obraz bardzo dobrego reżysera.

Jesteśmy w małym miasteczku tuż przy granicy z Ukrainą. Toczy się wojna, ale nie ona jest tematem filmu. Czterech chłopców ze szkoły podstawowej – Filip (wspaniała i przejmująca rola Tobiasza Wajdy), Gustaw – Gucci (Bruno Błach-Baar) oraz Kurczak i Mały Kurczak (bracia Mikołaj i Filip Juszczykowie) – spędzają czas na spotkaniach, zabawach i psikusach, ale tym, co ich naprawdę łączy jest głęboka i prawdziwa wiara w Boga oraz pełnienie służby ministranta. Filip ma trudne życie, jego młoda matka (nieprzekonująca w tej roli Kamila Urzędowska) walczy z depresją i alkoholizmem i z trudem wiąże koniec z końcem, Gucci z kolei pochodzi z bardzo zamożnej rodziny (jego rodzice rozważają zakup apartamentu za granicą za 540,000 euro, a Kurczaki żyją w przeciętnej rodzinie.

Kiedy chłopcy przez przypadek zauważają, że ksiądz-rekolekcjonista (Tomasz Schuchardt) podbiera haracz dla kurii z ofiar parafian na potrzeby potrzebujących, postanawiają wziąć sprawiedliwość w swoje ręce. Zakładają kamerkę w konfesjonale i postanawiają wspierać potrzebujących pomocy mieszkańców miasteczka pieniędzmi z funduszu parafialnego. Kiedy jednak decydują się naprawiać obecne w mieście zło swoimi działaniami, sytuacja wymyka się spod kontroli…

Film w nienachalny sposób ukazuje problemy małomiasteczkowej społeczności – biedę, samotność, brak widoków na przyszłość, pozorną religijność, przemoc domową, okrucieństwo, wykluczenie, nałogi, bezsilność. To bardzo aktualna i poprawna diagnoza stanu współczesnego polskiego społeczeństwa. Domalewski mówi o problemach w sposób wyważony, nie przekraczając pewnych granic, unika tanich rozwiązań i niepotrzebnego dydaktyzmu.

Wybór chłopców do ról ministrantów to strzał w dziesiątkę. Dziecięcy aktorzy są naturalni, błyskotliwi, zabawni, kiedy trzeba. Na plan pierwszy wysuwa się wspaniała kreacja Tobiasza Wajdy jako Filipa. Wrażliwość, którą chłopiec potrafił wykrzesać w swoich słowach i spojrzeniach, budzi zachwyt. Dobrą rolę tworzy także Sławomir Orzechowski jako ksiądz-proboszcz, a jego bolesne i okrutne słowa „Ty tutaj nie pasujesz” pozostają z widzem na długo.

Film jest smutny i mówi o bardzo poważnych problemach, ale wydaje mi się, że Domalewski chce, żebyśmy wychodzili z kina z optymizmem w sercu, bo w paczce przyjaciół tkwi ogromny potencjał, a przyjaźni nie niszczą żadne dramatyczne wydarzenia.

Bardzo mocną stroną filmu jest scenariusz Domalewskiego. Dialogi są naturalne, prawdziwe, dzieciaki posługują się rzeczywiście takim językiem, jakim mówi współczesna młodzież, a hip-hopowe wstawki są bardzo udane.

Po Festiwalu w Gdyni wybuchła narodowa dyskusja, dlaczego to Domalewski, a nie Smarzowski zdobył Złote Lwy. Gdybym pracował w jury, nie miałbym żadnych wątpliwości przy wyborze mojego kandydata i zasłużona nagroda powędrowałaby do twórców filmu „Ministranci”.

Moja ocena: 9/10

środa, 12 listopada 2025

 

„DOM DOBRY”, Polska 2025

Premiera kinowa: 7 listopada 2025


Wojciech Smarzowski – jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów – przyzwyczaił widzów do niekwestionowanej umiejętności szokowania i epatowania okrucieństwem i patologią. To, co pokazał w „Róży”, obu „Weselach”, „Klerze”, czy „Domu złym” pozostaje z widzem na zawsze. Na obejrzenie „Domu dobrego” jednak mnie nie przygotował…

Gośka (Agata Turkot) to młoda, choć doświadczona już przez życie dziewczyna. Ma za sobą nieszczęśliwą miłość, porzuconą anglistykę i toksyczną matkę z problemem alkoholowym (Agata Kulesza). Kiedy przez Internet poznaje starszego od siebie Grześka (Tomasz Schuchardt), zakochuje się w nim bez pamięci. Mężczyzna imponuje jej erudycją, oczytaniem (prowadzi z nią grę ze znajomości literackich cytatów), ma szerokie kontakty w miasteczku i polityczne ambicje. Na początku jest wręcz bajkowo, idyllicznie, idealnie, ale sielanka szybko się kończy…

Przemoc, której doświadcza młoda kobieta, jest niewyobrażalna – a jest to przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna i ekonomiczna. Obrazy, które przewijają się na ekranie, szokują, wstrząsają, powodują – że tak jak bohaterka w swoim niewyobrażalnym cierpieniu – popadamy w stupor i przestajemy rozróżniać, co jest prawdą, a co fikcją. Wyrafinowane tortury, które stosuje Grzesiek, to coś, czego nie da się zapomnieć.

Poza oskarżeniem przemocy, Smarzowski pokazuje też zaślepienie miłością. Gośka otrzymuje wiele sygnałów i informacji z zewnątrz, które u zdrowego człowieka wywołałyby naturalną potrzebę ucieczki, choćby pierwsze przejawy agresji Grzegorza, ale Gośka jest chora, chora z powodu ślepej miłości, potrzeby bycia u boku mężczyzny, bo chce kochać i być kochana, ale też dlatego, że tak wypada, bo tego oczekuje matka, bo siostra (bardzo dobra drugoplanowa Maria Sobocińska) jest już zamężna.

Wybór Agaty Turkot do roli Gośki jest strzałem w dziesiątkę. To, jak aktorka pokazuje przemianę od nieco naiwnej, zakochanej dziewczyny w tracącą kontakt z rzeczywistością ofiarę przemocy domowej, pokazuje, jak dojrzałą i dobrą jest aktorką. O Tomaszu Schuchardcie od dawna wiadomo, że jest jednym z najlepszych polskich aktorów. To, w jaki sposób gra potwora, bestię, obrzydliwie okrutnego przemocowca, poraża. To rola wybitna, przerażająca, rola, którą się podziwia, ale której nie chce się pamiętać. Smarzowski nie mógł też zapomnieć o swoim ulubionym aktorze – Arkadiuszu Jakubiku – tym razem (i nie jest to raz pierwszy) obsadził go w roli księdza.

To dobrze, że powstał ten film. Może kogoś ostrzeże, może kogoś zmusi do refleksji i wywoła wyrzuty sumienia, bo film obnaża nie tylko potworne oblicze sadystycznego dręczyciela, ale też bezwzględność policji, sądów, prokuratury, dla których ofiara przemocy domowej to nadal wariatka, pomyłka, osoba z zaburzeniami, a nie żadna ofiara.

„Dom dobry” nie jest fikcją. Z przemocą zetknęliśmy się wszyscy. Bicie, lanie, poniżanie pozostaje w wielu domach codziennym porządkiem i może pora się zastanowić, bo scenariusz filmu jest odbiciem tego, co dzieje się w wielu rodzinach.

Pamiętam moment sprzed 15 lat, kiedy wstrząśnięty wychodziłem z kina po obejrzeniu „Domu złego” z Jakubikiem, Dziędzielem i Preiss i długo nie mogłem się uspokoić po tej projekcji. O obejrzeniu „Domu dobrego” chciałbym zapomnieć…

Dziś nie będzie oceny.