niedziela, 4 stycznia 2026

 

„ŚCIEŻKI ŻYCIA” (The Salt Path), Wielka Brytania 2024


Premiera kinowa: 2 stycznia 2026

Zastanawiałem się, czy na pierwszą tegoroczną recenzję wybrać mój film ‘sylwestrowy”, czy pierwszy film rzeczywiście obejrzany w 2026 roku, ale ponieważ „Ścieżki życia” Marianne Elliott to film piękny, mądry i godny rekomendacji, wybieram właśnie pierwszą premierę A.D. 2026.

Raynor (genialna Gillian Anderson) oraz Moth (Jason Isaacs) to brytyjskie małżeństwo, które prowadzi gospodarstwo agroturystyczne. Mają już prawie samodzielne dzieci, które kończą studia. Na skutek nieprzemyślanych inwestycji praktycznie z dnia na dzień tracą dom i wszystkie swoje zasoby. Do tego okazuje się, że Moth cierpi na nieuleczalną chorobę systemu nerwowego CBD, która utrudnia mu poruszanie się i komunikację.

Z drobnymi pieniędzmi w kieszeni dojrzali już małżonkowie decydują się spędzić rok na wędrówce wzdłuż południowo-zachodniego brytyjskiego wybrzeża. Pokonują piętrzące się trudności, walcząc z pogodą i własnymi słabościami, ale ich nadmorska, słona ścieżka pozwala im na nowo poznać siebie, zrozumieć na czym polega siła miłości i bycia razem, uwierzyć w dobro i w lepszą przyszłość.

Raynor przez cały czas sporządza notatki na marginesie przewodnika, który służy im pomocą w czasie wędrówki. Z czasem jej notatki zostają opublikowane i stają się światowym bestsellerem.

Film jest poruszający, głęboki i bardzo prawdziwy. Ogromna tu zasługa aktorów. Gillian Anderson – pamiętna agentka Dana Scully z „Archiwum X” – jest fenomenalna. Całkowicie się obnaża, odsłania ciało i emocje, gra bez makijażu. Sądzę, że to najważniejsza rola jej życia. Idealnie uzupełnia ją Jason Isaacs – silny mężczyzna, głowa rodziny, który traci wszystko – zdrowie, pracę, dom, a mimo to jest niezłomny.

Film jest naprawdę mądry – uczy pokory wobec życia, ale pokazuje też, że nigdy nie można się poddawać, że trzeba walczyć, bo w człowieku drzemią nieograniczone pokłady siły. W całej tej przykrej, ponurej, niezwykle pesymistycznej sytuacji odnajdujemy dużo wiary i optymizmu. Pokłady nadziei wędrującym Raynor i Mothowi dają także napotkani ludzie – inni piechurzy, mieszkańcy nadmorskim miejscowości na szlaku, pracownicy przydrożnych barów i pubów.

„Ścieżki życia” to nie jest film łatwy i przyjemny, choć fotografie klifów, widoki morza i brytyjskiego nabrzeża są naprawdę spektakularne. To film trudny, zmuszający do myślenia, ale dający dużo nadziei, a tego nam na początku nowego roku z pewnością potrzeba.

Moja ocena 7,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz