czwartek, 30 kwietnia 2026

 

„MICHAEL” (Michael), USA 2026

Premiera kinowa: 24 kwietnia 2026


Długo wyczekiwany biopic o Michaelu Jacksonie trafił wreszcie na ekrany kin, powodując oczekiwane rekordy w box-officie na całym świecie, ale też zalewając Internet falą, delikatnie mówiąc, niepochlebnych opinii. No cóż, większość zgodzi się, że Michael był jednym z największych artystów w historii, ale był też postacią niezwykle kontrowersyjną.

Kontrowersji w filmie nie znajdziemy i jeśli oczekujecie od projekcji, że dowiecie się o Królu Popu czegoś nowego, że otrzymacie pogłębiony rys psychologiczny artysty, że film rozwiąże zagadki i tajemnice związane z ekscentrycznym piosenkarzem, zostańcie w domu. Jeśli zaś czekacie na dwie godziny rozrywki z uproszczoną historią życia gwiazdy, z niesamowitą, niepowtarzalną muzyką, już teraz rezerwujcie bilety do kina.

Historia rozpoczyna się w 1966 roku w mieście Gary, w stanie Indiana, gdzie Joseph Jackson (w tej bardzo dobrej roli dwukrotnie nominowany do Oscara Colman Domingo) tworzy zespół muzyczny Jackson 5, w skład którego wchodzi piątka jego muzycznie uzdolnionych synów: Jermaine, Marlon, Jackie, Tito i najmłodszy Michael. Właśnie mały Michael – wokalista grupy – staje się największą osobowością rodzinnego zespołu. Dzięki determinacji ojca i jego dość niecodziennym metodom wychowawczym, chłopcy osiągają szczyty list przebojów. Fabuła przenosi nas następnie do przełomu lat 70-tych i 80-tych, kiedy Michael wydaje bestellerowy solowy album „Off the Wall”, co prowadzi do nagrania kolejnej płyty – zmieniającego świat muzyczny albumu „Thriller”, który jest do dziś najlepiej sprzedawaną płytą wszech czasów, choć od jej wydania minęło ponad 40 lat…

Film jest właściwie jednym wielkim kolorowym teledyskiem. Sceny muzyczne – fragmenty występów telewizyjnych, nagrań studyjnych, koncertów – są po prostu fenomenalne. Ogromna w tym zasługa aktorów wcielających się w rolę Michaela. Małego muzyka gra Juliano Valdi – jest znakomity i chyba trochę za mało się mówi o tej wybitnej dziecięcej roli. Michaelem starszym jest natomiast autentyczny bratanek Michaela, syn Jermaine’a – Jaafar Jackson. Od pierwszego pojawienia się aktora na ekranie uderza jego niezwykłe fizyczne podobieństwo do Michaela, do tego dochodzi uderzające podobieństwo w głosie, sposobie mówienia, zaś na scenie Jaafar po prostu staje się Michaelem.

W filmie jest wiele fantastycznych momentów – chciałbym wyróżnić kilka scen: kręcenie klipu do piosenek „Beat It” i „Thriller”, cudowny występ na koncercie Motown 25, gdzie Michael premierowo wykonał utwór „Billie Jean” i po raz zaprezentował moonwalk, wieńcząca film scena na stadionie Wembley oraz – paradoksalnie – moment wypadku podczas realizacji reklamy Pepsi.

A czy film jest idealny? Nie, daleko mu do perfekcji – dwie godziny ograniczają możliwość pokazania pełnej biografii gwiazdy, ale rzeczywiście mało dowiadujemy się o życiu wewnętrznym bohatera, a próby pokazania choćby rozterek Jacksona, zwłaszcza podczas zawodowego uniezależniania się od ojca i od wspólnej kariery z braćmi, są nieco niezręczne. W filmie jest wiele niedomówień, brakuje Janet, która nie zgodziła się, żeby jest postać pojawiła się w filmie, a przede wszystkim mankamentem jest brak ukazania jakichkolwiek wad bohatera – filmowy Michael jest nieskończenie dobry, wręcz idealny.

Podsumowując, „Michael” Antoine’a Fuqua nie jest arcydziełem, nie jest wielką biografią wielkiego muzyka, przypomina nieco wysokobudżetowy film telewizyjny. Talent grających w filmie aktorów, ciekawa historia i przede wszystkim fenomenalna muzyka i obraz czynią film ciekawym i godnym uwagi. Polecam, ale nie fanom encyklopedycznych biografii.

Moja ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz