„ŚCIEŻKI ŻYCIA” (The Salt Path), Wielka Brytania 2024
Premiera kinowa: 2 stycznia 2026
Zastanawiałem się, czy na pierwszą tegoroczną recenzję
wybrać mój film ‘sylwestrowy”, czy pierwszy film rzeczywiście obejrzany w 2026
roku, ale ponieważ „Ścieżki życia” Marianne Elliott to film piękny, mądry i
godny rekomendacji, wybieram właśnie pierwszą premierę A.D. 2026.
Raynor (genialna Gillian Anderson) oraz Moth (Jason Isaacs) to brytyjskie małżeństwo, które prowadzi gospodarstwo agroturystyczne. Mają już
prawie samodzielne dzieci, które kończą studia. Na skutek nieprzemyślanych
inwestycji praktycznie z dnia na dzień tracą dom i wszystkie swoje zasoby. Do
tego okazuje się, że Moth cierpi na nieuleczalną chorobę systemu nerwowego CBD,
która utrudnia mu poruszanie się i komunikację.
Z drobnymi pieniędzmi w kieszeni dojrzali już małżonkowie decydują
się spędzić rok na wędrówce wzdłuż południowo-zachodniego brytyjskiego wybrzeża.
Pokonują piętrzące się trudności, walcząc z pogodą i własnymi słabościami, ale
ich nadmorska, słona ścieżka pozwala im na nowo poznać siebie, zrozumieć na
czym polega siła miłości i bycia razem, uwierzyć w dobro i w lepszą przyszłość.
Raynor przez cały czas sporządza notatki na marginesie
przewodnika, który służy im pomocą w czasie wędrówki. Z czasem jej notatki
zostają opublikowane i stają się światowym bestsellerem.
Film jest poruszający, głęboki i bardzo prawdziwy. Ogromna
tu zasługa aktorów. Gillian Anderson – pamiętna agentka Dana Scully z „Archiwum
X” – jest fenomenalna. Całkowicie się obnaża, odsłania ciało i emocje, gra bez
makijażu. Sądzę, że to najważniejsza rola jej życia. Idealnie uzupełnia ją
Jason Isaacs – silny mężczyzna, głowa rodziny, który traci wszystko – zdrowie,
pracę, dom, a mimo to jest niezłomny.
Film jest naprawdę mądry – uczy pokory wobec życia, ale
pokazuje też, że nigdy nie można się poddawać, że trzeba walczyć, bo w
człowieku drzemią nieograniczone pokłady siły. W całej tej przykrej, ponurej, niezwykle
pesymistycznej sytuacji odnajdujemy dużo wiary i optymizmu. Pokłady nadziei wędrującym
Raynor i Mothowi dają także napotkani ludzie – inni piechurzy, mieszkańcy
nadmorskim miejscowości na szlaku, pracownicy przydrożnych barów i pubów.
„Ścieżki życia” to nie jest film łatwy i przyjemny, choć
fotografie klifów, widoki morza i brytyjskiego nabrzeża są naprawdę
spektakularne. To film trudny, zmuszający do myślenia, ale dający dużo nadziei,
a tego nam na początku nowego roku z pewnością potrzeba.
Moja ocena 7,5/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz